Miesięczne archiwum: Lipiec 2016

Wewnętrzny szał

Znam człowieka, który na wszystkich imprezach, na których bywa upija się i w tym całym upiciu zastyga jakby w bezruchu. Siedzi zasępiony, ze wzrokiem wpatrzonym w jeden punkt a na pytanie zaczepiających go ludzi „Krzysztof, co Ty taki smutny?” odpowiada niezmiennie „wszystko w porządku, szaleję wewnętrznie”.

rozwój osobisty - szał

Skąd przychodzi impuls

Obecny świat pełen szybkiego życia, mnóstwa reklam, błyskających ekranów i nieustających smartfonowych powiadomień zasypuje nas różnego rodzaju bodźcami i impulsami. Nasz mózg szaleje próbując to wszystko ogarnąć i przetworzyć. Niejednokrotnie jest tak zajęty, że nie dostrzega tego co się wokół nas dzieje. Nie zauważa zapachów i smaków, nie rejestruje sygnałów z naszego ciała. Walczy jedynie, aby nie utonąć w napływie informacji i dotrzymać kroku tempu dnia.

Nie brałem na serio tych twierdzeń o „wewnętrznym szale” dopóki nie zrozumiałem, że być może wypity alkohol osłabia jego mózg i odcina go od tych prostych zewnętrznych impulsów, jednocześnie budząc  do życia rozbudzone zmysły. Teraz już mu wierzę, można „szaleć wewnętrznie” siedząc nieruchomo.

Odczuwanie zamiast rejestrowania

Zrozumiałem to, kiedy z moją drugą połową wpadliśmy na pomysł, aby wybrać się późnym wieczorem na plażę i zjeść tam truskawki.

Była 22:00 siedliśmy po ciemku na gołym piasku i wyciągnęliśmy pudełko truskawek. Piasek miło łechtał po nogach, na skórze czuć było cieple i wilgotne podmuchy wiatru. Było za ciemno, aby widzieć  truskawki, za to cudownie było czuć ich smak.  Naszej uwagi nie odciągało nic innego. Był tylko ich smak, miły w dotyku piasek i subtelny ciepły oddech morza. Zmysły w ciemnościach pracowały na trzykrotnie większych obrotach. Odczucia były intensywne, przyjemność rozchodziła się po całym ciele. Nawet nie zauważyłem kiedy spędziłem kilkanaście minut na przesypywaniu pisaku w dłoniach. Miło łaskotał przesypując się przez palce a wraz z jego ubywaniem z dłoni stawał się coraz bardziej elastyczny i bardziej sypki.

Ten moment nas zaczarował. Zgubiliśmy czas, oddaliśmy się chwili i wtedy z całą mocą dotarła do nas czysta przyjemność prostych odczuć. To był „wewnętrzny szał” przyjemności, choć dla kogoś z zewnątrz jedynie siedzieliśmy spokojnie, milcząc w ciemności.

rozwój osobisty - szał

Szalej…

Ten moment przypadł nam tak do gustu, że postanowiliśmy go powtórzyć w najbliższy weekend. Pogoda był średnia i raczej nie plażowa, ale mimo to postanowiliśmy pojechać na jedną z jeszcze trochę dzikich plaż w Karwieńskich Błotach. Wzięliśmy ręczniki do siedzenia, cieplejsze bluzy, gdyby wiał wiatr i coś do poczytania. Umówiliśmy się, że bez zbędnych oczekiwań zaakceptujemy to miejsce, takim jakie jest i postaramy się jeszcze raz doznać „wewnętrznego szału” odczuć.  Wiał wiatr i nawet przez moment trochę kropiło, a my jak jacyś wariaci siedzieliśmy na plaży zauroczeni bliskością natury. Obserwowaliśmy małego ptaszka, który przysiadłszy niedaleko od nas umilał nam czas swoim świergotem, podziwialiśmy jak mewy walczą z siłą wiatru lecąc pod wiatr, moczyliśmy nogi w morzu i przez godzinę bez słowa czytaliśmy zabrane ze sobą książki w milczeniu ciesząc się swoją bliskością.  Telefony nie dzwoniły, nic nas nachalnie nie rozpraszało a my nie mogliśmy wyjść z podziwu jak natura prostymi przejawami swojej aktywności potrafi dać tak wiele przyjemności.

Zachęcam Cię do tego samego. Wyjdź z domu i znajdź swoje miejsce, w którym siądziesz w pełny spokoju i doświadczysz „wewnętrznego szału” doznań. Poczuj dotyk powietrza na skórze, wsłuchaj się w każdy najmniejszy dźwięki. Odczuj jak na to wszystko reaguje Twoje ciało, gdzie się rozluźnia a gdzie napina. Dotknij dłonią podłoża, na którym siedzisz i poczuj jakie jest: miękkie czy twarde, suche czy wilgotne, drga czy jest totalnie stabilne. Wczuj się w całą przestrzeń, która Cię otacza i zauważ jak pozorna pustka wokół Ciebie pełna jest drobnych przejawów życia i aktywności natury. Stań się na moment jej integralną częścią i doświadcz jak wiele doznań oraz aktywności możesz odbierać pozostając  w bezruchu.

Tekst ten pisałem tym razem bez herbaty, ale za to w podobnym poczuciu przyjemności siedząc na plaży w Karwieńskich Błotach. Pierwszy raz od wielu lat pisałem go też ręcznie, ciesząc się chrobotem pióra przesuwającego się po papierze zamiast słuchania typowego stukotu komputerowej klawiatury.

rozwój osobisty - notes

Czerwone znaczy „stop”

Kiedy w dzieciństwie uczymy się oznaczeń świateł drogowych są one proste. Zielone znaczy „idź”, czerwone znaczy „stop”.  Nic więcej, nic mniej – żadnego „zatrzymaj się”, „poczekaj” itd.  Wtedy wierzymy, że te kolory nas chronią, mówiąc nam jak się mamy zachować.

Rozwój osobisty - pośpiech

Świetlny wyścig

Z wiekiem, nagle tym prostym świetlnym komunikatom zaczynamy nadawać emocjonalne znaczenie. Czerwone światło przestaje znaczyć „stop”.  Zaczyna być czymś co nas ogranicza, spowalnia i zatrzymuje. Staje się irytującą przeszkodą w naszym codziennym pośpiechu. Z nieznanych mi przyczyn zaczyna się tajemniczy konkurs na przechytrzenie czerwonego światła. Choć zielone już mruga lub rozbłyska żółte, my jeszcze przebiegamy przez przejście lub próbujemy śmignąć samochodem przez skrzyżowanie. Najdziwniejsze, że robimy tak nawet wtedy, kiedy nic nam to nie daje, bo np. za skrzyżowaniem i tak stoi korek, który nas zatrzyma lub nie ma w ogóle racjonalnego powodu, żeby się spieszyć.

Nieracjonalność działań

Sam złapałem się na tym, że idąc na autobus i dochodząc do skrzyżowania zaczynałem biec, aby załapać się jeszcze na zielone. Tylko po co, skoro żadnego autobusu na horyzoncie nie było widać? Podobnie miałem idąc na popołudniowy spacer.  Podbiegałem aby przebiec na zielonym a przecież las, park, czy plaża nigdzie nie uciekną, nie są otwarte do którejś godziny – spokojnie czekają na mnie cały czas.

Równie nieracjonalne zachowania są u tych co na zielone nie zdążyli. Nerwowe przestępowanie z nogi na nogę, irytacja, wykrzywianie twarzy lub natrętne naciskanie przycisk w celu szybszego wymuszenia zmiany świateł. Co ciekawe, często na tych przyciskach właśnie pojawia się napis „czekaj”, tak bardzo ignorowany przez naciskających. Jeszcze bardziej dziwne jest to, że kiedy tylko rozbłyśnie zielone, osoby te jakby spuszczały parę i napięcie a następnie powolnym krokiem idą przez biało-czarne pasy.

Rozwój osobisty - pośpiech

Czerwony znaczy „życie”

Proponuje Tobie totalną zmianę podejścia i założenie, że czerwone światło znaczy „życie”.  Przyjmij, że chroni Cię ono nie tylko przed tym, abyś nie wpadł pod samochód, ale zarazem wyrywa Cię z bezrefleksyjnego pędu dnia.

Ile razy pojawi się ono na Twojej drodze zatrzymaj się i wsłuchaj się w swój oddech. Nie zwalniaj go, ani nie przyśpieszaj- tylko obserwuj. Zwróć uwagę czy jest płytki czy głęboki, szybki czy wolny, płynny czy rwany, łapczywy czy spokojny, czy oddychasz lekko czy ciężko.

Następnie w sposób świadomy zacznij zwalniać i pogłębiać swój oddech. Poczuj jak powietrze wpływa do Twoich płuc i wypływa z nich. Zwalniaj, aż do momentu gdy poczujesz opanowujący Cię spokój.

Wówczas zadaj sobie pytanie, co jest w Tobie prawdziwe w tym momencie. Zauważ jakie masz myśli, emocje i nastrój. Jakie chęci Tobą kierują i jakie opory wyczuwasz. Poczuj to co płynie z Twojego wnętrza i powiedz temu „tak”. Bez ocen i bez rozważania co jest właściwe a co nie.

Kiedy zapali się zielone, po prostu rusz z miejsca i zacznij od nowa kolejną część dnia. W taki sposób, jak masz ochotę.

Na początku może nie być łatwo i będziesz się dziwnie czuć. Spokojnie, nikt nie wie o czym myślisz i raczej niż zauważy co robisz ze swoim oddechem. Za to, za jakiś czas może tak się zdarzyć, że wręcz będziesz zwalniać przed skrzyżowaniem aby tylko się zatrzymać i chwilę zrelaksować na czerwonym.

„Był taki czas, gdy ciągle się spieszyłam. Na przykład jechałam tramwajem i chciałam, żeby on jechał jeszcze szybciej. Miałam ten pośpiech w sobie. I nagle pomyślałam: „Zaraz, dokąd ja się tak śpieszę? Przecież na końcu czeka na mnie trumna”. Pozbądź się tego wewnętrznego biegu.” – Danuta Szaflarska

filizanka_small  W pisaniu towarzyszyła mi herbata YOGI TEA®Ÿ – Swobodny oddech – BREATHE DEEP

Zanurz się w życie

Każdemu z nas zdarzyło się wracać po schodach, aby sprawdzić czy na pewno zamknęliśmy drzwi, albo czy wyłączyliśmy światło. Często żyjąc w biegu i zamyśleniu nie odnotowujemy w pamięci czynności, które wykonaliśmy. Do napisania tego artykułu zainspirował mnie zresztą znajomy, który szukając swojego telefonu, chwycił pierwszą lepszą komórkę w domu i wybrał swój numer, aby zlokalizować dzwoniący aparat. Zdziwił się trochę, kiedy usłyszał sygnał zajętości. Cóż…, tak się zdarza kiedy dzwonisz ze swojego telefonu sam do siebie.

Rozwój osobisty - życie

W kleszczach impulsów

Zazwyczaj, kiedy tylko się budzimy, myślimy o tym co musimy załatwić danego dnia, pamiętamy o zaplanowanych spotkaniach i wściekamy się kiedy jakieś dodatkowe rzeczy do załatwienia zaburzają nam ten misternie utkany plan. Są też tacy, co żyją bez planu i robią to na co akurat mają ochotę, ale kiedy nadchodzi północ lub ostateczny termin realizacji jakiegoś zadania, żyją w mega stresie i biegu. Żyjąc w ten sposób mamy też potrzebę ciągłej zajętości umysłu, czy to jakimś zadaniem, rozmową, filmem czy szperaniem w smartfonie. Powstaje zatem pytanie: co się z nami stało? Czy staliśmy się tak ważni, że świat nas ciągle potrzebuje i wzywa? Czy też przyzwyczajeni  do ciągłych impulsów z zewnątrz, nie potrafimy usiąść, uspokoić się i spędzić trochę czasu z samym sobą?

Moim zdaniem, zdecydowanie to drugie. Całymi dniami nasz mózg jest wręcz naćpany od mnogości impulsów a kiedy ich liczba spada zachowujemy się jak na jakimś narkotycznym głodzie. Czujemy lęk, niepokój, nerwowe rozedrganie i dopada nas poczucie niewytłumaczalnej straty, jakby uciekało nam życie. Spokojnie…, to tylko iluzja.

Rozwój osobisty - życie

Filiżanka wyciszenia

Na przekór temu wszystkiemu zachęcam do małego i przyjemnego detoksu. Wybierzcie się do jakiejś kawiarni z dobrym widokiem na ulicę, ale zróbcie to koniecznie sami. Bez znajomych, czy rodziny. Nie zabierajcie też żadnych książek czy czasopism. Jeżeli musicie zabrać komórkę, wyciszcie ją i nie wyciągajcie z torby lub plecaka. Zajmijcie miejsce i zamówcie sobie filiżankę dobrej kawy lub herbaty. Weźcie łyk pysznego płynu i pomyślcie, że życie to nie jest coś co biegnie i ucieka ale jest czymś co was otacza. Trochę tak jakbyście zanurzyli się w ocenie i teraz woda jest wszędzie wokół was. Spójrzcie na to co Was otacza na ulicy, na ludzi, samochody i wszystko co zauważycie.  Spróbujcie zaciekawić się tym, czemu dany budynek czy przystanek ma taki kształt, co Wam mówią kolory przemykających samochodów, przyjrzyjcie się z ciekawością przechodzącym ludziom. Czy są szczęśliwi, źli, zamyśleni, rozbawieni a może jeszcze inni. Nie oceniajcie, patrzcie i starajcie się zrozumieć co nimi kieruje, kim mogą być. Jeśli tylko Wasz umysł zacznie uciekać myślami do innych spraw, weźcie kolejny łyk kawy lub herbaty. Poczujcie uważnie jej smak, poczujcie jak płynie przez Wasz organizmy, dodajcie do tego kilka spokojnych oddechów i wróćcie pełni ciekawości do obserwacji, tego co jest „tu i teraz” tuż przed Wami.

Taka chwila poprzebywania samemu ze sobą i spokojnego poobserwowania otoczenia potrafi zdziałać cuda. Pozwala złapać odpowiedni dystans do pędu życia, dostrzec to co było do tej pory niedostrzegalne i co ważne pozwala się zupełnie wyciszyć. Miłego obserwowania życia!

filizanka_small Tekst pisałem z filiżanką pysznej białej herbaty Perła Karaibów i cudownym widokiem za oknem