Miesięczne archiwum: Sierpień 2015

Napisz do siebie list

Ja zawsze widzę dwa podobieństwa wakacji do Nowego Roku. Pierwsze to to, że większość ludzi dzieli etapy swojego życia na lata zaczynające się zawsze 1 stycznia, u mnie rok trwa od wyjazdu wakacyjnego do wyjazdu wakacyjnego i z tego powodu nie zawsze ma równą liczbę miesięcy. Po drugie, bo zarówno Nowy Rok jak i wakacje są momentem, w którym snujemy plany na przyszłość oraz podejmujemy niejednokrotnie kluczowe decyzje.

O ile, w przypadku Nowego Roku większość chyba wieży w magię tego „przełomowego” dnia lub robi plany bo społeczna presja mówi, że tak trzeba. O tyle, w przypadku wakacji to raczej efekt przemyśleń i pomysłów, które kiełkują w naszej głowie, kiedy łamiemy zwyczajowy układ dnia. Czasami to kwestia tego, że w czasie urlopu zwolnimy tempo życia lub na odwrót przeżyjemy jakąś szaloną przygodę. Czasami to efekt zderzenia z inną kulturą i innymi zwyczajami, a czasami bywa to też efekt tego, że wystawiamy się godzinami na słońce, które dodaje nam energii i wigoru.  Niestety w obu przypadkach los tych planów jest bardzo podobny. Zostają jedynie gdzieś na papierze, dysku twardym albo w głowie autora lub też ulatują gdzieś w niepamięć, bezwzględnie ukatrupione przez codzienne sprawy zwykłych dni. Czasami mamy jeszcze tyle pary w sobie, aby nowy pomysł pociągnąć przez klika dni a może nawet i tygodni. Jednak zawsze, po jakimś czasie przychodzi zniechęcenie lub dywersyjne pytanie o sens naszych działań. Znam to aż nadto dobrze, bo przez wiele lat po powrocie z każdych zagranicznych wakacji, szedłem do księgarni po nową książkę do nauki angielskiego solennie sobie obiecując, że w przyszłym roku nie będzie już u mnie tak wiele obciachu z tym językiem. O obietnicy pamiętałem zazwyczaj jakieś dwa tygodnie a półka z książkami do angielskiego wzbogacała się o kolejną zbierającą kurz pozycję.

vintage-binoculars-notepad-compass-old-map-ink-pen-inkwell-pocket-kni-71106-L

Czy to wakacyjne data powstania pomysły jest winna niepowodzeniom planów? Sama w sobie zdecydowanie nie. Przyczyna pierwsza – to fakt, że często pomysł przychodzi nam w stanie euforii lub tak zwanym „stanie mocy”, kiedy to nakręceni jakimiś pozytywnymi emocjami moglibyśmy przenosić góry. Przyczyna druga – to naturalna reakcja przy podejmowaniu nowych działań na pierwsze problemy z nimi związane. Trzeba sporo samozaparcia albo wiary w cel, aby ten moment przełamać i wytrwać w działaniu.

Jeżeli zdarzają Ci się sytuacje podobne do moich niegdysiejszych bojów z angielskim, możesz sobie pomóc w jeden bardzo sprytny sposób. Otóż, napisz do siebie list. Pisz go zaraz po podjęciu decyzji o zrobieniu czegoś. Pisz go w momencie, kiedy masz swój „stan mocy”. Wlej w niego całą swoją siłę, energię i wiarę w siebie, którymi dysponujesz w danym momencie. Pisz do siebie jak stary przyjaciel. Napisz czemu chcesz zrobić to co planujesz, co fajnego Tobie lub innym to przyniesie. Opisz jak się czujesz, kiedy piszesz ten list, w którym miejscu twojego ciała czujesz energię (ręce, brzuch, klatka piersiowa a może gdzieś na karku), ja ją czujesz (są to wibracje, ciepło, coś niespokojnie się wiercącego) i postaraj się nadać temu momentowi jakąś nazwę. Ja do dzisiaj pamiętam mój pierwszy moment zanurzenia w oceanie. Do dziś czuję te małe błyskawice przeskakujące po moich ramionach, kiedy nagrzane ciało zetknęło się z wodą a potem ten cudowny moment całkowitego relaksu, rozluźnienia i poczucia jedności z oceanem – nazywam go „zanurzeniem mocy”.

To była pierwsza część listu. W drugiej napisz pytania – jakie Twój stary dobry przyjaciel-  zadałby Ci, zaciekawiony Twoimi postępami w sprawie:

– Co się teraz dzieje z Twoim świetnym pomysłem?

– Czy masz dla niego wystarczająco dużo czasu? A jeśli nie, to co było takiego ważnego, że zdecydowałeś się ten czas przeznaczyć na realizację innych zadań?

– Czy masz w sobie dość energii do działania? Czy pamiętasz ile było jej w Tobie w momencie pisania tego listu? Czy pamiętasz gdzie była wtedy w Twoim ciele i jak ją czułeś. A gdybyś teraz miał spróbować ją wyczuć w sobie to gdzie ją znajdziesz i jak będziesz ją czuć.

– Czy gdy przypominasz sobie nazwę swojego „momentu mocy” i wszystkie emocje i zdarzenia które mu towarzyszyły to jesteś w stanie zaczerpnąć w tym momencie z niego jeszcze trochę energii?

– Czego już spróbowałeś aby realizować swój pomysł?

– Co zadziałało?

– Co nie wyszło?

– Jakie obecnie istnieją możliwości działania?

– Jak się poczujesz kiedy już zrealizujesz swój cel?

– Jaki będzie Twój następny a może pierwszy krok?

– Kiedy go zrobisz?

biblioteka

Teraz masz dwie możliwości:

  1. Wyślij ten list do siebie mailem, ale w programie pocztowym ustaw aby nie został on dostarczony do Ciebie przed upływem 3 miesięcy (Np. w Otlooku kiedy masz przygotowaną wiadomość, przed jej wysłaniem wybierasz z górnego menu Opcje, potem funkcje Opóźnij dostarczenie i wpisujesz datę za 3 miesiące w polu „Nie dostarczaj przed:”
  2. Schowaj list do koperty a tą włóż do jednej z książek na półce lub w jakieś zimowe ciuchy i ustaw sobie w komórce przypomnienie za 3 miesiące z informacją gdzie masz zajrzeć aby znaleźć napisany do siebie list.

Kiedy go dostaniesz usiądź i w spokoju przeczytaj. Być może się zdziwisz, tym co wtedy się stanie. Wiem co piszę, bo sam dostałem takiego maila po trzech miesiącach od założenia własnej firmy 😉

Życie w trybie „smart”

Od dawna mam dylemat jak żyć, a w zasadzie to w jakim czasie. Jedni guru podają, aby koncentrować się wyłącznie na „tu i teraz”. Inni natomiast mówią, że jeśli już teraz nie zadbasz o swoją przyszłość, to będzie ona marna i będziesz mieć problemy. Jedni mówią zwolnij, zatrzymaj się i włącz uważność, a drudzy radzą z jakich urządzeń i programów należy korzystać, aby podnieść swoją wydajność i multizadaniowość. Do tego żyjemy w erze natłoku informacji i rozwoju social mediów. Powszechnej dostępności towarów, dynamicznej ewolucji urządzeń elektronicznych do kolejnych wersji oraz nieustających promocji i okazji. W przeciwieństwie do minionych czasów prawie nie poświęcamy energii na naprawianie tego co już mamy, tylko kupujemy lepszy, nowszy model a ten poprzedni traci naszą uwagę i ląduje w śmietniku lub na dnie zapomnianej szuflady. Czy to dobrze, czy źle – jak zwykle w życiu nic nie jest czarno-białe. Z jednej strony produkujemy więcej śmieci. Z drugiej, kupując coś nowego napędzamy gospodarkę, która daje zatrudnienie innym ludziom.

Rozwój osobisty - Life factory - życie

I moglibyśmy tak dywagować w nieskończoność, ale w momencie kiedy na podobnej zasadzie jak rzeczy zaczynamy traktować innych ludzi lub zwierzęta – czyli istoty, które czują, myślą i obdarzają nas uczuciami – to zdecydowanie nam się coś w głowach porypało. Kilka dni temu w internecie gruchnęła wieść o maratończyku Piotrze Kuryło, który wcześniej adoptował ze schroniska 13-letnią suczkę a teraz w słonecznym upale przywiązał ją do bramy schroniska i się ulotnił (pech chciał… a może szczęście, że ten wyczyn został uwieczniony na nagraniu kamery). Przerażony pies spędził na słonecznym ukropie 2 godziny nim go ktoś znalazł. Rzeczony biegacz coś bełkotał o kosztach, bo pies schorowany i że niby nie miał go z kim zostawić w czasie planowanego biegu maratońskiego. Już nawet nie będę się pastwił nad nim, że przecież ma rodzinę a drugim z jego psów jakoś miał się kto zająć.

Chodzi mi bardziej o pewien trend, który  staje się coraz bardziej powszechny. Uczymy się szybko znajdować zamienniki tego co mamy. Domowe obiady zastępujemy fast food’ami, zamiast regularnego odpoczynku fundujemy sobie turbo regeneracyjne weekendowe wypady do SPA, spotkania ze znajomymi zastępuje nam wymiana z nimi postów i komentarzy na Facebook’u. Zamiast dwóch, trzech prawdziwych przyjaciół mamy setki internetowych znajomych, o których tak naprawdę za dużo nie wiemy. Reklamy zachęcają nas do zamawiania w internecie sterty nowych ubrań, przymierzania ich w domu i odsyłania tych, które nam nie pasują ale mało kto zauważa, że tak samo zaczynamy postępować z ludźmi. Portal randkowy albo czat, szybkie spotkanie jeszcze szybszy numerek i już wiemy kogo odesłać w ramach „zwrotu towaru”. Bo nam nie pasuje, nie tak leży albo nie spełni naszych wyśrubowanych standardów a że może się jakoś emocjonalnie zaangażował, albo zadurzył…. a to sorry, jego problem.

Jesteśmy coraz bardziej niezależni, mobilni i świadomi swojej wartości. Czasami zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego kiedy już jesteśmy z kimś związani. Czasami uświadomi nam to też ktoś inny, kto nagle poświeci nam trochę więcej uwagi i miłych słów niż nasza druga połowa. Jak pokazują doświadczenia moich znajomych, bardzo łatwo wtedy ulec iluzji, że o to los obdarzył nas dostępnością do nowego, lepszego modelu od tego co mamy. Zatem co… stare na śmietnik.

Rozwój osobisty - Life factory - życie 2

Rozchodzimy się, zostawiamy z dnia na dzień drugie połowy totalnie zaskoczone całą sytuacją, czasami wręcz kończymy związek jednym SMS’em. Nie próbujemy niczego naprawiać lub czegoś pozmieniać, w tym co już było. Chwytamy naszą nową zabawkę i dalej gnamy w świat…

Jednak z czasem okazuje się, że i ten nowy model miał wady ukryte – mąż, albo żona. Czasami przegrzewa mu się procesor i zapomina być dla nas miły, albo przepełnia bufor pamięci i nie jest już tak aktywną i tryskającą energią osobą jak wcześniej. Cóż można w tej sytuacji zrobić? Niestety, najczęściej zaczynamy się rozglądać za kolejnym nowszym modelem, albo chociaż takim, który ma świeższą wersję oprogramowania i najlepiej gdyby był jeszcze w promocji.

Teoretycznie można tak w nieskończoność i pewnie jest to jakiś sposób na życie. Możemy być jednak bardzo zaskoczeni, kiedy nagle na naszym głównym panelu sterowania pojawi się komunikat: „błąd systemu – choroba” lub „model niedostępny dla tej kategorii wiekowej”. Czy znajdziemy wtedy szybko jakiś „zamiennik” dla tego co było?

Chciałbym, aby było jasne, że jestem przeciwnikiem utrzymywania pewnych relacji na siłę, kiedy faktycznie już nic ze sobą nie niosą albo są dla nas destrukcyjne. Jestem też daleki od promowania nieustających i niewiele wnoszących napraw tego co było do tej pory, bo najzwyczajniej szkoda na to czasu i życia. Nie oceniam ludzi za ich decyzje, bo najczęściej nie wiem wszystkiego. Wiem tylko, że każda decyzja rodzi konsekwencje a podejmowana w biegu i na hurraoptymistycznym emocjonalnym haju nie uwzględnia wszystkich przesłanek.

I tak sobie myślę, że warto jednak na co dzień „żyć tu i teraz”. Żeby jak pojawia się jakaś nowa szansa na przyszłość, mieć pełną świadomość tego co możemy utracić albo też jakiego zniewalającego bagażu możemy się pozbyć. Jakiej jednak decyzji byśmy nie podjęli, pamiętajmy o uczuciach innych. Nikt z nas nie chciałby zostać bez słowa przywiązany do bramy schroniska i pozostawiony samemu sobie.

A wspomnianemu maratończykowi dedykuję pewną przypowiastkę, na którą gdzieś, kiedyś trafiłem w czeluściach internetu:

Rozwój osobisty - Life factory - psiak

Zmarł pewien mężczyzna a razem z nim zmarł jego pies.
I oto dusza człowieka, z psem u boku, stają przed wrotami z napisem ”Raj. Psom wstęp wzbroniony”.
Człowiek nie przeszedł przez te drzwi i poszedł dalej, w nicość z psem u boku. Idzie i po jakimś czasie widzi drugie wrota. Nic nie jest na nich napisane, tylko obok siedzi jakiś starzec. Człowiek podchodzi do niego i zagaja:
– Przepraszam szanownego…
– Święty Piotr jestem.
– A co jest za tymi wrotami?
– Raj.
– A z psem można?
– Oczywiście.
– A tam wcześniej to co to było?
– Piekło. Do Raju dochodzą tylko ci, którzy nie porzucają przyjaciół.

filizanka_small pisząc ten tekst piłem najpopularniejszą z chińskich zielonych herbat zwiniętych w kulki – China Gunpowder, czyli proch strzelniczy