Archiwa kategorii: lifeBalance

Marokańska polisa od ognia

„ Któregoś wieczoru zadzwonił nasz bliski przyjaciel z wiadomością, że jego dom w Kalifornii spalił się do gołej ziemi. Nic nie zostało. Spłonęły wszystkie papiery, wszystko, co posiadał. Następnego dnia rano poprosiłem Zohrę, żeby wykupiła dla nas lepsze ubezpieczenie od pożaru. Polisa, którą znalazła, była koszmarnie droga, ale powiedziałem sobie, że to roztropnie wydane pieniądze.

Kiedy Osman dowiedział się o cenie nowej polisy, dosłownie zatoczył się ze śmiechu.

– Przecież wszyscy wiedzą, że ubezpieczenie od pożaru nie działa – powiedział kiedy złapał oddech.

– Jak to: nie działa? – spytałem

– Jedynym sposobem żeby ustrzec się pożaru – wyjaśnił – jest żaba.

Podniosłem brwi w zdumieniu.

– Żaba?

– Oui, Monsieur Tahir.

– W jaki sposób?

Osman zademonstrował mi działanie żaby za pomocą żywej gestykulacji.

– Najpierw trzeba złapać żabę. Potem trzeba ją zabić, wysuszyć, natrzeć solą i powiesić na drzwiach wejściowych.

– Ale co to pomoże, jeśli dom zacznie się palić?

Wydawał się zaskoczony moim pytaniem.

– Jeśli dom zacznie się palić – objaśnił rzeczowo – zdejmuje się żabę i wkłada do kieszeni.

– No i?

– I jak się wejdzie do środka, płomienie nie zrobią człowiekowi żadnej krzywdy.”

Rozwój osobisty - Life factory - przekonania

Pewnie nieźle się bawiłeś/bawiłaś czytając o wierze Osmana w moc zasuszonej żaby. Pytanie jednak czy i Ty nie wierzysz w pecha przynoszonego przez czarnego kota, albo pechowość  13-nastki?

No dobra powyższe trącą zabobonem, ale może tak mocno trzymasz się przekonania iż „każde święta należy spędzać z rodziną”, że nigdy nie pomyślałeś o tym aby w ich trakcie gdzieś wyjechać i naprawdę wypocząć.  Może nadal tkwisz w ułudzie, że etat daje ci bezpieczeństwo i choć marzysz o własnej firmie nigdy jej nie założysz bo pewnie fiskus lub „zła ręka rynku” doprowadzą Ci do bankructwa.  Może spędzasz całe dni i weekendy w pracy, bo przecież „ciężką pracą ludzie się bogacą”.  Może… , może… – pomysłów na to co tu wpisać możesz mieć wiele.

Zatrzymaj się zanim zadziałasz mechanicznie i pomyśl dlaczego coś robisz, skąd takie przekonanie i kto Ci je zaszczepił. A jeśli wpadniesz na to, że dane przekonanie nie jest Twoje i Ci nie służy, to wtedy za radą Osmana zdejmij tę żabę, weź ją do kieszeni i idź swoją drogą w taki sposób jak chcesz.

filizanka_small pisane z kubkiem herbaty marokańskiej, bo jakżeby innej przy takim tekście 

antyBajka – Czerwony Kapturek

Czerwony Kapturek był uroczą dziewczynką żyjącą w urokliwym domku położonym na cudownym wzgórzu pośród zielonych polan przeciętych krystalicznymi strumykami. Wszystko to było otoczone pięknymi i buchającym życiem górami, w zboczach których przeglądały się uśmiechnięte puszyste białe obłoki płynące po błękitnym niebie. Żyjące tu zwierzęta czuły się bezpieczne i szczęśliwe a rośliny prześcigały się w barwach swoich kwiatów mających przyciągnąć pracowite pszczoły.

To był piękny i cudowny świat, w którym ciężko było szukać smutku czy złych emocji. Jedynym wyjątkiem był Czerwony Kapturek, wiecznie z czegoś niezadowolony i na coś narzekający. A to ptaki śpiewały za głośno lub w nieodpowiednim nastroju, a to strumyk szumiał niejednostajnie rozpraszając błogość ciszy. Kiedy indziej chmury nie miały odpowiednich kształtów i błękit nieba był w nieodpowiedniej tonacji. Nie cieszyły nawet bukiety przepięknych kwiatów darowane przez dzikie zające, bo więdły za szybko. Ciepłe i przyjemne deszcze też podpały za niewłaściwy rozmiar kropel. Zdawało się wręcz, że każdy dzień z życia Czerwonego Kapturka jest jedną wielką udręką i nie dostrzega on niczego dobrego w pięknie otaczającej go krainy.

Rozwój osobisty - Life factory - czerwony kapturek - antybajka

Z czasem wszyscy mieszkańcy okolicy zaczęli unikać czerwonokapturkowej polany a rozbrykane i wiecznie wesołe malce, które nie  usłuchawszy przestrogi rodziców zapuściły się w tamtą stronę i spotkały piękną panię o złocistych warkoczach i czymś czerwonym na głowie wracały do swych domów dziwnie zalęknione i skażone narzekaniem na otaczającą je rzeczywistość. Najlepsi sowi medycy opracowali nawet specjalną terapię zabawą i śmiechem oraz spotkaniami z przyjaciółmi aby maluchy czym prędzej powróciły do normalności.

Cała sytuacja bardzo niepokoiła zwierzęca starszyznę, bo ciężko było zaakceptować fakt, iż wśród tylu cudowności okolicy, w samym centrum tej pięknej krainy znajduje się polana czarnego żalu i niewyczerpanego źródła narzekań. Biały niedźwiedź w porozumieniu z lisicą i modrym borsukiem powołali nawet całe konsylium medyków, filozofów i elfów w celu opracowania skutecznej terapii, która miała ulżyć w męce każdego dnia jaką przechodził Czerwony Kapturek. Zastosowano napar z okrężnicy, inhalacje olejkiem z drzewka szczęścia, kąpiel w dźwiękach bębnów szamańskich i masaż konfucjański w wykonaniu kotów perskich – wszystko na nic. Czerwony Kapturek utyskiwał, że okrężnica była niesmaczna,  dymiący olejek zakopcił mu pół chałupy, dźwięki bębnów nie rezonowały odpowiednio z częstotliwością ciszy, a koty perskie miały podobno pozostawić mnóstwo sierści na jego ulubionym dywaniku.

W tej sytuacji starszyzna zdecydowała się wysłać wilka do Mrocznego Boru, w którym miał poprosić o pomoc dwie najtęższe głowy magicznego świata: wiedźmę miłości i wróżkę zła. Trzy noce trwał sabat i warzenie magicznych ziół. Po pięciu dniach w brzasku poranka wilk z rubinową karafką pojawił się na polanie przed domem Czerwonego Kapturka, mówiąc te słowa:

Biała i czarna magia połączyły moce swe związane siłą ziół aby wreszcie ulżyć Ci w niedoli twego żywota. Nie mogą już bowiem patrzeć dłużej na twe oczy niewidzące piękna świata, uszy niedoceniające harmonii dźwięków natury i usta wykrzywione w grymasie nieszczęścia choć szczęście opływa cię zewsząd.

 Niezła gadka – odparł Kapturek grzebiąc jednym butem w ziemi. Głowę daje, że znowu Wam nie wyjdzie, ale proszę rób co musisz aby ulżyć mojej niedoli.

W oka mgnieniu wilk wykonał wielkiego susa i nim Czerwony Kapturek zdążył cokolwiek powiedzieć wilk go zjadł. Następnie niezwłocznie odkorkował butelkę z magicznym płynem i wypił całą jej zawartość. W tym samym momencie z butelki odkleiła się etykieta i upadła na ziemię ukazując słońcu znajdujący się na niej opis „Zioła na niestrawność”.

filizanka_small bajkę pisałem popijając aromatyczną herbatę „Królewska Malina”