Archiwa kategorii: lifeBalance

Tu i teraz…

Dagmara Gmitrzak w swojej książce „Trening Jaguara” opisuje to zwierzę jako niezależnego, dumnego i jednego z najdzielniejszych wojowników w świecie zwierząt. Istną maszynę do polowania i zabijania, ale zarazem też świetnego przewodnika duchowego. Jaguar jako jedyny myśliwy nie przegryza swojej ofierze gardła tylko miażdży swoimi szczękami jej czaszkę.

To co jednak mnie zafascynowało w tej książce to jeden krótki wpis pokazujący jak – nawet w tym drapieżnym świecie – ważny jest relaks i zabawa: „Nawet Jaguar potrafi się bawić. Co jakiś czas zjada amazońską roślinę yage, która sprawia, że na chwilę staje się potulny jak baranek. Leży na ziemi i delektuje się „nicnierobieniem”. Jaguar zachęca Cie , abyś znalazł czas na zabawę, luz, odpuszczenie kontroli, cieszenie się z samego faktu, że żyjesz”.

Całkowicie popierając powyższą naukę, znalazłem bardzo interesujący film w tym temacie, którym chciałbym się z Wami podzielić:

Rozwój osobisty - Life factory - Tu i teraz

Poddaj się, ale nie odpuszczaj

Żyjemy w kulturze, w której liczy się efektywność, zaradność, multiskillowość, wielozadaniowość, asertywność  itp., czyli wszystko ma być robione szybko sprawnie i zwycięsko. W praktycznie każdym podręczniku biznesu albo rozwoju osobistego radzą nam aby uczyć się od najlepszych, a najlepszy to ten który ma wyniki, wygrywa spory, radzi sobie z przeciwnościami i znajduje wyjście z prawie każdej sytuacji. Jednym słowem – ZWYCIĘZCA.  Z tego też powodu jakoś dziwnie mi się zrobiło kiedy w książce Eckharta Tolle „Potęga teraźniejszości” trafiłem na rozdział zatytułowany „Sens  poddania”.

No, bo jak to? Jak można zwyciężyć, czy poradzić sobie z problemem odpuszczając , kapitulując, podporządkowując się, dając za wygraną czy też godząc się na to co jest. Ano, można i to jeszcze chroniąc swoje zdrowie, nerwy i oszczędzając energię, ale po kolei.

Rozumienie „poddania się” oprócz synonimów wymienionych powyżej, mówiących o zrejterowaniu może również znaczyć tylko tyle, że dajemy sobie z kimś lub czymś spokój, dostosowujemy się lub oswajamy z daną sytuacją.  Mówiąc inaczej nie decydujemy się na przegraną tylko uznajmy, iż dana kwestia nie jest warta naszych nerwów, zdrowia czy też zwyczajnie naszego czasu. Kiedy już podejmujemy taka decyzję najczęściej opadają emocję, odpuszcza stres i przestajemy marnować energię na planowanie zemsty na sprawcy danej sytuacji (zemsty, która i tak najczęściej pozostaje jedynie w naszych planach, nie doczekując się realizacji i może dobrze). Czasami też milkną głosy w naszej głowie oskarżające nas o to, jak mogliśmy do tego dopuścić np. „Gdzie ja miałam wtedy oczy”, wytykające nam, że znowu nam nie wyszło np. „Znowu wtopa, chyba jestem jakimś nieudacznikiem” itp. Jednym słowem następuje cisza i spokój. Znajdujemy się w „tu i teraz”. To świetny moment, aby rozejrzeć się bez emocji po danej sytuacji, zweryfikować fakty i skoncentrować się na możliwych rozwiązaniach.

Rozwój osobisty - Life factory - poddaj się

W tym sensie „poddać się” znaczy ulec danej sytuacji. Nie walczyć z nią, nie szamotać – tylko spojrzeć na nią z teraźniejszości, bez wciągania w to czasu przeszłego i rozmyślania dlaczego do tego doszło i przez kogo. Doszło, to doszło i teraz trzeba myśleć jak wyjść z danej sytuacji. Ci z nas, którzy mają żyłkę biznesową mogą nawet pomyśleć co z tej sytuacji mogą jeszcze wyciągnąć dla siebie 😉 Mówiąc krótko – poddanie się nie znaczy wcale biernej zgody na dany układ, w którym się znaleźliśmy. Nie oznacza też zaniechania planowania i inicjowania pozytywnych działań. Świetnie wyjaśnił to Eckhart Tolle na poniższym przykładzie:

„Gdybyś na przykład ugrzązł w błocie, nie powiedziałbyś sobie: „Dobra kapituluję: ugrzęzłem i już”. Kapitulacja to nie to samo co poddanie. Nie musisz akceptować niepożądanej czy nie miłej sytuacji życiowej. Nie musisz też wmawiać sobie, że ugrzęznąć w błocie to właściwie nic złego. Wręcz przeciwnie. Stawiasz sprawę jasno: chcesz się wydobyć z błota. Skupiasz się wyłącznie na obecnej chwili, nie opatrując jej w myślach żadną etykietką. Znaczy to, że nie osądzasz Teraźniejszości. Skoro tak, nie opierasz też się ani nie doznajesz negatywnych emocji. Godzisz się z „jestestwem” danej chwili. Dopiero potem zaczynasz działać i robisz wszystko, co w twojej mocy, żeby wydobyć się z błota. Jest to działanie pozytywne – dużo skuteczniejsze od działania negatywnego, powodowanego gniewem, rozpaczą lub rozgoryczeniem”

W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam wielu poddań, bo kiedy inni będą walczyć z sytuacją i szukać winnych, Wy już ją zaakceptujecie i będziecie na etapie rozwiązań.

filizanka_small w czasie pisania tego tekstu poddałem się chwili przyjemności z herbatą czarną z żurawiną  

Szybciej, więcej, półprzytomnie…

Szybkość działania, jednoczesna realizacja kilku zadań na raz, błyskawiczna analiza problemu, priorytetyzowanie tematów, stosowanie zaawansowanych narzędzi do zarządzania kolejnością działań… – jeszcze kilkanaście lat temu, każdy czytający potraktowałby powyższe jako zbiór oczekiwań wobec  procesora napędzającego zaawansowane komputery. Tymczasem dzisiaj, są to oczekiwania formułowane wobec nas – ludzi.  Jeszcze kilkanaście lat temu fascynowaliśmy się pracoholizmem a słynne japońskie karoshi, czyli śmierć ze stresu i przepracowania budziła niepokój wśród pracowników czołowy korporacji. Pamiętam, jak często mówiło się o konieczności odpoczynku, o wysypianiu i relaksie. Pamiętam też znajomych, którzy wybiegali z pracy do domu, bo tylko w biurze lub mieszkaniu mieli dostęp do internetu i uważali czas spędzony pomiędzy tymi dwoma miejscami za zmarnowany.

Rozwój osobisty - Life factory - tempo życia

Dzisiaj internet jest w każdym smartfonie, maile przychodzą bezpośrednio na nasze komórki, znajomi na bieżąco poprzez facebooka komunikują gdzie i z kim są. Listy zadań i przypomnienia zapisane na naszych kalendarzach i organizerach w elektronicznych chmurach są w stanie nas dosięgnąć w każdej chwili i o każdej porze, jeżeli tylko mamy przy sobie jakiekolwiek urządzenie elektroniczne. Możemy się też w dowolny sposób sparametryzować i opomiarować. Po odpaleniu odpowiednich aplikacji, nawet droga z pokoju do toalety może zostać opisana liczbą kroków i spalonych kalorii. Czy jest to fajne i przydatne – dla jednych tak dla drugich nie, zresztą nie moim celem jest tego ocena.

Rozwój osobisty - Life factory - przyroda

Chciałbym bardziej zwrócić uwagę na fakt, że choć wiemy iż procesory się grzeją i wymagają chłodzenia, choć mamy świadomość że system informatyczny od czasu do czasu trzeba wyłączyć albo choćby zresetować sami zapominamy o tych zasadach eksploatacji wobec samych siebie. Zapominamy się zatrzymać i chwilę odpocząć aby gonitwy naszych myśli uległy uporządkowaniu i uspokojeniu. Rozpaczliwie trzymamy się bezprzewodowych połączeń z siecią podróżując środkami komunikacji, zamiast spojrzeć na otaczających nas świat i przyrodę, która obecnie wiosennie rozkwita u naszych boków. Chcemy być szybcy i bardziej efektywni  – zapominając o tym, że chwila wypoczynku i wytchnienia bywa momentem regeneracji, który pozwala potem na sprawniejsze działanie.  Zamiast tego wolimy przewalczyć zmęczenie i niewyspanie kolejnym napojem energetycznym. W najbliższy weekend wypada święto Zielonych Świątek, zatem sporo sklepów i wszystkie centra handlowe będą zamknięte.  Pogoda też ma być nie najgorsza, może zatem warto „zaciągnąć ręczny hamulec” w tej całej gonitwie przez życie, odłożyć na chwilę wszystkie elektroniczne gadżety i wymknąć się gdzieś na łono natury. Może wtedy odkryjemy coś o czym zupełnie już zapomnieliśmy. Jak mój znajomy, któremu w jeden z zimowych wieczorów wyłączono prąd. Jego dzieci odkryły magię wieczoru przy świecach, zakochały się w bajkach które czytali rodzice a rodzice no cóż… zjedli romantyczną kolację i zamiast patrzeć w telewizor przypomnieli sobie, iż mają siebie 😉

Rozwój osobisty - Life factory - Relaks na szlaku

Wystarczy położyć się na trawie, zamknąć oczy i przez 20 minut wsłuchiwać  się w śpiew ptaków, szum drzew i wszystkiego co szeleści wśród traw aby poczuć się wypoczętym jak po mega drzemce. Czego sam doświadczyłem, zaległszy na szlaku z Czantorii na Stożek podczas majowego wypadu do Wisły – naprawdę polecam.

filizanka_small piszę ten tekst popijając herbatę Yogi Tea – GREEN BALANCE – Zielona harmonia

Pozytywny egoizm

Bycie egoistą jest bardzo nieprzychylnie odbierane społecznie, bo w powszechnej świadomości oznacza osobę, która dba tylko o siebie.  Natomiast altruizm, czyli działanie na korzyść innych jest postrzegane jako coś bardzo pozytywnego. Takie podejście do tych kwestii umacniają w nas zarówno wychowanie jak i kanony społeczne. Praktycznie od małego słyszymy: pomagaj innym, wspieraj słabszych, podziel się, nie myśl tylko o sobie itd. Zatem uczymy się bycia dobrymi i niejednokrotnie przedkładania interesów innych nad własnym.

Rozwój osobisty - Life factory - egoizm

Co zaskakujące, kiedy jesteśmy dorośli często możemy usłyszeć rady w stylu: Ty tak nie dawaj się wykorzystywać żonie, dzieciom, mężowi , teściowej czy pracodawcy. Oczywiście tych którzy nas wykorzystują może być znacznie więcej, przy czym doprecyzowując to nie oni nas wykorzystują tylko my, pozwalamy wykorzystywać się im. Niejednokrotnie są to też bardzo piękne gesty, bo np. poświęcamy się opiece nad kimś ciężko chorym z rodziny. Czy to szlachetne – pewnie tak, ale czy nie lepiej po prostu tym kimś się tylko opiekować niż poświęcać opiece. Czy nie jest wielokrotnie tak, że rodzice poświęcają sporą część swojego życia dzieciom a potem są rozczarowani, że kiedy to oni są w podeszłym wieku dzieci nie poświęcają się opiece nad nim. Mam znajomego, który w takich momentach zawsze zadaje pytanie, czy rodzice podpisali z dziećmi jakiś kontrakt w tej sprawie. Poświęcenie dla dzieci było ich dobrowolną decyzją, ale nie jest to wcale jednoznaczne z tym że i dzieci muszą na to samo postawić w swoim życiu. Być może wybiorą poświecenie swojej najbliższej rodzinie albo pasji, a może nie poświęcą się niczemu tylko będą żyły najlepiej jak potrafią albo tak jak im wyjdzie.

Czy trochę prowokuję, jasne że tak – ale tylko dlatego, aby wzbudzić wątpliwość do tego czy egoizm w odpowiedniej dawce jest faktycznie taki zły i niestosowny. Pamiętam, że dla mnie istotnym przebudzeniem w tej kwestii była informacja o zasadach jakie obowiązują ratowników na jednej z amerykańskich plaż. Jeżeli kogoś ratują i na skutek tej pomocy woda zaczyna ich spychać razem z ratowanym na podpory pomostu, to wcale nie mają się poświęcić i osłonić swoim ciałem ratowanego. Wręcz przeciwnie, mają się tym ratowanym właśnie zasłonić w momencie zderzenia. Czy myślą wtedy tylko o sobie – zdecydowanie tak, ale robią tak dlatego, że wiedzą iż jeśli im stanie się krzywda to jest spora szansa że zginą i oni i ratowany. Ta reguła uświadomiła mi właśnie, że nie mogę poświęcać się dla innych. Mogę się nimi opiekować, mogę pomagać, wspierać, zajmować się nimi – ale nie chcę się poświęcać.  Chcę też w tej pomocy mieć prawo do egoistycznego czasu dla siebie. Wiele razy widziałem słaniające się na nogach cienie ludzi, które opiekowały się drugą osobą i kiedy ktoś mówił im, aby trochę odpoczęli, wyspali się i ugotowali wreszcie coś zdrowego do jedzenia odpowiadali, że nie mogą – bo muszą się opiekować. Przeważnie byli bardzo zaskoczeni, kiedy pytałem co się stanie jeżeli jutro zasłabną ze zmęczenia i nie starczy im już dłużej sił na opiekę nad tą drugą osobą. Prawda jest bowiem taka, że chcąc pomagać innym musimy myśleć jak amerykańscy ratownicy – wpierw musimy zadbać o siebie, żeby mieć siłę dla innych.

Rozwój osobisty - Life factory - egoizm 2

Najgorsze jest jednak to, że poświęcenie jest bardziej potrzebne nam, niż tym drugim. Doskonale karmi nasze ego, bo dzięki temu czujemy się tacy wspaniali i inni mogą nas podziwiać. Tym, którymi się opiekujemy wystarczy w zupełności nasza zwykła opieka, troska i życzliwość. Z całą pewnością będą też szczęśliwi, kiedy zobaczą nas zadowolonych z życia a nie przybitych ciężarem poświęcenia.

filizanka_small piszę ten tekst popijając herbatę co mocy dodaje i z kaloriami walczy  Pu-Erh Fitness

Pochwała nieortodoksyjności

Ten wpis zainspirowała znajoma mojej przyjaciółki, która miała okazję oglądać moją wizytówkę i jak słyszałem przypadła jej ona do gustu, ale stwierdziła że nie powinienem używać słowa „musisz”.  W pierwszej chwili, aż pobladłem z obawy że coś przeoczyłem bo sam przecież jestem piewcą zasady „Nic nie muszę, wszystko mogę”. Szybko się jednak uspokoiłem, kiedy przypomniałem sobie, że słowo „Musisz” jest tam użyte w kontekście „jeśli chcesz coś zmienić”.  Co więcej użyłem tego słowa bardzo świadomie aby uzmysłowić czytającemu, że jest to nieodzowny warunek zmiany.

Rozwój osobisty - Life factory - zmiana

Nigdy nie wpadłbym na to, że ktoś nie będzie zwracał uwagi na kontekst stwierdzenia, tylko „zawiesi” się na jednym słowie, ale było to dla mnie kolejnym doświadczeniem i przypomniało mi, że każdy z nas inaczej odbiera świat, czego innego w nim szuka i na co innego zwraca uwagę. Niemniej jednak szanując inne spojrzenia ja będę zawsze gorąco zachęcał do nieortodoksyjności w podejściu do życia, bo dzięki temu np. złapiemy cały kontekst zdarzenia a nie zafiksujemy się na jednym szczególe.

Genialnym przykładem tego typu jest dieta. Sam choć na żadnej nie jestem, to bardzo staram się jeść zdrowo i niezbyt tucząco. Jednak przy całym tym podejściu raz na miesiąc lub dwa napada mnie chęć na pizzę i choć wiem, że to nie najzdrowszy posiłek udaję się do jednej z moich ulubionych pizzerii i delektuję zjadanym włoskim plackiem. Czy mam z tego powodu wyrzuty sumienia –żadnych! Czy ta pizza zrujnuje efekty mojego zdrowego odżywiania – oczywiście, że nie. Pozwoli jednak ugasić na dłuższy czas chęć na tłuste frytki czy słodkie ciasta i ugasi żal, że inni to wsuwają takie smaczne niezdrowe jedzenie. Tak wiem, za parę lat to się na nich odbije ale ochotę na niezdrowe jedzenie mam teraz i często ciężko samą racjonalną argumentacją nad tym zapanować. Taka grzeszna pizza zjedzona ze smakiem z jednej strony uspokaja we mnie ochotę na niezdrowe to i owo a z drugiej jest nagrodą za wytrwałość przy trzymaniu się zdrowego odżywiania. Czy, gdybym jej nie zjadł coś by się stało? Pewnie na samym początku nie, jednak myśl o niej chodziłaby ciągle za mną i obawiam się, że za czas jakiś np. przy sytuacji stresowej doszedłbym do takiej ochoty na coś niekoniecznie zdrowego, że napadłbym na jakiegoś fast food’a albo cukiernie.

Świetnie tę sytuację obrazuje też, krótkie opowiadanie o dwóch mnichach  buddyjskich które krąży od dawna po internecie:
„Przypowieść o dwóch buddyjskich mnichach, którzy po złożeniu ślubów czystości wracają do swego klasztoru. Po drodze spotykają kobietę, która – przerażona rwącą wodą potoku – nie odważa się go przekroczyć. Jeden z mnichów, pomimo przysięgi, że nigdy nie dotknie kobiecego ciała, bez wahania bierze ją na ręce i przenosi przez potok. Potem mnisi ruszają w dalszą drogę. Jakiś czas idą w milczeniu, aż towarzysz mnicha, który przeniósł kobietę nie wytrzymuje i zwracając się do niego mówi z przyganą: „Jesteś świadom tego, że złamałeś śluby? Dotknąłeś przecież kobiety”. Wówczas zagadnięty mnich spogląda na swego kolegę spokojnie i odpowiada: „Tak, ale ja zrobiłem to 5 godzin temu, a ty niesiesz ją nadal. Jesteś tego świadomy?”.

Rozwój osobisty - Life factory - wyjdź z pudełka

Zatem z diabelskim błyskiem w oku zachęcam – złam czasami świadomie zasady, nagnij reguły i poczuj, że są one dla Ciebie ważne ale nie są Twoim więzieniem lecz Twoim wyborem.

filizanka_small pisząc o łamaniu zasad popijam nietypową herbatę z marchewką Moc Combucha 😉

Wampiry wśród nas

Z wielu filmów i podań uczymy się, że Wampiry żywią się krwią, są prawie nieśmiertelne, nad wyraz szybkie i silne oraz że raczej nie przepadają za światłem dziennym. Czy tak jest? Nie wiem, żadnego z nich nie spotkałem. Miałem za to już nie raz do czynienia z wampirem energetycznym. Problem z tą ich odmianą polega na tym, że nie ma kłów, nie porusza się tylko nocą i jak wysysa z nas energię nie zostawia śladów ukąszeń i co najgorsze, ze 100% pewnością istnieje naprawdę. Co więcej są to nierzadko nasi znajomi, przyjaciele lub członkowie rodziny. Zazwyczaj lgną do innych, niby skorzy do spotkań i do zabawy ale w ich trakcie jacyś tacy smutni, zadumani albo wręcz na odwrót kwitnący pod przykrywką zaangażowania w niesienie nam pomocy, kiedy coś nam nie wychodzi, jest nam źle i mamy problemy.

Rozwój osobisty - Life factory - wampiry

Niektórzy z nas potrafią je rozpoznać i obronić swoją energię przez dostępem do niej tych energiopijców. Wielu jednak ulega ich manipulacjom, pseudoprzyjaźniom i rzekomej trosce o nasze sprawy. Jeżeli kiedykolwiek po spotkaniu z kimś poczułeś wyczerpanie energii lub wszedłeś na spotkanie z tym kimś pełen pomysłów i planów a wyszedłeś pełen obaw i braku wiary w ich powodzenie wiedz, że w takim razie pierwszy kontakt z energowampirem masz już za sobą.  Zastanów się też, czy przypadkiem nie masz wśród znajomych kogoś, kto kiedy idzie Ci w życiu świetnie i przesz do przodu nie ma dla Ciebie czasu. Jednak, gdy tylko coś pójdzie nie tak: zdradzi cię druga połowa, twój związek się sypie, w pracy są masowe zwolnienia i obawiasz się że będziesz następny – natychmiast pojawi się u twego boku i zacznie się nurzać w twojej niedoli. Co jednak charakterystyczne (i dzięki czemu łatwo rozpoznać takiego energogagatka) wcześniej czy później zacznie opowiadać o sobie, swoich problemach i jak to ma ciężko w życiu. Znam i taki przypadek kiedy energowampir skorzystał z pogrzebu i zaraz po nim umówił się ze swoją ofiarą na wino – niby dlatego, aby chwilę pobyć razem w tej smutnej chwili. Nie minęło za wiele czasu i już zapomniał o pochówku a zaczął opowieść o niedolach swojego życia, chłepcząc łapczywie energię swojego rozmówcy pogrążonego w zadumie po smutnej uroczystości.

Eckhart Tolle w swojej książce „Potęga teraźniejszości” zamieścił świetny opis narodzin energowampirów i ich sposobu egzystowania:

„Dopóki potęga Teraźniejszości jest ci niedostępna, każde bolesne emocjonalnie doznanie pozostawia po sobie osad cierpienia. Żyje ono w tobie jeszcze długo po fakcie, miesza z zadawnionym bólem, który wcześniej w sobie maiłeś, i wrasta w twój umysł i ciało. Zasada ta oczywiście dotyczy także wszystkiego co wycierpiałeś w dzieciństwie z powodu nieświadomości świata, w którym zdarzyło ci się urodzić.

                Z nagromadzonego bólu powstaje negatywne pole energetyczne, wypełniające twoje ciało i umysł. Jeśli masz wrażenie, że jest to niewidzialny, odrębny byt, niewiele się mylisz. Z bólu emocjonalnego powstaje bowiem ciało bolesne…

…Ciało bolesne walczy o przetrwanie – tak jak każdy byt. Przetrwać zaś zdoła tylko pod warunkiem, że skłoni cię, abyś bezwiednie się z nim utożsamił. Może wtedy wychynąć z ukrycia, przejąć władzę, „stać się tobą” i za twoim pośrednictwem żyć. Potrzebuje ciebie jako narzędzia zdobywania „pokarmu”. Będzie się żywiło każdym doznaniem, które wibruje pokrewną mu energią – wszystkim, co rodzi nowy ból pod jakąkolwiek postacią: gniewu, skłonności niszczycielskich, nienawiści, rozpaczy, dramatycznych emocji, przemocy a nawet choroby. Gdy więc ciało bolesne tobą zawładnie, stworzy ci sytuację, która odbije ku niemu energię, nastrojoną na jego własną częstotliwość, żeby mogło się nią karmić. Ból może się żywić tylko bólem. Nie może się żywić radością. Po prostu jej nie trawi.”

I tym oto sposobem dzięki Eckhartowi poznaliśmy sposób na ochronę przed energowampirami. Jest nią radość, chęć życia i zadowolenie z tego co się ma. Mówiąc inaczej optymizm jest dla energowampira tak samo groźny jak światło słoneczne dla jego pobratymca żywiącego się krwią. Naucz się zatem cieszyć życiem, czerp z niego wszystko co pozytywne, nie uginaj przed trudnościami, które są nieuchronne tylko wierz w siebie i mknij do przodu. Tym sposobem już nikt nie wyssie niepostrzeżenie z Ciebie Twojej energii. Uważaj tylko, aby nie dać się wciągnąć w otchłań narzekań. Jeżeli masz energowampiry wśród znajomych i bliskich spróbują jeszcze one gry na twoich emocjach. Usłyszysz, że się zmieniłeś, zapomniałeś o nich i już nie jest między wami tak fajnie jak kiedyś. Bądź silny, zaproś energowampira na jasną stronę życia a zobaczysz jak nagle straci chęć do wspólnego spędzania czasu z Tobą. Ostatecznie on szuka pokarmu a twoja energia już nie jest dla niego dostępna. Wysysać ja może tylko wtedy, kiedy jesteś słaby.

Rozwój osobisty - Life factory - Lama Ole Nydahl

Marokańska polisa od ognia

„ Któregoś wieczoru zadzwonił nasz bliski przyjaciel z wiadomością, że jego dom w Kalifornii spalił się do gołej ziemi. Nic nie zostało. Spłonęły wszystkie papiery, wszystko, co posiadał. Następnego dnia rano poprosiłem Zohrę, żeby wykupiła dla nas lepsze ubezpieczenie od pożaru. Polisa, którą znalazła, była koszmarnie droga, ale powiedziałem sobie, że to roztropnie wydane pieniądze.

Kiedy Osman dowiedział się o cenie nowej polisy, dosłownie zatoczył się ze śmiechu.

– Przecież wszyscy wiedzą, że ubezpieczenie od pożaru nie działa – powiedział kiedy złapał oddech.

– Jak to: nie działa? – spytałem

– Jedynym sposobem żeby ustrzec się pożaru – wyjaśnił – jest żaba.

Podniosłem brwi w zdumieniu.

– Żaba?

– Oui, Monsieur Tahir.

– W jaki sposób?

Osman zademonstrował mi działanie żaby za pomocą żywej gestykulacji.

– Najpierw trzeba złapać żabę. Potem trzeba ją zabić, wysuszyć, natrzeć solą i powiesić na drzwiach wejściowych.

– Ale co to pomoże, jeśli dom zacznie się palić?

Wydawał się zaskoczony moim pytaniem.

– Jeśli dom zacznie się palić – objaśnił rzeczowo – zdejmuje się żabę i wkłada do kieszeni.

– No i?

– I jak się wejdzie do środka, płomienie nie zrobią człowiekowi żadnej krzywdy.”

Rozwój osobisty - Life factory - przekonania

Pewnie nieźle się bawiłeś/bawiłaś czytając o wierze Osmana w moc zasuszonej żaby. Pytanie jednak czy i Ty nie wierzysz w pecha przynoszonego przez czarnego kota, albo pechowość  13-nastki?

No dobra powyższe trącą zabobonem, ale może tak mocno trzymasz się przekonania iż „każde święta należy spędzać z rodziną”, że nigdy nie pomyślałeś o tym aby w ich trakcie gdzieś wyjechać i naprawdę wypocząć.  Może nadal tkwisz w ułudzie, że etat daje ci bezpieczeństwo i choć marzysz o własnej firmie nigdy jej nie założysz bo pewnie fiskus lub „zła ręka rynku” doprowadzą Ci do bankructwa.  Może spędzasz całe dni i weekendy w pracy, bo przecież „ciężką pracą ludzie się bogacą”.  Może… , może… – pomysłów na to co tu wpisać możesz mieć wiele.

Zatrzymaj się zanim zadziałasz mechanicznie i pomyśl dlaczego coś robisz, skąd takie przekonanie i kto Ci je zaszczepił. A jeśli wpadniesz na to, że dane przekonanie nie jest Twoje i Ci nie służy, to wtedy za radą Osmana zdejmij tę żabę, weź ją do kieszeni i idź swoją drogą w taki sposób jak chcesz.

filizanka_small pisane z kubkiem herbaty marokańskiej, bo jakżeby innej przy takim tekście 

antyBajka – Czerwony Kapturek

Czerwony Kapturek był uroczą dziewczynką żyjącą w urokliwym domku położonym na cudownym wzgórzu pośród zielonych polan przeciętych krystalicznymi strumykami. Wszystko to było otoczone pięknymi i buchającym życiem górami, w zboczach których przeglądały się uśmiechnięte puszyste białe obłoki płynące po błękitnym niebie. Żyjące tu zwierzęta czuły się bezpieczne i szczęśliwe a rośliny prześcigały się w barwach swoich kwiatów mających przyciągnąć pracowite pszczoły.

To był piękny i cudowny świat, w którym ciężko było szukać smutku czy złych emocji. Jedynym wyjątkiem był Czerwony Kapturek, wiecznie z czegoś niezadowolony i na coś narzekający. A to ptaki śpiewały za głośno lub w nieodpowiednim nastroju, a to strumyk szumiał niejednostajnie rozpraszając błogość ciszy. Kiedy indziej chmury nie miały odpowiednich kształtów i błękit nieba był w nieodpowiedniej tonacji. Nie cieszyły nawet bukiety przepięknych kwiatów darowane przez dzikie zające, bo więdły za szybko. Ciepłe i przyjemne deszcze też podpały za niewłaściwy rozmiar kropel. Zdawało się wręcz, że każdy dzień z życia Czerwonego Kapturka jest jedną wielką udręką i nie dostrzega on niczego dobrego w pięknie otaczającej go krainy.

Rozwój osobisty - Life factory - czerwony kapturek - antybajka

Z czasem wszyscy mieszkańcy okolicy zaczęli unikać czerwonokapturkowej polany a rozbrykane i wiecznie wesołe malce, które nie  usłuchawszy przestrogi rodziców zapuściły się w tamtą stronę i spotkały piękną panię o złocistych warkoczach i czymś czerwonym na głowie wracały do swych domów dziwnie zalęknione i skażone narzekaniem na otaczającą je rzeczywistość. Najlepsi sowi medycy opracowali nawet specjalną terapię zabawą i śmiechem oraz spotkaniami z przyjaciółmi aby maluchy czym prędzej powróciły do normalności.

Cała sytuacja bardzo niepokoiła zwierzęca starszyznę, bo ciężko było zaakceptować fakt, iż wśród tylu cudowności okolicy, w samym centrum tej pięknej krainy znajduje się polana czarnego żalu i niewyczerpanego źródła narzekań. Biały niedźwiedź w porozumieniu z lisicą i modrym borsukiem powołali nawet całe konsylium medyków, filozofów i elfów w celu opracowania skutecznej terapii, która miała ulżyć w męce każdego dnia jaką przechodził Czerwony Kapturek. Zastosowano napar z okrężnicy, inhalacje olejkiem z drzewka szczęścia, kąpiel w dźwiękach bębnów szamańskich i masaż konfucjański w wykonaniu kotów perskich – wszystko na nic. Czerwony Kapturek utyskiwał, że okrężnica była niesmaczna,  dymiący olejek zakopcił mu pół chałupy, dźwięki bębnów nie rezonowały odpowiednio z częstotliwością ciszy, a koty perskie miały podobno pozostawić mnóstwo sierści na jego ulubionym dywaniku.

W tej sytuacji starszyzna zdecydowała się wysłać wilka do Mrocznego Boru, w którym miał poprosić o pomoc dwie najtęższe głowy magicznego świata: wiedźmę miłości i wróżkę zła. Trzy noce trwał sabat i warzenie magicznych ziół. Po pięciu dniach w brzasku poranka wilk z rubinową karafką pojawił się na polanie przed domem Czerwonego Kapturka, mówiąc te słowa:

Biała i czarna magia połączyły moce swe związane siłą ziół aby wreszcie ulżyć Ci w niedoli twego żywota. Nie mogą już bowiem patrzeć dłużej na twe oczy niewidzące piękna świata, uszy niedoceniające harmonii dźwięków natury i usta wykrzywione w grymasie nieszczęścia choć szczęście opływa cię zewsząd.

 Niezła gadka – odparł Kapturek grzebiąc jednym butem w ziemi. Głowę daje, że znowu Wam nie wyjdzie, ale proszę rób co musisz aby ulżyć mojej niedoli.

W oka mgnieniu wilk wykonał wielkiego susa i nim Czerwony Kapturek zdążył cokolwiek powiedzieć wilk go zjadł. Następnie niezwłocznie odkorkował butelkę z magicznym płynem i wypił całą jej zawartość. W tym samym momencie z butelki odkleiła się etykieta i upadła na ziemię ukazując słońcu znajdujący się na niej opis „Zioła na niestrawność”.

filizanka_small bajkę pisałem popijając aromatyczną herbatę „Królewska Malina”