Archiwa kategorii: Stres

Przeklęty krąg niezadowolenia

Nierzadko zdarza mi się spotykać ludzi, którzy w mojej ocenie mają dostatnie życie i niczego im nie brakuje, a mimo to są jacyś tacy niezadowoleni i wiecznie rozczarowani swoim życiem. W opozycji do nich pojawiają się inni, którzy mają naprawdę niewiele i wiodą skromny żywot, a mimo to sporo u nich szczęścia i radości. Długo zastanawiałem się nad fenomenem tego zjawiska, aż wreszcie znalazłem jego wyjaśnienie…

rozwój osobisty - niezadowolenie

Nie odnalazłem go w jakiś poważnych badaniach naukowych, analizach socjologicznych, czy opracowaniach psychologów. Trafiłem na niego czytając książkę, w której zamieszczono bajkę o bardzo nieszczęśliwym królu i bardzo szczęśliwym służącym, na którym przeprowadzono wręcz niehumanitarny eksperyment o nazwie „krąg dziewięćdziesięciu dziewięciu”.

Nieskończenie idealne oczekiwanie, czyli opowiadanie o rozczarowaniu

Był sobie król, który jak to każdy bajkowy król miał wszystko czego zapragnął. Pieniądze, pałace, żon ile dusza zapragnie i mnóstwo ziem podbitych, a mimo to każdego ranka kiedy otwierał oczy dopadał go smutek i czuł się bardzo nieszczęśliwy. Jego przeciwieństwem był służący, który każdego ranka wkraczał do jego komnaty z uśmiecham na twarzy mrucząc pod nosem pieśni zasłyszane u trubadurów. Z oczywistych względów wkurzało to króla okropnie. Wezwał więc do siebie służącego i pod karą śmierci zażądał wyjawienia tajemnicy jego wiecznego szczęścia.  Służący zaklinał się na wszystkie świętości, że nie skrywa  żadnego sekretu, a radość czerpie z dnia codziennego. Z tego, że król obdarzył go honorem służenia mu, z tego że ma żonę i dwójkę dzieci, z którymi mieszka w domu przyznanym mu przez królewskich urzędników, którzy dają mu jeszcze pożywienie i odzienie. W dodatku, od czasu do czasu król w przypływie dobrego humoru obdarowywał go paroma drobnymi monetami,  które pozwalały na spełnianie kaprysów jego rodziny.  Król słysząc to wszystko nie dał wiary słowom służącego i wpadł we wściekłość wyrzucając go ze swej komnaty.

Następnie, zdesperowany wezwał swojego najmędrszego doradcę i opowiedział mu o rozmowie ze służącym dopytując o to w jaki sposób tamten osiąga taką pełnię szczęścia. Doradca uśmiechnął się i skwitował całą sytuację stwierdzeniem, że służący po prostu znajduje się po za kręgiem. Kiedy król zaczął dopytywać co to za krąg i jak on działa. Dowiedział się, że ten krąg to „Krąg dziewięćdziesięciu dziewięciu”. Nie daje on szczęścia, ale bycie poza nim nie pozwala ludziom na bycie nieszczęśliwymi, a ponieważ służący nigdy do niego nie wszedł, jest co dnia szczęśliwym człowiekiem. Natomiast, co do mechaniki jego działania to jest na tyle skomplikowana, że jej wyjaśnić się nie da, ale można zobaczyć jej działanie pozwalając komuś wejść do tego kręgu np. służącemu króla. Król chciał już wezwać podwładnego, aby wydać mu rozkaz wejścia do kręgu, ale doradca stwierdził że nie można nikogo do tego zmuszać. Nieustępliwy król planował go zatem oszukać i zwabić podstępem, ale według doradcy było to niepotrzebne. Wystarczyło tylko zaprosić służącego do tego kręgu, a wejdzie tam sam z własnej i nieprzymuszonej woli. Coraz bardziej zagubiony król dopytywał o to, że pewnie nie zdradzą mu konsekwencji wejścia do środka i tylko dlatego nieopacznie wkroczy do tego przeklętego kręgu. Lecz i tutaj doradca zaskoczył swojego przełożonego stwierdzając, że konsekwencje będą mu znane, a służący i tak nie będzie potrafił się oprzeć pokusie. Tego już było za wiele, król zażądał niezwłocznego przeprowadzenia eksperymentu chociażby za cenę utraty tak dobrego i oddanego sługi. Doradca zatem poprosił króla o przygotowanie na wieczór mieszka z monetami, ale warunkiem było, aby tych monet było dokładnie 99 – ani jednej mniej, ani jednej więcej.

Wieczorem doradca z królem wzięli mieszek z monetami i wymknęli  się z zamku. Udali się pod dom sługi i tam poczekali do rana. Kiedy w jego mieszkaniu zapłonęła pierwsza świeczka doradca doczepił do mieszka kartkę z informacją „Ten skarb jest dla Ciebie. Jest to nagroda za bycie dobrym człowiekiem. Ciesz się nim  i nie mów nikomu jak go znalazłeś”. Następnie powiesił mieszek na drzwiach do domu sługi, zapukał i uciekł. Sługa wyszedł na zewnątrz, a król z doradcą obserwowali go zza krzaków.

rozwój osobisty - niezadowolenie

Sługa wziął do ręki mieszek, przeczytał kartkę i potrząsnął nim. Dało się słyszeć dźwięk uderzających o sobie monet. Sługa przycisnął zawiniątko do piersi i cały drżąc z emocji szybko wszedł do domu zerkając czy przypadkiem nikt go nie widział. Król z doradcą podkradli się pod okno i obserwowali służącego. Ten wysypał monety na stół, a oczy mu się zaświeciły. On, który nie miał żadnej, teraz miał ich całą górę. Dotykał ich, pieścił je i w nieskończoność przesypywał. Przestawił nawet świeczkę na stole, aby monety mieniły się jej światłem.  W końcu zaczął je starannie ustawiać w słupki po 10 monet w każdym. Kiedy doszedł do ostatniego słupka, nagle zamarł. Monety na stole się skończyły, a słupek był niższy od pozostałych – brakowało jednej monety. Jeszcze raz sprawdził stół, podłogę pod nim, krzesło, mieszek  i swoje kieszenie. Okradli mnie! – wykrzyknął – Okradli mnie , niegodziwcy i szubrawcy.

Król z doradcą patrzyli jak dotychczas zawsze pogodne oblicze sługi uległa zmianie. Zmarszczył czoło i napiął twarz. Oczy stałe się małe i przymrużone, usta wygięły w dziwacznym grymasie. Zgarbiony szybko zbierał monety do mieszka, trwożliwie rozglądając wokół. Dało się również słyszeć jak mamrotał: Jedna moneta! Jedna moneta! Z setką monet człowiek jest bogaty. Wyciągnął papier i w świetle lampy zaczął rachunki nadal mamrocząc: Jedna moneta – to 12 lat mojej pracy u króla, ale gdybym wysłała żonę do pracy i sam znalazł drugą pracę to wystarczyłoby już tylko 7 lat. Gdybyśmy jeszcze zaczęli sprzedawać resztki jedzenia z królewskiego stołu, które przynoszę do domu udało by się zmniejszyć czas na zarobienie jednej monety do 4 lat. Służący westchnął ciężko i jakoś tak zapadł się w sobie. Perspektywa 4 lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń była przytłaczająca, ale nie widział innego wyjścia.

Król z doradcą wrócili szybko do zamku, a kiedy za dwie godziny sługa wszedł do królewskiej komnaty, był strasznie posępny i przygarbiony, bez cienia uśmiechu. Sytuacja ta powtarzał się przez kilka kolejnych dni, a kiedy król zagadnął sługę o przyczynę braku radości ten odburknął, że przecież wykonuje swoje obowiązki należycie i wiernie służy królowi, a do tego nie musi robić z siebie błazna lub trubadura. Po krótkim czasie król zwolnił z pracy swego sługę. Niemiło było bowiem mieć służącego, który ciągle był w złym humorze.

Efekt wychowania

Wszyscy zostaliśmy wychowani w ideologii niespełnienia. Zawsze nam czegoś brakuje do bycia zadowolonym, a jedynie kiedy jesteśmy zadowoleni cieszymy z tego co mamy. Nauczyliśmy się i wierzymy w to, że szczęście przyjdzie dopiero wtedy, kiedy skompletujemy to, czego nam brak…

rozwój osobisty - niezadowolenie

Mieszkanie musimy zamienić na dom, dom na jeszcze lepszy dom. Rower na używany samochód, używany na nowy, nowy na jeszcze lepszy itd. Schemat powtarza się w nieskończoność, a twórcy reklam zacierają ręce, ciągle wmawiając nam czego jeszcze potrzebujemy, aby poczuć się szczęśliwymi. Tymczasem wystarczyłoby tylko pamiętać co było na początku i docenić, to co już zyskaliśmy.

filizanka_small   Przy pisaniu tego tekstu towarzyszyła mi mocna i aromatyczna Herbata Wschodniofryzyjska

Life Impact – Stres

„Groziliśmy”, że mamy wiedzę oraz doświadczenia i że nie zawahamy się go użyć. A ponieważ nie rzucamy słów na wiatr już 27 maja zapraszamy na nasze szkolenie dotyczące stresu.

Co jednak ważne, nie będziemy mówili jak z nim walczyć lub go pokonać. Opowiemy za to jak z nim żyć, jak go zrozumieć i jak oswoić, bo to naszym zdaniem najlepszy sposób na poradzenie sobie ze stresem. Więcej informacji znajdziecie po kliknięciu na poniższe zdjęcie lub w zakładce szkolenia. Serdecznie zapraszamy!

Life Impact - stres

Piekielna droga – czy Ty też masz wyzwania, których unikasz?

To było piękne lato 2007 roku. To wtedy pierwszy raz poczułem smaki i zapachy Krety oraz poznałem tamtejsze niekoniecznie najlepsze drogi. W pamięci szczególnie zapadła mi jedna z nich, pełna zachwycających widoków. Prowadziła z Rethymnonu, poprzez Śpiewający Wąwóz do Klasztoru Prevelli  a następnie do pięknej plaży z twierdzą Frangokastello, gdzie podobno w drugiej połowie maja o świcie, pojawiają się tzw. „Upiorni wojownicy”, czyli „Ludzie z rosy”. Stamtąd droga serpentynami wspina się na pasmo górskie Lefka Ori, aby w poprzek wyspy przebić się z powrotem na jej północne wybrzeże.

rozwój osobisty - droga - wyzwania

Wybierając się w drogę zadbaj o odpowiedni dobór towarzyszy

Widoki były przepiękne, zapachy oszałamiające a woda ciepła i turkusowa. Nie wspominając już o genialnej pogodzie. To mógł być cudowny dzień, ale stał się najgorszym dniem w czasie całych wakacji. W tamtym czasie nie miałem prawa jazdy, ani pojęcia o prowadzeniu samochodu. Kierowca, z którym wybrałem się na wycieczkę, miał lęk wysokości, był panikarzem i nie potrafił panować nad swoimi nerwami. Przeklinał starając się przejechać jak najszybciej przez tak wąskie uliczki miasteczek, że samochody mijały się na nich omal nie ocierając lusterkami. Pomstował na brak barierek ochronnych, na górskich drogach, które czasami zakręcały o 180 stopni. Był przerażony, że jedziemy samochodem z silnikiem o pojemności 1.1, bo według niego siła silnika mogła być za mała w sytuacji kiedy będziemy musieli zatrzymać się w czasie podjazdu pod stromą górę i następnie ruszyć z ręcznego. Tłumaczył mi, że w takiej sytuacji możemy się stoczyć samochodem do tyłu w jakąś przepaść. Uspokoił się dopiero na szerokiej plaży z ciepłą płytką wodą koło twierdzy Frangokastello. W tym wyciszeniu pomogła mu mapa, która pokazała, że to już koniec tak wąskich dróg.  Nie zauważył jednak tego, co ja dostrzegłem na tej mapie, ale na wszelki wypadek profilaktycznie milczałem.

Był to pełen serpentyn podjazd (oczywiście bez barierek zabezpieczających) i ze zniszczoną nawierzchnią, który miał nam pozwolić wjechać na pasmo gór Lefka Ori. Kiedy pod niego podjechaliśmy mój kierowca zbladł, wystąpiły na niego zimne poty i stwierdził, że nie da rady podjechać tą drogą. Chciał zawracać, ale wtedy przypomniały mu się te wszystkie wąskie drogi i przesmyki, które już pokonał. Trzęsąc się jak galareta i wieszcząc naszą niechybną śmierć, zdecydował się jednak wspiąć na to pasmo górskie. Od samego początku modlił się tylko o to, aby z góry nie jechał żaden autobus, bo ledwo wyrobiłby się na wąskich zakrętach o 180 stopni a my musielibyśmy stanąć pod górę na ręcznym, aby go przepuścić. Los jednak nie był łaskawy i w połowie drogi spotkaliśmy się z autobusem. Nie dość, że musieliśmy stanąć na ręcznym pod górkę, to kierowca autobusu pokazał nam jeszcze, że musimy się trochę cofnąć (czyli stoczyć), bo on ma za mało miejsca. Mój kierowca zaczął histerycznie krzyczeć i oświadczył, że na bank zginiemy na tej kreteńskiej drodze. Mimo to, jakimś cudem wykonał wszystkie konieczne manewry i bez osunięcia w przepaść ruszyliśmy w kierunku hotelu. W tej całej sytuacji najgorsza była moja niemoc działania, która tylko potęgowała mój strach. Byłem zamknięty w małym metalowym samochodzie, zdany na rozhisteryzowanego i przerażonego kierowcę, który wieszczył nam rychłą śmierć.

Po przyjeździe do hotelu wypiłem duszkiem dwa piwa i mamrocząc pod nosem tekst z Władcy Pierścieni:

„Droga jest zamknięta,
Zbudowali ją Ci którzy są umarli
I umarli będą jej jedynymi panami…”

obiecałem sobie solennie, że już nigdy nią nie pojadę.

rozwój osobisty - droga - wyzwania

Bój się, ale podejmuj wyzwania

7 lat później ponownie znalazłem się na Krecie w moim ulubionym mieście Rethymnon.  Tym razem, byłem tu z moją drugą połową i prawem jazdy w kieszeni. Kreta to wyspa, którą genialnie zwiedza się samodzielnie wynajętym samochodem, ponownie więc skorzystałem z tego sposobu. Cały czas miałem w pamięci piękne widoki  i plaże na trasie między Preveli a Frangokastello, pamiętałem jednak także o wszystkich wąskich i krętych drogach oraz przerażającym podjeździe na pasmo górskie. Kiedy jednak kogoś kochasz, chcesz mu pokazać wszystko to co najpiękniejsze. Ustaliliśmy z moją drugą połową, że się boję, że nie wiem jak będzie, ale mimo to podejmę próbę przejazdu tą trasą. W zaplanowanym dniu wycieczki byłem przerażony a żołądek ze strachu wywijał mi się na drugą stronę. Próbowałem trzymać fason a chwilami, w najurokliwszych miejscach, zapominałem nawet o tym co mnie czeka dalej. Na wąskich odcinkach drogi głęboko oddychałem, żeby się uspokoić a na ostrych zakrętach mówiłem na głos co robie: „hamulec, redukcja biegu, skręt i lekko gaz…”. Tak o to, bez większych problemów dotarliśmy do ruin fortecy Frangokastello przy jednej z moich ulubionych plaż na Krecie. Pławiłem się i brykałem w płytkiej i ciepłej morskiej toni ciesząc się obecną chwilą, ale odległy o kilku kilometrów szczyt góry, na który będę musiał wjechać, nieuchronnie budził poczucie strachu. Wreszcie klamka zapadła, jedziemy już prosto w kierunku podjazdu.  Jeszcze tylko górka, jeszcze tylko zakręt i naszym oczom ukazała się…  wyremontowana i poszerzona droga z barierkami ochronnymi prowadząca na szczyt gór. Podjazd nadal był stromy i bardzo kręty, ale komfort jazdy znacznie odmienny od tego co zapamiętałem sprzed paru lat.

Do hotelu wróciłem wykończony i szczęśliwy, że podjąłem wyzwanie. Uświadomiłem sobie, że przez lata żyłem przeszłymi wyobrażeniami, które były na tyle silne, że nawet nie dopuściłem do siebie myśli, że sytuacja na miejscu mogła już ulec zmianie.

Najważniejsze jednak, że zrozumiałem, iż jeśli mierzysz się z jakimś wyzwaniem zawsze należy siadać za kierownicą. Możesz się bać, masz prawo o tym mówić i czuć wszystkie symptomy strachu, ale mimo to, przejmij kontrolę nad sytuacją w takim zakresie, w jakim to możliwe. Pozycja pasażera i liczenie, że ktoś inny nas przez tą sytuację „przewiezie” to złudne poczucie bezpieczeństwa i gwarancja braku satysfakcji z samodzielnego pokonania przeciwności.

Zastanów się teraz, co jest Twoim podjazdem pod Lefka  Ori?

filizanka_small   Tekst powstawał w towarzystwie dodającej mocy i zdrowia Herbaty Górskiej z Gojnika

Życiowy wyścig na pełnym stresie

Czy musimy się ścigać z innymi, czy musimy nieustanie walczyć o lepsze stanowisko w pracy, czy musimy się starać za każdym razem wypaść jak najlepiej na spotkaniu towarzyskim lub zając pierwsze miejsce w rozgrywkach sportowych. Oczywiście, że „nie!”. Mimo to jednak, większość z nas nie potrafi tego wyścigu uniknąć.

Współzawodnictwo sączy się do nas niepostrzeżenie z reklam i rożnego rodzaju programów typu talent schow. Presji rodziny i znajomych w zakresie tego w jakiej firmie pracujemy i na jakim stanowisku. Nawet powszechne aplikacje prozdrowotne na smartfonach, które liczą nasze kroki lub przebiegnięte kilometry nie tylko pozwalają nam śledzić swoje postępy, ale od razu zestawiają też nasze wyniki z wynikami grupy naszych rówieśników z danej aplikacji korzystających. Miał być sport i dbanie o siebie a kończy się znowu na współzawodnictwie.

Rozwój osobisty - współzawodnictwo - życiowy wyścig

Nie dziwi zatem fakt, że potrzeba osiągnięć i parcie na sukces jest obecnie powszechne wśród mężczyzn i kobiet. Niemniej jednak, stres towarzyszący osiąganiu tego sukcesu lub pojawiający się po jego osiągnięciu jest diametralnie inny w zależności od płci.

Stosunek do współzawodnictwa

Chłopców już od najmłodszych lat uczy się „reguł życiowej gry”: rywalizują w sportach, prowadzą podwórkowe wojny, tworzą swoje plemiona i obozy walczące o drzewo lub piaskownicę, albo też podbijają wirtualne światy czy armie. To „programowanie” na współzawodnictwo niesie ze sobą zarówno korzystne, jak i negatywne skutki.

Do korzystnych można zaliczyć przygotowanie do odważnego torowania sobie drogi na szczeblach kariery oraz przebrnięcia przez trudny dzień w pracy. Mężczyźni wierzą w to, że ciężka praca popłaca a zdobyte doświadczenia podpowiadają im, że lepiej być „swoim chłopem”, niż uległym „pupilkiem szefa”. Do niekorzystnych skutków należy natomiast to, że rywalizacja staje się dla nich przymusem. Nawet kiedy już nie ma potrzeby konkurowania z innymi o awans lub pracę, zaczynają współzawodniczyć sami z sobą. Jeżeli raz byli doskonali, następnym razem muszą być jeszcze lepsi. Muszą być też lepsi od swojego ojca, brata, sąsiada, innego faceta ćwiczącego obok, a wreszcie muszą też być lepsi od swoich najśmielszych wyobrażeń o samym sobie.

Kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, nie rywalizują tak otwarcie. Często były wychowywane w przekonaniu, że ich miejsce jest w „kuchni” a poświęcenie dla innych lub służenie innym powinno im dawać więcej satysfakcji niż dreszcz zwycięstwa. To oficjalne podejście, ale te same kobiety widziały jak ich matki chciały piec perfekcyjne ciasta i wyglądać lepiej niż żony innych facetów. Podobnych obserwacji mogły mieć całe mnóstwo. Nie zapominajmy też o popularnych ostatnio programach w stylu „Perfekcyjna Pani domu”, czy „Kobieta na krańcu świata”. Dołóżmy też promowanie celebrytek jako specjalistek od wszystkiego. Nagle aktorki, dziennikarki czy byłe miss piękności wydają poradniki o ćwiczeniach, odchudzaniu, gotowaniu, jodze, otwieraniu swojej firmy czy robieniu kariery w biznesie. Do tego, chyba już w każdym mieście w Polsce powstają „Kręgi mocy kobiet” i tym podobne grupy wsparcia i motywacji. To wszystko „odpala” w kobietach ukrytą rywalizację. Obserwują nieustannie inne kobiety w ich działaniach i podnoszą poprzeczkę samym sobie. Jak sąsiadka ma pięknie ukwiecony balkon, ja muszę mieć lepszy. Jak znajoma mebluje dom zgodnie z zasadami feng shui, mój nie może być urządzony inaczej. Jak przyjaciółka biega do kosmetyczki, ja muszę biegać podobnie. Pól takiego ukrytego współzawodnictwa może być całe mnóstwo. Wyścig taki nigdy się nie kończyć, a każda z kobiet stawia sobie co rusz kolejne dodatkowe wymogi, choć oficjalnie wcale nie współzawodniczy.

Rozwój osobisty - stres

Sukces a poczucie winy

Kwestie związane z sukcesem i jego osiąganiem często są generatorem stresu. Co ciekawe, u mężczyzn wstyd i poczucie winy są następstwem braku sukcesu i pochodną niewielkiego zadowolenia z własnej pracy. U kobiet natomiast przeciwnie, poczucie winy często wiąże się z osiągnięciem dostrzegalnego dla wszystkich sukcesu i dużą satysfakcją z pracy zawodowej.

Przyczyny należy szukać w identyfikacji z sukcesem zawodowym. Mężczyźni proszeni o określenie kim są, najczęściej odwołują się do zawodu: „jestem księgowym”, „jestem programistą”, itd. Im mniej lubią swoją pracę, tym większa frustracja i stres. Im mniej sukcesów na polu zawodowym, tym większe poczucie winy.

Kobiety natomiast określają siebie używając określeń jestem: „kobietą”, „ żoną”, „matką”. Co więcej, im mniej lubią swoją pracę, tym mniej się z nią utożsamiają. Nawet świadomość braku osiągnięć na polu zawodowym, nie wywołuje u nich poczucia winy. Pojawia się ono jednak wtedy, kiedy praca sprawia im przyjemność i odnoszą w niej znaczące sukcesy. Dzieje się tak ponieważ, często oznacza to zostawianie w biurze po godzinach i pracę zawodową także w domu.

Kolejna zauważalna różnica miedzy płciami dotyczy tego w jaki sposób definiują sam sukces zawodowy. Mężczyźni są przekonani , że ich sukces to owoc ciężkiej pracy. Kobiety natomiast bardzo często uważają, że ich sukces to kwestia szczęścia a nie umiejętności. Tak więc, Ci pierwsi będą się zadręczać brakiem sukcesów nawet, gdy obiektywnie ich brak nie wynika z ich złej pracy a jest jedynie wynikiem niesprzyjających okoliczności. Te drugie natomiast, mimo doskonałej pracy i kompetencji żyją nieustannie w obawie, że łut szczęścia je opuści a dotychczasowe sukcesy rozprysną się jak bańka mydlana.

Zbawcze „uziemienie”

Metod niwelacji stresu jest sporo. Ważne jest jednak, aby nie tylko o nich wiedzieć czy czytać, należy z nich również korzystać. Trzeba też pamiętać, że zanim zaczniemy się relaksować, wpierw musimy odreagować stres zgromadzony w naszym ciele. Szybki spacer, jogging czy inna aktywność fizyczna doskonale się do tego nadają.

Kiedy już pozbędziemy się toksyn stresu z naszego organizmu, ważne jest złapanie swoistego dystansu do tego całego wyścigu. Zatrzymanie na chwilę, docenienie spokoju, dostrzeżenie piękna prostych rzeczy i zadanie sobie pytania, czy naprawdę potrzebujemy do szczęścia tego wszystkiego za czym tak bardzo gonimy.

Jeżeli ciężko jest nam się wyciszyć proponuję dwa sposoby na „uziemienie” i pobycie na chwilę w spokoju „tu i teraz”. Pierwszy i najprostszy to obcowanie z naturą. Rządzi się ona swoim nieśpiesznym tempem zmian, mądrym cyklem rozwoju i tak samo dzieli się swoim spokojem i energią z każdym człowiekiem, bez względu na to gdzie pracuje, kim jest i ile ma pieniędzy. Drugi sposób to medytacja. Spędzenie chwili czasu z samym sobą, w ciszy lub przy dźwiękach mantry. Kiedy skoncentrujesz się na oddechu, poczujesz jak powietrze wpływa w głąb twojego ciała przy każdym oddechu i opuszcza je przy każdy wydechu jest szansa, że doznasz uczucia spokoju. Nie napinaj się, nie oceniaj, poczuj po prostu swoje ciało. Jeśli nie możesz pozbyć się myśli z głowy, zastosuje prosty trick. Kiedy wdychasz powietrze, mów sobie w myślach „wdech”, kiedy wydychasz powtarzaj w myślach „wydech” – to zajmie twój rozbiegany umysł.

Pisząc niniejszy wpis w dużym zakresie posiłkowałem się książkami Georgii Witkin: „Stres męski – nowe spojrzenie” i „Stres kobiecy – nowe spojrzenie”.

Siła oddechu w stresie

W zachodnich społeczeństwach koncentrujemy się na zdrowym odżywaniu oraz aktywnym fizycznie trybie życia. Ignorujemy natomiast znaczenie oddechu dla naszego zdrowia. Oddychamy płytko, byle jak i totalnie bez kontroli. Tymczasem nasz układ oddechowy, jest prawdziwym majstersztykiem i może pracować w dwóch trybach: świadomym (kiedy myślimy o oddechu, zaczynamy go kontrolować i wpływać na niego) i nieświadomym (to ten czas, kiedy nasz organizm „sam sobie oddycha” bez naszej uwagi).

Co jednak istotne, oddech jest także ważnym odzwierciedleniem stanu naszego organizmu, a szczególnie naszej głowy, w stresie lub nerwowych sytuacjach. Kiedy jesteśmy zestresowani, na skutek impulsu z mózgu, nasz oddech staje się płytszy i zarazem niemal dwukrotnie szybszy.  Warto jednak pamiętać, że istnieje i droga w drugą stronę. Poprzez spowolnienie, wydłużenie i pogłębienie oddechu możemy uspokoić naszą rozbieganą i zestresowaną głowę.

Poniżej wklejam ruchomą grafikę ze strony: http://dailyburn.com/life/lifestyle/stressed-gifs-breathing-exercises/ , którą warto abyś zapisał w swoim komputerze, ale również na swojej komórce. Za każdy razem, kiedy będziesz zdenerwowany lub będzie Cię zżerał stres włącz ją sobie i oddychaj zgodnie z instrukcją: exhale (wydech), inhale (wdech), wdech i wydech, wdech i wydech…  poczuj jak z długim i głębokim oddechem przychodzi spokój i wyciszenie 🙂

Rozwój osobisty - oddech

Co Ci robi stres?

Każdy z nas intuicyjnie wie co oznacza stres. Niemniej jednak, nie zawsze potrafimy go prosto zdefiniować. Co jest tym bardziej trudne, że różnie reagujemy na stres i tak samo różne przyczyny wywołują go u każdego z nas. Najprościej mówiąc stresem nazywamy każdy skierowany względem nas wymóg, który powoduje konieczność chwilowego lub trwałego dostosowania się. Może nim być zarówno rozwód, jak i małżeństwo, awans w pracy albo jej utrata, śmierć bliskiej osoby albo narodziny dziecka. Stres wywoła także wakacyjny wyjazd, organizacja zjazdu rodzinnego, spotkanie towarzyskie z udziałem nieznanych osób a nawet wygrana w totolotka.

Rozwój osobisty - stres

Mechanika stresu

Według Hansa Selye, który wiele lat temu zapoczątkował badania nad stresem, nasz organizm radzi sobie z nim na trzy sposoby:

  1. Sygnały informujące o stresie płyną z mózgu przez nerwy ruchowe do mięsni rąk i nóg oraz pozostałych mięśni szkieletowych szykując je do szybkiego działania.
  2. Te same sygnały wędrują z mózgu do najważniejszych narządów w naszym ciele. Serce zaczyna szybciej pracować, podnosi się poziom glukozy we krwi i ciśnienie. Przyśpieszają również płuca i zwiększa się liczba erytrocytów – czerwonych krwinek odpowiedzialnych za transport tlenu z płuc do pozostałych narządów. Dzięki temu jesteśmy lepiej dotlenieni i mamy więcej energii. Jednocześnie spowalnia praca jelit, gdyż trawienie uznawane jest w tym momencie z mniej ważne. Musi dać pierwszeństwo działaniu, które w krytycznej sytuacji może uratować nam życie.
  3. Wspomniane wcześniej sygnały z mózgu trafiają także do gruczołów nadnerczowych i podwzgórza. Te pierwsze powodują zwiększenie wydzielania adrenaliny do krwi, która dla organizmu stanowi bodziec do szybkiego działania. Podwzgórze natomiast dba o widzialnie hormonów, które przyśpieszają przemianę materii (co przyczyni się do szybszej zmiany pokarmu na energię) oraz zwiększają liczbę leukocytów – białych krwinek, odpowiedzialnych za ochronę organizmu przed wirusami i bakteriami (to na wypadek zranienia).

Mówiąc wprost, nasz organizm jest przygotowany w tym momencie do walki lub ucieczki. Całkowicie skoncentrowany na szybkiej reakcji i ochronie organizmu. Napięte mięśnie chronią wewnętrzne narządy a zwiększona liczba białych krwinek jest gotowa do natychmiastowej reakcji w przypadku zranienia lub innych uszkodzeń ciała. Nasz wzrok się wyostrza a pole widzenia zawęża, tak abyśmy mogli szybko wykryć i zlokalizować wroga lub zagrożenie. Dzięki tak doskonałemu przygotowaniu, jesteśmy w stanie przetrwać niejedną sytuację zagrażającą naszemu życiu.

Szkopuł jednak w tym, że przy obecnym rozwoju cywilizacji raczej nie często uciekamy przed drapieżnikami, próbujemy upolować mamuta albo jesteśmy zagrożeni atakiem wrogiego plemienia. Mimo to stresujemy się innymi, znacznie błahszymi, sprawami ale nasz organizm reaguje na stres jakby to chodziło o nasze życie. Dla niego niemiły mail od szefa nie różni się niczym od szarżującego na nas nosorożca. Nie odróżnia pogoni za autobusem od pogoni za zwierzyną i lęku przed samotnością od lęku przed grożącą nam lawiną. Dziś stresujących sytuacji jest znacznie więcej niż kiedyś, ale nie są one tak groźne jak to dawniej bywało. Jednak każda reakcja stresowa odpala w nas znaną od wieków i wyczerpującą nasz organizm sekwencję odpowiedzi na stres. Jeżeli te sytuacje są krótkotrwałe i nie następują jedna po drugiej jesteśmy sobie w stanie z tym poradzić. Kiedy jednak sytuacji stresowych jest za dużo lub żyjemy w długotrwałym stresie zaczynamy z czasem płacić za to naszym zdrowiem.

Rozwój osobisty - stres a zdrowie

Konsekwencje zdrowotne

Zdarza się, że nadmierny stres niszczy lub uszkadza zdrowe narządy i układy  w naszym organizmie. Czasem na skutek stresu pogorszeniu ulega stan jakiegoś słabego lub uszkodzonego ogniwa w naszym ciele i na przykład w żołądku pojawiają się wrzody. Czasem pod jego wpływem ujawnia się ukryta dotąd podatność na niektóre zaburzenia psychosomatyczne, jak na przykład wady serca. Czasem stres osłabia mechanizmy obronne organizmu, przez co stajemy się bardziej podatni na działanie różnego rodzaju wirusów i bakterii. Stres bierze też górę nad naszymi zdrowymi nawykami, wyczerpując nas do tego stopnia, że jesteśmy zbyt zmęczeni, aby zażywać ruchu. Bywa i tak, że stres popycha nas w objęcia niezdrowych nałogów takich jak alkohol lub palenie papierosów, które pozwalają na szybkie, choć tylko chwilowe, jego rozładowanie.

Kiedy jesteśmy w stresie nasz oddech przyspiesza i staje się mniej więcej dwukrotnie szybszy od normalnego. Jeśli jest to stan krótkotrwały nasz organizm świetnie wykorzysta dodatkową porcję tlenu. Jeśli jednak sytuacja ma charakter długotrwały to krótki, urywany oddech może doprowadzić do sytuacji, w której spierzchną nam usta a drogi nosowe ulegną podrażnieniu.

Podobnie odpływ krwi ze skóry i układu pokarmowego do mięśni szkieletowych, cały czas gotowych do działania spowoduje, że najpierw chłodne staną się nasze dłonie i stopy. Potem nasza twarz stanie się blada lub popielata a finalnym efektem tej reakcji może być ciężki do zniesienia migrenowy ból głowy oraz nadciśnienie.

W naszym organizmie uruchomi się również „pętla insulinowa”. Wpierw na skutek wysokiego poziomu glukozy we krwi uwolniona zostanie dodatkowa porcja insuliny, by poziom ten obniżyć. Jeśli insuliny we krwi znajdzie się zbyt dużo , poziom glukozy staje się zbyt niski, doprowadzając do hipoglikemii. Efektem tego jest poczucie zmęczenia i przemożna chęć sięgnięcia po coś, co szybko postawi nas na nogi: po papierosa, kawę, cukierka. To z kolei prowadzi do jeszcze większej produkcji insuliny, poziom glukozy znów spada i cały cykl zaczyna się od nowa.

Kolejna reakcja łańcuchowa wywoływana przez stres dotyczy układu trawiennego. Jej skutkiem jest zmniejszenie wydzielania soków żołądkowych oraz spowolnienie ruchów robaczkowych jelit. W efekcie, sytuacja ta może doprowadzić do nieżytu żołądka, nudności bądź zatwardzenia. Do tego dochodzą glikokortykoidy, czyli hormony wydzielane przez organizm w czasie stresu, zwiększają one pośrednio kwasowość żołądka, przez co zwiększa się prawdopodobieństwo pojawienia się zgagi lub wrzodów.

Długotrwały stres powoduje także znaczny spadek aktywności leukocytów, czyli białych krwinek, odgrywających ważną rolę w obronie organizmu przed różnymi chorobami. Do tego dochodzą wahania poziomu immunoglobuliny IgA – białek o istotnym znaczeniu dla układu odpornościowego. Immunoglobuliny IgA, obecna między innymi w ślinie, chronią nasz organizm przed zakażeniami bakteryjnymi i wirusowymi, a zwłaszcza przed infekcjami górnych dróg oddechowych i powstawaniem ubytków pochodzenia próchnicowego w uzębieniu. Teraz powinno być dla Ciebie jasne, czemu wiele osób rozpoczynających pracę w nowej firmie, po pierwszym tygodniu łapie przeziębienia.

Przygotowując ten post, w dużej mierze korzystałem wiedzy zawartej w książce Georgi Witkin „Stres męski – nowe spojrzenie”.