Miesięczne archiwum: Kwiecień 2015

Kwaśny łyk o poranku…

Mamy wiosnę, która coraz silniej próbuje przebić się i zadomowić w naszej codziennej pogodzie. Wraz z nadejściem większej liczby słonecznych dni stajemy się aktywniejsi i myślimy o otrząśnięciu z zimowego odrętwienia.  Przyroda budzi się do życia i zaczyna rozkwitać. Również u nas pojawia się motywacja do zadbania o swoje ciało, stąd wysyp osób rozpoczynających różnego rodzaju diety i oczyszczania z toksyn. Nie będę się tutaj rozpisywał o technikaliach tych działań, ale chciałbym zaproponować jeden prosty sposób, który może istotnie poprawić nasze zdrowie.

Jest nim szklanka ciepłej wody z sokiem z połówki cytryny lub limonki i łyżki miodu pita na czczo na 20 minut przed porannym posiłkiem. Wspomaga ona metabolizm, oczyszcza organizm i poprawia odporność. Ważne jednak aby zwrócić uwagę na trzy elementy  – ciepła woda (nie gorąca), pita na czczo i chwilę przed (20 minut) pierwszym posiłkiem.

Rozwój osobisty - Life factory - cytryna z wodą

Co Ci ta szklanka robi?

  • wzmacnia odporność
  • wspomaga trawienie
  • oczyszcza jelita z resztek pokarmów z poprzedniego dnia
  • pomaga w problemach żołądkowych (zgaga, wzdęcia, zaparcia i nudności)
  • działa moczopędnie
  • stymuluje mózg i system nerwowy
  • rozluźnia i relaksuje
  • pomaga w problemach ze skórą
  • odświeża oddech
  • pomaga zrzucić zbędne kilogramy

 

 

 

 

Marokańska polisa od ognia

„ Któregoś wieczoru zadzwonił nasz bliski przyjaciel z wiadomością, że jego dom w Kalifornii spalił się do gołej ziemi. Nic nie zostało. Spłonęły wszystkie papiery, wszystko, co posiadał. Następnego dnia rano poprosiłem Zohrę, żeby wykupiła dla nas lepsze ubezpieczenie od pożaru. Polisa, którą znalazła, była koszmarnie droga, ale powiedziałem sobie, że to roztropnie wydane pieniądze.

Kiedy Osman dowiedział się o cenie nowej polisy, dosłownie zatoczył się ze śmiechu.

– Przecież wszyscy wiedzą, że ubezpieczenie od pożaru nie działa – powiedział kiedy złapał oddech.

– Jak to: nie działa? – spytałem

– Jedynym sposobem żeby ustrzec się pożaru – wyjaśnił – jest żaba.

Podniosłem brwi w zdumieniu.

– Żaba?

– Oui, Monsieur Tahir.

– W jaki sposób?

Osman zademonstrował mi działanie żaby za pomocą żywej gestykulacji.

– Najpierw trzeba złapać żabę. Potem trzeba ją zabić, wysuszyć, natrzeć solą i powiesić na drzwiach wejściowych.

– Ale co to pomoże, jeśli dom zacznie się palić?

Wydawał się zaskoczony moim pytaniem.

– Jeśli dom zacznie się palić – objaśnił rzeczowo – zdejmuje się żabę i wkłada do kieszeni.

– No i?

– I jak się wejdzie do środka, płomienie nie zrobią człowiekowi żadnej krzywdy.”

Rozwój osobisty - Life factory - przekonania

Pewnie nieźle się bawiłeś/bawiłaś czytając o wierze Osmana w moc zasuszonej żaby. Pytanie jednak czy i Ty nie wierzysz w pecha przynoszonego przez czarnego kota, albo pechowość  13-nastki?

No dobra powyższe trącą zabobonem, ale może tak mocno trzymasz się przekonania iż „każde święta należy spędzać z rodziną”, że nigdy nie pomyślałeś o tym aby w ich trakcie gdzieś wyjechać i naprawdę wypocząć.  Może nadal tkwisz w ułudzie, że etat daje ci bezpieczeństwo i choć marzysz o własnej firmie nigdy jej nie założysz bo pewnie fiskus lub „zła ręka rynku” doprowadzą Ci do bankructwa.  Może spędzasz całe dni i weekendy w pracy, bo przecież „ciężką pracą ludzie się bogacą”.  Może… , może… – pomysłów na to co tu wpisać możesz mieć wiele.

Zatrzymaj się zanim zadziałasz mechanicznie i pomyśl dlaczego coś robisz, skąd takie przekonanie i kto Ci je zaszczepił. A jeśli wpadniesz na to, że dane przekonanie nie jest Twoje i Ci nie służy, to wtedy za radą Osmana zdejmij tę żabę, weź ją do kieszeni i idź swoją drogą w taki sposób jak chcesz.

filizanka_small pisane z kubkiem herbaty marokańskiej, bo jakżeby innej przy takim tekście 

Był sobie pomysł…

Być może zdarzyło Ci się kiedyś, że jadąc samochodem, rozmawiając ze znajomym, spacerując po okolicy, czy też myjąc o poranku zęby wpadłeś na jakiś genialny pomysł.  Był świetny, kiedy o nim myślałeś czułeś jak energia buzuje w Twoim ciele, mózg wyrywa się do kreacji rozwiązań i zasadniczo mógłbyś w tym momencie przenosić góry. Miałeś nawet w głowie zarysy pierwszych kroków i …

  1. jakiś „palant” zajechał Ci drogę, potem był jeszcze korek i dojechałeś do firmy na styk, jednak później niż zwykle. Zatem szybkie, nerwowe poszukiwanie miejsca i kalkulacja czy lepiej jednym kołem stanąć na trawniku ryzykując mandat, czy też szukać dalej i wejść do firmy po czasie natykając się świdrujący wzrok szefa. Czego być nie wybrał wpadasz szybko do pracy, ze zdenerwowania zaschło Ci w ustach, zatem odpalasz komputer i pędzisz robić kawę a potem następuje codzienny młyn: spotkania, klienci, koledzy z opowieściami co u nich w domu albo co kto z kim w biurze… Nim się spostrzeżesz już późne popołudnie i droga powrotna do domu we wkurzających korkach , dobrze jak jeszcze nie trzeba robić zakupów. Zaraz od wejścia do domu mąż/żona, dzieci, pies, kot albo stęskniony chomik a jak nie masz zwierzaków i rodziny to akcja z obiadem ale czekaj… Rano w samochodzie miałeś jakiś genialny pomysł, ale co to było? Cholera, że też to co najlepsze zawsze umyka z głowy.
  2. znajomy zadał Ci pytanie o plany na najbliższy weekend, bo razem z paczką przyjaciół planują objazd okolicznych zamków krzyżackich i może się dołączysz. Sprawdzasz kalendarz, dzwonisz do drugiej połówki żeby ustalić jak ona stoi z czasem i ustalacie termin ostatecznego potwierdzenia Waszego udziału. Następnie oglądacie w komórce znajomego fotki z ostatniego weekendowego wypadu do Berlina… że niby miałeś jakiś pomysł, że coś, gdzieś ale jak… Eee…, nie warto zawracać sobie głowy – trza podbój krzyżackich warowni szykować.
  3. wpadłeś do domu pełen zapału i w te pędy pognałeś do kompa. Chyba nawet w ulubionych stronach na przeglądarce masz zapisane parę namiarów, które Ci się przydadzą ale, ale… zaraz a co tu masz za cuda…100 latających kotów, którym nie wyszło (hi,hi)… programowanie umysłu metodą Silvy (że fale, że alpha, że theta, że wizualizacja)… Co numerologia mówi o Twoim imieniu (7+3+6+0…choler jaką wartość ma „ü” – no co, drugie też trzeba sprawdzić) Upsss… już 22:00 czas na kolację i pies drepcze z nogi na nogę przed wieczornym spacerem – trzeba się spieszyć. Jeszcze jedzenie do pracy na jutro, świeża koszula na rano, spojrzenie na ostatnie wiadomości w necie i hop pod pierzynę. Zaraz, zaraz jak to było…. wycisz się i rozluźnij (o rany chyba to czuję, to fale alpha), …daj uciec wszystkim troskom i zdarzeniom dnia minionego (ja pierdziu to już theta), … wyobraź sobie że jesteś piękny i umięśniony, poczuj jak pulsują komórki pod Twoją skorą i budują się stalowe mięśnie (jak nic, to muszą być fale zetha), … energia płynnie płynie przez meridiany Twego ciała roznosząc odżywczą substancje – ŁUBUDU! O matko… 7:00 rano.

Można takich scenariuszy napisać całe mnóstwo i jaki nie byłby ich przebieg to najczęściej finał jest jeden –  nasz zarąbisty pomysł gdzieś znika, przepada w czeluściach niepamięci i nawet nie pozostaje po nim wspomnienie.  Robimy listy zakupów, listy spraw do załatwienia na dany dzień lub tydzień a temu co najcenniejsze, co wykreowaliśmy w naszej głowie i co mogło by odmienić nasze życie, dajemy tak zwyczajnie uciec.

Zmień to i zacznij prowadzić „Pomysłownik”. Zrób to jak chcesz, czy to korzystając z notatek lub dziennika w komórce, czy w zwykłym notesie. Jeżeli tylko przyjdzie Ci do głowy jakiś super pomysł a nie możesz się nim zająć w tej chwili – zapisz go! Zapisuj, notuj, rysuj, bazgraj – nie ważne jak, ale zbieraj.  Za jakiś czas w wolnej chwili, albo w momencie gorszego samopoczucia przejrzy go  wybierz sobie jeden z nich i zrealizuj. A potem następny i następny i nawet nie zauważysz jak Twoje życie z szarego i nijakiego stanie się fascynujące.

Poniżej mój „pomysłownik” dobrany tak, aby jego użycie było jak najłatwiejsze.

Rozwój osobisty - Life factory - pomysł

filizanka_small tekst pisany z kubkiem pysznej herbaty  Ceylon OP Dimbula Uduwela 

antyBajka – Czerwony Kapturek

Czerwony Kapturek był uroczą dziewczynką żyjącą w urokliwym domku położonym na cudownym wzgórzu pośród zielonych polan przeciętych krystalicznymi strumykami. Wszystko to było otoczone pięknymi i buchającym życiem górami, w zboczach których przeglądały się uśmiechnięte puszyste białe obłoki płynące po błękitnym niebie. Żyjące tu zwierzęta czuły się bezpieczne i szczęśliwe a rośliny prześcigały się w barwach swoich kwiatów mających przyciągnąć pracowite pszczoły.

To był piękny i cudowny świat, w którym ciężko było szukać smutku czy złych emocji. Jedynym wyjątkiem był Czerwony Kapturek, wiecznie z czegoś niezadowolony i na coś narzekający. A to ptaki śpiewały za głośno lub w nieodpowiednim nastroju, a to strumyk szumiał niejednostajnie rozpraszając błogość ciszy. Kiedy indziej chmury nie miały odpowiednich kształtów i błękit nieba był w nieodpowiedniej tonacji. Nie cieszyły nawet bukiety przepięknych kwiatów darowane przez dzikie zające, bo więdły za szybko. Ciepłe i przyjemne deszcze też podpały za niewłaściwy rozmiar kropel. Zdawało się wręcz, że każdy dzień z życia Czerwonego Kapturka jest jedną wielką udręką i nie dostrzega on niczego dobrego w pięknie otaczającej go krainy.

Rozwój osobisty - Life factory - czerwony kapturek - antybajka

Z czasem wszyscy mieszkańcy okolicy zaczęli unikać czerwonokapturkowej polany a rozbrykane i wiecznie wesołe malce, które nie  usłuchawszy przestrogi rodziców zapuściły się w tamtą stronę i spotkały piękną panię o złocistych warkoczach i czymś czerwonym na głowie wracały do swych domów dziwnie zalęknione i skażone narzekaniem na otaczającą je rzeczywistość. Najlepsi sowi medycy opracowali nawet specjalną terapię zabawą i śmiechem oraz spotkaniami z przyjaciółmi aby maluchy czym prędzej powróciły do normalności.

Cała sytuacja bardzo niepokoiła zwierzęca starszyznę, bo ciężko było zaakceptować fakt, iż wśród tylu cudowności okolicy, w samym centrum tej pięknej krainy znajduje się polana czarnego żalu i niewyczerpanego źródła narzekań. Biały niedźwiedź w porozumieniu z lisicą i modrym borsukiem powołali nawet całe konsylium medyków, filozofów i elfów w celu opracowania skutecznej terapii, która miała ulżyć w męce każdego dnia jaką przechodził Czerwony Kapturek. Zastosowano napar z okrężnicy, inhalacje olejkiem z drzewka szczęścia, kąpiel w dźwiękach bębnów szamańskich i masaż konfucjański w wykonaniu kotów perskich – wszystko na nic. Czerwony Kapturek utyskiwał, że okrężnica była niesmaczna,  dymiący olejek zakopcił mu pół chałupy, dźwięki bębnów nie rezonowały odpowiednio z częstotliwością ciszy, a koty perskie miały podobno pozostawić mnóstwo sierści na jego ulubionym dywaniku.

W tej sytuacji starszyzna zdecydowała się wysłać wilka do Mrocznego Boru, w którym miał poprosić o pomoc dwie najtęższe głowy magicznego świata: wiedźmę miłości i wróżkę zła. Trzy noce trwał sabat i warzenie magicznych ziół. Po pięciu dniach w brzasku poranka wilk z rubinową karafką pojawił się na polanie przed domem Czerwonego Kapturka, mówiąc te słowa:

Biała i czarna magia połączyły moce swe związane siłą ziół aby wreszcie ulżyć Ci w niedoli twego żywota. Nie mogą już bowiem patrzeć dłużej na twe oczy niewidzące piękna świata, uszy niedoceniające harmonii dźwięków natury i usta wykrzywione w grymasie nieszczęścia choć szczęście opływa cię zewsząd.

 Niezła gadka – odparł Kapturek grzebiąc jednym butem w ziemi. Głowę daje, że znowu Wam nie wyjdzie, ale proszę rób co musisz aby ulżyć mojej niedoli.

W oka mgnieniu wilk wykonał wielkiego susa i nim Czerwony Kapturek zdążył cokolwiek powiedzieć wilk go zjadł. Następnie niezwłocznie odkorkował butelkę z magicznym płynem i wypił całą jej zawartość. W tym samym momencie z butelki odkleiła się etykieta i upadła na ziemię ukazując słońcu znajdujący się na niej opis „Zioła na niestrawność”.

filizanka_small bajkę pisałem popijając aromatyczną herbatę „Królewska Malina”

Skąd nazwa Life Factory?

Bo to metafora mojego podejścia do życia. Jestem zwolennikiem przekonania, że masz takie życie jakie sobie zaplanujesz i na jakie zapracujesz. Oczywiście nie masz kontroli nad cały światem i często przytrafiają Ci się różne zdarzenia, jednak już reakcja na nie (posiedzę sobie i ponarzekam / zastanowię się co zrobię aby je wykorzystać na swoją korzyść) zależy całkowicie od Ciebie.

Gra strategiczna

Kiedy myślę o życiu to przypomina mi się gra strategiczna o prowadzeniu przedsiębiorstwa.  W grze trzeba było wybrać branże, zdecydować w co inwestujemy czas i pieniądze, zadbać o dostawy towaru do produkcji, serwis maszyn, specjalistów do ich obsługi, budowę kolejnych hal wraz z rozwojem firmy ale także poradzić sobie z kryzysem na rynku, nieplanowanym przestojem produkcji u dostawcy towaru itd.  Każda decyzja niosła konsekwencje, każde zaniedbanie ujawniało się potem ze zdwojoną siłą, każdy brak reakcji na zagrożenie mścił się z czasem w trójnasób.  Grę rozpoczęło 12 zespołów (firm) po godzinie istniały już tylko 3 reszta zbankrutowała lub musiała się sprzedać:

  • a to ktoś zakupił mnóstwo towaru do produkcji, ale zapomniał o serwisie maszyn, które się zepsuły
  • inni mieli maszyny i towar ale jakoś tak specjalistów zabrakło i firma stanęła
  • kolejni tak szybko chcieli się rozwijać, że całą kasę przeznaczyli na budowę nowych budynków ale zapomnieli opłacić rachunki za prąd potrzebny do maszyn
  • byli i tacy którzy zadbali o wszystko w firmie i tylko czekali z towarem na kupców, nie dostrzegli jednak symptomów nadciągającego kryzysu na rynku na którym działali. Była firma, były budynki i maszyny oraz magazyny pełne towaru. Nie było tylko kupujących i pieniędzy na wypłaty.

To była pouczająca lekcja odpowiedzialności. W tej grze nie było rządu, złych ludzi i innych ONY’ch – były tylko firmy i rynek. Jedni przetrwali, drudzy polegli i tym drugim straszliwie ciężko było zrzucić odpowiedzialność na los czy jakieś dziwne układy.

Jesteś jak firma

Wtedy zrozumiałem, że w życiu prowadzimy identyczną grę jak ta w przedsiębiorstwa.  Często podejmując dobre lub złe decyzje, za które przychodzi nam z czasem płacić lub które z czasem przynoszą nam różne dobra.  Nasz organizm, z „szefostwem” najczęściej umieszczonym w jego górnej części jest jak fabryka, za której rozwój i funkcjonowanie w pełni odpowiadamy.

Rozwój osobisty - Life factory - życie

Jedni jedzą w tanich fast foodach i potem narzekają na otyłość (że to niby geny), drudzy przygotowują zdrowe posiłki i są szczupli i zdrowi przez wiele lat. Jedni imprezują do upadłego, drudzy ćwiczą. Niektórzy poświęcają całe życie tylko karierze i kiedy ich zwolnią mają pretensje do świata, że nie wspiera ich rodzina, której nigdy nie założyli. Inni spędzają całe życie przed telewizorem oglądając kolejne seriale i telenowele a następnie psioczą na los, że nie są wysoko opłacanymi specjalistami. Są też tacy, którzy marzą o awansach, stanowiskach i wysokich wynagrodzeniach a potem są zszokowani, że zabija ich stres i odpowiedzialność za miliony złotych lub setki ludzi a spora część pensji idzie na lekarzy i drogie leki. Trafiają się i tacy, co chcą byś sławni a potem się dziwą, że nie mogą w spokoju wyjść do restauracji, bo wszędzie się czają fotoreporterzy. Są też ci co za wszelką cenę chcą pokazać światu jacy są zamożni a potem warczą na banki, że te nie dają im kolejnych kredytów i mówią o nich „niewypłacalni”.  Jak mówi przysłowie „co zasiejesz, to zbierzesz”. Ważne jest tylko, żebyś wiedział co zebrać byś chciał.

Wielu ludzi żyje przekonaniem, że nic od nich nie zależy ślepo składając swój los w ręce przypadku, opatrzności albo rządu, polityków i złego świata. To od nich najczęściej można usłyszeć , że gdyby nie ONI* to ich życie byłoby lepsze, wspanialsze i wtedy mogli by się naprawdę wykazać i osiągać sukcesy.  Dla mnie to bełkot, którego nie akceptuję. Chcesz żyć taką wizją świata -Twój wybór. Ja zawsze będę Ci przypominać grę w przedsiębiorstwa i tłumaczyć, że Twoje życie jest jak fabryka, za którą bierzesz całkowitą odpowiedzialność. Chcesz to się ze mną zgodzisz, chce to będziesz miał odmienne zdanie – dla mnie to nie problem, nie biorę odpowiedzialności za Twoje życie. Mam własną „fabrykę”.

* { „oni” to taki „x” z równania matematycznego, pod który można podstawić co się tylko chce np.  rząd, nauczycieli, lekarzy, rodziców, sąsiadów, psa sąsiadów i wszystkich tych co rzekomo są przeciwko nam ;-)}

filizanka_small tekst pisany z kubkiem pysznego rooibosa „Afrykański Busz” przy klawiaturze