Miesięczne archiwum: Czerwiec 2016

Za ile się sprzedajesz?

Pewne zdarzyło Wam się słyszeć o ludziach, którzy w trakcie porządków na strychu, w piwnicy lub gdzieś w jakiś szpargałach znajdowali stary obraz, którego chcieli się pozbyć i sprzedawali go za niewielką cenę komuś innemu. Następnie okazywało się, że „stary obrazek” był de facto dziełem znanego malarza i ten który kupił go za parę złoty lub dolarów, w jednej chwili stawał się dzięki niemu milionerem. Ciekaw jestem, co w takiej sytuacji myślicie o tym, który go sprzedał? Pechowiec, nieudacznik, czy frajer…

rozwój osobisty - zasoby

Choć łatwe ocenianie innych, gdy nie znamy ich całego życia, nie jest czymś pochlebnym, to jak byśmy nie postępowali i tak wszyscy postrzegamy to zdarzenie w kontekście wielkiej straty. Niejednokrotnie również współczujemy temu, którego to dotknęło. Gdyby natomiast przydarzyło się to nam, pewnie bylibyśmy wściekli i potwornie sfrustrowani.

Czy pozbywasz się za „grosze” najcenniejszych zasobów?

Często, kiedy pytamy ludzi czego chcieliby mieć więcej, niemal automatycznie odpowiadają: „pieniędzy”. Tak, jeśli tylko nie jesteś ascetą i nie zdecydowałeś się żyć gdzieś w górach Tybetu, jedynie medytując i czerpiąc siłę do życia z promieni słonecznych lub nie zaszyłeś się w dzikiej i głuchej dżungli, to pieniądze są ważne i bardzo potrzebne. Mają jednak tę dobrą właściwość, że można je zarabiać i pomnażać. Można je też oczywiście stracić, ale jak pokazują kariery biznesmenów, którzy teraz święcą tryumfy, a wcześniej zaliczyli bankructwo, można też tę stratę odrobić i to jeszcze z nawiązką.

Są jednak w naszym życiu, trzy bardzo ważne zasoby, których strata jest nie do odrobienia. Z tego też powodu powinniśmy zwracać na nie szczególną uwagę i wysoko je cenić. Są nimi: czas, zdrowie i energia.

Czas

Choć jego upływ możemy łatwo mierzyć przy pomocy zegarków, to często mimo świadomości jego przemijania zamiast żyć „tu i teraz” uciekamy we wspomnienia i przeszłość, albo też snujemy rozmyślania o przyszłości. Kiedy wracamy wreszcie do dnia dzisiejszego jesteśmy nagle zaskoczeni, tym ile tego dnia już ubyło i jak mało zrobiliśmy.

rozwój osobisty - czas

Wiele spraw w swoim życiu odkładamy też na później, bo iluzorycznie wierzymy, że kiedyś nagle znajdziemy na nie czas. Bywa tak np. ze spotkaniami ze znajomymi i dopiero kiedy nadejdzie niespodziewanie  informacja, że któregoś z nich już nie ma wśród nas, wtedy najczęściej jesteśmy zszokowani i twierdzimy, że przecież tyle razy, chcieliśmy się już z nim umówić.

Zdrowie

Wielu z nas uważa, że ma jeszcze czas aby o nie zadbać. Póki co, wszelkie bóle i dolegliwości znosimy środkami przeciwbólowymi, zapominając że one nie leczą a jedynie przytłumiają sygnał ostrzegawczy z organizmu jakim jest ból. Wiemy, że alkohol jest trucizną i powinniśmy go unikać, ale przecież tak fajnie poprawia humor i chwilowo przykrywa problemy. Wiemy, że powinniśmy jeść zdrowo i dbać o dostarczanie organizmowi wszelkich witamin i mikroelementów, ale przecież łatwiej jest jeść fast food’y i dla zabicia wyrzutów sumienia łykać suplementy.

rozwój osobisty - zdrowie

Dopiero kiedy organizm już nie daje rady i nagle lądujemy na pogotowiu, otrzymujemy zatrważające wyniki testów lub łapie nas tak silny ból, że polopiryna, paracetamol czy inny ibuprom nie są w stanie go uśmierzyć – orientujemy się, iż nasze zdrowie jest w ruinie. Niestety, często bywa wtedy już za późno. Dla przykładu, wątroba wystawiona na działanie różnego rodzaju toksyn oraz otłuszczenie nie jest unerwiona, zatem nie boli. Kiedy już spowoduje widoczne problemy zdrowotne, często ze względu na jej zniszczenie jedynym wyjściem jest jej przeszczep od innego dawcy.

Energia

Jakże jest to niedoceniany zasób. Co więcej, w niektórych kręgach wycieńczenie z przepracowania lub przeimprezowania uchodzi wręcz za powód do chwały. Znam też takie osoby, które mierzą swoją wartość w firmie liczbą zaległych dni urlopowych z poprzednich lat. Tymczasem Wojciech Eichelberger na swoich szkoleniach i warsztatach przekonuje, że mamy tak naprawdę dwa rodzaje energii: dobową i życiową.

rozwój osobisty - energia

Jeżeli danego dnia przegniemy z przepracowaniem lub inną aktywnością możemy całkowicie wyczerpać jej odnawialną, dobową porcję. Wtedy też zaczynamy korzystać z energii życiowej, która jest zasobem nieodnawialnym. Oznacza, to tylko tyle, że ile energii życiowej zużyjemy o tyle skrócimy sobie życie.  Powstaje zatem pytanie, czy nie oddajemy jej zbyt łatwo, za zbyt mało ważne sprawy i czy za parę lat nie poczujemy się jak znalazca „starego obrazka”, który pozbył się go za grosze.

filizanka_small Tekst powstał w towarzystwie bardzo aromatycznej herbaty Lawendowy Earl Grey

Spełnienia marzeń – życzenie, czy przekleństwo

„Spełnienia marzeń” – to jedno z najczęstszych życzeń jakie można usłyszeć z okazji imienin, urodzin czy jeszcze innych świątecznych okazji.  Pytanie tylko, czy ktoś z je składających faktycznie się zastanawiał, co się stanie jak wszystkie marzenia zostaną spełnione?

Rozwój osobisty - marzenia

Marzenia turystyczne

To nie koniecznie te z podróżami związane, ale do stanu podczas turystycznych wypadów mocno nawiązujące. Właśnie w ich trakcie wpadam bardzo często w stany zauroczenia danym miejscem, kulturą czy sposobem życia. Zachwyt ten jest o tyle złudny, że bywa bardzo powierzchowny i właśnie z tego powodu wszystko wydaje nam się cudowne, proste, łatwe i pozbawione problemów.  Nagle, chcemy opuścić miasto i żyć w zagubionym gdzieś wśród pól i lasów gospodarstwie, bo byliśmy na agroturtsyce i było tak cicho, spokojnie, relaksująco i jedliśmy tylko zdrowe produkt z lokalnej zagrody. Zapominamy jednak, że ktoś te warzywa i owoce musiał posadzić i pielęgnować, że pyszny rosół na tłustej kurze nie wziął się z nikąd i ktoś musiał tę kurę hodować a potem zabić. Odwiedzamy te miejsce słonecznym latem, zieloną wiosną lub wielobarwną jesienią i zapominamy, że jeszcze jest zima i wtedy trudno tu dojechać i stąd się wydostać a mieszkańcy skazani są jedynie na samych siebie. Bez możliwości wyskoczenia do kina, knajpy czy znajomych. Takie turystyczne marzenia też często dotyczą domowych zwierzaków. Kiedy marzymy o słodkim, cudownym psiaku, który będzie nas radośnie witał w progu domu. Zapominamy często, że trzeba go wyprowadzać na dwór bez względu na pogodę i weekendowe poranki.

Moim” turystycznym marzeniem” było zostać dyrektorem jakiejś dużej firmy. Marzyłem o dobrej pensji, prestiżu i zarządzaniu. Zostałem dyrektorem i jednocześnie prezesem spółki, która zatrudniała 160 osób i dopiero wtedy poznałem psychiczne obciążenia, odpowiedzialność karną i nie zawsze przyjemne spotkania z Radą Nadzorczą, które były nieodłączną częścią tego stanowiska. Dziś cieszę się, że mam realizację tego marzenia na swoim koncie, ale powtórka tego doświadczenia mi się nie marzy. Podobnie jak mojemu znajomemu, który marzył o swoim zespole i taki też założył. Zapomniał jednak, że własny zespól, to nie tylko samo granie i podbijanie nowych scen. To też dźwiganie sprzętu, podłączanie kabli, wykłócanie się o honoraria i humory członków zespołu.

Stało się, i co teraz?

Są też marzenia, które dają prawdziwą satysfakcję i radość z ich realizacji, bez żadnych ukrytych pułapek i niechcianych konsekwencji. Zatem życzenia ich spełnienia wydają się być w pełni uzasadnione i bezpieczne. Zapominamy jednak, że spełniając marzenia jednocześnie je tracimy. Tak mają często, Ci którzy długie miesiąc przygotowują się np. do zdobycia Mount Everestu. Żyją przygotowaniami a następnie wspinaczką na ten ośmiotysięcznik i kiedy wyczerpani i szczęśliwi stają na szczycie czują ogromną radość. Osiągnęli cel, udowodnili sobie że dali radę, spojrzeli na świat z najwyższego szczytu Ziemi i… marzenie prysło. Teraz  to, o co muszą się martwić to jak najszybszy i bezpieczny powrót. Cały dramatyzm tego zdarzenia polega również na fakcie, że nawet gdyby drugi raz próbowali zdobyć ten szczyt, to już nigdy nie odczują tak wielkiej ekscytacji przygotowaniami i wspinaczką, jak za pierwszym razem. Ja miałem tak z marzeniem o tym, aby znaleźć się kiedyś w hiszpańskiej Kordobie i odwiedzić Mezquitę. Byłem we wnętrzu tego olbrzymiego meczetu, zachwyciłem się tamtejszym lasem pięknych kolumn i uległem urokowi tego pięknego wnętrza. Pamiętam jednak moment wyjścia z niego i chwilę kiedy oblało mnie światło gorącego andaluzyjskiego słońca. Pomyślałem: zrobiłem to, było cudownie i co teraz….

Mądrość Złotej Rybki i lampianego dżina

Problemu z marzeniami, była już świadoma Złota Rybka i dżin z lampy. Mało, kto zauważa, że zaproponowali oni rybakowi i temu, który potarł lampę jedynie spełnienie trzech życzeń, o marzeniach nic nie wspominając.

Rozwój osobisty - marzenia

Bo życie uczy nas tego, że jesteśmy za krótko na tym świecie, aby marnować czas na użalaniem się nad niespełnionymi marzeniami. Powinniśmy się nauczyć cieszyć dniem codziennym i doceniać małe przyjemności. Nie czekać na zrządzenie losu, nie zanosić modłów do bogów i sił wyższych o nasze uszczęśliwienie. Powinniśmy szukać szczęścia w sobie, polubić siebie i wymyślić sobie takie marzenie, którego nigdy nie będzie można spełnić, ale dążenie do którego, pomimo wielu wyzwań i przeciwności sprawi nam radość. Moim takim marzeniem jest to, aby otaczali mnie dobrzy i fajni ludzie oraz abym mógł się nieustannie dzielić z nimi moją radością.

Tekst zainspirowany chwilą wspólnego siedzenia z moją drugą połową na jednym z pomostów na molo w Juracie. Świeciło na nas słońce, lekko usypiał szum morza i nawet nie wiadomo kiedy, uciekła nam godzina na wspólnym wpatrywaniu się w ryby buszujące w wodorostach przy molo. Gdyby wtedy pojawiła się Złota Rybka i zapytała o moje życzenie, poprosiłbym pewnie, aby ta chwila trwała znacznie dłużej…

filizanka_small Pisząc ten tekst popijałem pyszną zieloną herbatę Mogo Mogo o smaku mango