antyBajka – Czerwony Kapturek

Czerwony Kapturek był uroczą dziewczynką żyjącą w urokliwym domku położonym na cudownym wzgórzu pośród zielonych polan przeciętych krystalicznymi strumykami. Wszystko to było otoczone pięknymi i buchającym życiem górami, w zboczach których przeglądały się uśmiechnięte puszyste białe obłoki płynące po błękitnym niebie. Żyjące tu zwierzęta czuły się bezpieczne i szczęśliwe a rośliny prześcigały się w barwach swoich kwiatów mających przyciągnąć pracowite pszczoły.

To był piękny i cudowny świat, w którym ciężko było szukać smutku czy złych emocji. Jedynym wyjątkiem był Czerwony Kapturek, wiecznie z czegoś niezadowolony i na coś narzekający. A to ptaki śpiewały za głośno lub w nieodpowiednim nastroju, a to strumyk szumiał niejednostajnie rozpraszając błogość ciszy. Kiedy indziej chmury nie miały odpowiednich kształtów i błękit nieba był w nieodpowiedniej tonacji. Nie cieszyły nawet bukiety przepięknych kwiatów darowane przez dzikie zające, bo więdły za szybko. Ciepłe i przyjemne deszcze też podpały za niewłaściwy rozmiar kropel. Zdawało się wręcz, że każdy dzień z życia Czerwonego Kapturka jest jedną wielką udręką i nie dostrzega on niczego dobrego w pięknie otaczającej go krainy.

Rozwój osobisty - Life factory - czerwony kapturek - antybajka

Z czasem wszyscy mieszkańcy okolicy zaczęli unikać czerwonokapturkowej polany a rozbrykane i wiecznie wesołe malce, które nie  usłuchawszy przestrogi rodziców zapuściły się w tamtą stronę i spotkały piękną panię o złocistych warkoczach i czymś czerwonym na głowie wracały do swych domów dziwnie zalęknione i skażone narzekaniem na otaczającą je rzeczywistość. Najlepsi sowi medycy opracowali nawet specjalną terapię zabawą i śmiechem oraz spotkaniami z przyjaciółmi aby maluchy czym prędzej powróciły do normalności.

Cała sytuacja bardzo niepokoiła zwierzęca starszyznę, bo ciężko było zaakceptować fakt, iż wśród tylu cudowności okolicy, w samym centrum tej pięknej krainy znajduje się polana czarnego żalu i niewyczerpanego źródła narzekań. Biały niedźwiedź w porozumieniu z lisicą i modrym borsukiem powołali nawet całe konsylium medyków, filozofów i elfów w celu opracowania skutecznej terapii, która miała ulżyć w męce każdego dnia jaką przechodził Czerwony Kapturek. Zastosowano napar z okrężnicy, inhalacje olejkiem z drzewka szczęścia, kąpiel w dźwiękach bębnów szamańskich i masaż konfucjański w wykonaniu kotów perskich – wszystko na nic. Czerwony Kapturek utyskiwał, że okrężnica była niesmaczna,  dymiący olejek zakopcił mu pół chałupy, dźwięki bębnów nie rezonowały odpowiednio z częstotliwością ciszy, a koty perskie miały podobno pozostawić mnóstwo sierści na jego ulubionym dywaniku.

W tej sytuacji starszyzna zdecydowała się wysłać wilka do Mrocznego Boru, w którym miał poprosić o pomoc dwie najtęższe głowy magicznego świata: wiedźmę miłości i wróżkę zła. Trzy noce trwał sabat i warzenie magicznych ziół. Po pięciu dniach w brzasku poranka wilk z rubinową karafką pojawił się na polanie przed domem Czerwonego Kapturka, mówiąc te słowa:

Biała i czarna magia połączyły moce swe związane siłą ziół aby wreszcie ulżyć Ci w niedoli twego żywota. Nie mogą już bowiem patrzeć dłużej na twe oczy niewidzące piękna świata, uszy niedoceniające harmonii dźwięków natury i usta wykrzywione w grymasie nieszczęścia choć szczęście opływa cię zewsząd.

 Niezła gadka – odparł Kapturek grzebiąc jednym butem w ziemi. Głowę daje, że znowu Wam nie wyjdzie, ale proszę rób co musisz aby ulżyć mojej niedoli.

W oka mgnieniu wilk wykonał wielkiego susa i nim Czerwony Kapturek zdążył cokolwiek powiedzieć wilk go zjadł. Następnie niezwłocznie odkorkował butelkę z magicznym płynem i wypił całą jej zawartość. W tym samym momencie z butelki odkleiła się etykieta i upadła na ziemię ukazując słońcu znajdujący się na niej opis „Zioła na niestrawność”.

filizanka_small bajkę pisałem popijając aromatyczną herbatę „Królewska Malina”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *