Archiwa kategorii: lifeBalance

Nauczyciel, czy przyjaciel?

Za nami początek astronomicznej jesieni. Nadchodzi więc czas pysznej gorącej herbaty, opadających liści i lasów mieniących się mnóstwem kolorów.  To jednak też czas, w którym ciemność zagarnia coraz większą część dnia, kiedy dopada nas jesienny brak energii i kiedy łatwiej poddajemy się irytacji i rozdrażnieniu. To co było denerwujące staje się nagle nieznośne, to co jedynie odbierało nam świetny humor teraz może zacząć nas dołować.

Life Factory - rozwój osobisty - nauczyciel, czy przyjaciel

Zdecyduj kogo spotykasz

Aby nie poddać się jesiennej chandrze, proponuję mały tygodniowy eksperyment, który być może zmieni twoje podejście do wielu spraw i ludzi. Wystarczy przyjąć tylko jedno proste założenie: od teraz każda spotkana osoba jest twoim przyjacielem lub nauczycielem. Co by się nie wydarzyło, jaka sytuacja by Cię nie spotkała, to każda występująca w niej osoba może zostać zakwalifikowana do jednej z dwóch ról: przyjaciel lub nauczyciel, a w szczególnych sytuacjach może pełnić obie jednocześnie. To zadanie jest proste jedynie z pozoru, bo zazwyczaj co dnia spotykamy kogoś kto nas wkurza, kogoś kto zachowuje się niezgodnie z naszym wartościami lub rozładowuje swoją własną frustrację wyżywając się na innych. Tym razem, kiedy zetkniesz się z taką sytuacją zamiast się automatycznie najeżać i wkurzać, postaraj się odkryć czego taka osoba może Cię nauczyć.

  • Mówi się, że w innych ludziach przeglądamy się jak w lustrze i wkurza nas w nich tak naprawdę to, co wkurza nas w nas samych – zastanów się zatem, czy ten ktoś właśnie nie odkrywa Ci prawdy o tobie samym.
  • Często oczekujemy, wzorców jak się zachowywać i postępować, nie dostrzegając tego, że niektórzy uczą nas uświadamiając nam jak czegoś nie robić. Tak kiedyś dwie fatalne liderki mojego zespołu nauczyły mnie jak być dobrym liderem. Dzięki nim dowiedziałem się jak nie postępować, bo wiedziałem jak wtedy czują się podlegli mi ludzie.
  • Czasami ktoś nie szanuje naszego czasu i po raz kolejny spóźnia się lub nie przychodzi na umówione spotkanie. Zamiast „wieszać na nim psy” pomyśl, że ta osoba jest twoim nauczycielem szacunku do samego siebie, bo jak zwykło się mówić: inni traktują nas tak jak im na to pozwolimy. Być może właśnie odbierasz lekcję asertywności i budowania poczucia swojej wartości –  ktoś uczy Cię stawiać granice.

Oprócz nauczycieli jest w naszym życiu mnóstwo przyjaciół. Ludzi, którzy Cie wspierają, pocieszają lub życzliwie mobilizują do działania. Nierzadko ich nie doceniamy lub nawet nie zauważmy w biegu przez codzienność. To ćwiczenie pomoże Ci ich odkryć i zauważyć.

Bądź czujny

Nastaw sobie regularne przypomnienie w komórce np. co 4 godziny z pytaniem „Przyjaciel czy nauczyciel?”. Dzięki temu, nie zapomnisz o swoim jesiennym teście i zachowasz czujność na automatyczne reakcje. W ten oto sposób wyłapiesz odruchowy komentarz w głowie np. „dupek” i zamiast niego spróbujesz jednak dostrzec, czego ten ktoś Cię uczy. Najważniejsze jednak jest to, że dzięki temu przypomnieniu być może odkryjesz też mnóstwo przyjaciół i wspierających Cię osób.

Pod koniec każdego dnia znajdź dosłownie 5 minut i odpowiedź na trzy poniższe pytania:

  1. Jak ten test dziś zmienił Twoje podejście do zaistniałych wydarzeń?
  2. Kto się okazał najcenniejszym nauczycielem?
  3. Jakiego nowego przyjaciela dostrzegłeś dziś w swoim otoczeniu?

Zapisuj powyższe odpowiedzi i po tygodniu przyjrzyj się swoim notatkom. Zastanów się, co taka zmiana perspektywy wprowadza do Twojego życia.

Co Ci to da?

Ten test pozwoli Ci się na chwilę wyzwolić z mechanicznego odbierania otaczającego Cię świata. Być może zmieni Twoje podejście do niektórych osób, które kiedyś czymś Ci podpadły i przypiąłeś im etykietkę „przeciwników”. Mam nadzieję, że zmieni też Twoje ogólne nastawienie i z lepszym humorem wejdziesz w jesienny czas.

Sam pamiętam jak wiele lat temu byłem niezadowolony ze swojej pracy, swojego życia i relacji z innymi osobami. Uważałem, że inni mają lepiej i czułem się pokrzywdzony. Było tak do momentu, w którym… ze skrzynki na listy wyciągnąłem wezwanie do wojska i zrozumiałem, że mogę to wszystko stracić na kilka miesięcy. Nagle doceniłem to wszystko co miałem i zacząłem walczyć, aby tego nie utracić. Nie zmieniła się moja praca, ani inni ludzie, to ja zmieniłem swoje podejście do nich.

filizanka_small  Przy pisaniu tego artykuły towarzyszyła mi wyborna mieszanka czarnych herbat zwana Herbatą Wschodniofryzyjską

InspiRacje#5 – Odwaga spełnienia

„Kiedy idealnie gram swoją rolę menedżera w dużej międzynarodowej korporacji , przez większość czasu moje neurony umierają z nudów. Ciągle słyszę o „poważnych wyzwaniach”, „walce” i „sukcesach”. A przecież życie to doskonała zabawa, przygoda, permanentny ciąg zmian. Każdy stan pozornego bezpieczeństwa, jeśli nie znajdujemy go w sobie, zabija nas i oddala od życia. Burzmy go rozsądnie, mądrze i z odwagą. Szukajmy siebie.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - odwaga spelnienia

Jak chcemy dać szczęście innym, przyjaciołom, rodzinie, jeżeli nie jesteśmy spełnieni? Nie odkładajmy, nie odsuwajmy od siebie myśli o prawdziwym szczęściu, nic wyjątkowego nie zdarzy się ani w długie jesienne wieczory, ani na emeryturze, ani kiedy zarobimy dużo pieniędzy. Przy takim myśleniu zawsze jest ich przecież za mało. Pozorny luksus łatwego życia potwornie kusi. Wydaje nam się, że jest na wyciągnięcie ręki. A przecież pełne bezpieczeństwo jest i tak nieosiągalne. Trzeba odciąć z życia tkankę tłuszczu, którym obrastamy, nim stanie nam serce, bo takie właśnie życie jest naprawdę niebezpieczne.”*

A Ty już odnalazłeś/odnalazłaś siebie?
——————————
Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata* Są takie książki, po przeczytaniu których aż mnie nosi. Jestem naładowany energią świeżego spojrzenia lub ukontentowany faktem, że ktoś postrzega świat podobnie do mnie.  Tak też się czułem po przeczytaniu książki Kacpra Godyckiego-Ćwirko „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata.”, z której powyższy cytat pochodzi i którą gorąco Wam polecam.

Nie zapomnij o sobie…

Była dynamitem energii, petardą mknącą przez życie, wojowniczką korporacyjnych projektów i siłaczką życiowych wyzwań. Zbyt silna na słabość, zbyt szybka na chwilę zatrzymania, zbyt potrzebna aby pozwolić sobie na chwilę odpoczynku. Była też taka, kiedy biegnąc z jednego spotkania na drugie, nagle straciła przytomność i upadła tuż przy wejściu do sali konferencyjnej…

Manifest niemocy

W ten oto sposób, organizm „nadragowany” różnego rodzaju energetykami, kofeiną i środkami przeciwbólowymi znalazł metodę, aby wreszcie w tym szaleńczo niezdrowym biegu ją zatrzymać. Niestety, nie chciała zareagować na wcześniejsze sygnały ostrzegawcze: bóle głowy, problemy z oddychaniem, nerwobóle w klatce piersiowej i poranne problemy z żołądkiem. Tak bardzo chciała zasłużyć na uznanie innych, że zapomniała słuchać swojego ciała, które coraz bardziej niedomagało i działało przy stale rosnącym deficycie energetycznym. Ostatecznie przecież, czas na regenerację i wypoczynek został uznany za zbędny.

Barometr nieopieki

Nawet z lekarzem wykłóciła się na tydzień zwolnienia zamiast dwóch. Jednak zamiast odpoczywać, zdecydowała się w tym czasie na generalne porządki w mieszkaniu i załatwianie zaległych spraw w urzędach. Stary schemat działania w jej głowie, ciągle podpowiadał „nie masz czasu na odpoczynek” i nim się spostrzegła nastał czas powrotu do pracy. Był w niej chyba jednak ktoś, komu na niej bardzo zależało. Na biurku czekała na nią piękna zielona paprotka w doniczce i kartka od anonima: „Ta paproć jest jak Ty. Weź ją do domu i kiedy tylko zacznie usychać zaopiekuj się nią i sobą. Bo skoro zapomniałaś podlać tak piękną roślinę, zapomniałaś pewnie także zaopiekować się tak piękną kobietą jak Ty”.

Dziś ta paproć ma dwa lata i ma się dobrze, choć musiała przetrwać kilka trudnych chwil, tak samo jak nasza bohaterka. A na jej doniczce od jakiegoś czasu jest naklejka ze starym powiedzeniem zen: „Powinnaś medytować 20 minut dziennie, chyba że jesteś zbyt zajęta – wtedy powinnaś medytować godzinę dziennie.”

filizanka_small  Tekst napisany w towarzystwie herbaty YOGI TEA® WELLBEING (Pełnia życia)

InspiRacje#4 – Kiedy mniej znaczy dużo więcej…

„Gdy tylko zamkniesz drzwi swojego mieszkania i pożegnasz się z bezpieczną, nudną codziennością, od razu zapominasz o wszystkim, co cię otaczało i wydawało się niezbędne. Gdy wróciłem, zataczając wielką pętlę, nadal nie brakuje mi tego, co leży przykryte pod białymi prześcieradłami.

Co rozbić, by nie zostać kustoszem we własnym mieszkaniu? Bo nie chodzi o to, by znaleźć byle jakie zajęcie w oczekiwaniu na śmierć.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - mniej znaczy więcej

W prawdziwym życiu nie brakuje mi telewizora i pilota, kieliszka do wina, brzęczącej komórki, polityki i codziennej garści wiadomości, które po chwili spędzonej w rzeczywistym świecie wydają się zupełnie nierealne i głupie; zdobytej cudem wejściówki na Legię i miejsca w garażu za cenę auta średniej klasy. Nie tęsknię za idiotycznymi reklamami „jeszcze bielszej bieli”, „milionowej minuty za darmo”, aż po „ułamek procenta na koncie”. Nie nęci mnie weekendowa Mekka naszego pokolenia – centra handlowe. Nie są potrzebne certyfikaty, nie pożądam białego samochodu ani ubrań we fioletowym kolorze, lansowanych zeszłej wiosny przez projektantów, nie potrzebuję też kolejnych dziesięciu par butów. Zapomniałem o wynalazku XX wieku, jakim jest kariera, i rozpuszczalnych tabletkach, dających ciecz o kolorze i smaku „zgodnym z naturalnym”, zastępujących prawdziwe witaminy. Nie chcę  tego wszystkiego, co kupowałem, by „odreagować stres”.

W podróży ważne jest to, co się dopiero wydarzy. Gdy decydujemy się na prawdziwe życie, zaczynają otaczać nas naprawdę ważne sprawy, prawdziwi ludzie i relacje, prawdziwe emocje. Podróż jest też próbą dla miłości i przyjaźni. Nagle okazuje się, że mniej znaczy dużo więcej. Zostają przy tobie ci, którym na tobie zależy. Którzy nie chcą nic w zamian. O których pamięta się bez przypomnienia w elektronicznym kalendarzu.”*

A jak jest z Tobą, czy zostałeś już kustoszem we własnym mieszkaniu, pełnym trofeów konsumpcji?
——————————
Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata* Są takie książki, po przeczytaniu których aż mnie nosi. Jestem naładowany energią świeżego spojrzenia lub ukontentowany faktem, że ktoś postrzega świat podobnie do mnie.  Tak też się czułem po przeczytaniu książki Kacpra Godyckiego-Ćwirko „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata.”, z której powyższy cytat pochodzi i którą gorąco Wam polecam.

Wakacyjne pułapki i nierozwagi

Urlop to wymarzony i wyczekany przez wielu czas, ale „dziwnym trafem”, kiedy tylko się zaczyna, część z nas dopada nagle choroba. Jest kilka sposobów, aby uniknąć takiego niefortunnego biegu wydarzeń.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - wakacyjne pułapki

Kluczowy jest tydzień przed…

Często, ostatni tydzień przed urlopem, poświęcamy w pracy na nadgonienie zaległości oraz  jednocześnie staramy się pewne sprawy przygotować z wyprzedzeniem. Pchani do przodu wizją wakacyjnego wypoczynku, nawet nie zauważmy jak intensywnie pracujemy i jak zmęczeni jesteśmy. Sytuacja przypomina maratończyka, który wycieńczony długą trasą, zbliża się do mety i na ostatniej prostej używa resztki swoich sił, aby dobiec do niej jak najszybciej.  Co jednak ważne, kiedy tylko przekroczy linię mety, pada na ziemię ze zmęczenia. Co robimy my? Ledwo miniemy linię mety, mamy przed oczami samolot lub samochód, które mają nas dowieść w miejsce wymarzonego odpoczynku. Pakowanie i podróż to często nerwówka, zatem choć ledwo trzymamy się na nogach po naszym pracowniczym maratonie, stres generuje w nas zastrzyk adrenaliny i oddajemy się energicznie pakowaniu i organizacji podróży.

Kiedy docieramy na miejsce, stres i nerwy odpuszczają. W naszym organizmie wyłącza się „tryb walki” i nagle odczuwamy konsekwencję całkowitego wycieńczenia organizmu, wśród których jest również obniżona odporność. Teraz wystarczy mały podmuch zimna z klimy lub jakiś bardziej ciężkostrawny posiłek i konsekwencje są łatwe do przewidzenia…

Czy można temu jakoś zapobiec? Tak, wystarczy przygotowania do urlopu rozpocząć w pracy na dwa tygodnie wcześniej. Pierwszy tydzień poświęć na odkopanie z zaległości, drugi na ewentualne nadgonienie paru spraw. Dzięki temu lepiej rozłożysz wysiłek i nie będzie tak zmęczony tuż przed wakacyjnym wyjazdem.

Nierozważni i narwani…

Jeśli nawet, na początku urlopu unikniemy większych komplikacji związanych z przemęczeniem, czyha na nas jeszcze kilka pułapek związanych z naszym wakacyjnym brakiem rozwagi.

Zaciąganie ręcznego hamulca na pełnym pędzie  – jeśli w ciągu roku jesteś bardzo aktywną i energiczną osobą , nie zaczynaj urlopu od zalegnięcia nieruchomo na basenowym leżaku. Choć Twoja głowa, wie że zaczęły się wakacje, to ciało nadal funkcjonuje na pełnym rozpędzie i potrzebuje trochę czasu na wyhamowanie. Inaczej wygląda to tak, jakbyś pędząc samochodem nagle postanowił zaciągnąć ręczny hamulec. Nie dość, że mocno zetrzesz sobie opony to jeszcze być może przywalisz głową w kierownicę. Lepiej zacznij od zwolnienia prędkości. Zatem w pierwszych dniach urlopu pozostań aktywny, ale w mniejszym stopniu niż na co dzień. Świetnie nadają się do tego spacery lub spotkania ze znajomymi.

Odsypianie całego roku – tak wiem, obiecałeś sobie, że w czasie wakacji odeśpisz wszystkie zarwane noce w roku. Obiecać sobie mogłeś, ale to tak nie działa. Nie da się odespać straconego snu. Natomiast jeśli zaczniesz teraz przeginać ze spaniem może się to skończyć silnym bólem głowy. Nocny wypoczynek w czasie wakacji nie powinien zbytnio odbiegać czasem, od tego ze standardowego dnia. Możesz zatem sobie dołożyć popołudniową drzemkę, zrobi Ci bardzo dobrze.

Brak stresu – zdziwiony? No cóż, jeżeli należysz do osób przewlekle zestresowanych, to nagłe obniżenie hormonów stresu jest dla organizmu niezłym szokiem. Efektem zbyt małej dawki kortyzolu i noradrenaliny może być rozszerzenie naczyń krwionośnych w mózgu, co może doprowadzić do bólu głowy i złego samopoczucia. Wynajęcie samochodu na południu Europy (szczególnie w Grecji), nauka windsurfingu lub skorzystanie z parasailingu mogą zapewnić przygodę i lekko podnieść ilość nadwątlonych hormonów stresu.

Superhero – cały rok spędzasz na biurowym krześle lub na kanapie w domu przed telewizorem i nagle kiedy jedziesz na wakacje budzi się w tobie duch samca alfa lub wakacyjnej lwicy – uważaj! Twoje serce jest nienawykłe do intensywnego wysiłku. Długie rowerowe wycieczki, szczególnie po wzniesieniach, intensywne pływanie lub codzienny kilkukilometrowy jogging mogą ci bardziej zaszkodzić niż pomóc. Na początek lepiej zacząć od spacerów, być może od czasu do czasu wzbogaconych marszowym krokiem. Rozczarowany – no cóż, pracowałeś na taki stan rzeczy przez cały rok.

Pamiętaj także o aklimatyzacji, na którą w nowym miejscu przeważnie potrzebujesz dwóch-trzech dni. Szczególnie,kiedy nagle z wakacyjno-jesiennej Polski przenosisz się do pełnej słońca i upałów  Hiszpanii, Grecji czy do Włoch, że o Egipcie i Turcji nie wspomnę.

filizanka_small   Skoro to wpis w klimacie wakacyjnym, pisałem go w towarzystwie białej herbaty Perła Karaibów

Zbawienne trudności i złudna przyjemność

Mam przyjaciela, który po latach wspinaczki po drabinie zawodowej kariery, doszedł do stanowiska, które dla wielu mogłoby być stanowiskiem marzeń. Zarabia całkiem nieźle i pracuje mu się całkiem przyjemnie. Ma sporo czasu na swoje sprawy, większość zadań deleguje na podwładnych a szef jest z kategorii, tych normalnych, z którymi da się dogadać. Ma też samochód służbowy, obiady w stołówce pracowniczej za 5 zł, darmową kartę na siłownie i prywatne usługi medycznie. Ma też poczucie, że w tej pracy jest bardzo nieszczęśliwy…

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - przyjemność - szczęście - trudności

Przyjemność a szczęście

Kiedy czytamy powyższy opis – myślimy wariat. Problem w tym, że my czytamy to tylko przez chwilę i przez chwilę to sobie wyobrażamy. Prawie wszyscy marzymy też o łatwym i przyjemnym życiu. Robimy tak, bo nie przewidujemy jego konsekwencji. Tymczasem, wszystko co łatwe i przyjemne, jeśli jest takie przez dłuższy czas, po prostu staje się nudne.

Na kursie storytellingu biznesowego nauczyłem się, że aby opowiadanie było wciągające i ciekawe, koniecznie muszą się w nim pojawić trzy kluczowe elementy: trudności/wyzwania, moment przełomu, w którym sobie dajemy z nimi radę i rozwiązanie. Bohater, który nie mierzy się z jakimiś wyzwaniami lub przeciwnościami losu, najzwyczajniej w świecie nie jest „bohaterem” tylko nudnym/obojętnym elementem opowiadania.

Do tego należy jeszcze dołożyć nasze częste mylenie, a w zasadzie zbijanie w jedno, dwóch różnych pojęć: przyjemności i szczęścia.  Myślimy sobie szczęśliwe życie i stawiamy znak równości z życiem przyjemnym. Ponieważ łatwiej nam doznać przyjemności niż szczęścia, oddajemy się w tej sytuacji przyjemnościom, a potem jesteśmy rozczarowani, że zamiast szczęścia odczuwamy pustkę. Tymczasem przyjemność, to jedynie moment zadowolenia. Choć byśmy przeskakiwali z jednej przyjemności w drugą, to pojawi się w końcu chwila przerwy między nimi i kiedy zgaśnie moment euforii zobaczymy, że „pod spodem” nic nie ma. Co więcej, przyzwyczajamy się do momentów euforii i tak jak w przypadku narkotyków, aby znowu poczuć tego samego euforycznego kopa, musimy zintensyfikować przyjemność. Szczęście, to natomiast poczucie, które jest z nami cały czas i wynika z naszego nastawienia do życia.

Słownik języka polskiego PWN:

przyjemność
«miłe wrażenie wywołane dodatnimi bodźcami, uczucie zadowolenia»
«to, co wywołuje uczucie zadowolenia, sprawia miłe wrażenie, dostarcza przyjemnych doznań»
Synonimy: lubość, frajda, uciecha

 szczęście
«powodzenie w jakichś przedsięwzięciach, sytuacjach życiowych itp.»
«uczucie zadowolenia, radości; też: to wszystko, co wywołuje ten stan»
«zbieg pomyślnych okoliczności»
Synonimy: pomyślność, fortuna, wena

Odkrywanie szczęścia

Paradoksem jest fakt, że ludzie szczęśliwi to często ludzie po przejściach, z niełatwym życiorysem. Nierzadko, to też ludzie niezbyt majętni, nie mogący pozwolić sobie na przyjemności i spełnianie wszystkich swoich zachcianek. Mają jednak oni coś bardzo cennego. Swoją historię, w której pokonali przeciwności i odkryli swój realny wpływ na życie.

Łatwo to zrozumieć na przykładzie wakacyjnego wyjazdu.

  1. Możemy pójść do biura podróży i wpłacając określoną kwotę mieć wszystko załatwione: hotel, jedzenie, przewodnika, animatora rozrywki i wycieczki po okolicy. Co więcej, możemy nawet wykupić wypoczynek w jakiejś wakacyjnej wiosce, której praktycznie nie musi opuszczać, aby zażywać słońca, wodnych kąpieli i dobrej zabawy. W tym przypadku kraj, w którym się znajdziemy nie będzie istotny, bo tak samo będziemy się bawić w wakacyjnej wiosce w Grecji, Włoszech, Hiszpanii czy Chorwacji. Będzie łatwo i przyjemnie, ale uwaga… może być nudno.
  2. Możemy też wszystko zorganizować sami. Może być taniej, choć nie musi, ale z pewnością będzie trudniej i będziemy musieli w taki wyjazd włożyć więcej naszej pracy. Musimy znaleźć miejsca na nocleg, środek transportu, którym dostaniemy się na miejsce oraz środki transportu już na miejscu, jeśli będziemy chcieli zjeździć okolicę, ponieważ nikt nam tam nie podstawi klimatyzowanego autokaru, który nas wszędzie zawiezie. Jest też wielkie prawdopodobieństwo, że podczas takiego wyjazdu coś się skomplikuje i tą komplikację będziemy musieli rozwiązać my sami, bo nie ma rezydenta, który to zrobi za nas.

Drugi wariant, daje nam jeszcze coś. Daje poczucie przygody i pozwala cieszyć się drogą do cel. Zamiast masowego hotelowego żywienia, pozwala doświadczyć prawdziwego jedzenia charakterystycznego dla danego miejsce i rodzimych mieszkańców. Zapewni nam również masę ciekawych historii, które będziemy mogli opowiadać po powrocie z wakacji.  Dzięki temu, zapamiętamy go na długie lata.

Koniecznie zerknij też do komentarza, tam podaję Ci (a w zasadzenie nie ja, tylko rewolucjonista ks. Jacek Stryczek) „alternatywną” drogę na poszukiwanie szczęścia w życiu.

filizanka_small   Na poszukiwanie szczęście wybrałem się w towarzystwie aromatycznej herbaty Mały Budda, która doskonale pobudza do zmian w życiu.

Przeklęty krąg niezadowolenia

Nierzadko zdarza mi się spotykać ludzi, którzy w mojej ocenie mają dostatnie życie i niczego im nie brakuje, a mimo to są jacyś tacy niezadowoleni i wiecznie rozczarowani swoim życiem. W opozycji do nich pojawiają się inni, którzy mają naprawdę niewiele i wiodą skromny żywot, a mimo to sporo u nich szczęścia i radości. Długo zastanawiałem się nad fenomenem tego zjawiska, aż wreszcie znalazłem jego wyjaśnienie…

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - niezadowolenie

Nie odnalazłem go w jakiś poważnych badaniach naukowych, analizach socjologicznych, czy opracowaniach psychologów. Trafiłem na niego czytając książkę, w której zamieszczono bajkę o bardzo nieszczęśliwym królu i bardzo szczęśliwym służącym, na którym przeprowadzono wręcz niehumanitarny eksperyment o nazwie „krąg dziewięćdziesięciu dziewięciu”.

Nieskończenie idealne oczekiwanie, czyli opowiadanie o rozczarowaniu

Był sobie król, który jak to każdy bajkowy król miał wszystko czego zapragnął. Pieniądze, pałace, żon ile dusza zapragnie i mnóstwo ziem podbitych, a mimo to każdego ranka kiedy otwierał oczy dopadał go smutek i czuł się bardzo nieszczęśliwy. Jego przeciwieństwem był służący, który każdego ranka wkraczał do jego komnaty z uśmiecham na twarzy mrucząc pod nosem pieśni zasłyszane u trubadurów. Z oczywistych względów wkurzało to króla okropnie. Wezwał więc do siebie służącego i pod karą śmierci zażądał wyjawienia tajemnicy jego wiecznego szczęścia.  Służący zaklinał się na wszystkie świętości, że nie skrywa  żadnego sekretu, a radość czerpie z dnia codziennego. Z tego, że król obdarzył go honorem służenia mu, z tego że ma żonę i dwójkę dzieci, z którymi mieszka w domu przyznanym mu przez królewskich urzędników, którzy dają mu jeszcze pożywienie i odzienie. W dodatku, od czasu do czasu król w przypływie dobrego humoru obdarowywał go paroma drobnymi monetami,  które pozwalały na spełnianie kaprysów jego rodziny.  Król słysząc to wszystko nie dał wiary słowom służącego i wpadł we wściekłość wyrzucając go ze swej komnaty.

Następnie, zdesperowany wezwał swojego najmędrszego doradcę i opowiedział mu o rozmowie ze służącym dopytując o to w jaki sposób tamten osiąga taką pełnię szczęścia. Doradca uśmiechnął się i skwitował całą sytuację stwierdzeniem, że służący po prostu znajduje się po za kręgiem. Kiedy król zaczął dopytywać co to za krąg i jak on działa. Dowiedział się, że ten krąg to „Krąg dziewięćdziesięciu dziewięciu”. Nie daje on szczęścia, ale bycie poza nim nie pozwala ludziom na bycie nieszczęśliwymi, a ponieważ służący nigdy do niego nie wszedł, jest co dnia szczęśliwym człowiekiem. Natomiast, co do mechaniki jego działania to jest na tyle skomplikowana, że jej wyjaśnić się nie da, ale można zobaczyć jej działanie pozwalając komuś wejść do tego kręgu np. służącemu króla. Król chciał już wezwać podwładnego, aby wydać mu rozkaz wejścia do kręgu, ale doradca stwierdził że nie można nikogo do tego zmuszać. Nieustępliwy król planował go zatem oszukać i zwabić podstępem, ale według doradcy było to niepotrzebne. Wystarczyło tylko zaprosić służącego do tego kręgu, a wejdzie tam sam z własnej i nieprzymuszonej woli. Coraz bardziej zagubiony król dopytywał o to, że pewnie nie zdradzą mu konsekwencji wejścia do środka i tylko dlatego nieopacznie wkroczy do tego przeklętego kręgu. Lecz i tutaj doradca zaskoczył swojego przełożonego stwierdzając, że konsekwencje będą mu znane, a służący i tak nie będzie potrafił się oprzeć pokusie. Tego już było za wiele, król zażądał niezwłocznego przeprowadzenia eksperymentu chociażby za cenę utraty tak dobrego i oddanego sługi. Doradca zatem poprosił króla o przygotowanie na wieczór mieszka z monetami, ale warunkiem było, aby tych monet było dokładnie 99 – ani jednej mniej, ani jednej więcej.

Wieczorem doradca z królem wzięli mieszek z monetami i wymknęli  się z zamku. Udali się pod dom sługi i tam poczekali do rana. Kiedy w jego mieszkaniu zapłonęła pierwsza świeczka doradca doczepił do mieszka kartkę z informacją „Ten skarb jest dla Ciebie. Jest to nagroda za bycie dobrym człowiekiem. Ciesz się nim  i nie mów nikomu jak go znalazłeś”. Następnie powiesił mieszek na drzwiach do domu sługi, zapukał i uciekł. Sługa wyszedł na zewnątrz, a król z doradcą obserwowali go zza krzaków.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - niezadowolenie

Sługa wziął do ręki mieszek, przeczytał kartkę i potrząsnął nim. Dało się słyszeć dźwięk uderzających o sobie monet. Sługa przycisnął zawiniątko do piersi i cały drżąc z emocji szybko wszedł do domu zerkając czy przypadkiem nikt go nie widział. Król z doradcą podkradli się pod okno i obserwowali służącego. Ten wysypał monety na stół, a oczy mu się zaświeciły. On, który nie miał żadnej, teraz miał ich całą górę. Dotykał ich, pieścił je i w nieskończoność przesypywał. Przestawił nawet świeczkę na stole, aby monety mieniły się jej światłem.  W końcu zaczął je starannie ustawiać w słupki po 10 monet w każdym. Kiedy doszedł do ostatniego słupka, nagle zamarł. Monety na stole się skończyły, a słupek był niższy od pozostałych – brakowało jednej monety. Jeszcze raz sprawdził stół, podłogę pod nim, krzesło, mieszek  i swoje kieszenie. Okradli mnie! – wykrzyknął – Okradli mnie , niegodziwcy i szubrawcy.

Król z doradcą patrzyli jak dotychczas zawsze pogodne oblicze sługi uległa zmianie. Zmarszczył czoło i napiął twarz. Oczy stałe się małe i przymrużone, usta wygięły w dziwacznym grymasie. Zgarbiony szybko zbierał monety do mieszka, trwożliwie rozglądając wokół. Dało się również słyszeć jak mamrotał: Jedna moneta! Jedna moneta! Z setką monet człowiek jest bogaty. Wyciągnął papier i w świetle lampy zaczął rachunki nadal mamrocząc: Jedna moneta – to 12 lat mojej pracy u króla, ale gdybym wysłała żonę do pracy i sam znalazł drugą pracę to wystarczyłoby już tylko 7 lat. Gdybyśmy jeszcze zaczęli sprzedawać resztki jedzenia z królewskiego stołu, które przynoszę do domu udało by się zmniejszyć czas na zarobienie jednej monety do 4 lat. Służący westchnął ciężko i jakoś tak zapadł się w sobie. Perspektywa 4 lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń była przytłaczająca, ale nie widział innego wyjścia.

Król z doradcą wrócili szybko do zamku, a kiedy za dwie godziny sługa wszedł do królewskiej komnaty, był strasznie posępny i przygarbiony, bez cienia uśmiechu. Sytuacja ta powtarzał się przez kilka kolejnych dni, a kiedy król zagadnął sługę o przyczynę braku radości ten odburknął, że przecież wykonuje swoje obowiązki należycie i wiernie służy królowi, a do tego nie musi robić z siebie błazna lub trubadura. Po krótkim czasie król zwolnił z pracy swego sługę. Niemiło było bowiem mieć służącego, który ciągle był w złym humorze.

Efekt wychowania

Wszyscy zostaliśmy wychowani w ideologii niespełnienia. Zawsze nam czegoś brakuje do bycia zadowolonym, a jedynie kiedy jesteśmy zadowoleni cieszymy z tego co mamy. Nauczyliśmy się i wierzymy w to, że szczęście przyjdzie dopiero wtedy, kiedy skompletujemy to, czego nam brak…

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - niezadowolenie

Mieszkanie musimy zamienić na dom, dom na jeszcze lepszy dom. Rower na używany samochód, używany na nowy, nowy na jeszcze lepszy itd. Schemat powtarza się w nieskończoność, a twórcy reklam zacierają ręce, ciągle wmawiając nam czego jeszcze potrzebujemy, aby poczuć się szczęśliwymi. Tymczasem wystarczyłoby tylko pamiętać co było na początku i docenić, to co już zyskaliśmy.

filizanka_small   Przy pisaniu tego tekstu towarzyszyła mi mocna i aromatyczna Herbata Wschodniofryzyjska

InspiRacje#3 – pozorność potrzeb

„A więc z dnia na dzień spakowałem plecak i poleciałem do Buenos Aires. Przejechałem Argentynę, Chile, teraz jestem w Boliwii, przede mną Peru, Ekwador, Kolumbia i Wenezuela. To tu zdałem sobie sprawę, że w plecaku mam same niepotrzebne rzeczy. Naprawdę nie potrzeba sześciu koszul, czy czterech par spodni, aby żyć. Trzeba zwalczyć w sobie uzależnienie polegające na ciągłej konieczności zaspokajania pozornych potrzeb. Widziałem głód, ale także radość ludzi. Coś nie do pomyślenia w naszej dzisiejszej Europie, gdzie panuje chciwość, oszustwo i zawiść. Wyciągi z konta, wielkie samochody, znane marki, urządzenia elektroniczne przytłaczające nas i powodujące w efekcie smutek, choć po powrocie z pracy nasz stół ugina się od przysmaków. Zrozumiałem, że tam, gdzie ludzie nie mają nic, myślą o tym jak przeżyć, jak iść do przodu. Tam, gdzie jest wszystko, ludzie narzekają, bo zawsze jest im za mało.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - potrzeby

W czasie mojej podróży spotkałem wiele osób, które uświadomiły mi, że życie mija zbyt szybko, by warto było tracić czas na pracę tylko po to, aby dotrzymać kroku innym, by nie mieć mniej. Pracować, aby kupić dom, samochód, superciuchy. Ubrania szybko przestają być modne, dom staje się za ciasny, samochód zbyt wolny i znów musimy pracować więcej, bo trzeba kupować. Po co koncentrować się na posiadaniu, jeżeli nie mamy czasy dla tych, których kochamy? Jeśli nie starcza dnia, aby dzielić się tym co mamy? Po co nam szybki i mocny samochód, jeżeli nie możemy uciec nim od szarości miasta i rutyny gdzieś w góry czy nad morze razem z rodziną? Oczywiście, trzeba pracować. Ale może nie aż tyle? Tutaj przekonałem się, że Europa jest zimna, bo ludzie nie są blisko siebie. Nie wymieniamy uścisków, ani uśmiechów. A gdy ktoś spojrzy na nas w metrze, uciekamy wzrokiem. Pracujemy bez większej ochoty, bo zawsze znajdzie się jakiś szef czy kolega z pracy, który działa nam na nerwy tak bardzo, że jej nienawidzimy… Wracamy do domu wykończeni. To chwila, by zjeść kolację i powiedzieć swojej połowie jak bardzo jesteśmy wkurzeni z powodu tego gościa z pracy, którego nienawidzimy, no i z powodu korków, w których tkwiliśmy przez ponad godzinę. Ale było warto, nadal mamy pracę, dzięki której kupimy nowy telewizor z płaskim ekranem, czterdzieści dwa cale, w których idealnie widać, że książę Monako nadal jest kawalerem, a Ricky Martin powiedział, że jest gejem.”*

A jak jest z Twoimi potrzebami? Za czym gonisz? Czy strasz się jakoś rozgrzać tę „zimną Europę”?

——————————

Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata* Są takie książki, po przeczytaniu których aż mnie nosi. Jestem naładowany energią świeżego spojrzenia lub ukontentowany faktem, że ktoś postrzega świat podobnie do mnie.  Tak też się czułem po przeczytaniu książki Kacpra Godyckiego-Ćwirko „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata.”, z której powyższy cytat pochodzi i którą gorąco Wam polecam.

Jak podwoić długość życia

Jest taka świetna powieść dla dzieci niemieckiego pisarza Michaela Endego zatytułowana „Momo, czyli osobliwa historia o złodziejach czasu i dziecku, które zwróciło ludziom skradziony im czas” . Występują w niej Szarzy Panowie, którzy pod przykrywką prowadzenia Kasy Oszczędności Czasu, kradną ludziom czas. Uczą oni ludzi jak pracować więcej i efektywniej nie „marnując” czasu, na takie „głupoty” jak miłość, spotkania ze znajomymi, czy zajmowanie się dziećmi. Klienci kasy popadają w konsumpcjonizm, gonią za kolejnymi nowymi rzeczami i nawet nie zauważają jak stają się samotni i nieszczęśliwi. Kiedy sobie przypominam o tej powieści zawsze jest mi ciężko uwierzyć w to, że została ona napisana już w 1973 roku.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - długość życia

Śmiganie na autopilocie

Mam takie nieodparte wrażenie, że z upływem lat Szarzy Panowie udoskonalili swoje metody działania. Zawładnęli telewizją, internetem i wykreowali całą kulturę nieustannej gonitwy i pośpiechu. Ten nieustanny wyścig, niszczy dużą część naszego życia i najzwyczajniej w świecie kradnie nam czas. Można to sobie bardzo dobrze uświadomić odpowiadając na kilka poniższych pytań:

  • Czy trudno Ci się skoncentrować na tym, co dzieje się w chwili obecnej – dokładnie w niej?
  • Czy zwykle chodzisz szybko i ciągle się spieszysz, aby jak najszybciej dotrzeć do celu i nie zwracasz uwagi na to, czego doświadczasz po drodze?
  • Czy wydaje Ci się, że działasz nawykowo i automatycznie, często bez świadomości tego, co robisz?
  • Czy wykonujesz swoje zajęcia w pośpiechu i bez uważności?
  • Czy skupiasz się tak bardzo na przyszłym celu, że tracisz kontakt z tym co robisz teraz, aby go osiągnąć?
  • Czy ciągle uciekasz myślami w przyszłość, albo przeszłość?

Pytając wprost:  czy dałeś się już tak omotać  Szarym Panom,  że co dnia napędzają Cię jedynie rutynowe bezrefleksyjne czynności, które powodują, iż żyjesz we własnej głowie a nie we własnym życiu?

Prawdziwe życie

Załóżmy, że masz 30 lat i prawdopodobnie pożyjesz do osiemdziesiątki. Masz zatem przed sobą jeszcze 50 lat życia. Jeśli jednak uznamy, że funkcjonujesz w pełni świadomie, kiedy naprawdę czujesz dany moment i go przeżywasz, tylko przez 2 godziny dziennie to zostało Ci tylko 6 lat i 3 miesiące prawdziwego życia! Przyznasz, że to „trochę” mało. Znacznie więcej spędzisz go prawdopodobnie na zebraniach w swojej pracy.

Kiedy jesteś świadomy chwili, czas zazwyczaj płynie znacznie wolniej. Oczywiście to tylko subiektywne odczucie, ale aby to poczuć wystarczy zrobić prosty eksperyment . Nastaw budzik na 5 minut i włącz telewizor na wiadomości, albo jakiś filmy. Teraz jeszcze raz ustaw 5 minut na budziku, znajdź jakieś spokojne miejsce, gdzie nikt i nic nie będzie Ci przeszkadzać. Usiądź, zamknij oczy i podnieść obie wyprostowane ręce pionowo do góry, tak abyś miał ramiona obok swoich uszu ale nie opieraj ich o głowę. Tak siedząc trzymaj je cały czas napięte i czekaj aż odezwie się alarm.  Czy te drugie 5 minut minęło tak samo szybko, jak przed telewizorem? Czy zerkałeś jednym okiem na budzik ile jeszcze, bo chyba się zaciął i nie dzwoni?

Niektórzy, aby jak najwięcej zobaczyć czy zrobić w życiu, piją energetyki, katują się fizycznie, biorą narkotyki lub notorycznie niedosypiają. Są wiecznie w biegu, wiecznie nakręceni i na permanentnym niedoborze energetycznym. Tymczasem, podobny efekt przeżycia wielu spraw i zobaczenia mnóstwa nowych rzeczy można osiągnąć żyjąc po prostu uważniej i bardziej świadomie. Teraz i w tym momencie. Co byś zatem powiedział na 4 w pełni świadome godziny w ciągu dnia?

Ja np. uświadomiłem sobie, że aby napisać powyższy tekst musiałem uderzyć w klawiaturę 3598 razy. Dopiero teraz dostrzegłem ogrom pracy moich palców. Szczególnie, biorąc pod uwagę to, że na tej stronie jest ponad 170 moich tekstów. Patrzę teraz na dłonie i przyglądam się im uważnie, podziwiając jak genialne dzieło potrafiła stworzyć natura.

A czy Ty wiesz, ile kroków już dziś zrobiłeś i czy pamiętasz, kto był pierwszą spotkaną dzisiejszego dnia osobą po wyjściu z domu?

filizanka_small   Ten tekst pisałem popijając smaczną i bardzo aromatyczną zieloną herbatę Mały Budda

InspiRacje#2 – Codzienność

„Żyjesz normalnie, każdego dnia przesuwasz budzik o kolejny, upragniony kwadrans snu. Telefon to pierwsza rzecz, jaką bierzesz rano do ręki, w ciągu dnia sięgniesz po niego jeszcze kilkadziesiąt razy. O naładowanie baterii często dbasz bardziej niż o leżącą obok ciebie osobę. Ten mały diabeł prawie nie milknie. Wibrują sms-y, mms-y, przypomnienia, maile, o… znów ktoś dzwoni, jesteś na prawdziwym onlinie, blisko spraw i ludzi. Nie czujesz się bardziej zagubiony, samotny i nieporadny, wręcz przerażony niż w chwili, gdy uświadomisz sobie, że go zgubiłeś, zapomniałeś albo że ci go ukradli. Nie wyobrażasz sobie początku dnia bez sprawdzenia kilku portali, odwiedzin wirtualnych znajomych, napchania sobie głowy wiadomościami, które i tak nie mają dla ciebie żadnego znaczenia. Żadnego wpływu na twoje życie. Ale jak bez tego zaspokoisz przemożną chęć bycia częścią świata? Ta wiedza daje złudne poczucie kontroli. Wmawiamy sobie, że to czyni nas kosmopolitami. Uczestniczenie w tym pseudoinformacyjnym krwiobiegu uspokaja. Dbamy przecież o losy świata, rozwiązujemy jego problemy, zabieramy głos w ważkich kwestiach, raz po raz stajemy po czyjejś stronie, czujemy się ważni, oceniamy. Zajmuje to nas i odciąga od naszych prawdziwych spraw, oddala od ludzi, zabiera czas, który powinniśmy z nimi spędzić. Często słyszę „ja po prostu lubię wiedzieć, co się dziej na świecie”. To wyrusz w podróż dookoła domu i przekonaj się o tym, będziesz zaskoczony.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - codzienność

W locie łapiesz opakowaną w plastik kanapkę, wielkimi łykami pochłaniasz „prawdziwą brazylijską” kawę z reklamy, koniecznie z dietetyczną śmietanką. Żyjemy przecież zdrowo. Po krótkim rajdzie slalomem między innymi autami, ze zmarszczonym czołem, po „nauczeniu dobrych manier” innych kierowców i kilku niekoniecznie przyjaznych gestach wreszcie docieramy. Stop. Trzask drzwi, pik alarmu i gotowe. Prawie niewidocznym skinieniem głowy wspaniałomyślnie pozdrawiasz zmęczoną jak nasza, smutną twarz współpasażerki windy a w duchu myślisz: „Mogłaby wsiadać szybciej, po co jedzie windą na pierwsze piętro”. Tak oto rozpoczął się kolejny dzień życiowej diety, fast foods bez wartości ożywczych. Wysoko przetworzona strawa duchowa napchana ścinkami gazet, powleczona wonią drogich perfum. Klik i internet działa, jestem onlione, znowu się udało…”*

A jak wygląda Twój dzień?
——————————
Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata* Są takie książki, po przeczytaniu których aż mnie nosi. Jestem naładowany energią świeżego spojrzenia lub ukontentowany faktem, że ktoś postrzega świat podobnie do mnie.  Tak też się czułem po przeczytaniu książki Kacpra Godyckiego-Ćwirko „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata.”, z której powyższy cytat pochodzi i którą gorąco Wam polecam.