Miesięczne archiwum: Kwiecień 2015

Wampiry wśród nas

Z wielu filmów i podań uczymy się, że Wampiry żywią się krwią, są prawie nieśmiertelne, nad wyraz szybkie i silne oraz że raczej nie przepadają za światłem dziennym. Czy tak jest? Nie wiem, żadnego z nich nie spotkałem. Miałem za to już nie raz do czynienia z wampirem energetycznym. Problem z tą ich odmianą polega na tym, że nie ma kłów, nie porusza się tylko nocą i jak wysysa z nas energię nie zostawia śladów ukąszeń i co najgorsze, ze 100% pewnością istnieje naprawdę. Co więcej są to nierzadko nasi znajomi, przyjaciele lub członkowie rodziny. Zazwyczaj lgną do innych, niby skorzy do spotkań i do zabawy ale w ich trakcie jacyś tacy smutni, zadumani albo wręcz na odwrót kwitnący pod przykrywką zaangażowania w niesienie nam pomocy, kiedy coś nam nie wychodzi, jest nam źle i mamy problemy.

Rozwój osobisty - Life factory - wampiry

Niektórzy z nas potrafią je rozpoznać i obronić swoją energię przez dostępem do niej tych energiopijców. Wielu jednak ulega ich manipulacjom, pseudoprzyjaźniom i rzekomej trosce o nasze sprawy. Jeżeli kiedykolwiek po spotkaniu z kimś poczułeś wyczerpanie energii lub wszedłeś na spotkanie z tym kimś pełen pomysłów i planów a wyszedłeś pełen obaw i braku wiary w ich powodzenie wiedz, że w takim razie pierwszy kontakt z energowampirem masz już za sobą.  Zastanów się też, czy przypadkiem nie masz wśród znajomych kogoś, kto kiedy idzie Ci w życiu świetnie i przesz do przodu nie ma dla Ciebie czasu. Jednak, gdy tylko coś pójdzie nie tak: zdradzi cię druga połowa, twój związek się sypie, w pracy są masowe zwolnienia i obawiasz się że będziesz następny – natychmiast pojawi się u twego boku i zacznie się nurzać w twojej niedoli. Co jednak charakterystyczne (i dzięki czemu łatwo rozpoznać takiego energogagatka) wcześniej czy później zacznie opowiadać o sobie, swoich problemach i jak to ma ciężko w życiu. Znam i taki przypadek kiedy energowampir skorzystał z pogrzebu i zaraz po nim umówił się ze swoją ofiarą na wino – niby dlatego, aby chwilę pobyć razem w tej smutnej chwili. Nie minęło za wiele czasu i już zapomniał o pochówku a zaczął opowieść o niedolach swojego życia, chłepcząc łapczywie energię swojego rozmówcy pogrążonego w zadumie po smutnej uroczystości.

Eckhart Tolle w swojej książce „Potęga teraźniejszości” zamieścił świetny opis narodzin energowampirów i ich sposobu egzystowania:

„Dopóki potęga Teraźniejszości jest ci niedostępna, każde bolesne emocjonalnie doznanie pozostawia po sobie osad cierpienia. Żyje ono w tobie jeszcze długo po fakcie, miesza z zadawnionym bólem, który wcześniej w sobie maiłeś, i wrasta w twój umysł i ciało. Zasada ta oczywiście dotyczy także wszystkiego co wycierpiałeś w dzieciństwie z powodu nieświadomości świata, w którym zdarzyło ci się urodzić.

                Z nagromadzonego bólu powstaje negatywne pole energetyczne, wypełniające twoje ciało i umysł. Jeśli masz wrażenie, że jest to niewidzialny, odrębny byt, niewiele się mylisz. Z bólu emocjonalnego powstaje bowiem ciało bolesne…

…Ciało bolesne walczy o przetrwanie – tak jak każdy byt. Przetrwać zaś zdoła tylko pod warunkiem, że skłoni cię, abyś bezwiednie się z nim utożsamił. Może wtedy wychynąć z ukrycia, przejąć władzę, „stać się tobą” i za twoim pośrednictwem żyć. Potrzebuje ciebie jako narzędzia zdobywania „pokarmu”. Będzie się żywiło każdym doznaniem, które wibruje pokrewną mu energią – wszystkim, co rodzi nowy ból pod jakąkolwiek postacią: gniewu, skłonności niszczycielskich, nienawiści, rozpaczy, dramatycznych emocji, przemocy a nawet choroby. Gdy więc ciało bolesne tobą zawładnie, stworzy ci sytuację, która odbije ku niemu energię, nastrojoną na jego własną częstotliwość, żeby mogło się nią karmić. Ból może się żywić tylko bólem. Nie może się żywić radością. Po prostu jej nie trawi.”

I tym oto sposobem dzięki Eckhartowi poznaliśmy sposób na ochronę przed energowampirami. Jest nią radość, chęć życia i zadowolenie z tego co się ma. Mówiąc inaczej optymizm jest dla energowampira tak samo groźny jak światło słoneczne dla jego pobratymca żywiącego się krwią. Naucz się zatem cieszyć życiem, czerp z niego wszystko co pozytywne, nie uginaj przed trudnościami, które są nieuchronne tylko wierz w siebie i mknij do przodu. Tym sposobem już nikt nie wyssie niepostrzeżenie z Ciebie Twojej energii. Uważaj tylko, aby nie dać się wciągnąć w otchłań narzekań. Jeżeli masz energowampiry wśród znajomych i bliskich spróbują jeszcze one gry na twoich emocjach. Usłyszysz, że się zmieniłeś, zapomniałeś o nich i już nie jest między wami tak fajnie jak kiedyś. Bądź silny, zaproś energowampira na jasną stronę życia a zobaczysz jak nagle straci chęć do wspólnego spędzania czasu z Tobą. Ostatecznie on szuka pokarmu a twoja energia już nie jest dla niego dostępna. Wysysać ja może tylko wtedy, kiedy jesteś słaby.

Rozwój osobisty - Life factory - Lama Ole Nydahl

Lista zadań

Ilu poradników i zaleceń dotyczących zarządzania czasem bym nie czytał zawsze trafiam na tę samą poradę dotyczącą sporządzenia listy spraw na dany dzień, czy to z samego rana, czy też wieczorem dnia poprzedniego. Trzeba usiąść wypisać wszystko co do roboty a potem się do niej zabrać i następnie odhaczać to co załatwione. Oczywiście co bardziej zaawansowane porady mówią o nadaniu odpowiednich priorytetów i realizacji najtrudniejszych zadań na początku dnia. Sam z takich list korzystam od wielu lat i bardzo sobie je chwalę, ale wbrew pozorom potrafią być one też i pułapką, która odbiera nam sił zamiast nas wspierać.Rozwój osobisty - Life factory - lista zadań

Ja nie dam rady!? – czyli o ambicji słów parę

Będę najlepszą wersją siebie i zrobię wszystkie zadania z całego tygodnia już pierwszego dnia. Zresztą to pokaże jak ważny i zapracowany jestem bo mam na dziś 25 zadań do zrealizowania. Bazując na praktyce zapytałbym czy upadłeś na głowę, czy też masz na tej liście uwzględnione tak „istotne” zadania dnia jak np. „umyć zęby”. Jakby nie było, raczej bym nie postrzegał Ciebie jako dobrze zorganizowanego, bo albo wpisujesz tam same drobiazgi albo masz problemy z porównaniem liczby zadań na dany dzień z liczbą godzin, która na ten dzień się składa. Sam byłem tym drugim przypadkiem, duma rozpierała mnie z każdym dodatkowym zadaniem na kartce, wiec śmiało dopisywałem kolejne. Ambicja nie dawała mi spokoju jeśli moja lista miała mniej niż 10 pozycji, bo wyszłoby że jestem mało potrzebny i mało ważny. Potem z uwielbieniem wykreślałem pozycję za pozycją…   i było tak przeważnie do godz. 20:00, kiedy to nagle okazywało się, że dzień zbliża się do końca a ponad połowa mojej listy jest nawet nietknięta. Pojawiał się stres i rozdrażnienie, przyspieszałem obroty i wsuwałem jakieś słodycze, które na moment osładzały mi niedolę walki z zadaniowym uciemiężeniem. Na koniec dnia lądowałem z papierkiem po tabliczce czekolady, stresem, frustracją i kilkoma zadaniami, których nie zdążyłem zrobić. Jak mawia jeden z moich znajomych: „Ot, taka piękna katastrofa” i to katastrofa na własne życzenie, bo ambicja to jedno a realizm niekoniecznie idzie z nią w parze. Są dwa sposoby, aby temu zapobiegać:

  1. wieczorem dnia poprzedniego wypisz zadania na następny dzień, a kiedy wstaniesz rano zdecyduj, które z nich wywalasz tak aby lista zmniejszyła się o 50%
  2. do każdej pozycji z listy dopisuj szacowany czas realizacji i licz czy nie przekroczyłeś doby, po odjęciu z niej czasu na sen

Rozwój osobisty - Life factory - efektywność

Robocop 3.0 – czyli jak energii zabraknie to polecę na rezerwie

Fani science fiction z łatwością odnajdą w pamięci sceny z filmów, kiedy to jakiś z robotów w trakcie podbijania kolejnego świata, oczyszczania bazy naukowej z wrogich obcych i tym podobnych użytecznych prac nagle otrzymywał ze swojego systemu komunikat o niskim poziomie energii i konieczności jej uzupełnienia. Najczęściej jednak bohatersko ignorował ten stan i albo dalej działał na zapasowych akumulatorach, albo odłączał mniej istotne funkcje i systemy. Powstaje teraz pytanie, a co odłączasz Ty kiedy zabraknie Ci energii?

Jakoś tak się składa, że większość poradników, które zalecają korzystanie z list zadań nie wspomina o jednym istotnym zadaniu, które powinno zostać obligatoryjnie wpisane minimum w co drugi dzień – a brzmi on „odpocząć”.  Możemy pić kawę, yerba mate lub inne energetyki ale wraz  z postępem zmęczenia ich działanie jest coraz mniej efektywne a my funkcjonujemy coraz wolniej i mniej kreatywnie. Z jednej strony krótka 20-minutowa drzemka lub inny rodzaj relaksu dodadzą nam energii i poprawią koncentrację a z drugiej pozwolą na chwilę oderwać się od realizowanych zadań i spojrzeń na nie ze świeżej perspektywy.

Pamiętaj też, aby między zadaniami planować przerwy. Ostatecznie trzeba coś jeść, czasami nawiedzić miejsce wiadome i ku zdrowotności raz na jakiś czas spojrzeć w okno.

Rozwój osobisty - Life factory - życie

Plan totalny – czyli 100% czasu pod kontrolą

Totalna kontrola nad czasem to niespełnione marzenie perfekcjonisty i niestety wielu osób, które próbują planować swój dzień. Jest to kwestia znana od dawna w biznesie. Każdy z menadżerów, który przechodził kurs zarządzania czasem doskonale wie, że w planie dnia trzeba zaplanować czas na zdarzenia nieplanowane. Zasadniczo trenerzy na takich kursach nie pytają nawet czy masz takie sytuacje w życiu zawodowym, tylko odrazy proszą Cię abyś oszacował czy wynoszą one 20, 40, czy 60% twojego roboczego dnia. Ta sama zasad dotyczy planowania naszych prywatnych zadań na dany dzień.

Jak jesteś uporządkowany pewnie coś niezaplonowanego nie przekroczy wartości 20% jak masz dzieci, niesforne zwierzaki i asertywną teściową, która nie rozumie że dobrze byłoby się umawiać z wyprzedzeniem na wizytę w waszym domu pewnie będziesz oscylował w granicach 60-80% utraty kontroli nad czasem. Może nie jest super, ale już wiesz ile czasu możesz przeznaczyć na planowanie zadań.

Rozwój osobisty - Life factory - plany

U mnie nie ma prosto, zatem na zakończenie sam lub sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie co zrobisz z zadaniem, które od 5 dni przesuwasz z dnia na dzień…

filizanka_small co napisawszy zapiłem sporym łykiem zielonej herbaty Mały Budda

Punkt magii

Nie wiem skąd to się bierze, ale mamy jakąś taką dziwną tendencję do wiary w to, że w naszym życiu czekają na nas magiczne punkty po dotarciu do których wszystko się zmieni. A to zaczniemy intensywnie uczyć się angielskiego jak tylko uporamy się ze stertą książek do przeczytania, zaczniemy biegać i dbać o siebie jak tylko skończymy kurs, który potrwa jeszcze 4 miesiące. Pomyślimy o założeniu własnej firmy jak wrócimy z wakacji a tak w ogóle to odpoczniemy jak nasze dziecko pójdzie wreszcie do szkoły, no i jeszcze pamiętamy, że prawdziwe życie zaczyna się po czterdziestce. Zatem jak tylko do niej dotrwamy,to wtedy pokażemy światu jak należy żyć i się bawić.  Mógłbym jeszcze przytoczyć sporo podobnych frazesów o odpoczynku dopiero na emeryturze itd., jednak nie chcę marnować Twojego czasu 😉

Rozwój osobisty - Life factory - na co czekasz

Pewnie Cię to rozczaruje ale prawie zawsze albo nie będziesz mógł dotrzeć do wyznaczonego punktu (bo np.  na stercie wciąż będą przybywać nowe książki) albo kiedy już do niego dojdziesz nic się nie zmieni i wyznaczysz sobie kolejne punkty, bo ten okaże się niewłaściwy.  Niestety, świat nic nie wie o Twoich planach i nie zakrzywi czasu albo go nie zdubluje. Co więcej, najprawdopodobniej zadba o to, aby pojawiły się kolejne cele niekoniecznie spójne z Twoimi wyimaginowanymi planami.

Po kursie trzeba będzie jakoś wykorzystać zdobytą wiedzę a zdobycie praktyki zabiera czas. Po powrocie z wakacji będziemy potrzebowali czasu aby dojść do siebie i odkopać się z zaległości, zatem założenie firmy przesuniesz o kilka miesięcy a potem wiadomo: krótsze dni, jesienna depresja co siły odbiera, Święta i Nowy Rok, kiedy to będzie można podjąć wyzwania na kolejny rok i wpisać tam założenie firmy… oczywiście po feriach zimowych, bo…. Jak tylko dziecko pójdzie do szkoły to pojawi się cała sterta nowych wyzwań i problemów ze szkołą związanych, że nie wspomnę o pomaganiu w odrabianiu zadań domowych. Zapewniam Cię również, że po przekroczeniu czterdziestu lat świat nie będzie inny – nic nie dupnie, niebo nie rozbłyśnie, nawet ziemia się nie zatrzęsie i czas będzie płyną w tym samym rytmie, zatem czemu miałoby się coś od tego momentu zmienić.

Rozwój osobisty - Life factory - jutro

Zapomnij więc o magicznych punktach w życiu – to iluzja i zacznij planować swoje zmiany już dziś wpisując je w kalendarz. Co najważniejsze nie muszą być one wielkie i spektakularne, ale wystarczy abyś choć o mały krok zbliżały Cię do celu. Możesz uczyć się codziennie czerech nowych słówek po angielsku z rana przy śniadaniu lub przeczytać jeden news w internecie w tym języku. Jak przez kurs nie masz czasu na bieganie wyskocz codziennie w drodze do pracy dwa przystanki wcześniej z autobusu i pokonaj je na pieszo (jak dojeżdżasz samochodem, to zostaw go gdzieś 20 minut spaceru od pracy). Jak chcesz założyć firmę to nie czekaj do wakacji, tylko już teraz zdobądź informacje co będzie potrzebne do jej zarejestrowania i weź jeden dzień urlopu więcej. Ten ostatni przeznaczysz na wizytę w urzędzie aby ją zarejestrować. Nie czekaj na czterdziestkę aby być szczęśliwym, zorganizuj sobie szczęście już od jutra: umówi się co dwa tygodnie popołudniu ze znajomymi w knajpie, zorganizuj w domu wieczór Unplugged (bez prądu), dzieci zdziwią się jak wygląda ciemność rozświetlona świecami a Twojej długiej połowie może się udzielić romantyczny nastrój i dopiero spotka Cię szczęśliwy finał dnia. Jak to za duże wyzwania, to idź na spacer albo wyskocz do kina i nie wciskaj, że nie masz czasu bo w wielu miastach bez problemu znajdziesz seans o 22:00.

Rozwój osobisty - Life factory - czekanie

filizanka_small tekst pisany z kubkiem naparu z Gojnika – zioła co umysł rozjaśnia i sił dodaje

Powerbook

Wśród swoich znajomych mam zarówno grono gorących wielbicieli jak i zadeklarowanych przeciwników Facebooka. Każda z grup ma swoją argumentację i przekonania przemawiające za ich postawą. Jedni twierdzą, że pozwala on nawiązywać nowe znajomości i umacnia obecnie, drudzy że wręcz odwrotnie. Jedynym obszarem, gdzie zwolennicy tych obu grup są w stanie znaleźć nić porozumienia jest kwestia związana z Facebookiem jako złodziejem czasu. Swoją drogą to znamienne, że to niby Facebook kradnie nam czas, a nie my go marnujemy 😉

Ja się z tym zdaniem zdecydowanie nie zgadzam. Po pierwsze Facebook jest narzędziem a częstotliwość korzystania z niego, czy też cel w jakim go używamy zależy już całkowicie od nas. Zatem nie wciskajmy, że to on z nami coś robi, bo to my robimy coś z nim. Po drugie nie stanowi on dla mnie źródła pozyskiwania przyjaciół i znajomych, choć pewnie utrzymywanie z nimi kontaktów istotnie ułatwia. Często tą drogą właśnie umawiam się na spotkania w tak zwanym realu.  Ja na swój użytek nadałem Facebook’owi role mojego prywatnego Powerbooka, czyli narzędzia które mnie:  motywuje, nasyca i jeszcze pozwala na gromadzenie ciekawych materiałów.

Rozwój osobisty - Life factory - Powerbook

Motywacja

Dzięki polubieniu odpowiednich stron codziennie z rana czeka na mnie kilka motywujących obrazków z mobilizującymi hasłami i cytatami. Czasami wywołują uśmiech, czasami przypomną o tym co naprawdę ważne w życiu, a czasami najzwyczajniej w życiu mentalnie kopną w tyłek i zmotywują do działania. Co jednak najlepsze, taką dawkę refleksji i motywacji zapewniam sobie przez cały dzień, a jest ona szczególnie przydatna w momentach, w których siada mi energia, dopada zmęczenie lub kiedy w stresie zaczynam gnać przez życie zapominając o zdrowiu i dobrym odżywianiu. Zdarzyło mi się to ostatnio, kiedy w amoku działania do listy zadań na dziś dopisywałem kolejne pozycje choć już pół dnia było daleko za mną. Już miałem zaparzyć dzbanek yerba mate dla energii, przewietrzyć mieszkanie żeby nie zasnąć bo padałem ze zmęczenia i właśnie wtedy na moim Facebook pojawił się obrazek śpiącego wilka na kwiecistej polanie z hasłem „Daj sobie zgodę na odpoczynek. Masz do niego prawo”.Rozwój osobisty - Life factory - odpoczynek

Poczułem się jakby mi ktoś na pełnej prędkości zaciągnął ręczny hamulec, wręcz poczułem powietrze owiewające mnie przy tym gwałtownym wytracaniu prędkości. Oprzytomniałem i zamiast ślepego parcia do przodu pomimo zmęczenia, postanowiłem uciąć sobie popołudniową regenerująca drzemkę. Oczywiście po pobudce i tak sobie zaparzyłem yerbe i wpuściłem świeże powietrze do mieszkania, ale miałem już zupełnie inny poziom enrgii. Kiedy obudziłem swojego uśpionego laptopa na ekranie powitał mnie cytat: „Naprawdę rozwijasz się tylko wtedy, gdy nie masz poczucia komfortu” Harv Eker i już wiedziałem po co mam siadać do roboty…Rozwój osobisty - Life factory - strefa komfortu

Nasycenie

Kiedy zajmuję się jakimś z moich zainteresowań potrzebuję podsycania mojej fascynacji danym zagadnieniem, poszerzania wiedzy na jego temat, pozytywnych przykładów rozwoju takiego zainteresowania u innych i wzorów do naśladowania. Lubię też wiedzieć co się dzieje w tym temacie, jakie są najnowsze trendy i przewidywania odnośnie przyszłości. Kiedyś musiałbym buszować w całym internecie, teraz lajkuję funpage z tym tematem związane i mam cały przekrój wiedzy w jednym miejscu. Jednak co najważniejsze informacje te płyną do mnie nieustająco cały czas. Że niby zaśmieca mi to głowę i kradnie czas – przenigdy. To mnie nasyca, mój mózg podświadomie rejestruje różne informacje związane z tym tematem. Ja akurat tak mam, że najpierw muszę zgromadzić wiedzę a dopiero potem działam stąd faza nasycania jest dla mnie tak ważna na początku i cenna potem w trakcie działania.

Jedyna sprawa, o której staram się pamiętać to raz na dwa/trzy tygodnie sprawdzenie, czy te strony które na Facebook polubiłem fatycznie dostarczają mi ciekawych informacje. Jeśli nie, to szybko przestaję je lubić lub obserwować aby w tym przypadku faktycznie nie zaśmiecać sobie Facebooka i głowy.

Gromadzenie

Jeżeli ktoś z Was próbował kiedyś znaleźć na swojej linii czasu post, który polubił lub opublikował kilka miesięcy temu, ten wie jakie to niełatwe zadanie. Sporo czasu szukałem sposobu, aby gdzieś odkładać/gromadzić ciekawe posty, na które trafiłem. Z perspektyw czasu stwierdzam, ze najlepiej do tego założyć na swoim profilu grupę, która jeśli chcesz może być grupą „tajną” czyli nie widoczną dla innych użytkowników. Co więcej możesz zaprosić do niej wybranych znajomych o podobnym stopniu zakręcenia danym tematem i dzięki temu wymieniać się w niej ciekawymi postami.

Czas

A to, że czasami nie odkurzę, nie zrobię czegoś na czas lub przesunę na inny termin to nie wina Facebooka który ukradł mi czas, tylko moja decyzja o poświeceniu mu uwagi i odpowiadam za nią wyłącznie ja sam…

filizanka_small pisane z kubkiem smakowitej zielonej herbaty Mona Lisa