Przeklęty krąg niezadowolenia

Nierzadko zdarza mi się spotykać ludzi, którzy w mojej ocenie mają dostatnie życie i niczego im nie brakuje, a mimo to są jacyś tacy niezadowoleni i wiecznie rozczarowani swoim życiem. W opozycji do nich pojawiają się inni, którzy mają naprawdę niewiele i wiodą skromny żywot, a mimo to sporo u nich szczęścia i radości. Długo zastanawiałem się nad fenomenem tego zjawiska, aż wreszcie znalazłem jego wyjaśnienie…

rozwój osobisty - niezadowolenie

Nie odnalazłem go w jakiś poważnych badaniach naukowych, analizach socjologicznych, czy opracowaniach psychologów. Trafiłem na niego czytając książkę, w której zamieszczono bajkę o bardzo nieszczęśliwym królu i bardzo szczęśliwym służącym, na którym przeprowadzono wręcz niehumanitarny eksperyment o nazwie „krąg dziewięćdziesięciu dziewięciu”.

Nieskończenie idealne oczekiwanie, czyli opowiadanie o rozczarowaniu

Był sobie król, który jak to każdy bajkowy król miał wszystko czego zapragnął. Pieniądze, pałace, żon ile dusza zapragnie i mnóstwo ziem podbitych, a mimo to każdego ranka kiedy otwierał oczy dopadał go smutek i czuł się bardzo nieszczęśliwy. Jego przeciwieństwem był służący, który każdego ranka wkraczał do jego komnaty z uśmiecham na twarzy mrucząc pod nosem pieśni zasłyszane u trubadurów. Z oczywistych względów wkurzało to króla okropnie. Wezwał więc do siebie służącego i pod karą śmierci zażądał wyjawienia tajemnicy jego wiecznego szczęścia.  Służący zaklinał się na wszystkie świętości, że nie skrywa  żadnego sekretu, a radość czerpie z dnia codziennego. Z tego, że król obdarzył go honorem służenia mu, z tego że ma żonę i dwójkę dzieci, z którymi mieszka w domu przyznanym mu przez królewskich urzędników, którzy dają mu jeszcze pożywienie i odzienie. W dodatku, od czasu do czasu król w przypływie dobrego humoru obdarowywał go paroma drobnymi monetami,  które pozwalały na spełnianie kaprysów jego rodziny.  Król słysząc to wszystko nie dał wiary słowom służącego i wpadł we wściekłość wyrzucając go ze swej komnaty.

Następnie, zdesperowany wezwał swojego najmędrszego doradcę i opowiedział mu o rozmowie ze służącym dopytując o to w jaki sposób tamten osiąga taką pełnię szczęścia. Doradca uśmiechnął się i skwitował całą sytuację stwierdzeniem, że służący po prostu znajduje się po za kręgiem. Kiedy król zaczął dopytywać co to za krąg i jak on działa. Dowiedział się, że ten krąg to „Krąg dziewięćdziesięciu dziewięciu”. Nie daje on szczęścia, ale bycie poza nim nie pozwala ludziom na bycie nieszczęśliwymi, a ponieważ służący nigdy do niego nie wszedł, jest co dnia szczęśliwym człowiekiem. Natomiast, co do mechaniki jego działania to jest na tyle skomplikowana, że jej wyjaśnić się nie da, ale można zobaczyć jej działanie pozwalając komuś wejść do tego kręgu np. służącemu króla. Król chciał już wezwać podwładnego, aby wydać mu rozkaz wejścia do kręgu, ale doradca stwierdził że nie można nikogo do tego zmuszać. Nieustępliwy król planował go zatem oszukać i zwabić podstępem, ale według doradcy było to niepotrzebne. Wystarczyło tylko zaprosić służącego do tego kręgu, a wejdzie tam sam z własnej i nieprzymuszonej woli. Coraz bardziej zagubiony król dopytywał o to, że pewnie nie zdradzą mu konsekwencji wejścia do środka i tylko dlatego nieopacznie wkroczy do tego przeklętego kręgu. Lecz i tutaj doradca zaskoczył swojego przełożonego stwierdzając, że konsekwencje będą mu znane, a służący i tak nie będzie potrafił się oprzeć pokusie. Tego już było za wiele, król zażądał niezwłocznego przeprowadzenia eksperymentu chociażby za cenę utraty tak dobrego i oddanego sługi. Doradca zatem poprosił króla o przygotowanie na wieczór mieszka z monetami, ale warunkiem było, aby tych monet było dokładnie 99 – ani jednej mniej, ani jednej więcej.

Wieczorem doradca z królem wzięli mieszek z monetami i wymknęli  się z zamku. Udali się pod dom sługi i tam poczekali do rana. Kiedy w jego mieszkaniu zapłonęła pierwsza świeczka doradca doczepił do mieszka kartkę z informacją „Ten skarb jest dla Ciebie. Jest to nagroda za bycie dobrym człowiekiem. Ciesz się nim  i nie mów nikomu jak go znalazłeś”. Następnie powiesił mieszek na drzwiach do domu sługi, zapukał i uciekł. Sługa wyszedł na zewnątrz, a król z doradcą obserwowali go zza krzaków.

rozwój osobisty - niezadowolenie

Sługa wziął do ręki mieszek, przeczytał kartkę i potrząsnął nim. Dało się słyszeć dźwięk uderzających o sobie monet. Sługa przycisnął zawiniątko do piersi i cały drżąc z emocji szybko wszedł do domu zerkając czy przypadkiem nikt go nie widział. Król z doradcą podkradli się pod okno i obserwowali służącego. Ten wysypał monety na stół, a oczy mu się zaświeciły. On, który nie miał żadnej, teraz miał ich całą górę. Dotykał ich, pieścił je i w nieskończoność przesypywał. Przestawił nawet świeczkę na stole, aby monety mieniły się jej światłem.  W końcu zaczął je starannie ustawiać w słupki po 10 monet w każdym. Kiedy doszedł do ostatniego słupka, nagle zamarł. Monety na stole się skończyły, a słupek był niższy od pozostałych – brakowało jednej monety. Jeszcze raz sprawdził stół, podłogę pod nim, krzesło, mieszek  i swoje kieszenie. Okradli mnie! – wykrzyknął – Okradli mnie , niegodziwcy i szubrawcy.

Król z doradcą patrzyli jak dotychczas zawsze pogodne oblicze sługi uległa zmianie. Zmarszczył czoło i napiął twarz. Oczy stałe się małe i przymrużone, usta wygięły w dziwacznym grymasie. Zgarbiony szybko zbierał monety do mieszka, trwożliwie rozglądając wokół. Dało się również słyszeć jak mamrotał: Jedna moneta! Jedna moneta! Z setką monet człowiek jest bogaty. Wyciągnął papier i w świetle lampy zaczął rachunki nadal mamrocząc: Jedna moneta – to 12 lat mojej pracy u króla, ale gdybym wysłała żonę do pracy i sam znalazł drugą pracę to wystarczyłoby już tylko 7 lat. Gdybyśmy jeszcze zaczęli sprzedawać resztki jedzenia z królewskiego stołu, które przynoszę do domu udało by się zmniejszyć czas na zarobienie jednej monety do 4 lat. Służący westchnął ciężko i jakoś tak zapadł się w sobie. Perspektywa 4 lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń była przytłaczająca, ale nie widział innego wyjścia.

Król z doradcą wrócili szybko do zamku, a kiedy za dwie godziny sługa wszedł do królewskiej komnaty, był strasznie posępny i przygarbiony, bez cienia uśmiechu. Sytuacja ta powtarzał się przez kilka kolejnych dni, a kiedy król zagadnął sługę o przyczynę braku radości ten odburknął, że przecież wykonuje swoje obowiązki należycie i wiernie służy królowi, a do tego nie musi robić z siebie błazna lub trubadura. Po krótkim czasie król zwolnił z pracy swego sługę. Niemiło było bowiem mieć służącego, który ciągle był w złym humorze.

Efekt wychowania

Wszyscy zostaliśmy wychowani w ideologii niespełnienia. Zawsze nam czegoś brakuje do bycia zadowolonym, a jedynie kiedy jesteśmy zadowoleni cieszymy z tego co mamy. Nauczyliśmy się i wierzymy w to, że szczęście przyjdzie dopiero wtedy, kiedy skompletujemy to, czego nam brak…

rozwój osobisty - niezadowolenie

Mieszkanie musimy zamienić na dom, dom na jeszcze lepszy dom. Rower na używany samochód, używany na nowy, nowy na jeszcze lepszy itd. Schemat powtarza się w nieskończoność, a twórcy reklam zacierają ręce, ciągle wmawiając nam czego jeszcze potrzebujemy, aby poczuć się szczęśliwymi. Tymczasem wystarczyłoby tylko pamiętać co było na początku i docenić, to co już zyskaliśmy.

filizanka_small   Przy pisaniu tego tekstu towarzyszyła mi mocna i aromatyczna Herbata Wschodniofryzyjska

Life Impact – Stres

„Groziliśmy”, że mamy wiedzę oraz doświadczenia i że nie zawahamy się go użyć. A ponieważ nie rzucamy słów na wiatr już 27 maja zapraszamy na nasze szkolenie dotyczące stresu.

Co jednak ważne, nie będziemy mówili jak z nim walczyć lub go pokonać. Opowiemy za to jak z nim żyć, jak go zrozumieć i jak oswoić, bo to naszym zdaniem najlepszy sposób na poradzenie sobie ze stresem. Więcej informacji znajdziecie po kliknięciu na poniższe zdjęcie lub w zakładce szkolenia. Serdecznie zapraszamy!

Life Impact - stres

InspiRacje#3 – pozorność potrzeb

„A więc z dnia na dzień spakowałem plecak i poleciałem do Buenos Aires. Przejechałem Argentynę, Chile, teraz jestem w Boliwii, przede mną Peru, Ekwador, Kolumbia i Wenezuela. To tu zdałem sobie sprawę, że w plecaku mam same niepotrzebne rzeczy. Naprawdę nie potrzeba sześciu koszul, czy czterech par spodni, aby żyć. Trzeba zwalczyć w sobie uzależnienie polegające na ciągłej konieczności zaspokajania pozornych potrzeb. Widziałem głód, ale także radość ludzi. Coś nie do pomyślenia w naszej dzisiejszej Europie, gdzie panuje chciwość, oszustwo i zawiść. Wyciągi z konta, wielkie samochody, znane marki, urządzenia elektroniczne przytłaczające nas i powodujące w efekcie smutek, choć po powrocie z pracy nasz stół ugina się od przysmaków. Zrozumiałem, że tam, gdzie ludzie nie mają nic, myślą o tym jak przeżyć, jak iść do przodu. Tam, gdzie jest wszystko, ludzie narzekają, bo zawsze jest im za mało.

Rozwój osobisty - potrzeby

W czasie mojej podróży spotkałem wiele osób, które uświadomiły mi, że życie mija zbyt szybko, by warto było tracić czas na pracę tylko po to, aby dotrzymać kroku innym, by nie mieć mniej. Pracować, aby kupić dom, samochód, superciuchy. Ubrania szybko przestają być modne, dom staje się za ciasny, samochód zbyt wolny i znów musimy pracować więcej, bo trzeba kupować. Po co koncentrować się na posiadaniu, jeżeli nie mamy czasy dla tych, których kochamy? Jeśli nie starcza dnia, aby dzielić się tym co mamy? Po co nam szybki i mocny samochód, jeżeli nie możemy uciec nim od szarości miasta i rutyny gdzieś w góry czy nad morze razem z rodziną? Oczywiście, trzeba pracować. Ale może nie aż tyle? Tutaj przekonałem się, że Europa jest zimna, bo ludzie nie są blisko siebie. Nie wymieniamy uścisków, ani uśmiechów. A gdy ktoś spojrzy na nas w metrze, uciekamy wzrokiem. Pracujemy bez większej ochoty, bo zawsze znajdzie się jakiś szef czy kolega z pracy, który działa nam na nerwy tak bardzo, że jej nienawidzimy… Wracamy do domu wykończeni. To chwila, by zjeść kolację i powiedzieć swojej połowie jak bardzo jesteśmy wkurzeni z powodu tego gościa z pracy, którego nienawidzimy, no i z powodu korków, w których tkwiliśmy przez ponad godzinę. Ale było warto, nadal mamy pracę, dzięki której kupimy nowy telewizor z płaskim ekranem, czterdzieści dwa cale, w których idealnie widać, że książę Monako nadal jest kawalerem, a Ricky Martin powiedział, że jest gejem.”*

A jak jest z Twoimi potrzebami? Za czym gonisz? Czy strasz się jakoś rozgrzać tę „zimną Europę”?

——————————

Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata* Są takie książki, po przeczytaniu których aż mnie nosi. Jestem naładowany energią świeżego spojrzenia lub ukontentowany faktem, że ktoś postrzega świat podobnie do mnie.  Tak też się czułem po przeczytaniu książki Kacpra Godyckiego-Ćwirko „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata.”, z której powyższy cytat pochodzi i którą gorąco Wam polecam.

Iluzoryczna siła kołka

Od zawsze fascynowała mnie słoniowa potęga. Fakt, że nierzadko 5 tonowy i wysoki na ponad 3 metry zwierz potrafi pędzić z prędkością 15 km/godz, a na krótkim odcinku może nawet przyśpieszyć do 35, budzą mój respekt. No i jeszcze ta trąba, tak silna, że słoń może nią unieść nawet całe drzewo. Można by powiedzieć, że to żywa forteca na 4 nogach, maszyna destrukcji zdolna zniszczyć i zdemolować niemal wszystko.  W dzieciństwie podziwiałem słonie hasające po wybiegu w Zoo i te występujące w cyrku. Muszę przyznać, że te drugie zawsze wydawały mi się jakieś dziwne, często z jakąś szmatką na głowie i frędzelkiem z niej zwisającym między oczami, stające na dwóch nogach na komendę i robiące sztuczki na rozkaz. Najdziwniejsze jednak było to, że widywałem je też pasące się przy namiocie cyrkowym, z łańcuchem na jednej noce, który odchodził od niewielkiego kołka wbitego w ziemię. No i teraz zagadka, jak taki mały kołek mógł zapobiec ucieczce takiego kolosa? Mógł, bo w jego siłę wierzył słoń!

rozwój osobisty - siła kołka

Utrata wiary w siebie

Wychowywany od małego w cyrku słoń, od zawsze był przywiązywany do różnych kołków. Był pewnie czas, kiedy się szarpał i wyrywał próbując uwolnić. Pewnie trwało to wiele dni, a może i miesięcy. Jednak wtedy słonik nie był wystarczająco silny a kołek mocno siedział w ziemi. Przyszedł też pewnie ten dzień, który zaważył na dalszym życiu słonia. Dzień, w którym słonik uwierzył w swoją słabość i niemoc, uznając że kołek jest mocniejszy niż on. Tak spędził resztę swojego żywota, wierząc w to, że gruby stalowy łańcuch przymocowany do niewielkiego palika jest w stanie uwięzić go na zawsze. Najsmutniejsze w tym jednak jest to, że już nigdy nie zakwestionował swojej niemocy, nigdy nie podjął kolejnej próby swoich sił.

Nasze źródła niemocy

Niestety, z nami jest tak samo. Żyjemy uwiązani do dziesiątków kołków, które odbierają nam wolność działania. Wciąż wierzymy, że czegoś nie możemy, że coś jest nie dla nas a wszystko to tylko dlatego, że kiedyś, ktoś coś nam powiedział albo jakaś z naszych prób zakończyła się niepowodzeniem. Pewnie jak mały słonik mieliśmy ten dzień, kiedy uznaliśmy swoją niemoc i przyjęliśmy, że kołek jest silniejszy niż my. Teraz, kiedy jesteśmy dorośli i mamy więcej siły oraz życiowego doświadczenia nawet nie przyjdzie nam do głowy, aby go wyrwać.

A może jednak…, może warto podjąć jeszcze jedną z prób i sprawdzić, czy to co niby nieosiągalne, nie jest przypadkiem naszym mentalnym kołkiem.

filizanka_small   Pisząć ten tekst piłem pysznego Oolonga Ti Kuan Yin Oolong, zwanego Żelazną Boginią Miłosierdzia

Jak podwoić długość życia

Jest taka świetna powieść dla dzieci niemieckiego pisarza Michaela Endego zatytułowana „Momo, czyli osobliwa historia o złodziejach czasu i dziecku, które zwróciło ludziom skradziony im czas” . Występują w niej Szarzy Panowie, którzy pod przykrywką prowadzenia Kasy Oszczędności Czasu, kradną ludziom czas. Uczą oni ludzi jak pracować więcej i efektywniej nie „marnując” czasu, na takie „głupoty” jak miłość, spotkania ze znajomymi, czy zajmowanie się dziećmi. Klienci kasy popadają w konsumpcjonizm, gonią za kolejnymi nowymi rzeczami i nawet nie zauważają jak stają się samotni i nieszczęśliwi. Kiedy sobie przypominam o tej powieści zawsze jest mi ciężko uwierzyć w to, że została ona napisana już w 1973 roku.

rozwój osobisty - długość życia

Śmiganie na autopilocie

Mam takie nieodparte wrażenie, że z upływem lat Szarzy Panowie udoskonalili swoje metody działania. Zawładnęli telewizją, internetem i wykreowali całą kulturę nieustannej gonitwy i pośpiechu. Ten nieustanny wyścig, niszczy dużą część naszego życia i najzwyczajniej w świecie kradnie nam czas. Można to sobie bardzo dobrze uświadomić odpowiadając na kilka poniższych pytań:

  • Czy trudno Ci się skoncentrować na tym, co dzieje się w chwili obecnej – dokładnie w niej?
  • Czy zwykle chodzisz szybko i ciągle się spieszysz, aby jak najszybciej dotrzeć do celu i nie zwracasz uwagi na to, czego doświadczasz po drodze?
  • Czy wydaje Ci się, że działasz nawykowo i automatycznie, często bez świadomości tego, co robisz?
  • Czy wykonujesz swoje zajęcia w pośpiechu i bez uważności?
  • Czy skupiasz się tak bardzo na przyszłym celu, że tracisz kontakt z tym co robisz teraz, aby go osiągnąć?
  • Czy ciągle uciekasz myślami w przyszłość, albo przeszłość?

Pytając wprost:  czy dałeś się już tak omotać  Szarym Panom,  że co dnia napędzają Cię jedynie rutynowe bezrefleksyjne czynności, które powodują, iż żyjesz we własnej głowie a nie we własnym życiu?

Prawdziwe życie

Załóżmy, że masz 30 lat i prawdopodobnie pożyjesz do osiemdziesiątki. Masz zatem przed sobą jeszcze 50 lat życia. Jeśli jednak uznamy, że funkcjonujesz w pełni świadomie, kiedy naprawdę czujesz dany moment i go przeżywasz, tylko przez 2 godziny dziennie to zostało Ci tylko 6 lat i 3 miesiące prawdziwego życia! Przyznasz, że to „trochę” mało. Znacznie więcej spędzisz go prawdopodobnie na zebraniach w swojej pracy.

Kiedy jesteś świadomy chwili, czas zazwyczaj płynie znacznie wolniej. Oczywiście to tylko subiektywne odczucie, ale aby to poczuć wystarczy zrobić prosty eksperyment . Nastaw budzik na 5 minut i włącz telewizor na wiadomości, albo jakiś filmy. Teraz jeszcze raz ustaw 5 minut na budziku, znajdź jakieś spokojne miejsce, gdzie nikt i nic nie będzie Ci przeszkadzać. Usiądź, zamknij oczy i podnieść obie wyprostowane ręce pionowo do góry, tak abyś miał ramiona obok swoich uszu ale nie opieraj ich o głowę. Tak siedząc trzymaj je cały czas napięte i czekaj aż odezwie się alarm.  Czy te drugie 5 minut minęło tak samo szybko, jak przed telewizorem? Czy zerkałeś jednym okiem na budzik ile jeszcze, bo chyba się zaciął i nie dzwoni?

Niektórzy, aby jak najwięcej zobaczyć czy zrobić w życiu, piją energetyki, katują się fizycznie, biorą narkotyki lub notorycznie niedosypiają. Są wiecznie w biegu, wiecznie nakręceni i na permanentnym niedoborze energetycznym. Tymczasem, podobny efekt przeżycia wielu spraw i zobaczenia mnóstwa nowych rzeczy można osiągnąć żyjąc po prostu uważniej i bardziej świadomie. Teraz i w tym momencie. Co byś zatem powiedział na 4 w pełni świadome godziny w ciągu dnia?

Ja np. uświadomiłem sobie, że aby napisać powyższy tekst musiałem uderzyć w klawiaturę 3598 razy. Dopiero teraz dostrzegłem ogrom pracy moich palców. Szczególnie, biorąc pod uwagę to, że na tej stronie jest ponad 170 moich tekstów. Patrzę teraz na dłonie i przyglądam się im uważnie, podziwiając jak genialne dzieło potrafiła stworzyć natura.

A czy Ty wiesz, ile kroków już dziś zrobiłeś i czy pamiętasz, kto był pierwszą spotkaną dzisiejszego dnia osobą po wyjściu z domu?

filizanka_small   Ten tekst pisałem popijając smaczną i bardzo aromatyczną zieloną herbatę Mały Budda

InspiRacje#2 – Codzienność

„Żyjesz normalnie, każdego dnia przesuwasz budzik o kolejny, upragniony kwadrans snu. Telefon to pierwsza rzecz, jaką bierzesz rano do ręki, w ciągu dnia sięgniesz po niego jeszcze kilkadziesiąt razy. O naładowanie baterii często dbasz bardziej niż o leżącą obok ciebie osobę. Ten mały diabeł prawie nie milknie. Wibrują sms-y, mms-y, przypomnienia, maile, o… znów ktoś dzwoni, jesteś na prawdziwym onlinie, blisko spraw i ludzi. Nie czujesz się bardziej zagubiony, samotny i nieporadny, wręcz przerażony niż w chwili, gdy uświadomisz sobie, że go zgubiłeś, zapomniałeś albo że ci go ukradli. Nie wyobrażasz sobie początku dnia bez sprawdzenia kilku portali, odwiedzin wirtualnych znajomych, napchania sobie głowy wiadomościami, które i tak nie mają dla ciebie żadnego znaczenia. Żadnego wpływu na twoje życie. Ale jak bez tego zaspokoisz przemożną chęć bycia częścią świata? Ta wiedza daje złudne poczucie kontroli. Wmawiamy sobie, że to czyni nas kosmopolitami. Uczestniczenie w tym pseudoinformacyjnym krwiobiegu uspokaja. Dbamy przecież o losy świata, rozwiązujemy jego problemy, zabieramy głos w ważkich kwestiach, raz po raz stajemy po czyjejś stronie, czujemy się ważni, oceniamy. Zajmuje to nas i odciąga od naszych prawdziwych spraw, oddala od ludzi, zabiera czas, który powinniśmy z nimi spędzić. Często słyszę „ja po prostu lubię wiedzieć, co się dziej na świecie”. To wyrusz w podróż dookoła domu i przekonaj się o tym, będziesz zaskoczony.

Rowój osobisty - codzienność

W locie łapiesz opakowaną w plastik kanapkę, wielkimi łykami pochłaniasz „prawdziwą brazylijską” kawę z reklamy, koniecznie z dietetyczną śmietanką. Żyjemy przecież zdrowo. Po krótkim rajdzie slalomem między innymi autami, ze zmarszczonym czołem, po „nauczeniu dobrych manier” innych kierowców i kilku niekoniecznie przyjaznych gestach wreszcie docieramy. Stop. Trzask drzwi, pik alarmu i gotowe. Prawie niewidocznym skinieniem głowy wspaniałomyślnie pozdrawiasz zmęczoną jak nasza, smutną twarz współpasażerki windy a w duchu myślisz: „Mogłaby wsiadać szybciej, po co jedzie windą na pierwsze piętro”. Tak oto rozpoczął się kolejny dzień życiowej diety, fast foods bez wartości ożywczych. Wysoko przetworzona strawa duchowa napchana ścinkami gazet, powleczona wonią drogich perfum. Klik i internet działa, jestem onlione, znowu się udało…”*

A jak wygląda Twój dzień?
——————————
Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata* Są takie książki, po przeczytaniu których aż mnie nosi. Jestem naładowany energią świeżego spojrzenia lub ukontentowany faktem, że ktoś postrzega świat podobnie do mnie.  Tak też się czułem po przeczytaniu książki Kacpra Godyckiego-Ćwirko „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata.”, z której powyższy cytat pochodzi i którą gorąco Wam polecam.

Piekielna droga – czy Ty też masz wyzwania, których unikasz?

To było piękne lato 2007 roku. To wtedy pierwszy raz poczułem smaki i zapachy Krety oraz poznałem tamtejsze niekoniecznie najlepsze drogi. W pamięci szczególnie zapadła mi jedna z nich, pełna zachwycających widoków. Prowadziła z Rethymnonu, poprzez Śpiewający Wąwóz do Klasztoru Prevelli  a następnie do pięknej plaży z twierdzą Frangokastello, gdzie podobno w drugiej połowie maja o świcie, pojawiają się tzw. „Upiorni wojownicy”, czyli „Ludzie z rosy”. Stamtąd droga serpentynami wspina się na pasmo górskie Lefka Ori, aby w poprzek wyspy przebić się z powrotem na jej północne wybrzeże.

rozwój osobisty - droga - wyzwania

Wybierając się w drogę zadbaj o odpowiedni dobór towarzyszy

Widoki były przepiękne, zapachy oszałamiające a woda ciepła i turkusowa. Nie wspominając już o genialnej pogodzie. To mógł być cudowny dzień, ale stał się najgorszym dniem w czasie całych wakacji. W tamtym czasie nie miałem prawa jazdy, ani pojęcia o prowadzeniu samochodu. Kierowca, z którym wybrałem się na wycieczkę, miał lęk wysokości, był panikarzem i nie potrafił panować nad swoimi nerwami. Przeklinał starając się przejechać jak najszybciej przez tak wąskie uliczki miasteczek, że samochody mijały się na nich omal nie ocierając lusterkami. Pomstował na brak barierek ochronnych, na górskich drogach, które czasami zakręcały o 180 stopni. Był przerażony, że jedziemy samochodem z silnikiem o pojemności 1.1, bo według niego siła silnika mogła być za mała w sytuacji kiedy będziemy musieli zatrzymać się w czasie podjazdu pod stromą górę i następnie ruszyć z ręcznego. Tłumaczył mi, że w takiej sytuacji możemy się stoczyć samochodem do tyłu w jakąś przepaść. Uspokoił się dopiero na szerokiej plaży z ciepłą płytką wodą koło twierdzy Frangokastello. W tym wyciszeniu pomogła mu mapa, która pokazała, że to już koniec tak wąskich dróg.  Nie zauważył jednak tego, co ja dostrzegłem na tej mapie, ale na wszelki wypadek profilaktycznie milczałem.

Był to pełen serpentyn podjazd (oczywiście bez barierek zabezpieczających) i ze zniszczoną nawierzchnią, który miał nam pozwolić wjechać na pasmo gór Lefka Ori. Kiedy pod niego podjechaliśmy mój kierowca zbladł, wystąpiły na niego zimne poty i stwierdził, że nie da rady podjechać tą drogą. Chciał zawracać, ale wtedy przypomniały mu się te wszystkie wąskie drogi i przesmyki, które już pokonał. Trzęsąc się jak galareta i wieszcząc naszą niechybną śmierć, zdecydował się jednak wspiąć na to pasmo górskie. Od samego początku modlił się tylko o to, aby z góry nie jechał żaden autobus, bo ledwo wyrobiłby się na wąskich zakrętach o 180 stopni a my musielibyśmy stanąć pod górę na ręcznym, aby go przepuścić. Los jednak nie był łaskawy i w połowie drogi spotkaliśmy się z autobusem. Nie dość, że musieliśmy stanąć na ręcznym pod górkę, to kierowca autobusu pokazał nam jeszcze, że musimy się trochę cofnąć (czyli stoczyć), bo on ma za mało miejsca. Mój kierowca zaczął histerycznie krzyczeć i oświadczył, że na bank zginiemy na tej kreteńskiej drodze. Mimo to, jakimś cudem wykonał wszystkie konieczne manewry i bez osunięcia w przepaść ruszyliśmy w kierunku hotelu. W tej całej sytuacji najgorsza była moja niemoc działania, która tylko potęgowała mój strach. Byłem zamknięty w małym metalowym samochodzie, zdany na rozhisteryzowanego i przerażonego kierowcę, który wieszczył nam rychłą śmierć.

Po przyjeździe do hotelu wypiłem duszkiem dwa piwa i mamrocząc pod nosem tekst z Władcy Pierścieni:

„Droga jest zamknięta,
Zbudowali ją Ci którzy są umarli
I umarli będą jej jedynymi panami…”

obiecałem sobie solennie, że już nigdy nią nie pojadę.

rozwój osobisty - droga - wyzwania

Bój się, ale podejmuj wyzwania

7 lat później ponownie znalazłem się na Krecie w moim ulubionym mieście Rethymnon.  Tym razem, byłem tu z moją drugą połową i prawem jazdy w kieszeni. Kreta to wyspa, którą genialnie zwiedza się samodzielnie wynajętym samochodem, ponownie więc skorzystałem z tego sposobu. Cały czas miałem w pamięci piękne widoki  i plaże na trasie między Preveli a Frangokastello, pamiętałem jednak także o wszystkich wąskich i krętych drogach oraz przerażającym podjeździe na pasmo górskie. Kiedy jednak kogoś kochasz, chcesz mu pokazać wszystko to co najpiękniejsze. Ustaliliśmy z moją drugą połową, że się boję, że nie wiem jak będzie, ale mimo to podejmę próbę przejazdu tą trasą. W zaplanowanym dniu wycieczki byłem przerażony a żołądek ze strachu wywijał mi się na drugą stronę. Próbowałem trzymać fason a chwilami, w najurokliwszych miejscach, zapominałem nawet o tym co mnie czeka dalej. Na wąskich odcinkach drogi głęboko oddychałem, żeby się uspokoić a na ostrych zakrętach mówiłem na głos co robie: „hamulec, redukcja biegu, skręt i lekko gaz…”. Tak o to, bez większych problemów dotarliśmy do ruin fortecy Frangokastello przy jednej z moich ulubionych plaż na Krecie. Pławiłem się i brykałem w płytkiej i ciepłej morskiej toni ciesząc się obecną chwilą, ale odległy o kilku kilometrów szczyt góry, na który będę musiał wjechać, nieuchronnie budził poczucie strachu. Wreszcie klamka zapadła, jedziemy już prosto w kierunku podjazdu.  Jeszcze tylko górka, jeszcze tylko zakręt i naszym oczom ukazała się…  wyremontowana i poszerzona droga z barierkami ochronnymi prowadząca na szczyt gór. Podjazd nadal był stromy i bardzo kręty, ale komfort jazdy znacznie odmienny od tego co zapamiętałem sprzed paru lat.

Do hotelu wróciłem wykończony i szczęśliwy, że podjąłem wyzwanie. Uświadomiłem sobie, że przez lata żyłem przeszłymi wyobrażeniami, które były na tyle silne, że nawet nie dopuściłem do siebie myśli, że sytuacja na miejscu mogła już ulec zmianie.

Najważniejsze jednak, że zrozumiałem, iż jeśli mierzysz się z jakimś wyzwaniem zawsze należy siadać za kierownicą. Możesz się bać, masz prawo o tym mówić i czuć wszystkie symptomy strachu, ale mimo to, przejmij kontrolę nad sytuacją w takim zakresie, w jakim to możliwe. Pozycja pasażera i liczenie, że ktoś inny nas przez tą sytuację „przewiezie” to złudne poczucie bezpieczeństwa i gwarancja braku satysfakcji z samodzielnego pokonania przeciwności.

Zastanów się teraz, co jest Twoim podjazdem pod Lefka  Ori?

filizanka_small   Tekst powstawał w towarzystwie dodającej mocy i zdrowia Herbaty Górskiej z Gojnika