Miesięczne archiwum: Czerwiec 2015

Odlot na słuchawkach

Każdemu z nas zdarzają się dni w których jesteśmy spięci, zestresowani i pełni niepokoju. Wpływ na to mogą mieć kwestie rodzinne, sytuacje zawodowe, problemy ze zdrowiem czy też jakaś „światła” wypowiedź polityka, który wyprowadzi nas z równowagi. W takich chwilach potrzebujemy czegoś, co nas wyhamuje, uspokoi, spowoduje rozluźnienie mięśni a czasami i wyciszy gonitwę myśli przed snem.

Rozwój osobisty - Life factory - relaks

Znam na to doskonały sposób i to taki gdzie nie trzeba łykać  tabletek, popijać gorzkich ziółek czy zastygać na półgodziny w niezbyt wygodnej pozycji medytacyjnej. Oczywiście niezmiennie będę polecał spacer na łonie natury ale wiem, że to przywilej nie zawsze dostępny w pędzie roboczego tygodnia. Do tego co chcę Ci zaproponować potrzebujesz słuchawek (to warunek konieczny) i jakiegoś urządzenia, które połączy Cię z internetem, może to być smartfon, tablet czy komputer + kilka lub kilkanaście minut tylko dla siebie.

Chciałbym cię zaprosić do świata ASMR czyli Autonomous Sensory Meridian Response. Jest to zjawisko występujących doznań fizycznych, które pojawia się wtedy kiedy słuchasz monotonnych dźwięków. Najczęściej to będą szepty, trzaski, tykanie i odgłosy tarcia lub skrobania. Na ASMR reagujemy wszyscy, jednak natężenie reakcji jest sprawą indywidualną każdego z nas.

Poniżej propozycje dwóch nagrań, a jeżeli ASMR Cię wciągnie (jest cała rzesza fanów tego zjawiska), wystarczy, że w Youtube wpiszesz hasło ASMR i dostaniesz mnóstwo innych filmików.

Rozwój osobisty - Life factory - relaks - Hairdressers

 

Rozwój osobisty - Life factory - relaks - Head massage

Jestem bardzo ciekawy jak ASMR zadziałało na Was, liczę na parę słów od Was w komentarzach 😉

 

Odhaczyć, zaliczyć, zapunktować….

W obecnych czasach w ciągu jednego dnia jesteśmy zalewani taką masą informacji i komunikatów jak nasi przodkowie w ciągu tygodnia albo miesiąca. Wraz ze wzrostem tempa informacji wzrasta też tempo życia. Mamy mnóstwo zainteresowań, jeszcze więcej rozpraszaczy, informacje na temat tego co tylko przyjdzie nam do głowy w mig znajdujemy w internecie. Znajomi, o swoich odkryciach lub osiągnięciach nie informują nas raz na jakiś czas podczas towarzyskich spotkań lecz robią to praktycznie w czasie rzeczywistym na portalach społecznościowych i komunikatorach. Powstał już nawet portal, w którym możemy wrzucać informacje i zdjęcia o naszych działaniach, wydarzeniach z naszego życia albo miejscach, w których właśnie jesteśmy a po niedługim czasie są one automatycznie usuwane – ot taka tablica ogłoszeń z naszego życia aktualizowana co kilka godzin. Wszystko to prowadzi do sytuacji, w której robimy tak dużo, że nie starcza nam dnia, musimy zapisywać to co powinniśmy pamiętać bo nasz mózg przeciążony informacjami wyświetla error i nie zauważamy nawet jak wszystkie nasze działania nagle zaczynają iść w ilość a nie w jakość.

Rozwój osobisty - Life factory - paradoks życia

Koronnym przykładem jest mój znajomy, który pracuje nad kilkoma projektami w dużej korporacji , dodatkowo zapisał się na zaawansowany kurs projektowania stron WWW. Chodzi do szkoły tenisa, dwa razy w tygodniu jest na jodze i tak samo dwa razy w tygodniu chodzi na zajęcia z Tai Chi a wieczorami hurtowo ogląda całe sezony kolejnych seriali, aby być na bieżąco w rozmowach ze znajomymi. O lekcjach angielskiego i hiszpańskiego oraz udziałach w maratonach nawet nie będę się rozpisywał. Wszystko na pierwszy rzut oka wygląda cudownie i budzi szacunek dla tak intensywnego życia. Kilku innych znajomych wyraża podziw dla jego umiejętności korzystania z życia i stara mu się dorównać w jego intensywnym przeżywaniu. Nie wiedzą jednak, że wpadają właśnie w pułapkę odhaczania.

Rozwój osobisty - Life factory - życie

Piszę o pułapce bo znajomy, o którym wspominałem nawet nie zauważa, że zaczyna wyglądać jak zombie, jest notorycznie niewyspany i zmęczony. Już czwarty raz zmienił szkołę jogi bo nie jest zadowolony z efektów ćwiczeń i nie osiąga relaksu, na który tak liczył. Oczywiście, według niego winne są szkoły a według mnie on sam. Bo jak można robić postępy w jodze i osiągać relaks, kiedy wpada się zdyszanym na sale 3 minuty po rozpoczęciu zajęć a na 15 minut przed ich końcem nerwowo zerka na zegarek, bo w ciągu 20 minut od ich zakończenia trzeba być na angielskim w innej części miasta. Podobnie jest z serialami  – znajomemu po hurtowym oglądaniu mylą się nie tylko sezony ale i całe seriale, przekręca imiona głównych bohaterów, zapomina o istotnych wątkach ale według jego magicznej listy jest na bieżąco z kilkunastoma serialami. Ostatnio w trakcie jednego z treningów do maratonu zasłabł i wylądował na pogotowiu. Wspomina też coś o planach zmiany nauczyciela od hiszpańskiego, bo przy tym który jest ma za słabe postępy w nauce tego języka…

Chcąc robić wszystko na raz, zużywa na to mnóstwo energii – zapominając, że jest ona potrzebna także do życia i powinna mu wystarczyć jeszcze co najmniej na parędziesiąt lat. Ciało zamęczone ćwiczeniami i treningami, które teoretycznie miały mu pomóc już zaczyna manifestować swoją niemoc. Kwestią czasu jest to, kiedy zastrajkuje mózg lub pamięć.

Pozostaje teraz pytanie, czy i Ty nie podążasz w ślady mojego znajomego? Czy przypadkiem nie poszedłeś na ilość zamiast na jakość tego co robisz?

A może myślisz, że Ciebie to nie dotyczy – bo w Twoim życiu jest tylko praca, telewizor i facebook, zatem nie wariujesz z ilością zadań. Czy aby na pewno? Czy przypadkiem nie siedzisz na kanapie ciągle przełączając kanały, jakbyś chciał obejrzeć całą zawartość połowy z nich? Czy przypadkiem, jakoś tak niepostrzeżenie nie zacząłeś lubić tylu profili i osób na facebooku, że nie starcza Ci czasu na przeczytanie wszystkich postów z dnia?

Odpowiedź na te pytania i to co z nią zrobisz zostawiam już tylko Tobie.

filizanka_small pisząc ten tekst wybrałem białą herbatę „Shou Mei”, którą zwykłem zaparzać przez 15 minut

Punkt zero, czyli skąd startujesz…

Wszyscy chyba znamy najczęstsze losy postanowień noworocznych, czy też tych które rodzą się w naszej głowie tuż po powrocie z wakacji: od teraz biorę się za siebie i ćwiczę, zaczynam ostro naukę obcego języka itp. Jakoś tak dziwnym trafem, po miesiącu lub dwóch najczęściej mam przygotowaną całą baterię argumentów czemu danym postanowieniem nie mogliśmy się zająć lub to co najczęstsze: „nawet zacząłem z zapałem, ale nie szło mi za dobrze, nie było efektów i tak jakoś sobie odpuściłem”. Niejednokrotnie, jeśli nawet przetrwamy w postanowieniu jeden kwartał to z czasem przestajemy dostrzegać, albo doceniać efekty naszych starań i tracimy motywację a jest ona kluczowa do osiągnięcia zamierzonego celu. Przy czym dla jasności – powyższa zasada nie tyczy się tylko postanowień powziętych w Nowy Rok, czy pierwszego dnia po powrocie z wakacyjnych wojaży, ale wszystkich postanowień, które wymagają od nas zaangażowania czasu i energii w ich realizację. Dzieje się tak dlatego, że z czasem tracimy nasze zaangażowanie, zapominamy dlaczego chcieliśmy realizować dane postanowienie lub bardzo częste przestajemy widzieć efekty i postępy.

Rozwój osobisty - Life factory - punkt zero

Dzisiaj chciałbym się skupić na tej ostatniej przyczynie, bowiem bardzo często przystępując hurraoptymistycznie do działania zapominamy uwiecznić swój punkt startu. Mówimy np. od jutra zaczynam ćwiczyć a po dwóch miesiącach stwierdzamy, że jakoś umięśnienie nam fantastycznie nie przyrosło i nie ubyło nadmiaru ciała, tam gdzie się spodziewaliśmy przez co nie mamy wymarzonej tarki na brzuchu. Tylna część ciała, w dolnym stanie nie stała się wystarczając jędrna a nasze łydki wcale nie są pięknie wyrzeźbione. Oczywiście, że nie  – bo dwa miesiące to za mało, ale mimo to jest to świetny argument do porzucenia ćwiczeń, no bo przecież nam nie wychodzi. Gdybyśmy jednak porównali ile pompek, przysiadów lub innych ćwiczeń mogliśmy wykonać pierwszego dnia a ile po tych dwóch miesiącach, z pewnością bylibyśmy pozytywnie zaskoczeni tą informacją i zyskalibyśmy motywację do dalszego wysiłku. Dzięki czemu, z kolejnymi tygodniami ćwiczeń, zmiany w ciele nadeszłyby nieuchronnie.

Rozwój osobisty - Life factory - punkt zero 2

Podobnie rzecz ma się np. z liczbą słówek w języku obcym. Mnie np. po kilku latach nauki angielskiego wciąż dopada syndrom niewystarczającego postępu i zniechęcenia. Jestem wręcz przekonany o moim wrodzonym antytalencie do umiejętności lingwistycznych i bezproduktywnym trwonieniu czasu na naukę. Jednak, kiedy wyjeżdżam za granicę i nagle mogę, z nowo poznaną osobą, całkiem swobodnie porozmawiać, dowiedzieć się ciekawych informacji o niej i kraju, w którym żyje a do tego opowiedzieć coś o sobie  – odzyskuję energię do działania. Tak, jestem świadomy tego, że pewnie kaleczę język, mieszam czasy w wypowiedziach i nie zawsze użyje najbardziej odpowiedniego wyrażenia ale wtedy przypominam sobie jak kilka lat temu znałem w tym języku jedynie trzy zwroty: „yes” i „I don’t now” i „I don’t understand”. Sam fakt, że ktoś powiedział coś do mnie po angielsku budził atak paniki i nerwowo w głowie starałem się zbudować jakieś zdanie, które będę mógł potem wydukać w odpowiedzi. Teraz niczego w głowie nie buduję, tylko od razu wchodzę w konwersację wierząc w to, że i tak jakoś sobie poradzę.

Rozwój osobisty - Life factory - nawyki

Jak mawiają mądrzy ludzie przystępując do nowego działania, warto je tak zaplanować aby być prawie pewnym sukcesu w początkowym okresie jego realizacji. Jak wiadomo „prawie – robi wielką różnicę” ale daje też dreszczyk emocji oraz pozwala rozpocząć fascynującą grę z samym sobą. Kiedy kilka lat temu zaczynałem ćwiczenia na ergonometrze (popularnie zwanym „wioślarzem”), miałem specjalnie przygotowaną tabelę, w której zapisywałem czas wiosłowania i przepłynięty dystans a po pierwszym tygodniu rozpocząłem grę. Najpierw chciałem z każdym razem przepływać o X metrów więcej w tym samym czasie, potem rzuciłem wyzwanie czasowi tzn. maksymalny wyznaczony dystans starałem się przewiosłować w jak najkrótszym czasie itd. Z tygodnia, na tydzień zmieniałem daną, z którą się ścigałem i coraz bardziej ta gra mnie wciągała. Wyniki w tabeli w pierwszych tygodniach szalały i wręcz szybowały w górę (na początku zawsze łatwo o efekty), ale działo się też coś jeszcze. Mój umysł, moje ciało zmieniało to nowe jeszcze wymuszane działanie w nawyk. Ten, jak wiadomo – włącza się automatycznie i nie ma już potem potrzeby zmuszani się do ćwiczeń – bo umysł i ciało same się ich domagają. Czas jaki jest potrzebny, aby jakieś działanie stało się nawykiem to według naukowców 28 dni regularnego powtarzania danego działania 😉

Teraz po latach, regularnie ćwiczę trzy razy w tygodniu i kiedy odpuszczę jakiś z treningów czuję się nieswojo i mam potrzebę rozładowania nagromadzonego stresu i energii. Zatem, coś co kiedyś wymagało wysiłku aby to wykonać, obecnie wymaga ode mnie wysilenia się aby tego nie robić – dzięki czemu regularnie ćwiczę od kilku lat.

A jak z tym jest u Ciebie:

Czy jeżeli realizujesz jakieś postanowienie, pamiętasz jakie były jego początki?

Czy potrafisz zauważać i doceniać małe postępy, które finalnie doprowadzą Cię do dużej zmiany?

Czy potrafisz w danym działaniu wprowadzić jakieś elementy gry z samym sobą – jakieś małe utrudnienia, wyzwania których pokonanie da Ci satysfakcję z tygodnia na tydzień?

filizanka_small od początku pisania tego tekstu towarzyszyła mi herbata Ceylon OP Dimbula Uduwela

 

 

Tu i teraz…

Dagmara Gmitrzak w swojej książce „Trening Jaguara” opisuje to zwierzę jako niezależnego, dumnego i jednego z najdzielniejszych wojowników w świecie zwierząt. Istną maszynę do polowania i zabijania, ale zarazem też świetnego przewodnika duchowego. Jaguar jako jedyny myśliwy nie przegryza swojej ofierze gardła tylko miażdży swoimi szczękami jej czaszkę.

To co jednak mnie zafascynowało w tej książce to jeden krótki wpis pokazujący jak – nawet w tym drapieżnym świecie – ważny jest relaks i zabawa: „Nawet Jaguar potrafi się bawić. Co jakiś czas zjada amazońską roślinę yage, która sprawia, że na chwilę staje się potulny jak baranek. Leży na ziemi i delektuje się „nicnierobieniem”. Jaguar zachęca Cie , abyś znalazł czas na zabawę, luz, odpuszczenie kontroli, cieszenie się z samego faktu, że żyjesz”.

Całkowicie popierając powyższą naukę, znalazłem bardzo interesujący film w tym temacie, którym chciałbym się z Wami podzielić:

Rozwój osobisty - Life factory - Tu i teraz