Miesięczne archiwum: Październik 2015

Czego uczy mnie joga cz. I – żyj na 60%

Mam już taki charakter, że we wszystkim co robię, we wszystkim co czytam lub oglądam szukam synergii z innymi moimi działaniami tzn. wyszukuje pomysły, treści i rozwiązania które sprawdzą się w innych obszarach mojego życia. Tak obecnie dzieje się też z niedawno temu rozpoczętą praktyką jogi, jeżeli tak można nazwać to co obecnie wyczyniam na sali próbując się wyciągać, naciągać i zginać przy okazji się nie połamawszy ;-). Ku mojemu zaskoczeniu, rady jakie słyszę od mojej nauczycielki jogi świetnie sprawdzają się nie tylko na jogowej macie. Dzisiaj pierwsza z nich – ćwiczcie na 60%.

W zabieganym świecie ambicji, hiperdoskonałości ciał modeli i modelek płynącej z reklam i ogólnego zachwytu nad wielozadaniowością oraz czerpaniem z życia pełnymi garściami ile się tylko da nagle ktoś mówi słowa, które działają jak kij wsadzony w szprych rozpędzonego koła od roweru. Ćwicz na 60% swoich możliwości –  nie na 10%, bo nie będziesz miał efektów i nie na 100% bo wtedy łatwo przekroczyć granicę i złapać kontuzję.

Rozwój osobisty - Life factory - czego uczy joga

Brzmi to nieco szokująco w obecnych czasach, bo zewsząd słyszę że mam działać, ćwiczyć i pracować na 120% swoich możliwości.  Reklamy energetyków przekonują mnie, że jak już nie mam siły to tylko łyk „cudownego” napoju i już rosną mi skrzydła lub wyłazi ze mnie tygrys. Mam być szybszy, sprawniejszy i praktycznie odporny na starość a wszystko to dzięki suplementom, doprowadzającym do skraju wytrzymałości cross fit’om i innym podkręconym aktywnościom. Nawet całe moje otoczenie jest w stanie podwyższonej gotowości, aby gdy tylko poczuje się słabo, zgubię oddech lub energię wesprzeć mnie dobrym słowem, niezłomną wiarą w to że sobie na pewno poradzę lub okrzykiem bojowym zapalić mnie do dalszego działania. Doszło nawet do tego, że sam do listy zadań na dany dzień dopisuję sobie jeszcze z dwa, no bo przecież jak docisnę to dam radę. Mój wewnętrzny krytyk ukształtowany przez otoczenie nie pozwala mi nigdy osiąść na laurach, no bo jak już jestem zadowolony to słyszę w głowie „możesz więcej”.

Pytanie jednak po co „więcej”? Czemu, nawet jak jestem na spacerze to podbiegam aby zdążyć na zielone światło, choć nigdzie się nie spieszę.  Polecenie aby ćwiczyć na 60% zdemolowało wprost całe moje funkcjonowanie. No bo jak to tak, że ktoś nie chce ode mnie 120 lub chociażby 100% moich możliwości a wystarcza mu nieco więcej niż połowa z nich. Zrozumiałem to, kiedy udało mi się wyłączyć ambicje i zacząłem ćwiczyć zgodnie z zaleceniem. Przestałem szarpać się i siłować ze swoim ciałem, lekko odpuściłem i znalazłem czas na to, aby je poczuć. Nagle okazało się, że czując ciało mogę lepiej wykonać daną pozycję, bo zamiast używać siły do skręcenia barku (..no bo jak to, ja nie dam rady?) wystarczy obserwować co się stanie jak minimalnie inaczej ułożę dłoń lub zrotuję staw barkowy prowadząc rękę po trochę większym okręgu. Nagle 60% stało się sposobem na to aby uzyskać lepsze efekty niż przy 100. Warunkiem koniecznym było jednak, aby na chwilę odpuścić i zobaczyć co się ze mną dzieje.

A co by się stało gdyby tak postępować nie tylko na macie do jogi, ale i w całym życiu?

Jak czuję mega zmęczenie i wyczerpanie, to nie lać w siebie kawy albo herbatek energetycznych, tylko zdrzemnąć się na chwilę dla zregenerowania energii. Gdyby nie gonić tylko za większą kasą a wydawać tą, którą się ma rozsądniej. Gdyby zamiast kolejnego filmowego hitu, w którym będę przeżywał przygody jakiegoś bohatera i dzięki temu niby resetował się po ciężkiej pracy, usiąść z termosem gorącej herbaty na brzegu polany w lesie i poobserwować co się na niej zmieni w czasie godziny. Gdyby przy okazji zbliżającego się 1 listopada Dnia Wszystkich Świętych, nagle nie obskakiwać w biegu wszystkich grobów i wielu cmentarzy a spędzić część tego dnia zamkniętym w domu z kubkiem czegoś gorącego i ze zdjęciami oraz wspomnieniami o tych, którzy odeszli.

Kiedy odpuszczasz i zwalniasz nagle znajdujesz nowe możliwości. Wyłączasz bezmyślne podążenie za innymi i Twoje ciało oraz umysł – niezaślepione próbą przetrwania za wszelką cenę do kolejnego wyznaczonego celu – powiedzą Ci czego naprawdę potrzebują i co jest dla nich ważne. Warto, aby miały szanse zrobić to same, zanim mijający czas i wiek pokażą Ci to w postaci kontuzji i innych zdrowotnych dolegliwości.

filizanka_small pisząc ten tekst nie mogłem wybrać innej herbaty niż BRIGHT MOOD – ajurwedyjska herbata na dobry nastrój i pozytywny stan ducha

 

Taki bank…

Poniższy tekst wyszperałem dawno, dawn temu w sieci, ale zrobił na mnie tak duże wrażenie, że wciąż o nim pamiętam:

Wyobraź sobie, że istnieje taki bank, który każdego ranka wpłaca na twoje konto 86.400 złotych. Bank jednak nie kumuluje środków. Co noc twoje konto wyzerowuje się do ostatniego grosza, przepada zatem wszystko, czego nie wydałeś w ciągu dnia. Co byś zrobił w takiej sytuacji?

Rozwój osobisty - Life factory - bank

Pewnie wybierałbyś codziennie wszystkie wpłacone środki. Każdy z nas ma rachunek w tym banku. Banku, który nazywa się Czas. Każdego ranka otrzymujesz 86.400 sekund. Ten bank nie przechowuje środków i nie daje ci możliwości przelewania ich na inne rachunki. W nocy nadwyżka środków zostanie anulowana. Nie możemy niczego zwrócić ani spożytkować naszego kredytu z dnia jutrzejszego. Mamy tylko to, co otrzymaliśmy dziś

Nie żyj zatem wspomnieniami przeszłości lub wyobrażeniami przyszłości, tylko tym co masz dzisiaj.

filizanka_small wspominając ten tekst piłem energetyczną zieloną herbatę Green Energy.

Myśl w bok, a nie w głąb…

Nasz system edukacyjny od dawien dawna nie kładł nacisku na samodzielne myślenie, kreatywność i twórcze rozwiązywanie problemów. Dodatkowo w ostatnich latach jeszcze wzmocnił nacisk na mechaniczność i schematyczność myślenia wprowadzając szereg testów zaliczeniowych i klasyfikacyjnych. Działania te prowadzą do tego, że kreatywne z natury i ciekawe świata dziecko zaczyna uczyć się schematycznego i odtwórczego myślenia. Myślenie to zwane jest myśleniem wertykalnym lub myśleniem „w głąb” i polega na szukaniu rozwiązań szybkich, logicznych i zgodnych z posiadanymi wzorcami.

Rozwój osobisty - Life factory - myślenie lateralne

Przeciwieństwem tego sposobu myślenia jest tak zwane myślenie lateralne, zwane także równoległym albo myśleniem „w bok”. Cechuje się ono nowym spojrzeniem na sytuację, przeformułowaniem problemu, co niejednokrotnie prowadzi do dostrzeżenia nowych możliwości. Świetnym przykładem konieczności odwołania się do takiego myślenia, w celu wybrnięcia z trudnej sytuacji, jest popularna opowieść o zamożnym kupcu i jego pięknej córce:

Zamożny kupiec zapożyczył się u starego i chciwego bankier. Kiedy pomimo zapożyczenia interesy nie szły po myśli kupca i popadał on w coraz większe długi, bankier zwęszył świetny interes do zrobienia. Zaproponował kupcowi, że umorzy jego długi jeśli ten odda mu swoją córkę za żonę. Widząc jednak przerażenie na twarzy kupca i jego córki, bankier zaproponował, że decyzję podejmie za nich los. Włożę do woreczka dwa kamyki z alejki – czarny i biały. Jeżeli wyciągniesz biały – mówi do dziewczyny, daruję ojcu długi, a ty jesteś wolna. Ale jeżeli wyciągniesz czarny kamyk, wtedy daruję ojcu długi, a ty wyjdziesz za mnie za mąż. Dziewczyna wiedziała, że jeżeli nie zgodziłaby się na losowanie, zostałaby panną ale jej ojciec trafiłby do więzienia za długi. Zatem przystała na propozycję bankiera.

Bankier podniósł z alejki, na której stali dwa kamienie i włożył je do woreczka. Bystra dziewczyna zauważyła jednak, że oba były czarne.

Co zrobiłbyś na miejscu dziewczyny, która nie chce wyjść za mąż? Jak byś wybrnął z tej sytuacji?

Pomyśl chwilę i pokombinuj, a jeśli chciałbyś wiedzieć co zrobiła dziewczyna, przeczytaj odpowiedź umieszczoną pod obrazkiem

Rozwój osobisty - Life factory - myślenie lateralne 1

Dziewczyna wylosowała jeden z kamieni i „niechcący” upuściła go na drogę. a potem zaproponowała sprawdzenie jaki kamień pozostał w woreczku, aby było wiadomo, który wylosowała 😉

Czy już rozumiesz co oznacza myślenie lateralne?  Jeżeli chciałbyś go używać powinieneś rozbudzić w sobie gotowość do pozbycia się schematycznego postrzegania i rozumienia świata oraz być gotowym na spojrzenie na problem z różnych stron. Edward de Bono, który opracował termin myślenia lateralnego, zawsze podkreślał, że jednym z narzędzi potrzebnych do jego wykorzystania jest poczucie humoru i przestrzeganie kilku prostych zasad:

  • Nie stosuj się do zasad których nie ma
  • Uważaj na etykietki
  • Obserwuj szczegóły
  • Zerwij z rutyną

Może zatem mała próba jak Ci pójdzie tym razem:

  • Pewien facet jest ubrany całkowicie na czarno. Ma czarne buty, skarpetki, spodnie, sweter, rękawiczki i kominiarkę. Idzie czarną ulicą, na której nie świeci się żadna latarnia. Nie widać też księżyca – jest nów, a niebo zachmurzone. Naprzeciw niego z dużą prędkością jedzie czarny samochód z wyłączonymi światłami – jednak w jakiś sposób kierowca zobaczył mężczyznę i się zatrzymał. Jak to możliwe?

Rozwój osobisty - Life factory - myślenie lateralne

Był dzień – czy gdzieś jest napisane inaczej?

  • Ojciec i jego syn mieli wypadek samochodowy. Ojciec zmarł, a syna przewieziono karetką do szpitala. Gdy chirurg go zobaczył krzyknął: „Nie mogę operować tego chłopca, on jest moim synem!”. Jak to możliwe?

Rozwój osobisty - Life factory - myślenie lateralne 3

Chirurg może być kobietą, więc także i matką 

filizanka_small  mam nadzieję, że dobrze bawiłeś się rozwiązując te lateralne zagadki. Dla mnie było to miłe uelastycznianie swojego mózgu, tym bardziej że przy ich rozwiązywaniu piłem „rozjaśniającą umysł” Yerba Mate IQ

Tu byłem…

Pamiętam z dzieciństwa, jak w różnych popularnych miejscach nawiedzanych przez ludzi można było znaleźć wydrapane w ścianach lub wyskrobane w deskach, ewentualnie wycięte w korze drzew napisy w stylu „Byłem tu. Tomek z Krakowa”. Odkąd pojawił się Facebook, Instagram i Pinterest, wspierany przez aparaty fotograficzne w smartfonach, funkcje tych wyrytych napisów zajęły fotki wrzucane na portale społecznościowe. Na temat samych wpisów nie chcę się wypowiadać – znam i gorących ich krytyków, jak i fanów – a trzymam się zasady, że każdy sam kształtuje swoje życie i ma praw robić w nim co tylko chce, o ile tym działaniem nie krzywdzi innych.

Piszę o tym, bo zauważyłem jak wielu ludziom „umyka” samo miejsce, w którym przebywają. Wpadają i jedyne na czym się koncentrują, to na tym co jest tutaj fajnego do sfotografowania, co będzie fajne wyglądało na zdjęciu oraz ewentualnie czy na tle tego, czy owego będę dobrze wyglądać w mojej kreacji. To co cechuje fotosmartfonowców ale również i innych cyfrowych fotografów, to strzelanie dziesiątek zdjęć z założeniem, że potem w domu na spokojnie wybierze się te, które dobrze wyszły. Niestety, ekrany aparatów i smartfonów pozwalają nam spojrzeć na otaczający nas świat jedynie w pewnym jego wycinku. Ich użytkownicy przypominają czasami konie z klapkami po bokach oczu, które powodują, że koń widzi tylko to co bezpośrednio przed jego głową. Pstryk, pstryk, pstryk… wpatrzeni w ekrany i pochłonięci fotografią nie dostrzegamy wiewiórki, która przebieg tuż obok nas, dziecka, które się do nas uśmiecha czy kota, który nam się przygląda. Czasami się zastanawiam, czy takie zachowanie pozwala nam poczuć prawdziwego ducha miejsca, doświadczyć jego rzeczywistej atmosfery a czasami po prostu usiąść i odczuć fakturę drewnianej ławki, zapach rozgrzanej deski na pomoście, czy rześkość zielonej trawy.

Rozwój osobisty - Life factory - radość przeżywania

Do napisania tego artykułu skłoniło mnie krążące na Facebooku zdjęcie z wizyty Papieża Franciszka w USA. Widać na nim tłum ludzi ze smartfonami, którzy zamiast na papieża patrzą w ich ekrany. Jedynie jedna, mała staruszka patrzy w kierunku papieża. Nie robi zdjęć, jest spokojna i uśmiechnięta, ale to uśmiech inny niż u pozostałych. Wprost widać jak chłonie atmosferę tego miejsca i wydarzenia. Ona tam jest całą sobą, a pozostali trochę tu a trochę gdzie indziej. Ona stoi spokojnie, a oni w pośpiechu pstrykają fotki. Tak to prawda – oni będą mieli pamiątki w postaci fotek i zdarzeń na swoich profilach, ale ona będzie miała piękne wspomnienia. To właśnie ją chciałbym zapytać jak się czuła w tamtym miejscu, bo reszta chyba nie do końca potrafiłaby mi na to odpowiedzieć.

Sam czasami się zapominam i na początku w jakimś miejscu uruchamia mi się syndrom „pstrykacza”. Szybko jednak wyhamowuję i próbuję „poczuć to” miejsce. Zauważyć jak pachnie powietrze, czy jest suche czy wilgotne, jakie zapachy do mnie docierają. Skupiam się na detalach, kładę na pomoście, siadam na trawie, aby się zatrzymać i z perspektywy zanurzenia w tym miejscu poczuć zaciekawienie i dojrzeć to co ucieka mi w pośpiechu działania. Dawno temu, w otchłani internetu znalazłem poniższe zdjęcie, które właśnie do takiej uważności mnie natchnęło.

Rozwój osobisty - Life factory - zatrzymaj się

Zdjęcie pochodzi ze strony www.piccsy.com

filizanka_small pisząc ten tekst piłem aromatyczną herbatę Oolong Formosa, którą i Wam polecam.