Miesięczne archiwum: Maj 2015

Poddaj się, ale nie odpuszczaj

Żyjemy w kulturze, w której liczy się efektywność, zaradność, multiskillowość, wielozadaniowość, asertywność  itp., czyli wszystko ma być robione szybko sprawnie i zwycięsko. W praktycznie każdym podręczniku biznesu albo rozwoju osobistego radzą nam aby uczyć się od najlepszych, a najlepszy to ten który ma wyniki, wygrywa spory, radzi sobie z przeciwnościami i znajduje wyjście z prawie każdej sytuacji. Jednym słowem – ZWYCIĘZCA.  Z tego też powodu jakoś dziwnie mi się zrobiło kiedy w książce Eckharta Tolle „Potęga teraźniejszości” trafiłem na rozdział zatytułowany „Sens  poddania”.

No, bo jak to? Jak można zwyciężyć, czy poradzić sobie z problemem odpuszczając , kapitulując, podporządkowując się, dając za wygraną czy też godząc się na to co jest. Ano, można i to jeszcze chroniąc swoje zdrowie, nerwy i oszczędzając energię, ale po kolei.

Rozumienie „poddania się” oprócz synonimów wymienionych powyżej, mówiących o zrejterowaniu może również znaczyć tylko tyle, że dajemy sobie z kimś lub czymś spokój, dostosowujemy się lub oswajamy z daną sytuacją.  Mówiąc inaczej nie decydujemy się na przegraną tylko uznajmy, iż dana kwestia nie jest warta naszych nerwów, zdrowia czy też zwyczajnie naszego czasu. Kiedy już podejmujemy taka decyzję najczęściej opadają emocję, odpuszcza stres i przestajemy marnować energię na planowanie zemsty na sprawcy danej sytuacji (zemsty, która i tak najczęściej pozostaje jedynie w naszych planach, nie doczekując się realizacji i może dobrze). Czasami też milkną głosy w naszej głowie oskarżające nas o to, jak mogliśmy do tego dopuścić np. „Gdzie ja miałam wtedy oczy”, wytykające nam, że znowu nam nie wyszło np. „Znowu wtopa, chyba jestem jakimś nieudacznikiem” itp. Jednym słowem następuje cisza i spokój. Znajdujemy się w „tu i teraz”. To świetny moment, aby rozejrzeć się bez emocji po danej sytuacji, zweryfikować fakty i skoncentrować się na możliwych rozwiązaniach.

Rozwój osobisty - Life factory - poddaj się

W tym sensie „poddać się” znaczy ulec danej sytuacji. Nie walczyć z nią, nie szamotać – tylko spojrzeć na nią z teraźniejszości, bez wciągania w to czasu przeszłego i rozmyślania dlaczego do tego doszło i przez kogo. Doszło, to doszło i teraz trzeba myśleć jak wyjść z danej sytuacji. Ci z nas, którzy mają żyłkę biznesową mogą nawet pomyśleć co z tej sytuacji mogą jeszcze wyciągnąć dla siebie 😉 Mówiąc krótko – poddanie się nie znaczy wcale biernej zgody na dany układ, w którym się znaleźliśmy. Nie oznacza też zaniechania planowania i inicjowania pozytywnych działań. Świetnie wyjaśnił to Eckhart Tolle na poniższym przykładzie:

„Gdybyś na przykład ugrzązł w błocie, nie powiedziałbyś sobie: „Dobra kapituluję: ugrzęzłem i już”. Kapitulacja to nie to samo co poddanie. Nie musisz akceptować niepożądanej czy nie miłej sytuacji życiowej. Nie musisz też wmawiać sobie, że ugrzęznąć w błocie to właściwie nic złego. Wręcz przeciwnie. Stawiasz sprawę jasno: chcesz się wydobyć z błota. Skupiasz się wyłącznie na obecnej chwili, nie opatrując jej w myślach żadną etykietką. Znaczy to, że nie osądzasz Teraźniejszości. Skoro tak, nie opierasz też się ani nie doznajesz negatywnych emocji. Godzisz się z „jestestwem” danej chwili. Dopiero potem zaczynasz działać i robisz wszystko, co w twojej mocy, żeby wydobyć się z błota. Jest to działanie pozytywne – dużo skuteczniejsze od działania negatywnego, powodowanego gniewem, rozpaczą lub rozgoryczeniem”

W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam wielu poddań, bo kiedy inni będą walczyć z sytuacją i szukać winnych, Wy już ją zaakceptujecie i będziecie na etapie rozwiązań.

filizanka_small w czasie pisania tego tekstu poddałem się chwili przyjemności z herbatą czarną z żurawiną  

Szybciej, więcej, półprzytomnie…

Szybkość działania, jednoczesna realizacja kilku zadań na raz, błyskawiczna analiza problemu, priorytetyzowanie tematów, stosowanie zaawansowanych narzędzi do zarządzania kolejnością działań… – jeszcze kilkanaście lat temu, każdy czytający potraktowałby powyższe jako zbiór oczekiwań wobec  procesora napędzającego zaawansowane komputery. Tymczasem dzisiaj, są to oczekiwania formułowane wobec nas – ludzi.  Jeszcze kilkanaście lat temu fascynowaliśmy się pracoholizmem a słynne japońskie karoshi, czyli śmierć ze stresu i przepracowania budziła niepokój wśród pracowników czołowy korporacji. Pamiętam, jak często mówiło się o konieczności odpoczynku, o wysypianiu i relaksie. Pamiętam też znajomych, którzy wybiegali z pracy do domu, bo tylko w biurze lub mieszkaniu mieli dostęp do internetu i uważali czas spędzony pomiędzy tymi dwoma miejscami za zmarnowany.

Rozwój osobisty - Life factory - tempo życia

Dzisiaj internet jest w każdym smartfonie, maile przychodzą bezpośrednio na nasze komórki, znajomi na bieżąco poprzez facebooka komunikują gdzie i z kim są. Listy zadań i przypomnienia zapisane na naszych kalendarzach i organizerach w elektronicznych chmurach są w stanie nas dosięgnąć w każdej chwili i o każdej porze, jeżeli tylko mamy przy sobie jakiekolwiek urządzenie elektroniczne. Możemy się też w dowolny sposób sparametryzować i opomiarować. Po odpaleniu odpowiednich aplikacji, nawet droga z pokoju do toalety może zostać opisana liczbą kroków i spalonych kalorii. Czy jest to fajne i przydatne – dla jednych tak dla drugich nie, zresztą nie moim celem jest tego ocena.

Rozwój osobisty - Life factory - przyroda

Chciałbym bardziej zwrócić uwagę na fakt, że choć wiemy iż procesory się grzeją i wymagają chłodzenia, choć mamy świadomość że system informatyczny od czasu do czasu trzeba wyłączyć albo choćby zresetować sami zapominamy o tych zasadach eksploatacji wobec samych siebie. Zapominamy się zatrzymać i chwilę odpocząć aby gonitwy naszych myśli uległy uporządkowaniu i uspokojeniu. Rozpaczliwie trzymamy się bezprzewodowych połączeń z siecią podróżując środkami komunikacji, zamiast spojrzeć na otaczających nas świat i przyrodę, która obecnie wiosennie rozkwita u naszych boków. Chcemy być szybcy i bardziej efektywni  – zapominając o tym, że chwila wypoczynku i wytchnienia bywa momentem regeneracji, który pozwala potem na sprawniejsze działanie.  Zamiast tego wolimy przewalczyć zmęczenie i niewyspanie kolejnym napojem energetycznym. W najbliższy weekend wypada święto Zielonych Świątek, zatem sporo sklepów i wszystkie centra handlowe będą zamknięte.  Pogoda też ma być nie najgorsza, może zatem warto „zaciągnąć ręczny hamulec” w tej całej gonitwie przez życie, odłożyć na chwilę wszystkie elektroniczne gadżety i wymknąć się gdzieś na łono natury. Może wtedy odkryjemy coś o czym zupełnie już zapomnieliśmy. Jak mój znajomy, któremu w jeden z zimowych wieczorów wyłączono prąd. Jego dzieci odkryły magię wieczoru przy świecach, zakochały się w bajkach które czytali rodzice a rodzice no cóż… zjedli romantyczną kolację i zamiast patrzeć w telewizor przypomnieli sobie, iż mają siebie 😉

Rozwój osobisty - Life factory - Relaks na szlaku

Wystarczy położyć się na trawie, zamknąć oczy i przez 20 minut wsłuchiwać  się w śpiew ptaków, szum drzew i wszystkiego co szeleści wśród traw aby poczuć się wypoczętym jak po mega drzemce. Czego sam doświadczyłem, zaległszy na szlaku z Czantorii na Stożek podczas majowego wypadu do Wisły – naprawdę polecam.

filizanka_small piszę ten tekst popijając herbatę Yogi Tea – GREEN BALANCE – Zielona harmonia

Pozytywny egoizm

Bycie egoistą jest bardzo nieprzychylnie odbierane społecznie, bo w powszechnej świadomości oznacza osobę, która dba tylko o siebie.  Natomiast altruizm, czyli działanie na korzyść innych jest postrzegane jako coś bardzo pozytywnego. Takie podejście do tych kwestii umacniają w nas zarówno wychowanie jak i kanony społeczne. Praktycznie od małego słyszymy: pomagaj innym, wspieraj słabszych, podziel się, nie myśl tylko o sobie itd. Zatem uczymy się bycia dobrymi i niejednokrotnie przedkładania interesów innych nad własnym.

Rozwój osobisty - Life factory - egoizm

Co zaskakujące, kiedy jesteśmy dorośli często możemy usłyszeć rady w stylu: Ty tak nie dawaj się wykorzystywać żonie, dzieciom, mężowi , teściowej czy pracodawcy. Oczywiście tych którzy nas wykorzystują może być znacznie więcej, przy czym doprecyzowując to nie oni nas wykorzystują tylko my, pozwalamy wykorzystywać się im. Niejednokrotnie są to też bardzo piękne gesty, bo np. poświęcamy się opiece nad kimś ciężko chorym z rodziny. Czy to szlachetne – pewnie tak, ale czy nie lepiej po prostu tym kimś się tylko opiekować niż poświęcać opiece. Czy nie jest wielokrotnie tak, że rodzice poświęcają sporą część swojego życia dzieciom a potem są rozczarowani, że kiedy to oni są w podeszłym wieku dzieci nie poświęcają się opiece nad nim. Mam znajomego, który w takich momentach zawsze zadaje pytanie, czy rodzice podpisali z dziećmi jakiś kontrakt w tej sprawie. Poświęcenie dla dzieci było ich dobrowolną decyzją, ale nie jest to wcale jednoznaczne z tym że i dzieci muszą na to samo postawić w swoim życiu. Być może wybiorą poświecenie swojej najbliższej rodzinie albo pasji, a może nie poświęcą się niczemu tylko będą żyły najlepiej jak potrafią albo tak jak im wyjdzie.

Czy trochę prowokuję, jasne że tak – ale tylko dlatego, aby wzbudzić wątpliwość do tego czy egoizm w odpowiedniej dawce jest faktycznie taki zły i niestosowny. Pamiętam, że dla mnie istotnym przebudzeniem w tej kwestii była informacja o zasadach jakie obowiązują ratowników na jednej z amerykańskich plaż. Jeżeli kogoś ratują i na skutek tej pomocy woda zaczyna ich spychać razem z ratowanym na podpory pomostu, to wcale nie mają się poświęcić i osłonić swoim ciałem ratowanego. Wręcz przeciwnie, mają się tym ratowanym właśnie zasłonić w momencie zderzenia. Czy myślą wtedy tylko o sobie – zdecydowanie tak, ale robią tak dlatego, że wiedzą iż jeśli im stanie się krzywda to jest spora szansa że zginą i oni i ratowany. Ta reguła uświadomiła mi właśnie, że nie mogę poświęcać się dla innych. Mogę się nimi opiekować, mogę pomagać, wspierać, zajmować się nimi – ale nie chcę się poświęcać.  Chcę też w tej pomocy mieć prawo do egoistycznego czasu dla siebie. Wiele razy widziałem słaniające się na nogach cienie ludzi, które opiekowały się drugą osobą i kiedy ktoś mówił im, aby trochę odpoczęli, wyspali się i ugotowali wreszcie coś zdrowego do jedzenia odpowiadali, że nie mogą – bo muszą się opiekować. Przeważnie byli bardzo zaskoczeni, kiedy pytałem co się stanie jeżeli jutro zasłabną ze zmęczenia i nie starczy im już dłużej sił na opiekę nad tą drugą osobą. Prawda jest bowiem taka, że chcąc pomagać innym musimy myśleć jak amerykańscy ratownicy – wpierw musimy zadbać o siebie, żeby mieć siłę dla innych.

Rozwój osobisty - Life factory - egoizm 2

Najgorsze jest jednak to, że poświęcenie jest bardziej potrzebne nam, niż tym drugim. Doskonale karmi nasze ego, bo dzięki temu czujemy się tacy wspaniali i inni mogą nas podziwiać. Tym, którymi się opiekujemy wystarczy w zupełności nasza zwykła opieka, troska i życzliwość. Z całą pewnością będą też szczęśliwi, kiedy zobaczą nas zadowolonych z życia a nie przybitych ciężarem poświęcenia.

filizanka_small piszę ten tekst popijając herbatę co mocy dodaje i z kaloriami walczy  Pu-Erh Fitness

Pochwała nieortodoksyjności

Ten wpis zainspirowała znajoma mojej przyjaciółki, która miała okazję oglądać moją wizytówkę i jak słyszałem przypadła jej ona do gustu, ale stwierdziła że nie powinienem używać słowa „musisz”.  W pierwszej chwili, aż pobladłem z obawy że coś przeoczyłem bo sam przecież jestem piewcą zasady „Nic nie muszę, wszystko mogę”. Szybko się jednak uspokoiłem, kiedy przypomniałem sobie, że słowo „Musisz” jest tam użyte w kontekście „jeśli chcesz coś zmienić”.  Co więcej użyłem tego słowa bardzo świadomie aby uzmysłowić czytającemu, że jest to nieodzowny warunek zmiany.

Rozwój osobisty - Life factory - zmiana

Nigdy nie wpadłbym na to, że ktoś nie będzie zwracał uwagi na kontekst stwierdzenia, tylko „zawiesi” się na jednym słowie, ale było to dla mnie kolejnym doświadczeniem i przypomniało mi, że każdy z nas inaczej odbiera świat, czego innego w nim szuka i na co innego zwraca uwagę. Niemniej jednak szanując inne spojrzenia ja będę zawsze gorąco zachęcał do nieortodoksyjności w podejściu do życia, bo dzięki temu np. złapiemy cały kontekst zdarzenia a nie zafiksujemy się na jednym szczególe.

Genialnym przykładem tego typu jest dieta. Sam choć na żadnej nie jestem, to bardzo staram się jeść zdrowo i niezbyt tucząco. Jednak przy całym tym podejściu raz na miesiąc lub dwa napada mnie chęć na pizzę i choć wiem, że to nie najzdrowszy posiłek udaję się do jednej z moich ulubionych pizzerii i delektuję zjadanym włoskim plackiem. Czy mam z tego powodu wyrzuty sumienia –żadnych! Czy ta pizza zrujnuje efekty mojego zdrowego odżywiania – oczywiście, że nie. Pozwoli jednak ugasić na dłuższy czas chęć na tłuste frytki czy słodkie ciasta i ugasi żal, że inni to wsuwają takie smaczne niezdrowe jedzenie. Tak wiem, za parę lat to się na nich odbije ale ochotę na niezdrowe jedzenie mam teraz i często ciężko samą racjonalną argumentacją nad tym zapanować. Taka grzeszna pizza zjedzona ze smakiem z jednej strony uspokaja we mnie ochotę na niezdrowe to i owo a z drugiej jest nagrodą za wytrwałość przy trzymaniu się zdrowego odżywiania. Czy, gdybym jej nie zjadł coś by się stało? Pewnie na samym początku nie, jednak myśl o niej chodziłaby ciągle za mną i obawiam się, że za czas jakiś np. przy sytuacji stresowej doszedłbym do takiej ochoty na coś niekoniecznie zdrowego, że napadłbym na jakiegoś fast food’a albo cukiernie.

Świetnie tę sytuację obrazuje też, krótkie opowiadanie o dwóch mnichach  buddyjskich które krąży od dawna po internecie:
„Przypowieść o dwóch buddyjskich mnichach, którzy po złożeniu ślubów czystości wracają do swego klasztoru. Po drodze spotykają kobietę, która – przerażona rwącą wodą potoku – nie odważa się go przekroczyć. Jeden z mnichów, pomimo przysięgi, że nigdy nie dotknie kobiecego ciała, bez wahania bierze ją na ręce i przenosi przez potok. Potem mnisi ruszają w dalszą drogę. Jakiś czas idą w milczeniu, aż towarzysz mnicha, który przeniósł kobietę nie wytrzymuje i zwracając się do niego mówi z przyganą: „Jesteś świadom tego, że złamałeś śluby? Dotknąłeś przecież kobiety”. Wówczas zagadnięty mnich spogląda na swego kolegę spokojnie i odpowiada: „Tak, ale ja zrobiłem to 5 godzin temu, a ty niesiesz ją nadal. Jesteś tego świadomy?”.

Rozwój osobisty - Life factory - wyjdź z pudełka

Zatem z diabelskim błyskiem w oku zachęcam – złam czasami świadomie zasady, nagnij reguły i poczuj, że są one dla Ciebie ważne ale nie są Twoim więzieniem lecz Twoim wyborem.

filizanka_small pisząc o łamaniu zasad popijam nietypową herbatę z marchewką Moc Combucha 😉

Marzenia, mrzonki, miraże…

Lubimy mieć marzenia i snuć imaginacje na temat tego jak to będzie kiedy je już spełnimy. Będziemy bogaci, rzucimy pracę i będziemy mieli mnóstwo czasu, a może będziemy w nieustającej podróży po świecie wciąż poznając nowych ciekawych ludzi. Założymy firmę, podbijemy rynek i będziemy sławni…   tylko trochę ciężko to zrobić spędzając czas przed telewizorem, facebookiem lub wylegując się całymi dniami na kanapie. Często też kupujemy cudze marzenia, bo np.  znajomy skoczył na spadochronie i ma z tego świetny film i my też chcemy. Chcemy, ale „zapominamy” zapytać znajomego jak taki skok załatwić i ile to kosztuje. „Zapominamy” świadomie, bo kiedy znalibyśmy na to odpowiedź mielibyśmy zbyt mało przeszkód do realizacji tego pomysłu i wtedy musielibyśmy przyznać, że jednak tego nie chcemy lub rzeczywiście zacząć działać.

Rozwój osobisty - Life factory - znajdziesz sposób

Działanie jest właśnie tym co testuje nas i nasze marzenia. Jeżeli marzysz o podróży do Nowego Jorku a nie wiesz nawet ile kosztuje bilet lotniczy do tego miejsca lub nie podjąłeś innych kroków zbliżających Cię do realizacji tego celu to masz do czynienia z mrzonką i iluzją a nie autentycznym marzeniem.  Przy czym wielkość marzenia nie jest istotna, dla jednego będzie to podróż do Nowego Jorku, dla kogoś innego domek na zboczach Beskidów a jeszcze ktoś inny zamarzy o wyprowadzce do dużego miasta czy o konkretnym modelu samochodu, jak np. autor baneru wywieszonego na kabinie od starego Stara w Wiśle Dziechcince:

Rozwój osobisty - Life factory - marzenia

Rozwój osobisty - Life factory - marzenia 2

Kiedy wybierzesz się do coacha aby porozmawiać o swoim marzeniu, coach często zada Ci trzy pytania:

  1. co już w tej sprawie zrobiłeś/aś?
  2. co nie zadziałało?
  3. co już przyniosło pożądane zmiany?

i odpowiedzi na nie dadzą mu sporą wiedzę o tym czy faktycznie to o czym opowiadasz jest Twoim marzeniem czy jedynie iluzją.  Zresztą, aby to sprawdzić możesz sam/sama sobie zadać te pytania i zastanowić się nad tym jak brzmią Twoje odpowiedzi.

filizanka_small skoro o marzeniach skrobię to popijam białą herbatę Shou Mei o nucie wanilii i bambusa