Archiwa kategorii: Kariera

Zbawienne trudności i złudna przyjemność

Mam przyjaciela, który po latach wspinaczki po drabinie zawodowej kariery, doszedł do stanowiska, które dla wielu mogłoby być stanowiskiem marzeń. Zarabia całkiem nieźle i pracuje mu się całkiem przyjemnie. Ma sporo czasu na swoje sprawy, większość zadań deleguje na podwładnych a szef jest z kategorii, tych normalnych, z którymi da się dogadać. Ma też samochód służbowy, obiady w stołówce pracowniczej za 5 zł, darmową kartę na siłownie i prywatne usługi medycznie. Ma też poczucie, że w tej pracy jest bardzo nieszczęśliwy…

rozwój osobisty - przyjemność - szczęście - trudności

Przyjemność a szczęście

Kiedy czytamy powyższy opis – myślimy wariat. Problem w tym, że my czytamy to tylko przez chwilę i przez chwilę to sobie wyobrażamy. Prawie wszyscy marzymy też o łatwym i przyjemnym życiu. Robimy tak, bo nie przewidujemy jego konsekwencji. Tymczasem, wszystko co łatwe i przyjemne, jeśli jest takie przez dłuższy czas, po prostu staje się nudne.

Na kursie storytellingu biznesowego nauczyłem się, że aby opowiadanie było wciągające i ciekawe, koniecznie muszą się w nim pojawić trzy kluczowe elementy: trudności/wyzwania, moment przełomu, w którym sobie dajemy z nimi radę i rozwiązanie. Bohater, który nie mierzy się z jakimiś wyzwaniami lub przeciwnościami losu, najzwyczajniej w świecie nie jest „bohaterem” tylko nudnym/obojętnym elementem opowiadania.

Do tego należy jeszcze dołożyć nasze częste mylenie, a w zasadzie zbijanie w jedno, dwóch różnych pojęć: przyjemności i szczęścia.  Myślimy sobie szczęśliwe życie i stawiamy znak równości z życiem przyjemnym. Ponieważ łatwiej nam doznać przyjemności niż szczęścia, oddajemy się w tej sytuacji przyjemnościom, a potem jesteśmy rozczarowani, że zamiast szczęścia odczuwamy pustkę. Tymczasem przyjemność, to jedynie moment zadowolenia. Choć byśmy przeskakiwali z jednej przyjemności w drugą, to pojawi się w końcu chwila przerwy między nimi i kiedy zgaśnie moment euforii zobaczymy, że „pod spodem” nic nie ma. Co więcej, przyzwyczajamy się do momentów euforii i tak jak w przypadku narkotyków, aby znowu poczuć tego samego euforycznego kopa, musimy zintensyfikować przyjemność. Szczęście, to natomiast poczucie, które jest z nami cały czas i wynika z naszego nastawienia do życia.

Słownik języka polskiego PWN:

przyjemność
«miłe wrażenie wywołane dodatnimi bodźcami, uczucie zadowolenia»
«to, co wywołuje uczucie zadowolenia, sprawia miłe wrażenie, dostarcza przyjemnych doznań»
Synonimy: lubość, frajda, uciecha

 szczęście
«powodzenie w jakichś przedsięwzięciach, sytuacjach życiowych itp.»
«uczucie zadowolenia, radości; też: to wszystko, co wywołuje ten stan»
«zbieg pomyślnych okoliczności»
Synonimy: pomyślność, fortuna, wena

Odkrywanie szczęścia

Paradoksem jest fakt, że ludzie szczęśliwi to często ludzie po przejściach, z niełatwym życiorysem. Nierzadko, to też ludzie niezbyt majętni, nie mogący pozwolić sobie na przyjemności i spełnianie wszystkich swoich zachcianek. Mają jednak oni coś bardzo cennego. Swoją historię, w której pokonali przeciwności i odkryli swój realny wpływ na życie.

Łatwo to zrozumieć na przykładzie wakacyjnego wyjazdu.

  1. Możemy pójść do biura podróży i wpłacając określoną kwotę mieć wszystko załatwione: hotel, jedzenie, przewodnika, animatora rozrywki i wycieczki po okolicy. Co więcej, możemy nawet wykupić wypoczynek w jakiejś wakacyjnej wiosce, której praktycznie nie musi opuszczać, aby zażywać słońca, wodnych kąpieli i dobrej zabawy. W tym przypadku kraj, w którym się znajdziemy nie będzie istotny, bo tak samo będziemy się bawić w wakacyjnej wiosce w Grecji, Włoszech, Hiszpanii czy Chorwacji. Będzie łatwo i przyjemnie, ale uwaga… może być nudno.
  2. Możemy też wszystko zorganizować sami. Może być taniej, choć nie musi, ale z pewnością będzie trudniej i będziemy musieli w taki wyjazd włożyć więcej naszej pracy. Musimy znaleźć miejsca na nocleg, środek transportu, którym dostaniemy się na miejsce oraz środki transportu już na miejscu, jeśli będziemy chcieli zjeździć okolicę, ponieważ nikt nam tam nie podstawi klimatyzowanego autokaru, który nas wszędzie zawiezie. Jest też wielkie prawdopodobieństwo, że podczas takiego wyjazdu coś się skomplikuje i tą komplikację będziemy musieli rozwiązać my sami, bo nie ma rezydenta, który to zrobi za nas.

Drugi wariant, daje nam jeszcze coś. Daje poczucie przygody i pozwala cieszyć się drogą do cel. Zamiast masowego hotelowego żywienia, pozwala doświadczyć prawdziwego jedzenia charakterystycznego dla danego miejsce i rodzimych mieszkańców. Zapewni nam również masę ciekawych historii, które będziemy mogli opowiadać po powrocie z wakacji.  Dzięki temu, zapamiętamy go na długie lata.

Koniecznie zerknij też do komentarza, tam podaję Ci (a w zasadzenie nie ja, tylko rewolucjonista ks. Jacek Stryczek) „alternatywną” drogę na poszukiwanie szczęścia w życiu.

filizanka_small   Na poszukiwanie szczęście wybrałem się w towarzystwie aromatycznej herbaty Mały Budda, która doskonale pobudza do zmian w życiu.

No name

Pamiętam jak wiele lat temu, w czasach gdy do komputerów używało się jeszcze dyskietek, miałem ich dwa spore pudełka. Na jednym z nich było napisane „no name”. Oznaczało to, że tam znajdują się dyskietki nikomu nieznanych firm lub w ogóle pozbawione znaczka firmowego. W drugim były „firmówki” – dyskietki znanych marek, dające dużą pewność, że nie utracę zapisanych na nich danych. Te pierwsze traktowałem jako byle jaki nośnik danych do zapisywania na nich niezbyt istotnych informacji i programów. Jak tylko coś było z nimi nie tak, bez zastanowienia wyrzucałem je do kosza.

Rozwój osobisty - no name

Bądź żaden… brrr!

Piszę o tym, bo niedawno w jednym z pism, w artykule dotyczącym poszukiwanie pracy trafiłem na taką oto informację „Dobra praca, to taka, która jest dobra dla nas – pasuje do naszego  życia, a my pasujemy do niej.”  Zastanowiła mnie jednak dalsza rada dziennikarki z tego samego artykułu, dotycząca wpisów na Facebooku: „Na Facebooku zachowuj się jak na służbowym bankiecie – bądź błyskotliwy, ale nie upijaj się. Nawet jak masz konto niewidoczne dla wszystkich, ale pod swoim nazwiskiem, nie wrzucaj zdjęć z imprez, nie przechwalaj się pedicurem z wakacji, widoki na morze raczej też ograniczaj. Unikaj identyfikacji politycznej. Pomyśl zanim dasz lajka. Pamiętaj, że wszystko, co wrzucasz do internetu, może zobaczyć ktoś obcy. A tym obcym może być twój przyszły pracodawca”.

No dobra, z tymi imprezami i pedicurem się zgadzam. Z widokami na morze już niekoniecznie, ale unikanie identyfikacji politycznej (o ile nie są to jakieś skrajnie wywrotowe hasła) i zastanawianie nad każdym lajkiem to już moim zdaniem gruba przesada. Z jednej strony jesteśmy namawiani na znalezienie pracy dopasowanej do naszego życia, a z drugiej mamy udawać, że nie mamy poglądów i opinii. Mówiąc krótko, mamy się całkowicie wyjałowić ze swojego jestestwa i udawać kogoś kim nie jesteśmy. Mamy być „no name”, bez poglądów i bez opinii.

Być może i w ten sposób znajdziemy szybciej pracę, ale czy będziemy się w niej dobrze czuli jeśli nasza firma i przełożeni będą hołdowali zdecydowanie innym wartościom i przekonaniom niż nasze. Czy wegetarianin i obrońca zwierząt powinien pracować w rzeźni? Czy człowiek, dla którego nadrzędnymi wartościami są niezależność i zaufanie do innych ludzi, powinien pracować w firmie, gdzie pracownika traktuje się jak potencjalnego złodzieja i każdy jego krok śledzi na kamerach?  Na te pytanie, każdy z nas powinien sobie odpowiedzieć indywidualnie.

Rozwój osobisty - indywidualista

Wyróżnij się i zostań sobą

Oczywistym jest, że w skrajnych sytuacjach, kiedy nie starcza nam na jedzenie albo opłatę rachunków, weźmiemy każdą pracę, która zapewni nam dopływ pieniędzy. W każdym innym przypadku nie warto rezygnować z siebie. I żeby było jasne, nie piszę tutaj tylko o pracy. Ile to osób bowiem tkwi w związkach, w których nie mogą się realizować? Ilu z nas pokończyło studia, które tak naprawdę nie odpowiadały naszym pasjom i zainteresowaniom.  Podobnych obszarów i przykładów można mnożyć wiele.

Jestem za tym, aby odważnie mówić i pisać o tym w co wierzymy i co jest dla nas ważne. To z pewnością nie jest najłatwiejsza droga. Może nam uszczuplić grono znajomych, może utrudnić znalezienie pracy albo drugiej połowy. Może też narazić na kąśliwe uwagi ze strony innych ludzi. Pozwoli jednak zachować zdrowe emocje, pozostać integralnymi i spójnymi z wartościami, które uznajemy za ważne.  Jeśli pomimo takiej postawy znajdziemy kogoś, kto będzie chciał sobie z nami ułożyć życie lub firmę, która będzie nas chciała zatrudnić mamy pewność, że będą oni cenić nasze przekonania.

Oczywiście, wybór drogi którą pójdziemy jest samodzielną decyzją każdego z nas. Ja jednak , nawiązując do wstępu niniejszego artykułu, wybieram pudełko z napisem „firmówki”. Zbyt dobrze bowiem pamiętam do czego wykorzystywałem dyskietki opisane „na name” i jak łatwo wyrzucałem je do kosza.

filizanka_small  Pisząc ten tekst piłem eksplodującą feerią smaków zieloną herbatę Mały Budda

Czas czy pieniądze – co wybierasz?

To odwieczny dylemat rozwiniętych społeczeństw, w których jedna grupa osób koncentruje się na zarabianiu pieniędzy i dobrach materialnych, kosztem wolnego czasu, zaniku relacji z innymi ludźmi i zaprzestania odkrywania przyjemnych doświadczeń. Podczas, gdy grupa druga stawia właśnie na wolny czas, relacje z ludźmi i przyjemne doświadczenia godząc się z tym, że z tego powodu ma mniej pieniędzy.

rozwój osobisty - kwestia wyboru

Zespół psychologów z University of British Colambia w Kanadzie postanowił się przyjrzeć obu podejściom do życia i sprawdzić co jest lepsze dla naszego dobrostanu. W badaniu uczestniczyło ponad  4000 osób, które zadeklarowały: czy wolą pracować krócej, mieć mniej pieniędzy, ale więcej czasu dla siebie, czy też pracować więcej godzin i dysponować większymi pieniędzmi. Oprócz złożonej deklaracji, wszyscy uczestnicy badania wypełnili jeszcze kwestionariusz obecnego stanu.

Wyniki pokazały, że Ci nastawieni na większe pieniądze są mniej szczęśliwi od tych, którzy stawiają na więcej wolnego czasu. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że Ci mniej zapracowani mają czas na cieszenie się życiem i czerpanie radości z podejmowanych działań.

Nie działaj pochopnie

Przeczytawszy powyższe, można by sądzić, że nie zostaje nic innego jak rzucić robotę i oddać się przyjemnemu spędzaniu czasu. Pamiętaj jednak, że aby ten wolny czas spędzać przyjemnie jakieś pieniądze musisz zarabiać. Nie odczujesz bowiem przyjemności z życia, jeśli nie będziesz miał co jeść lub gdzie mieszkać. Warto zatem usiąść i obliczyć potrzebne minimum zarobków, które pozwolą Ci żyć na akceptowalnym dla Ciebie poziomie. Może się okazać, że będziesz mógł przejść na ¾ etatu albo zmienić obecną pracę na taką, w której nikt nie będzie od Ciebie wymagał pracy po godzinach lub zarywania weekendów.

rozwój osobisty - czas

Pod żadnym pozorem nie porzucaj jednak pracy całkowicie. Wolny czas dla siebie jest bardzo przyjemny, tak samo jak spotkania z przyjaciółmi, ale wcześniej czy później poczujesz potrzebę bycia użytecznym i przydatnym a to właśnie zapewnia praca, którą wykonujesz.

Nie obawiaj się też okresów, kiedy pracujesz intensywniej i w dodatkowych godzinach, jeśli tylko to służy określonemu celowi i będzie jasno ograniczone w czasie. Kiedy zarabiasz na wkład własny do kredytu na mieszkanie, albo zbierasz na wymarzony wyjazd w dalekie kraje to czas poświęcony na wytężoną pracę możesz potraktować jako czasową inwestycję, którą potem odbierzesz z nawiązką rozkoszując się czasem wolnym we własnym lokum lub eksplorując dalekie kraje.

Nikt bowiem nie powiedział, że musisz zachowywać odpowiednią równowagę między pracą a czasem wolnym każdego dnia, lub w ramach tygodnia. Może być i tak, że bilans ten wyrównasz dopiero w ciągu kilku miesięcy. Jeśli jednak wyrównanie to planujesz w latach, powinna rozbłysnąć w Twojej głowie ostrzegawcza lampka, bo inaczej skończysz jak wielu tych, którzy chcieli odpocząć i rozkoszować się życiem na emeryturze. Problem jednak w tym, że albo jej nie dożyli, albo na radość życia nie pozwolił im zły stan zdrowia.

„Magia” pieniądza

Pieniądze potrafią dawać poczucie władzy, bezpieczeństwa i beztroskiego życia. Poczuciem dumy napawają wielkie domy, wypasione samochody i wystawne kolacje w drogich restauracjach. Czystą przyjemnością bywają wizyty w drogich centrach odnowy, gdzie kilka osób zajmuje się specjalnie nami dbając o nasze dobre samopoczucie i doskonały wygląd.

Zanurzając się w tym świecie luksusu i przepychu łatwo zagubić perspektywę i zapomnieć, że te wszystkie dobra materialne z czasem ulegają degradacji i że trzeba o nie nieustannie dbać. Remont wielkiej willi jest znacznie droższy niż mieszkania, serwis wypasionych samochodów kosztuje znacznie więcej niż tańszych modeli. Jakby tego było mało, ktoś musi zadbać o ogród wokół willi i wysprzątać wielkie przestrzenie jej wnętrz. Potrzebujemy zatem ogrodnika, sprzątaczki i jeszcze wielu innych fachowców, którzy zajmą się naszymi dobrami materialnymi. Pewnie część prac moglibyśmy wykonać  sami, ale nie mamy na to czasu, bo musimy dużo pracować, aby na to wszystko zarobić.

rozwój osobisty - pieniądze

W ten sposób ujawnia się „magia pieniądza”, która mamiąc nas poczuciem władzy zarazem czyni nas swoimi niewolnikami. Wielkie pieniądze wymagają bowiem jeszcze większych pieniędzy, aby utrzymać swoją pozycję. Zasadniczo nie różnią się niczym od narkotyków – uzależniają i z czasem potrzeba ich więcej i więcej, aby odczuć skutek ich działania.

Każdy ma swoją drogę…

Którą drogę przez życie wybierzesz jest Twoją decyzją. Każda z nich ma swoje dobre i złe oblicza. To, z którymi z nich będziesz miał do czynienia zależy od Twoich wyborów i decyzji. Pamiętaj jednak, że zawsze możesz zmieniać swoje priorytety i  wybory. Jednocześnie możesz iść tylko jedną drogą, ale nikt nie powiedział, że ciągle musisz trzymać się tej samej 😉

rozwój osobisty - kwestia wyboru

filizanka_small  Energii do pisania dodawała mi wzmacniająca, stymulująca i inspirująca herbata YOGI TEA® – Radość Życia – HEARTWARMING

Redukcja życiowego biegu

Downshifting to modny od kilku lat termin, który w przypadku samochodu oznacza redukcję biegu, natomiast w obszarze rozwojowym, czy też życiowym odnosi się do zwolnionego stylu życia. Mówiąc inaczej downshifting to podejmowanie się mniej wymagających zobowiązań w celu utrzymania zdrowego stylu życia.

Rozwój osobisty - life factory - downshifting

Początkowo tym terminem określano zamiany jakie wprowadzali w swoim życiu zawodowym zwolennicy tego trendu. Oznaczało to dla nich zwolnienie zawodowego tempa oraz rezygnację z pogoni za stanowiskami na rzecz pracy mniej prestiżowej i za mniejsze pieniądze, która dawała im w zamian więcej zadowolenia i wolnego czasu. Sam osobiście znam osoby z dużej korporacji, które poprosiły o zmianę stanowiska na znacznie niższe, bo nie wytrzymywały presji i odpowiedzialności na pozycji menadżera. Są wśród nich i tacy, którzy sobie z tą presją radzili na pozór bardzo dobrze, ale w trakcie wizyty u masażysty poczuli jak straszliwie jest pospinane ich ciało i ile bólu kryje się w mięśniach, którego na co dzień nie czują bo ich mózg jest zalany adrenaliną nakręcającą do działania. Znam i takich, którzy dokonali spektakularnej zmiany w podejściu do życia zawodowego po wakacjach spędzonych w małym domku na jednej z greckich wysp. Bardzo też lubię jednego menadżera, który zamienił eksponowane stanowisko dyrektora departamentu w ogromnej firmie po tym jak jego syn, któregoś dnia powiedział: „tato, ja cię prawie nie znam, bo tak rzadko bywasz w domu i to zawsze wtedy kiedy ja poszedłem już spać”. Bliski jest też mi przykład kasjerki z mojego osiedla, która pracowała w jednej z sieci sklepów spożywczych z towarami z wyższej półki. Wiecznie spięta, nadąsana i nie do końca miła. Kiedy ten sklep przejęła inna firma i pojawiło się ryzyko zwolnień zdecydowała się przejść do niewielkiego, osiedlowego kiosku w jednym z pobliskich pawilonów. Przemiana, która w niej nastąpiła jest jedną z najbardziej spektakularnych jaką znam. Choć zamiast wyszukanych produktów spożywczych sprzedaje gazety, proszki, kosmetyki i robi ksero to nigdy jej w tym miejscu nie wiedziałem spiętej, czy zdenerwowanej. Co więcej, raz dostałem nawet przyjazną burę za to, że sam stoję i szukam jakiejś gazety, zamiast o nią zapytać bo przecież od tego ta ekspedientka tu jest, aby pomagać w takich sprawach. Powiem szczerze, atmosfera w tym kiosku jest tak fajna, że aż czasami nie chce się niego wychodzić.

Rozwój osobisty - Life factory - downshifting 1

Nie zawsze też w zmianie życia zawodowego chodzi o presję i eksponowane stanowisko. Czasami kluczem do zmiany jest chęć fizycznego poczucia, dotknięcia efektu swojej pracy. Siedząc w biurze przy excelowych tabelkach, dziesiątkach maili i oglądając kolejne multimedialne prezentacje nowych pomysłów przez cały czas funkcjonujemy w wirtualnym świecie. Możemy podpisywać milionowe kontrakty, podejmować decyzje, które decydują o losie dziesiątek pracowników ale w ich konsekwencji doświadczamy tylko papierowego dokumentu umowy albo elektronicznej wiadomości zawierającej w paru słowach naszą decyzję. To właśnie z tego względu coraz bardziej popularne stają się warsztaty garncarstwa, majsterkowania czy renowacji mebli. Kiedy zajmująca wysokie stanowisko Pani dyrektor zamienia wyszukany strój na dresy i przez 4 godziny papierem ściernym usuwa warstwę starego lakieru z ramy zabytkowego fotela, to może doświadczyć czegoś w jej pracy zawodowej nieosiągalnego. Mianowicie, od razu będzie mogła zobaczyć efekty swojej pracy i poczuć je bardzo dosłownie (zapach rozgrzanego drewna i lakieru, gładkość zeszlifowanej powierzchni itd.). Rzemiosło potrafi uwieść swoją magią tworzenia i wytwarzania oraz bezpośredniego obcowania z materiałem, nad którym pracujemy.

Z czasem powyższe podejście do życia zawodowego przeszło też na życie prywatne, w którym najczęściej oznacza przeciwstawienie się modnemu obecnie konsumpcjonizmowi. Przejawia się to w niekupowaniu tego czego nie potrzebujemy i generalnie prostszym życiu. Zaoszczędzone w ten sposób czas i środki finansowe mogą zostać przeznaczone na to co jest dla nas naprawdę ważne i co sprawia nam autentyczną przyjemność. Zamiast pędzić w weekend do centrum handlowego na kompulsywne zakupy i zapełnianie i tak już przepełnionych szaf, możemy usiąść w domu z kubkiem pysznej herbaty i w skupieniu pokolorować kolorowanki dla dorosłych. Jest ich obecnie pełno w księgarniach i choć na pierwszy rzut oka ta propozycja brzmi dziecinnie, to kiedy zaczniemy takie kolorowanie nasz umysł się uspokoi, wyciszy a my odczujemy satysfakcję z naszej pracy. Możemy przestać oglądać telewizję i dzięki temu zyskać czas na zabawę z dziećmi, ulubionym zwierzakiem albo odgruzowanie naszego mieszkania ze starych i niepotrzebnych dokumentów, gazet i ubrań. Możemy też wolny czas poświęcić na wyszukiwanie tanich biletów i organizować co weekend wypady w nieznane, albo znane i lubiane. Równie interesującą alternatywą może być oddanie się fotografii, pisaniu bloga czy wolontariatowi w organizacjach społecznych, które realizują ważne dla nas cele. Możliwości w tym obszarze są praktycznie nieograniczone, tak samo jak w poszukiwaniu oszczędności. Moja dobra znajoma kilka dni temu kupiła od zawodowego grafika używany zestaw z komputerem stacjonarny, na którym teraz szaleje z obróbką zdjęć . Kosztował ją ¼ ceny, jaką musiałaby dać za nowy laptop o takich parametrach. Ma swojego starego laptopa do innych spraw, a tutaj wystarczyło żeby się mentalnie przestawiła i zaakceptowała fakt zestawu stacjonarnego oszczędzając dzięki temu pieniądze i zyskując dodatkowo sporej wielkości monitor.

Rozwój osobisty - Life factory - downshifting 2

Ekstremalni downshifting’owcy mają tylko po 3 koszulki i równie niewiele pozostałych ubrań. Do tego dochodzi kilka elektronicznych urządzeń do kontaktu ze światem i jeszcze parę drobiazgów, tak aby wszystko zmieściło się w walizce. Dodać jeszcze należy rower do przemieszczania, bo po co płacić za samochód albo komunikację miejską. Na koniec niewysoka pensja, tak aby łatwo było zmienić pracę i przenieść się do innego miasta, czy kraju. Książek nie mają bo korzystają z bibliotek lub internetu, mieszkań nie kupują bo wolą wynajmować i to najczęściej z kimś na spółkę. Główna zasada im mniej rzeczy materialnych i zobowiązań, tym większa wolność i swoboda wyboru tego co się w życiu robi.

Czy to droga dla wszystkich – zdecydowanie nie! Niemniej pokazuje ona jedno z możliwych podejść. Może Cię zainspirować do jakiś zmian, albo chociażby skłonić do zastanowienia nad tym co jest naprawdę dla Ciebie ważne. Co więcej chcę Ci odrobinę w tym pomóc:

Znajdź chwilę spokojnego czasu w domu i przyjrzyj się uważnie i świadomie wszystkiemu co Cię otacza. Poszczególnym szafom, półkom, wyposażeniu kuchni, ilości kosmetyków w łazience itd.. Miej przy sobie notes i zapisuj dwie listy. Czego możesz się pozbyć już teraz oraz z czego możesz zrezygnować na przyszłość, gdy skończy się to co masz (np. wyrąbana w kosmos ultra relaksująca i dotleniająca sól do kąpieli).

Kiedy skończysz usiądź i zastanów się teraz jakie niezbędne rzeczy byś kupił, gdyby Twoje mieszkanie doszczętnie spłonęło z całym Twoim dobytkiem (nic się nie uratowało) a Ty miałbyś do dyspozycji jedynie 10 tys. PLN

Jak skończysz porównaj dwie pierwsze listy z tą zrobioną ostatnio. Jakie wnioski Ci się nasuwają? Co sądzisz o rzeczach, które masz teraz lub kupujesz je regularnie a nie ma ich na żadnej z list?

filizanka_small  przy pisaniu tego artykułu towarzyszyło mi drugie parzenie pysznej zielonej herbaty Gunpowder Temple Of Heaven

Strzałą w punkt!

Przyjmując, że nigdy nie uprawiałeś łucznictwa, wyobraź sobie że stajesz z łukiem w dłoniach a gdzieś tam przed tobą w oddali znajduje się łucznicza tarcza. Napinasz cięciwę, słyszysz jak skrzypi wyginany łuk, wymierzasz grotem w cel i wypuszczasz ze świstem strzałę, która… trafia w tarczę. Nie centralnie w sam środek ale w jego okolicę, czy jesteś zadowolony?

Rozwój osobisty - Life factory - cel

Oczywiście, gdyby jej grot utkwił w centralnym punkcie byłoby cudownie, wyśmienicie czy wręcz idealnie. Pamiętać jednak należy, że często okręgi na tarczy są punktowane i choć centralny punkt ma zazwyczaj 10 pkt, to każdy od niego się oddalający jest tylko o jeden punkt mniejszy. Gdybyś więc nawet trafił w sam brzeg tarczy to i tak zaliczysz punkt. Jedynie strzała, która nie trafiła w tarczę jest tą straconą.

Powyższa zasada jest bardzo istotną kiedy wyznaczamy swoje cele życiowe. Często jesteśmy uczeni, że cel musi być precyzyjny, jasno zdefiniowany, określony w czasie i mierzalny. Co zatem robimy? Wyznaczamy sobie cel tak wymagający i ortodoksyjny jak dziesiątka na tarczy i potem się frustrujemy, że nie udaje nam się go osiągnąć. Jesteśmy tak na nim skupieni, że nawet jak mamy wyniki bliskie temu co sobie założyliśmy jesteśmy niezadowoleni i zirytowani, na skutek czego niejednokrotnie w ogóle z niego rezygnujemy. Strzała w piątce to porażka, a trafienie w brzeg tarczy za jeden punkt nabiera znamion życiowej tragedii a przecież punkty się sumują, z każdym wypuszczeniem strzały się uczymy i doskonalimy w tym co robimy – tymczasem dla nas liczy się tylko dziesiątka i środek tarczy. Zapominamy zupełnie o tym, że strzała stracona to jedynie ta, która w tarczę w ogóle nie trafiła.

Jaki wniosek płynie z powyższego, otóż taki że oprócz samego celu powinniśmy jeszcze wyznaczyć „brzeg tarczy” czyli granicę za którą efekty naszych działań dopiero uznajemy za nieskuteczne lub też granicę, na której przekroczenie się nie zgodzimy kiedy działania dotyczą ważnych dla nas przekonań czy wartości. Dla lepszego zobrazowania tej sytuacji posłużę się konkretnym przykładem:

Nasze oczekiwanie: mieć taką pracę, która zapewni nam czas na nasze życie prywatne i wypoczynek.

Cel jaki często wybierzemy w tej sytuacji to: praca max. 8 godzin dziennie

Co się zatem stanie jeśli, któregoś dnia będziemy musieli popracować 15-20 minut dłużej. Będziemy wściekli i źli, że musieliśmy zrezygnować z naszego celu. Złość, którą wywoła ta sytuacja najprawdopodobniej rozleje się na resztę tego dnia i kiedy już wyjdziemy do domu będziemy mieli zepsute całe popołudnie i wieczór.

Co mogło by być naszą granicą:

  • akceptowalne jest abyśmy raz na jakiś czas (np. raz na dwa tygodnie albo miesiąc) zostali w pracy max. 2 godziny dłużej,
  • możemy zostać w pracy dłużej jeśli innego dnia wyjdziemy z pracy wcześniej,
  • akceptujemy dłuższą pracę pod warunkiem, że wiemy o tym minimum dwa dni wcześniej i możemy sobie odpowiednio zorganizować czas prywatny,
  • piątek to dzień kiedy musimy kończyć punktualnie, chwila dłużej w pracy w inne dni jest ok. o ile nie zdarza się codziennie,

podobnych pomysłów może być jeszcze sporo.

Kiedy znamy nasz idealny cel, ale zarazem wiemy jakie odstępstwa od niego jesteśmy w stanie zaakceptować i uznać, że nie jest to nic złego (jesteśmy jeszcze w tarczy) życie staje się łatwiejsze i bardziej satysfakcjonujące.

filizanka_small  pisząc o łuku i strzelaniu być może stereotypowo sięgnąłem po herbatę Men’s Tea, na którą składa się mieszanka prażonych przypraw z dodatkiem pobudzającego chilli 

Odhaczyć, zaliczyć, zapunktować….

W obecnych czasach w ciągu jednego dnia jesteśmy zalewani taką masą informacji i komunikatów jak nasi przodkowie w ciągu tygodnia albo miesiąca. Wraz ze wzrostem tempa informacji wzrasta też tempo życia. Mamy mnóstwo zainteresowań, jeszcze więcej rozpraszaczy, informacje na temat tego co tylko przyjdzie nam do głowy w mig znajdujemy w internecie. Znajomi, o swoich odkryciach lub osiągnięciach nie informują nas raz na jakiś czas podczas towarzyskich spotkań lecz robią to praktycznie w czasie rzeczywistym na portalach społecznościowych i komunikatorach. Powstał już nawet portal, w którym możemy wrzucać informacje i zdjęcia o naszych działaniach, wydarzeniach z naszego życia albo miejscach, w których właśnie jesteśmy a po niedługim czasie są one automatycznie usuwane – ot taka tablica ogłoszeń z naszego życia aktualizowana co kilka godzin. Wszystko to prowadzi do sytuacji, w której robimy tak dużo, że nie starcza nam dnia, musimy zapisywać to co powinniśmy pamiętać bo nasz mózg przeciążony informacjami wyświetla error i nie zauważamy nawet jak wszystkie nasze działania nagle zaczynają iść w ilość a nie w jakość.

Rozwój osobisty - Life factory - paradoks życia

Koronnym przykładem jest mój znajomy, który pracuje nad kilkoma projektami w dużej korporacji , dodatkowo zapisał się na zaawansowany kurs projektowania stron WWW. Chodzi do szkoły tenisa, dwa razy w tygodniu jest na jodze i tak samo dwa razy w tygodniu chodzi na zajęcia z Tai Chi a wieczorami hurtowo ogląda całe sezony kolejnych seriali, aby być na bieżąco w rozmowach ze znajomymi. O lekcjach angielskiego i hiszpańskiego oraz udziałach w maratonach nawet nie będę się rozpisywał. Wszystko na pierwszy rzut oka wygląda cudownie i budzi szacunek dla tak intensywnego życia. Kilku innych znajomych wyraża podziw dla jego umiejętności korzystania z życia i stara mu się dorównać w jego intensywnym przeżywaniu. Nie wiedzą jednak, że wpadają właśnie w pułapkę odhaczania.

Rozwój osobisty - Life factory - życie

Piszę o pułapce bo znajomy, o którym wspominałem nawet nie zauważa, że zaczyna wyglądać jak zombie, jest notorycznie niewyspany i zmęczony. Już czwarty raz zmienił szkołę jogi bo nie jest zadowolony z efektów ćwiczeń i nie osiąga relaksu, na który tak liczył. Oczywiście, według niego winne są szkoły a według mnie on sam. Bo jak można robić postępy w jodze i osiągać relaks, kiedy wpada się zdyszanym na sale 3 minuty po rozpoczęciu zajęć a na 15 minut przed ich końcem nerwowo zerka na zegarek, bo w ciągu 20 minut od ich zakończenia trzeba być na angielskim w innej części miasta. Podobnie jest z serialami  – znajomemu po hurtowym oglądaniu mylą się nie tylko sezony ale i całe seriale, przekręca imiona głównych bohaterów, zapomina o istotnych wątkach ale według jego magicznej listy jest na bieżąco z kilkunastoma serialami. Ostatnio w trakcie jednego z treningów do maratonu zasłabł i wylądował na pogotowiu. Wspomina też coś o planach zmiany nauczyciela od hiszpańskiego, bo przy tym który jest ma za słabe postępy w nauce tego języka…

Chcąc robić wszystko na raz, zużywa na to mnóstwo energii – zapominając, że jest ona potrzebna także do życia i powinna mu wystarczyć jeszcze co najmniej na parędziesiąt lat. Ciało zamęczone ćwiczeniami i treningami, które teoretycznie miały mu pomóc już zaczyna manifestować swoją niemoc. Kwestią czasu jest to, kiedy zastrajkuje mózg lub pamięć.

Pozostaje teraz pytanie, czy i Ty nie podążasz w ślady mojego znajomego? Czy przypadkiem nie poszedłeś na ilość zamiast na jakość tego co robisz?

A może myślisz, że Ciebie to nie dotyczy – bo w Twoim życiu jest tylko praca, telewizor i facebook, zatem nie wariujesz z ilością zadań. Czy aby na pewno? Czy przypadkiem nie siedzisz na kanapie ciągle przełączając kanały, jakbyś chciał obejrzeć całą zawartość połowy z nich? Czy przypadkiem, jakoś tak niepostrzeżenie nie zacząłeś lubić tylu profili i osób na facebooku, że nie starcza Ci czasu na przeczytanie wszystkich postów z dnia?

Odpowiedź na te pytania i to co z nią zrobisz zostawiam już tylko Tobie.

filizanka_small pisząc ten tekst wybrałem białą herbatę „Shou Mei”, którą zwykłem zaparzać przez 15 minut