Archiwa kategorii: lifeBalance

Życie w trybie „smart”

Od dawna mam dylemat jak żyć, a w zasadzie to w jakim czasie. Jedni guru podają, aby koncentrować się wyłącznie na „tu i teraz”. Inni natomiast mówią, że jeśli już teraz nie zadbasz o swoją przyszłość, to będzie ona marna i będziesz mieć problemy. Jedni mówią zwolnij, zatrzymaj się i włącz uważność, a drudzy radzą z jakich urządzeń i programów należy korzystać, aby podnieść swoją wydajność i multizadaniowość. Do tego żyjemy w erze natłoku informacji i rozwoju social mediów. Powszechnej dostępności towarów, dynamicznej ewolucji urządzeń elektronicznych do kolejnych wersji oraz nieustających promocji i okazji. W przeciwieństwie do minionych czasów prawie nie poświęcamy energii na naprawianie tego co już mamy, tylko kupujemy lepszy, nowszy model a ten poprzedni traci naszą uwagę i ląduje w śmietniku lub na dnie zapomnianej szuflady. Czy to dobrze, czy źle – jak zwykle w życiu nic nie jest czarno-białe. Z jednej strony produkujemy więcej śmieci. Z drugiej, kupując coś nowego napędzamy gospodarkę, która daje zatrudnienie innym ludziom.

Rozwój osobisty - Life factory - życie

I moglibyśmy tak dywagować w nieskończoność, ale w momencie kiedy na podobnej zasadzie jak rzeczy zaczynamy traktować innych ludzi lub zwierzęta – czyli istoty, które czują, myślą i obdarzają nas uczuciami – to zdecydowanie nam się coś w głowach porypało. Kilka dni temu w internecie gruchnęła wieść o maratończyku Piotrze Kuryło, który wcześniej adoptował ze schroniska 13-letnią suczkę a teraz w słonecznym upale przywiązał ją do bramy schroniska i się ulotnił (pech chciał… a może szczęście, że ten wyczyn został uwieczniony na nagraniu kamery). Przerażony pies spędził na słonecznym ukropie 2 godziny nim go ktoś znalazł. Rzeczony biegacz coś bełkotał o kosztach, bo pies schorowany i że niby nie miał go z kim zostawić w czasie planowanego biegu maratońskiego. Już nawet nie będę się pastwił nad nim, że przecież ma rodzinę a drugim z jego psów jakoś miał się kto zająć.

Chodzi mi bardziej o pewien trend, który  staje się coraz bardziej powszechny. Uczymy się szybko znajdować zamienniki tego co mamy. Domowe obiady zastępujemy fast food’ami, zamiast regularnego odpoczynku fundujemy sobie turbo regeneracyjne weekendowe wypady do SPA, spotkania ze znajomymi zastępuje nam wymiana z nimi postów i komentarzy na Facebook’u. Zamiast dwóch, trzech prawdziwych przyjaciół mamy setki internetowych znajomych, o których tak naprawdę za dużo nie wiemy. Reklamy zachęcają nas do zamawiania w internecie sterty nowych ubrań, przymierzania ich w domu i odsyłania tych, które nam nie pasują ale mało kto zauważa, że tak samo zaczynamy postępować z ludźmi. Portal randkowy albo czat, szybkie spotkanie jeszcze szybszy numerek i już wiemy kogo odesłać w ramach „zwrotu towaru”. Bo nam nie pasuje, nie tak leży albo nie spełni naszych wyśrubowanych standardów a że może się jakoś emocjonalnie zaangażował, albo zadurzył…. a to sorry, jego problem.

Jesteśmy coraz bardziej niezależni, mobilni i świadomi swojej wartości. Czasami zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego kiedy już jesteśmy z kimś związani. Czasami uświadomi nam to też ktoś inny, kto nagle poświeci nam trochę więcej uwagi i miłych słów niż nasza druga połowa. Jak pokazują doświadczenia moich znajomych, bardzo łatwo wtedy ulec iluzji, że o to los obdarzył nas dostępnością do nowego, lepszego modelu od tego co mamy. Zatem co… stare na śmietnik.

Rozwój osobisty - Life factory - życie 2

Rozchodzimy się, zostawiamy z dnia na dzień drugie połowy totalnie zaskoczone całą sytuacją, czasami wręcz kończymy związek jednym SMS’em. Nie próbujemy niczego naprawiać lub czegoś pozmieniać, w tym co już było. Chwytamy naszą nową zabawkę i dalej gnamy w świat…

Jednak z czasem okazuje się, że i ten nowy model miał wady ukryte – mąż, albo żona. Czasami przegrzewa mu się procesor i zapomina być dla nas miły, albo przepełnia bufor pamięci i nie jest już tak aktywną i tryskającą energią osobą jak wcześniej. Cóż można w tej sytuacji zrobić? Niestety, najczęściej zaczynamy się rozglądać za kolejnym nowszym modelem, albo chociaż takim, który ma świeższą wersję oprogramowania i najlepiej gdyby był jeszcze w promocji.

Teoretycznie można tak w nieskończoność i pewnie jest to jakiś sposób na życie. Możemy być jednak bardzo zaskoczeni, kiedy nagle na naszym głównym panelu sterowania pojawi się komunikat: „błąd systemu – choroba” lub „model niedostępny dla tej kategorii wiekowej”. Czy znajdziemy wtedy szybko jakiś „zamiennik” dla tego co było?

Chciałbym, aby było jasne, że jestem przeciwnikiem utrzymywania pewnych relacji na siłę, kiedy faktycznie już nic ze sobą nie niosą albo są dla nas destrukcyjne. Jestem też daleki od promowania nieustających i niewiele wnoszących napraw tego co było do tej pory, bo najzwyczajniej szkoda na to czasu i życia. Nie oceniam ludzi za ich decyzje, bo najczęściej nie wiem wszystkiego. Wiem tylko, że każda decyzja rodzi konsekwencje a podejmowana w biegu i na hurraoptymistycznym emocjonalnym haju nie uwzględnia wszystkich przesłanek.

I tak sobie myślę, że warto jednak na co dzień „żyć tu i teraz”. Żeby jak pojawia się jakaś nowa szansa na przyszłość, mieć pełną świadomość tego co możemy utracić albo też jakiego zniewalającego bagażu możemy się pozbyć. Jakiej jednak decyzji byśmy nie podjęli, pamiętajmy o uczuciach innych. Nikt z nas nie chciałby zostać bez słowa przywiązany do bramy schroniska i pozostawiony samemu sobie.

A wspomnianemu maratończykowi dedykuję pewną przypowiastkę, na którą gdzieś, kiedyś trafiłem w czeluściach internetu:

Rozwój osobisty - Life factory - psiak

Zmarł pewien mężczyzna a razem z nim zmarł jego pies.
I oto dusza człowieka, z psem u boku, stają przed wrotami z napisem ”Raj. Psom wstęp wzbroniony”.
Człowiek nie przeszedł przez te drzwi i poszedł dalej, w nicość z psem u boku. Idzie i po jakimś czasie widzi drugie wrota. Nic nie jest na nich napisane, tylko obok siedzi jakiś starzec. Człowiek podchodzi do niego i zagaja:
– Przepraszam szanownego…
– Święty Piotr jestem.
– A co jest za tymi wrotami?
– Raj.
– A z psem można?
– Oczywiście.
– A tam wcześniej to co to było?
– Piekło. Do Raju dochodzą tylko ci, którzy nie porzucają przyjaciół.

filizanka_small pisząc ten tekst piłem najpopularniejszą z chińskich zielonych herbat zwiniętych w kulki – China Gunpowder, czyli proch strzelniczy 

Czy pogoda może być głupia?

To było wczoraj tak około 18:30, kiedy stałem na światłach niedaleko mojego domu. Po niebie sunęła złowroga ciemna chmura, z której lada moment miał lunąć deszcz. Zresztą, ledwo dziewczynka stojąca z matką przy przejściu powiedziała „idźmy szybciej do domu bo zaraz zacznie padać”, a już wielkie krople wody uderzyły o ziemię. Matka zmarszczyła się cała i wysyczała półgłosem „głupi deszcz”…

Rozwój osobisty - Life factory - pogoda

Nie wiem co mnie napadło, ale prawdopodobnie uruchomił się jakiś mechanizm obronny przed bezcelowym i zatruwającym życie „złym językiem”. Bo zamiast zignorować to całe zdarzenie, spojrzałem się na tę matkę i zadałem pytanie „A co musiałby ten deszcz zrobić, aby był mądrym deszczem?”.  Takiego wyrazu pustki jaki wymalował się na jej twarzy już dawno nie widziałem. Jednocześnie spoczął na mnie zabijający wzrok małej. Całą sytuację rozładowało zielone światło umożliwiające nam przejście na drugą stronę ulicy.

Spokojnie wszedłem do sklepu i kiedy już wychodziłem z zakupami potężna ulewa szalała nad całym osiedlem. W sumie miałem parasol, ale widząc wychylające się zza chmury słońce postanowiłem poczekać chwilę pod sklepowym daszkiem. Zasadniczo byłem wdzięczny za ten deszcz, bo dzięki niemu na chwilę zatrzymałem się w pędzie dnia codziennego. Mogłem na spokojnie poczuć wilgoć powietrza na swojej twarzy, zwróciłem uwagę jak ono przyjemnie orzeźwia i kontemplowałem wodne gejzery powstające po uderzeniu kropli w kałuże. Skojarzyłem, że już dawno nie przypatrywałem się rozbryzgującej wodzie. Z zadumy wyrwał mnie pisk radości jakiegoś chłopca,  który w ten sposób zareagował na wielką fontannę wylatującą spod kół przejeżdżającego samochodu. Maluch, aż cały się trząsł z radości i od pisków uciechy, przy każdym kolejnym przejeździe samochodu oraz wielkiej fali zalewającej trawnik i połowę chodnika. Jego ojciec, stojący obok również wybuchł  śmiechem obserwując reakcję małego a i mnie udzielił się ten nastrój i razem z nimi śmiałem się z całej sytuacji.  Po jakiś pięciu minutach słońce rozświetliło niebo a deszczowa chmura odpłynęła i mogliśmy opuścić zadaszone schronienie. Kiedy ruszyłem do domu rozbawiony maluch machał mi na pożegnanie.

Rozwój osobisty - Life factory - deszcz

I tylko taka myśl mnie napadła – ile bym stracił, gdybym zamiast z zaciekawieniem przyglądać się deszczowi zaczął na niego narzekać i złorzeczyć. Bardziej mnie jednak zmartwiło, to ile by stracił ten rozbawiony chłopiec, gdyby jego ojciec zaraz po wyjściu ze sklepu wysyczał ze złością „głupi deszcz”. Maluch pewnie nie miałby nawet odwagi aby się nim cieszyć.

A teraz pytanie:  Jak często Tobie zdarza się rozdawać jadowite komentarze, zatruwając tym samym innych i samego siebie oraz odbierając szanse sobie i innym na cieszenie się życiem?

Deszcz nie jest głupi, słońce nie jest mądre a wiatr nie jest idiotyczny. To są jedynie zdarzenia, którym to my nadajemy w naszej głowie znaczenie. Tak samo jest z głupią windą, która nam uciekła, durnym ekspresem, który za długo parzy kawę i tym pieprz..ym autobusem, który choć odjechał punktualnie, to jednak uciekła nam tuż sprzed nosa.

filizanka_small popijając przepysznego Rooibosa „Afrykański Busz” życzę Wam w nadchodzących dniach samych pozytywnych zdarzeń 😉

Triada interesów – zajmij się swoim

Niejednokrotnie wielu ludzi jest niezadowolonych z tego co spotyka ich w życiu. Popadamy we frustrację bo: nasi znajomi nie są tacy jak być powinni, nasz partner lub partnerka poświęcają nam za mało uwagi, dzieci nie uczą się tak dobrze jak chcemy, musimy się martwić o zdrowie najbliższych, politycy są nieuczciwi, świat jest niesprawiedliwy i los nam nie sprzyja – STOP!

Rozwój osobisty - Life factory - triada interesów

Nie wiem ilu z Was zauważyło, że żadne z powyższych oczekiwań nie dotyczy osoby, która je formułuje. Są to oczekiwania względem innych osób lub nawet świata czy losu. Mówiąc wprost mamy oczekiwania do tego co od nas nie zależy. Na pierwszy rzut oka nie brzmi to groźnie, ale wbrew pozorom takie podejście do życia może przyczynić się do wywołania smutku lub depresji. Świetnie opisała to w swojej „Mini książeczce” Byron Katie, która wyróżnia trzy rodzaje interesu: Mój, Twój i Boga (który ja na potrzeby tego artykułu określiłem interesem Universum).

Sprawa jest prosta:

Mój interes – to wszystko co jest pod moją kontrolą

Twój interes – to wszystko co jest pod Twoją kontrolą

Interes Universum – to wszystko co jest poza moją i Twoją kontrolą

Rozwój osobisty - Life factory - interes

Często zapominamy o tym podziale i formułujemy oczekiwania spoza obszaru naszej kontroli, czyli naszego interesu. Byron Katie tłumaczy to bardzo prosto. Kiedy myślę: potrzebujesz znaleźć jakąś porządną pracę, chcę abyś był szczęśliwy, powinieneś być na czas, potrzebujesz zadbać o siebie – to jestem w Twoim interesie. Natomiast gdy obawiam się trzęsień ziemi, powodzi, wojny i tego kiedy umrę – to jestem w interesie Universum.

Jak takie wchodzenie w cudze interesy może być niebezpieczne pokazuje inny przykład autorki „Mini książeczki”:

Gdy umysłowo poszłam do interesu mojej mamy, na przykład taką myślą jak: „Moja mama powinna mnie rozumieć” – natychmiast doznałam uczucia samotności. I zdałam sobie sprawę, że zawsze w mym życiu, gdy czułam się zraniona lub samotna, to byłam w interesie kogoś innego.

Kiedy myślimy, że wiemy co jest najlepsze dla kogoś innego – jesteśmy w jego interesie. Nawet, gdy próbujemy to wytłumaczyć naszym uczuciem miłości względem innej osoby nadal takie zachowanie jest czystą arogancją w naszym wykonaniu. Co więcej w efekcie tego podejścia sami martwimy się, boimy i stresujemy za kogoś, kto być może nawet tego nie zauważa, bo jest zadowolony z tego co ma.

Stara zasada mówi aby uczyć się od lepszych, to znaczy takich którzy osiągają wymierne efekty, zatem w tym przypadku mają świetne życie. Pytanie zatem czy jesteś pewien, że Twoje życie jest na tyle świetne, abyś mógł zostać doradcą innych.

Kończąc pozostawiam Cię z jednym pytaniem:  Jeżeli Ty żyjesz swoim życiem i ja żyję Twoim życiem, to kto wtedy żyje moim?

filizanka_small tekst pisałem popijając wyjątkowo subtelną w smaku herbatę wysokogórską z Nepalu – Nepal Himalayan

Odlot na słuchawkach

Każdemu z nas zdarzają się dni w których jesteśmy spięci, zestresowani i pełni niepokoju. Wpływ na to mogą mieć kwestie rodzinne, sytuacje zawodowe, problemy ze zdrowiem czy też jakaś „światła” wypowiedź polityka, który wyprowadzi nas z równowagi. W takich chwilach potrzebujemy czegoś, co nas wyhamuje, uspokoi, spowoduje rozluźnienie mięśni a czasami i wyciszy gonitwę myśli przed snem.

Rozwój osobisty - Life factory - relaks

Znam na to doskonały sposób i to taki gdzie nie trzeba łykać  tabletek, popijać gorzkich ziółek czy zastygać na półgodziny w niezbyt wygodnej pozycji medytacyjnej. Oczywiście niezmiennie będę polecał spacer na łonie natury ale wiem, że to przywilej nie zawsze dostępny w pędzie roboczego tygodnia. Do tego co chcę Ci zaproponować potrzebujesz słuchawek (to warunek konieczny) i jakiegoś urządzenia, które połączy Cię z internetem, może to być smartfon, tablet czy komputer + kilka lub kilkanaście minut tylko dla siebie.

Chciałbym cię zaprosić do świata ASMR czyli Autonomous Sensory Meridian Response. Jest to zjawisko występujących doznań fizycznych, które pojawia się wtedy kiedy słuchasz monotonnych dźwięków. Najczęściej to będą szepty, trzaski, tykanie i odgłosy tarcia lub skrobania. Na ASMR reagujemy wszyscy, jednak natężenie reakcji jest sprawą indywidualną każdego z nas.

Poniżej propozycje dwóch nagrań, a jeżeli ASMR Cię wciągnie (jest cała rzesza fanów tego zjawiska), wystarczy, że w Youtube wpiszesz hasło ASMR i dostaniesz mnóstwo innych filmików.

Rozwój osobisty - Life factory - relaks - Hairdressers

 

Rozwój osobisty - Life factory - relaks - Head massage

Jestem bardzo ciekawy jak ASMR zadziałało na Was, liczę na parę słów od Was w komentarzach 😉

 

Odhaczyć, zaliczyć, zapunktować….

W obecnych czasach w ciągu jednego dnia jesteśmy zalewani taką masą informacji i komunikatów jak nasi przodkowie w ciągu tygodnia albo miesiąca. Wraz ze wzrostem tempa informacji wzrasta też tempo życia. Mamy mnóstwo zainteresowań, jeszcze więcej rozpraszaczy, informacje na temat tego co tylko przyjdzie nam do głowy w mig znajdujemy w internecie. Znajomi, o swoich odkryciach lub osiągnięciach nie informują nas raz na jakiś czas podczas towarzyskich spotkań lecz robią to praktycznie w czasie rzeczywistym na portalach społecznościowych i komunikatorach. Powstał już nawet portal, w którym możemy wrzucać informacje i zdjęcia o naszych działaniach, wydarzeniach z naszego życia albo miejscach, w których właśnie jesteśmy a po niedługim czasie są one automatycznie usuwane – ot taka tablica ogłoszeń z naszego życia aktualizowana co kilka godzin. Wszystko to prowadzi do sytuacji, w której robimy tak dużo, że nie starcza nam dnia, musimy zapisywać to co powinniśmy pamiętać bo nasz mózg przeciążony informacjami wyświetla error i nie zauważamy nawet jak wszystkie nasze działania nagle zaczynają iść w ilość a nie w jakość.

Rozwój osobisty - Life factory - paradoks życia

Koronnym przykładem jest mój znajomy, który pracuje nad kilkoma projektami w dużej korporacji , dodatkowo zapisał się na zaawansowany kurs projektowania stron WWW. Chodzi do szkoły tenisa, dwa razy w tygodniu jest na jodze i tak samo dwa razy w tygodniu chodzi na zajęcia z Tai Chi a wieczorami hurtowo ogląda całe sezony kolejnych seriali, aby być na bieżąco w rozmowach ze znajomymi. O lekcjach angielskiego i hiszpańskiego oraz udziałach w maratonach nawet nie będę się rozpisywał. Wszystko na pierwszy rzut oka wygląda cudownie i budzi szacunek dla tak intensywnego życia. Kilku innych znajomych wyraża podziw dla jego umiejętności korzystania z życia i stara mu się dorównać w jego intensywnym przeżywaniu. Nie wiedzą jednak, że wpadają właśnie w pułapkę odhaczania.

Rozwój osobisty - Life factory - życie

Piszę o pułapce bo znajomy, o którym wspominałem nawet nie zauważa, że zaczyna wyglądać jak zombie, jest notorycznie niewyspany i zmęczony. Już czwarty raz zmienił szkołę jogi bo nie jest zadowolony z efektów ćwiczeń i nie osiąga relaksu, na który tak liczył. Oczywiście, według niego winne są szkoły a według mnie on sam. Bo jak można robić postępy w jodze i osiągać relaks, kiedy wpada się zdyszanym na sale 3 minuty po rozpoczęciu zajęć a na 15 minut przed ich końcem nerwowo zerka na zegarek, bo w ciągu 20 minut od ich zakończenia trzeba być na angielskim w innej części miasta. Podobnie jest z serialami  – znajomemu po hurtowym oglądaniu mylą się nie tylko sezony ale i całe seriale, przekręca imiona głównych bohaterów, zapomina o istotnych wątkach ale według jego magicznej listy jest na bieżąco z kilkunastoma serialami. Ostatnio w trakcie jednego z treningów do maratonu zasłabł i wylądował na pogotowiu. Wspomina też coś o planach zmiany nauczyciela od hiszpańskiego, bo przy tym który jest ma za słabe postępy w nauce tego języka…

Chcąc robić wszystko na raz, zużywa na to mnóstwo energii – zapominając, że jest ona potrzebna także do życia i powinna mu wystarczyć jeszcze co najmniej na parędziesiąt lat. Ciało zamęczone ćwiczeniami i treningami, które teoretycznie miały mu pomóc już zaczyna manifestować swoją niemoc. Kwestią czasu jest to, kiedy zastrajkuje mózg lub pamięć.

Pozostaje teraz pytanie, czy i Ty nie podążasz w ślady mojego znajomego? Czy przypadkiem nie poszedłeś na ilość zamiast na jakość tego co robisz?

A może myślisz, że Ciebie to nie dotyczy – bo w Twoim życiu jest tylko praca, telewizor i facebook, zatem nie wariujesz z ilością zadań. Czy aby na pewno? Czy przypadkiem nie siedzisz na kanapie ciągle przełączając kanały, jakbyś chciał obejrzeć całą zawartość połowy z nich? Czy przypadkiem, jakoś tak niepostrzeżenie nie zacząłeś lubić tylu profili i osób na facebooku, że nie starcza Ci czasu na przeczytanie wszystkich postów z dnia?

Odpowiedź na te pytania i to co z nią zrobisz zostawiam już tylko Tobie.

filizanka_small pisząc ten tekst wybrałem białą herbatę „Shou Mei”, którą zwykłem zaparzać przez 15 minut

Tu i teraz…

Dagmara Gmitrzak w swojej książce „Trening Jaguara” opisuje to zwierzę jako niezależnego, dumnego i jednego z najdzielniejszych wojowników w świecie zwierząt. Istną maszynę do polowania i zabijania, ale zarazem też świetnego przewodnika duchowego. Jaguar jako jedyny myśliwy nie przegryza swojej ofierze gardła tylko miażdży swoimi szczękami jej czaszkę.

To co jednak mnie zafascynowało w tej książce to jeden krótki wpis pokazujący jak – nawet w tym drapieżnym świecie – ważny jest relaks i zabawa: „Nawet Jaguar potrafi się bawić. Co jakiś czas zjada amazońską roślinę yage, która sprawia, że na chwilę staje się potulny jak baranek. Leży na ziemi i delektuje się „nicnierobieniem”. Jaguar zachęca Cie , abyś znalazł czas na zabawę, luz, odpuszczenie kontroli, cieszenie się z samego faktu, że żyjesz”.

Całkowicie popierając powyższą naukę, znalazłem bardzo interesujący film w tym temacie, którym chciałbym się z Wami podzielić:

Rozwój osobisty - Life factory - Tu i teraz

Poddaj się, ale nie odpuszczaj

Żyjemy w kulturze, w której liczy się efektywność, zaradność, multiskillowość, wielozadaniowość, asertywność  itp., czyli wszystko ma być robione szybko sprawnie i zwycięsko. W praktycznie każdym podręczniku biznesu albo rozwoju osobistego radzą nam aby uczyć się od najlepszych, a najlepszy to ten który ma wyniki, wygrywa spory, radzi sobie z przeciwnościami i znajduje wyjście z prawie każdej sytuacji. Jednym słowem – ZWYCIĘZCA.  Z tego też powodu jakoś dziwnie mi się zrobiło kiedy w książce Eckharta Tolle „Potęga teraźniejszości” trafiłem na rozdział zatytułowany „Sens  poddania”.

No, bo jak to? Jak można zwyciężyć, czy poradzić sobie z problemem odpuszczając , kapitulując, podporządkowując się, dając za wygraną czy też godząc się na to co jest. Ano, można i to jeszcze chroniąc swoje zdrowie, nerwy i oszczędzając energię, ale po kolei.

Rozumienie „poddania się” oprócz synonimów wymienionych powyżej, mówiących o zrejterowaniu może również znaczyć tylko tyle, że dajemy sobie z kimś lub czymś spokój, dostosowujemy się lub oswajamy z daną sytuacją.  Mówiąc inaczej nie decydujemy się na przegraną tylko uznajmy, iż dana kwestia nie jest warta naszych nerwów, zdrowia czy też zwyczajnie naszego czasu. Kiedy już podejmujemy taka decyzję najczęściej opadają emocję, odpuszcza stres i przestajemy marnować energię na planowanie zemsty na sprawcy danej sytuacji (zemsty, która i tak najczęściej pozostaje jedynie w naszych planach, nie doczekując się realizacji i może dobrze). Czasami też milkną głosy w naszej głowie oskarżające nas o to, jak mogliśmy do tego dopuścić np. „Gdzie ja miałam wtedy oczy”, wytykające nam, że znowu nam nie wyszło np. „Znowu wtopa, chyba jestem jakimś nieudacznikiem” itp. Jednym słowem następuje cisza i spokój. Znajdujemy się w „tu i teraz”. To świetny moment, aby rozejrzeć się bez emocji po danej sytuacji, zweryfikować fakty i skoncentrować się na możliwych rozwiązaniach.

Rozwój osobisty - Life factory - poddaj się

W tym sensie „poddać się” znaczy ulec danej sytuacji. Nie walczyć z nią, nie szamotać – tylko spojrzeć na nią z teraźniejszości, bez wciągania w to czasu przeszłego i rozmyślania dlaczego do tego doszło i przez kogo. Doszło, to doszło i teraz trzeba myśleć jak wyjść z danej sytuacji. Ci z nas, którzy mają żyłkę biznesową mogą nawet pomyśleć co z tej sytuacji mogą jeszcze wyciągnąć dla siebie 😉 Mówiąc krótko – poddanie się nie znaczy wcale biernej zgody na dany układ, w którym się znaleźliśmy. Nie oznacza też zaniechania planowania i inicjowania pozytywnych działań. Świetnie wyjaśnił to Eckhart Tolle na poniższym przykładzie:

„Gdybyś na przykład ugrzązł w błocie, nie powiedziałbyś sobie: „Dobra kapituluję: ugrzęzłem i już”. Kapitulacja to nie to samo co poddanie. Nie musisz akceptować niepożądanej czy nie miłej sytuacji życiowej. Nie musisz też wmawiać sobie, że ugrzęznąć w błocie to właściwie nic złego. Wręcz przeciwnie. Stawiasz sprawę jasno: chcesz się wydobyć z błota. Skupiasz się wyłącznie na obecnej chwili, nie opatrując jej w myślach żadną etykietką. Znaczy to, że nie osądzasz Teraźniejszości. Skoro tak, nie opierasz też się ani nie doznajesz negatywnych emocji. Godzisz się z „jestestwem” danej chwili. Dopiero potem zaczynasz działać i robisz wszystko, co w twojej mocy, żeby wydobyć się z błota. Jest to działanie pozytywne – dużo skuteczniejsze od działania negatywnego, powodowanego gniewem, rozpaczą lub rozgoryczeniem”

W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam wielu poddań, bo kiedy inni będą walczyć z sytuacją i szukać winnych, Wy już ją zaakceptujecie i będziecie na etapie rozwiązań.

filizanka_small w czasie pisania tego tekstu poddałem się chwili przyjemności z herbatą czarną z żurawiną  

Szybciej, więcej, półprzytomnie…

Szybkość działania, jednoczesna realizacja kilku zadań na raz, błyskawiczna analiza problemu, priorytetyzowanie tematów, stosowanie zaawansowanych narzędzi do zarządzania kolejnością działań… – jeszcze kilkanaście lat temu, każdy czytający potraktowałby powyższe jako zbiór oczekiwań wobec  procesora napędzającego zaawansowane komputery. Tymczasem dzisiaj, są to oczekiwania formułowane wobec nas – ludzi.  Jeszcze kilkanaście lat temu fascynowaliśmy się pracoholizmem a słynne japońskie karoshi, czyli śmierć ze stresu i przepracowania budziła niepokój wśród pracowników czołowy korporacji. Pamiętam, jak często mówiło się o konieczności odpoczynku, o wysypianiu i relaksie. Pamiętam też znajomych, którzy wybiegali z pracy do domu, bo tylko w biurze lub mieszkaniu mieli dostęp do internetu i uważali czas spędzony pomiędzy tymi dwoma miejscami za zmarnowany.

Rozwój osobisty - Life factory - tempo życia

Dzisiaj internet jest w każdym smartfonie, maile przychodzą bezpośrednio na nasze komórki, znajomi na bieżąco poprzez facebooka komunikują gdzie i z kim są. Listy zadań i przypomnienia zapisane na naszych kalendarzach i organizerach w elektronicznych chmurach są w stanie nas dosięgnąć w każdej chwili i o każdej porze, jeżeli tylko mamy przy sobie jakiekolwiek urządzenie elektroniczne. Możemy się też w dowolny sposób sparametryzować i opomiarować. Po odpaleniu odpowiednich aplikacji, nawet droga z pokoju do toalety może zostać opisana liczbą kroków i spalonych kalorii. Czy jest to fajne i przydatne – dla jednych tak dla drugich nie, zresztą nie moim celem jest tego ocena.

Rozwój osobisty - Life factory - przyroda

Chciałbym bardziej zwrócić uwagę na fakt, że choć wiemy iż procesory się grzeją i wymagają chłodzenia, choć mamy świadomość że system informatyczny od czasu do czasu trzeba wyłączyć albo choćby zresetować sami zapominamy o tych zasadach eksploatacji wobec samych siebie. Zapominamy się zatrzymać i chwilę odpocząć aby gonitwy naszych myśli uległy uporządkowaniu i uspokojeniu. Rozpaczliwie trzymamy się bezprzewodowych połączeń z siecią podróżując środkami komunikacji, zamiast spojrzeć na otaczających nas świat i przyrodę, która obecnie wiosennie rozkwita u naszych boków. Chcemy być szybcy i bardziej efektywni  – zapominając o tym, że chwila wypoczynku i wytchnienia bywa momentem regeneracji, który pozwala potem na sprawniejsze działanie.  Zamiast tego wolimy przewalczyć zmęczenie i niewyspanie kolejnym napojem energetycznym. W najbliższy weekend wypada święto Zielonych Świątek, zatem sporo sklepów i wszystkie centra handlowe będą zamknięte.  Pogoda też ma być nie najgorsza, może zatem warto „zaciągnąć ręczny hamulec” w tej całej gonitwie przez życie, odłożyć na chwilę wszystkie elektroniczne gadżety i wymknąć się gdzieś na łono natury. Może wtedy odkryjemy coś o czym zupełnie już zapomnieliśmy. Jak mój znajomy, któremu w jeden z zimowych wieczorów wyłączono prąd. Jego dzieci odkryły magię wieczoru przy świecach, zakochały się w bajkach które czytali rodzice a rodzice no cóż… zjedli romantyczną kolację i zamiast patrzeć w telewizor przypomnieli sobie, iż mają siebie 😉

Rozwój osobisty - Life factory - Relaks na szlaku

Wystarczy położyć się na trawie, zamknąć oczy i przez 20 minut wsłuchiwać  się w śpiew ptaków, szum drzew i wszystkiego co szeleści wśród traw aby poczuć się wypoczętym jak po mega drzemce. Czego sam doświadczyłem, zaległszy na szlaku z Czantorii na Stożek podczas majowego wypadu do Wisły – naprawdę polecam.

filizanka_small piszę ten tekst popijając herbatę Yogi Tea – GREEN BALANCE – Zielona harmonia

Pozytywny egoizm

Bycie egoistą jest bardzo nieprzychylnie odbierane społecznie, bo w powszechnej świadomości oznacza osobę, która dba tylko o siebie.  Natomiast altruizm, czyli działanie na korzyść innych jest postrzegane jako coś bardzo pozytywnego. Takie podejście do tych kwestii umacniają w nas zarówno wychowanie jak i kanony społeczne. Praktycznie od małego słyszymy: pomagaj innym, wspieraj słabszych, podziel się, nie myśl tylko o sobie itd. Zatem uczymy się bycia dobrymi i niejednokrotnie przedkładania interesów innych nad własnym.

Rozwój osobisty - Life factory - egoizm

Co zaskakujące, kiedy jesteśmy dorośli często możemy usłyszeć rady w stylu: Ty tak nie dawaj się wykorzystywać żonie, dzieciom, mężowi , teściowej czy pracodawcy. Oczywiście tych którzy nas wykorzystują może być znacznie więcej, przy czym doprecyzowując to nie oni nas wykorzystują tylko my, pozwalamy wykorzystywać się im. Niejednokrotnie są to też bardzo piękne gesty, bo np. poświęcamy się opiece nad kimś ciężko chorym z rodziny. Czy to szlachetne – pewnie tak, ale czy nie lepiej po prostu tym kimś się tylko opiekować niż poświęcać opiece. Czy nie jest wielokrotnie tak, że rodzice poświęcają sporą część swojego życia dzieciom a potem są rozczarowani, że kiedy to oni są w podeszłym wieku dzieci nie poświęcają się opiece nad nim. Mam znajomego, który w takich momentach zawsze zadaje pytanie, czy rodzice podpisali z dziećmi jakiś kontrakt w tej sprawie. Poświęcenie dla dzieci było ich dobrowolną decyzją, ale nie jest to wcale jednoznaczne z tym że i dzieci muszą na to samo postawić w swoim życiu. Być może wybiorą poświecenie swojej najbliższej rodzinie albo pasji, a może nie poświęcą się niczemu tylko będą żyły najlepiej jak potrafią albo tak jak im wyjdzie.

Czy trochę prowokuję, jasne że tak – ale tylko dlatego, aby wzbudzić wątpliwość do tego czy egoizm w odpowiedniej dawce jest faktycznie taki zły i niestosowny. Pamiętam, że dla mnie istotnym przebudzeniem w tej kwestii była informacja o zasadach jakie obowiązują ratowników na jednej z amerykańskich plaż. Jeżeli kogoś ratują i na skutek tej pomocy woda zaczyna ich spychać razem z ratowanym na podpory pomostu, to wcale nie mają się poświęcić i osłonić swoim ciałem ratowanego. Wręcz przeciwnie, mają się tym ratowanym właśnie zasłonić w momencie zderzenia. Czy myślą wtedy tylko o sobie – zdecydowanie tak, ale robią tak dlatego, że wiedzą iż jeśli im stanie się krzywda to jest spora szansa że zginą i oni i ratowany. Ta reguła uświadomiła mi właśnie, że nie mogę poświęcać się dla innych. Mogę się nimi opiekować, mogę pomagać, wspierać, zajmować się nimi – ale nie chcę się poświęcać.  Chcę też w tej pomocy mieć prawo do egoistycznego czasu dla siebie. Wiele razy widziałem słaniające się na nogach cienie ludzi, które opiekowały się drugą osobą i kiedy ktoś mówił im, aby trochę odpoczęli, wyspali się i ugotowali wreszcie coś zdrowego do jedzenia odpowiadali, że nie mogą – bo muszą się opiekować. Przeważnie byli bardzo zaskoczeni, kiedy pytałem co się stanie jeżeli jutro zasłabną ze zmęczenia i nie starczy im już dłużej sił na opiekę nad tą drugą osobą. Prawda jest bowiem taka, że chcąc pomagać innym musimy myśleć jak amerykańscy ratownicy – wpierw musimy zadbać o siebie, żeby mieć siłę dla innych.

Rozwój osobisty - Life factory - egoizm 2

Najgorsze jest jednak to, że poświęcenie jest bardziej potrzebne nam, niż tym drugim. Doskonale karmi nasze ego, bo dzięki temu czujemy się tacy wspaniali i inni mogą nas podziwiać. Tym, którymi się opiekujemy wystarczy w zupełności nasza zwykła opieka, troska i życzliwość. Z całą pewnością będą też szczęśliwi, kiedy zobaczą nas zadowolonych z życia a nie przybitych ciężarem poświęcenia.

filizanka_small piszę ten tekst popijając herbatę co mocy dodaje i z kaloriami walczy  Pu-Erh Fitness

Pochwała nieortodoksyjności

Ten wpis zainspirowała znajoma mojej przyjaciółki, która miała okazję oglądać moją wizytówkę i jak słyszałem przypadła jej ona do gustu, ale stwierdziła że nie powinienem używać słowa „musisz”.  W pierwszej chwili, aż pobladłem z obawy że coś przeoczyłem bo sam przecież jestem piewcą zasady „Nic nie muszę, wszystko mogę”. Szybko się jednak uspokoiłem, kiedy przypomniałem sobie, że słowo „Musisz” jest tam użyte w kontekście „jeśli chcesz coś zmienić”.  Co więcej użyłem tego słowa bardzo świadomie aby uzmysłowić czytającemu, że jest to nieodzowny warunek zmiany.

Rozwój osobisty - Life factory - zmiana

Nigdy nie wpadłbym na to, że ktoś nie będzie zwracał uwagi na kontekst stwierdzenia, tylko „zawiesi” się na jednym słowie, ale było to dla mnie kolejnym doświadczeniem i przypomniało mi, że każdy z nas inaczej odbiera świat, czego innego w nim szuka i na co innego zwraca uwagę. Niemniej jednak szanując inne spojrzenia ja będę zawsze gorąco zachęcał do nieortodoksyjności w podejściu do życia, bo dzięki temu np. złapiemy cały kontekst zdarzenia a nie zafiksujemy się na jednym szczególe.

Genialnym przykładem tego typu jest dieta. Sam choć na żadnej nie jestem, to bardzo staram się jeść zdrowo i niezbyt tucząco. Jednak przy całym tym podejściu raz na miesiąc lub dwa napada mnie chęć na pizzę i choć wiem, że to nie najzdrowszy posiłek udaję się do jednej z moich ulubionych pizzerii i delektuję zjadanym włoskim plackiem. Czy mam z tego powodu wyrzuty sumienia –żadnych! Czy ta pizza zrujnuje efekty mojego zdrowego odżywiania – oczywiście, że nie. Pozwoli jednak ugasić na dłuższy czas chęć na tłuste frytki czy słodkie ciasta i ugasi żal, że inni to wsuwają takie smaczne niezdrowe jedzenie. Tak wiem, za parę lat to się na nich odbije ale ochotę na niezdrowe jedzenie mam teraz i często ciężko samą racjonalną argumentacją nad tym zapanować. Taka grzeszna pizza zjedzona ze smakiem z jednej strony uspokaja we mnie ochotę na niezdrowe to i owo a z drugiej jest nagrodą za wytrwałość przy trzymaniu się zdrowego odżywiania. Czy, gdybym jej nie zjadł coś by się stało? Pewnie na samym początku nie, jednak myśl o niej chodziłaby ciągle za mną i obawiam się, że za czas jakiś np. przy sytuacji stresowej doszedłbym do takiej ochoty na coś niekoniecznie zdrowego, że napadłbym na jakiegoś fast food’a albo cukiernie.

Świetnie tę sytuację obrazuje też, krótkie opowiadanie o dwóch mnichach  buddyjskich które krąży od dawna po internecie:
„Przypowieść o dwóch buddyjskich mnichach, którzy po złożeniu ślubów czystości wracają do swego klasztoru. Po drodze spotykają kobietę, która – przerażona rwącą wodą potoku – nie odważa się go przekroczyć. Jeden z mnichów, pomimo przysięgi, że nigdy nie dotknie kobiecego ciała, bez wahania bierze ją na ręce i przenosi przez potok. Potem mnisi ruszają w dalszą drogę. Jakiś czas idą w milczeniu, aż towarzysz mnicha, który przeniósł kobietę nie wytrzymuje i zwracając się do niego mówi z przyganą: „Jesteś świadom tego, że złamałeś śluby? Dotknąłeś przecież kobiety”. Wówczas zagadnięty mnich spogląda na swego kolegę spokojnie i odpowiada: „Tak, ale ja zrobiłem to 5 godzin temu, a ty niesiesz ją nadal. Jesteś tego świadomy?”.

Rozwój osobisty - Life factory - wyjdź z pudełka

Zatem z diabelskim błyskiem w oku zachęcam – złam czasami świadomie zasady, nagnij reguły i poczuj, że są one dla Ciebie ważne ale nie są Twoim więzieniem lecz Twoim wyborem.

filizanka_small pisząc o łamaniu zasad popijam nietypową herbatę z marchewką Moc Combucha 😉