Miesięczne archiwum: Maj 2016

„Ma to sens” i łatwiej żyć

Kilkanaście miesięcy temu postanowiłem dokonać ciekawego eksperymentu. Założyłem, że wszystko co mnie spotyka ma swój sens, niezależnie od tego czy jest zgodne z tym co planowałem, czy też nie. Nie będę ukrywał, że dla mnie, urodzonego perfekcjonisty, było to początkowo niezłym wyzwaniem. Dzisiaj natomiast, nie potrafię już żyć inaczej.

Rozwój osobisty - sens

  1. Mam plan, czyli iluzja kontroli

Wielu z nas, a szczególnie dotyczy to menadżerów, lubi mieć listę spraw do załatwienia, terminarze z umówionymi spotkaniami oraz wszelkiego rodzaju harmonogramy projektów i innych działań. Mniej zorganizowani, choć wszystkiego nie listują i nie harmonogramują, to też w swoim życiu niejednokrotnie stawiają na plany. Kto z nas, nie sprawdzał  w Google maps lub na zwykłym rozkładzie jazdy autobusów ile czasu zajmie mu dojazd z miejsca A do B. Kto z nas się nie wkurzał, kiedy nagle okazywało się, że czas tej drogi jest jednak dłuższy. No właśnie, dłuższy od czego? Najczęściej, od potencjalnego czasu, w sytuacji gdyby wszystko na drodze przebiegało idealnie, a jak wiadomo rzadko się to zdarza.

W takich sytuacjach, jak powyższa, najczęściej zaczynamy kalkulować straty. Czego nie zdążę zrobić, na ile źle wypadnie to, że przyjdę spóźniony itp. itd.  Czy te kalkulacje coś zmieniają, poza podkręcaniem naszej złości – nie! Czy stojąc w korku, bo jest tak duży ruch na drodze, albo jakiś wypadek możemy jakoś wpłynąć na tę sytuację – raczej nie! Czy wyrzucając sobie, że znowu „daliśmy ciała”, „jesteśmy do niczego” itp. coś poprawiamy, ulepszamy – nie!

Jeśli przyjmiemy, że zmieniać możemy to na co mamy wpływ, a na powyższą sytuację wpływu nie mamy i zamiast kalkulowania start uruchomimy ciekawość zysków, cała sytuacja może nam się jawić w zupełnie nowej odsłonie. Może ten korek, to sygnał od losu, aby trochę wyluzować i spowolnić – właśnie zyskaliśmy parę minut dla samych siebie. Może to czas na refleksję odnośnie rutyny w życiu, np. skoro się już spóźnię to jakoś to mojej drugiej połowie wynagrodzę – niespodziewane kwiaty, nieplanowane wcześniej wieczorne wyjście na kolacje. Może to czas, aby zadzwonić do rodziców lub przyjaciół, z którymi dawno nie mieliśmy kontaktu. Tylko błagam nie róbcie tego w środkach komunikacji miejskiej. Współpasażerowie nie chcą wiedzieć kogo kochacie, kto z kim się zdradza, która znajoma jest głupia, który kumpel się upił i że dziecko sąsiadki ma półpaśca.

  1. Sens, którego nie widać

W powyższej sytuacji łatwo było znaleźć potencjalne zyski a co w sytuacji, kiedy coś sobie łamiemy, dopada nas jakaś choroba, mamy wypadek, tracimy pracę, rozpadają nam się związki lub umiera ktoś bliski. Ciężko wtedy uruchamiać ciekawość, a gdyby nawet się udało, to jaki tu znaleźć sens, że o pozytywach nie wspomnę.

Współczesna kultura i wszechobecna cyfryzacja przyzwyczaiły nas do natychmiastowej gratyfikacji. Tymczasem w życiu, efekty są niejednokrotnie odsunięte w czasie. My natomiast nie lubimy czekać i natychmiast odpalamy film „A mogło być tak wspaniale” i liczyć straty. Interesujące jest to, że prawie nigdy nie włącza nam się film „ A mogło być tak źle”, chociaż oba są tak samo prawdopodobne.

Rozwój osobisty - sens

Ja lubię wierzyć w to, że jeżeli nawet teraz nie dostrzegam sensu danej sytuacji, to pewnie stanie się on dla mnie widoczny za jakiś czas. Tak było z kursem StartUP Coaching. Kolejne terminy jego uruchomienia przesuwały się w czasie. Kiedy stało się to już trzeci raz byłem wściekły. Dwa zjazdy w ramach tego kursu idealnie wpasowywały mi się w wolne weekendy. Kiedy jednak za dwa miesiące nadszedł jeden z nich, moja druga połowa (chorująca już prawie rok) poczuła się na tyle dobrze, że kilka dni wcześniej została wypisana ze szpitala. Szczęśliwi spędziliśmy ten weekend razem, spacerując i robiąc wspólne zakupy. Poniedziałek, który po nim przyszedł… przyniósł śmierć. Do tej pory, nie potrafię sobie wyobrazić, jak bym się czuł, gdyby się okazało, że zamiast tego wspólnego weekendu, spędziłbym cały ten czas na szkoleniu w innym mieście. To zresztą chyba był ten moment, w którym postanowiłem już więcej nie przeklinać losu. Zrozumiałem bowiem, że coś co mnie dziś wkurza i czego nie rozumiem, może mi się przysłużyć w przyszłości.

Skoro o śmierci wspomniałem, to powstać może pytanie o to jaki ona może mieć sens w danym momencie. Czemu mogła się zdarzyć teraz, a nie później. Czasami po to, aby ulżyć w męce choremu, ile to już razy słyszałem „już się nie męczy”. Czasami po to, aby ulżyć bliskim, bo opieka nad chorym potrafi zabrać całą energię życiową innych osób i nie łudźmy się, często chory jest również świadomy jakim bywa obciążeniem dla bliskich. Czasami po to, aby już nikt się męczył. Pierwszym moim odruchem, na śmierć drugiej połowy, była wściekłość i żal do losu, że tym razem nie udało się jej zapobiec. W głowie odpalił się film „A mogło być tak wspaniale” – no bo przecież wyniki się poprawiały, sił przybywało i szpital już nie był konieczny. Dopiero po kilku dniach odważyłem się uruchomić film „A mogło być tak źle”. Wizja sparaliżowanej najbliższej osoby, zawieszonej gdzieś między życiem a śmiercią, skazanej na podłączenie do aparatury do końca życia i całkowicie uzależnionej od innych pomogła mi zrozumieć, że śmierć nie była tym najgorszym co mogło nas spotkać.

Choć to może dziwnie brzmieć, jestem też wdzięczny losowi za mój wypadek samochodowy na autostradzie. Samochód był do kasacji, a ja wyszedłem z tej sytuacji bez najmniejszego draśnięcia. Od tamtej pory jednak, już nigdy nie usiadłem za kierownicą samochodu, aż tak zmęczony jak wtedy. Całe zdarzenie jednak mogło by wyglądać inaczej, gdybym zamiast w autostradową barierkę, wjechał w przystanek pełen ludzi. Wierzę w to, że los zadbał w ten sposób o to,  abym stał się bardziej świadomym i odpowiedzialnym kierowcą.

  1. Nie trać energii – strategia kota

Powyższe nie jest nawoływaniem do „ślepego” hurraoptymizmu. Powiem więcej, wręcz zachęcam Was, aby w pierwszym odruchu na sytuację która Was wkurza, siarczyście sobie zakląć lub nawet się wywrzeszczeć (tylko nie na kogoś). Czasami dobrą opcją będzie również wypłakanie. Każde z tych działań, pozwoli nam się pozbyć z organizmu nagromadzonej złości i stresu. Gdyby w nas zostały, będą nas spalać od środka.

Kiedy już się emocjonalnie rozładujemy i stwierdzimy, że i tak nie mamy istotnego wpływu na daną sytuację . Wtedy proponuję zastosować strategię kota, o której na jednym ze swoich szkoleń opowiadał Wojciech Eichelberger:

„Jak kot nie złapie myszy, to się nie stresuje, że jest do dupy kotem. Nie idzie do kąta i nie zastanawia się co pomyślą sobie inne koty, albo myszy. Tylko myśli: nie udało się, głodny jestem – to się zdrzemnę i zregeneruję, aby potem być skutecznym łowcą.”

filizanka_small Tekst napisany w towarzystwie subtelnej mieszanki białej i zielonej herbaty Soczyste Winogrona

Zerwij grzechotkę, czyli uaktywnij mózg

Kiedy się rodzimy jesteśmy zupełnie nieporadni. Nasze ruchy są nieskoordynowane a próba zapanowania nad jakąkolwiek częścią ciała jest w pierwszym okresie naszego życia skazana na porażkę. Jako jedyny z gatunków rodzimy się bez genetycznie zapisanych wzorców ruchowych. Z jednej strony to problem, bo np. na opanowanie chodzenia potrzebujemy wielu miesięcy (młode antylopy Gnu potrzebuje jedynie kilku minut aby zaczęło chodzić i tylko dwóch godzin aby zaczęło biegać), z drugiej strony daje nam to potężne możliwości rozwojowe. Możemy nauczyć się praktycznie dowolnego ruchu i dowolnych sposobów przemieszczania.

Rozwój osobisty - Life factory - ruch

Nowy ruch, lepszy mózg

Nauka koordynacji ruchowej i panowania nad ciałem to idealne bodziec dla rozwoju naszego mózgu. Wyobraź sobie niemowlę leżące w łóżeczku, nad którego głową wisi grzechotka.

Po pierwsze – są spore szanse na to, że ma już duży problem tylko ze skupieniem wzroku na grzechotce. U wielu niemowląt występuje zez i nie jest to niczym nadzwyczajnym. Po prostu mięsnie gałek ocznych bywają jeszcze słabe i nie koordynują ruchów oczu.

Po drugie – niemowlak musi nabrać świadomości ściskania i otwierania dłoni. Jednak jak wiemy panowanie tylko nad dłońmi,  to jeszcze daleka droga do tego aby skoordynować je z unoszeniem przedramienia, obracaniem ręki itd. Kontrola nad ciałem i mięśniami bierze się stąd, że przez nasz układ nerwowy płyną impulsy, które są odbierane przez mózg i tam łączone w pewne sekwencje, które zamieniają się w określony ruch. Niemniej jednak, aby taki sygnał przepłyną przez układ nerwowy, umiejscowione w naszym ciele neurony muszą zbudować siatkę połączeń między nimi. Mega upraszczając można powiedzieć, że neurony ze wszystkich palców muszą się połączyć z neuronami w dłoni, te następnie zbudować połączenie z neuronami znajdującymi się nadgarstku, przedramieniu, łokciu, ramieniu, barku itd. Wraz z rozwojem siatki neuronów rozwija się również nasz mózg.

Rozwój osobisty - Life factory - neuron, mózg

Po trzecie – kiedy niemowlak będzie potrafił skupić wzrok na grzechotce i jako tako panować nad swoją ręką musi teraz jeszcze dokonać nie lada wyczynu. Połączyć sygnały z oczu i ręki a następnie zlokalizować grzechotkę w przestrzeni, tak aby ręka wiedziała jak ma się poruszać, aby trafić w punkt (grzechotka), na którym skupiony jest wzrok. Przypomina to trochę dokowanie rakiety transportowej do stacji kosmicznej w ogromnej przestrzeni bezkresnego kosmosu.

Oczywistym jest, że wszystkie powyższe czynności wymagają wielu prób i nie dzieją się w ciągu jednego dnia. Każdy, kto ma dzieci pewnie niejednokrotnie obserwował jak jego potomstwo nieustępliwie podejmowało dziesiątki, albo i steki prób w celu opanowania jakiegoś ruchu. Kiedy mu się to już udało, powtarzało go w nieskończoność. Znajoma, której syn pierwszy raz trzymając się barierki wspiął się na stopień naliczyła, że powtórzył ten ruch wchodzenia i schodzenia 79 razy. Czemu to robił, bo mózg i neurony musiały utrwalić ten ruch i dopracować koordynację.

Wiem i umiem, znaczy się NIE rozwijam

Wraz z nastaniem w naszym życiu dorosłości, bardzo często przestajemy uczyć się nowych rzeczy a tym bardziej ruchów. Zasadniczo wystarcza nam wachlarz ruchowy, którym już dysponujemy. Łącząc znane nam ruchy, w różnych konfiguracjach potrafimy sobie poradzić z większością sytuacji spotykanych w życiu. Przestajemy uczyć się czegoś nowego, a tym samym nie rozbudowujemy naszych połączeń nerwowych. Często nie będąc świadomymi, że dotychczasowe zaczynają zanikać. Mówiąc obrazowo, nie staramy się już zerwać nowej grzechotki.

Częsty obrazek z życia dorosłych, to te same powtarzalne czynności w pracy, powrót z pracy do domu i odpalenie telewizora, w który wpatrujemy się aż do snu. Ciało leży na kanapie lub zapadło się w fotelu, nie otrzymując żadnych impulsów. Nasz mózg również nie angażuje się zbytnio w obrazy na ekranie telewizora, jedynie chłonąc je bezrefleksyjnie. Zostajemy pochłonięci iluzją życia, bo zamiast samemu żyć, zaczynamy się identyfikować z bohaterami seriali lub telenowel. To oni wciąż mierzą się z czymś w życiu, co rusz zrywając kolejną przysłowiową grzechotkę znad głowy. My w tym czasie, wciąż tkwimy prawie nieruchomo na swoich „legowiskach”.

Rusz się i pobudź mózg

Jeżeli chcesz opóźnić symptomy starości oraz odwlec w czasie niezbyt miły kontakt z chorobą Alzheimera lub Parkinsona pobudzaj swój mózg. Możesz uczyć się nowych rzeczy, znajdować nowe hobby – to też go rozwija.

Najbardziej efektywna będzie jednak stymulacja mózgu za pomocą nauki nowych ruchów. Nie musi to być nic wielkiego, np. nauka mycia zębów lewą ręka dla osób praworęcznych. Można jednak połączyć tę stymulację z dobrą dla naszego zdrowia aktywnością fizyczną. Ostatnio na alejce parkowej minęła mnie para rozbawionych pięćdziesięciolatków na rolkach. Ewidentnie było widać, że to ich pierwsze kroki.

Rozwój osobisty - Life factory - joga, yoga

Jeżeli dla Ciebie rolki to ekstremum, zapraszam na jogę. Kiedyś byłem przekonany o swojej dobre koordynacji ruchowej i orientacji przestrzennej – zajęcia jogi bardzo szybko wyprowadziły mnie z błędu. Kiedy moje ciało musiało ustawić się w nieznanych pozycjach a mój mózg nauczyć się koordynować jednocześnie np. dociskanie stopy przedniej nogi do maty z napięciem uda w tylnej nodze i do tego odpowiednio oddychać bywało „gorąco”.  Zresztą bardzo często kiedy uczymy się nowej pozycji, najpierw próbujemy ją jakoś niezdarnie wykonać a następnie nasza nauczycielka mówi, abyśmy dali moment naszemu mózgowi na przetworzenie wszystkich informacji i wyobrażenie sobie układu ciała w danej pozycji. Czasami aby nam wyszło, musimy podjąć wiele nieudanych prób, niczym leżący w łóżeczku niemowlak, który szykuje się do zerwania dyndającej nad jego głową grzechotki.

filizanka_small Ten tekst pisałem popijając, nasypaną do kubka lewą ręką,  pyszną herbatę Lahidżan z Iranu