Archiwa kategorii: Sukces

Zbawienne trudności i złudna przyjemność

Mam przyjaciela, który po latach wspinaczki po drabinie zawodowej kariery, doszedł do stanowiska, które dla wielu mogłoby być stanowiskiem marzeń. Zarabia całkiem nieźle i pracuje mu się całkiem przyjemnie. Ma sporo czasu na swoje sprawy, większość zadań deleguje na podwładnych a szef jest z kategorii, tych normalnych, z którymi da się dogadać. Ma też samochód służbowy, obiady w stołówce pracowniczej za 5 zł, darmową kartę na siłownie i prywatne usługi medycznie. Ma też poczucie, że w tej pracy jest bardzo nieszczęśliwy…

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - przyjemność - szczęście - trudności

Przyjemność a szczęście

Kiedy czytamy powyższy opis – myślimy wariat. Problem w tym, że my czytamy to tylko przez chwilę i przez chwilę to sobie wyobrażamy. Prawie wszyscy marzymy też o łatwym i przyjemnym życiu. Robimy tak, bo nie przewidujemy jego konsekwencji. Tymczasem, wszystko co łatwe i przyjemne, jeśli jest takie przez dłuższy czas, po prostu staje się nudne.

Na kursie storytellingu biznesowego nauczyłem się, że aby opowiadanie było wciągające i ciekawe, koniecznie muszą się w nim pojawić trzy kluczowe elementy: trudności/wyzwania, moment przełomu, w którym sobie dajemy z nimi radę i rozwiązanie. Bohater, który nie mierzy się z jakimiś wyzwaniami lub przeciwnościami losu, najzwyczajniej w świecie nie jest „bohaterem” tylko nudnym/obojętnym elementem opowiadania.

Do tego należy jeszcze dołożyć nasze częste mylenie, a w zasadzie zbijanie w jedno, dwóch różnych pojęć: przyjemności i szczęścia.  Myślimy sobie szczęśliwe życie i stawiamy znak równości z życiem przyjemnym. Ponieważ łatwiej nam doznać przyjemności niż szczęścia, oddajemy się w tej sytuacji przyjemnościom, a potem jesteśmy rozczarowani, że zamiast szczęścia odczuwamy pustkę. Tymczasem przyjemność, to jedynie moment zadowolenia. Choć byśmy przeskakiwali z jednej przyjemności w drugą, to pojawi się w końcu chwila przerwy między nimi i kiedy zgaśnie moment euforii zobaczymy, że „pod spodem” nic nie ma. Co więcej, przyzwyczajamy się do momentów euforii i tak jak w przypadku narkotyków, aby znowu poczuć tego samego euforycznego kopa, musimy zintensyfikować przyjemność. Szczęście, to natomiast poczucie, które jest z nami cały czas i wynika z naszego nastawienia do życia.

Słownik języka polskiego PWN:

przyjemność
«miłe wrażenie wywołane dodatnimi bodźcami, uczucie zadowolenia»
«to, co wywołuje uczucie zadowolenia, sprawia miłe wrażenie, dostarcza przyjemnych doznań»
Synonimy: lubość, frajda, uciecha

 szczęście
«powodzenie w jakichś przedsięwzięciach, sytuacjach życiowych itp.»
«uczucie zadowolenia, radości; też: to wszystko, co wywołuje ten stan»
«zbieg pomyślnych okoliczności»
Synonimy: pomyślność, fortuna, wena

Odkrywanie szczęścia

Paradoksem jest fakt, że ludzie szczęśliwi to często ludzie po przejściach, z niełatwym życiorysem. Nierzadko, to też ludzie niezbyt majętni, nie mogący pozwolić sobie na przyjemności i spełnianie wszystkich swoich zachcianek. Mają jednak oni coś bardzo cennego. Swoją historię, w której pokonali przeciwności i odkryli swój realny wpływ na życie.

Łatwo to zrozumieć na przykładzie wakacyjnego wyjazdu.

  1. Możemy pójść do biura podróży i wpłacając określoną kwotę mieć wszystko załatwione: hotel, jedzenie, przewodnika, animatora rozrywki i wycieczki po okolicy. Co więcej, możemy nawet wykupić wypoczynek w jakiejś wakacyjnej wiosce, której praktycznie nie musi opuszczać, aby zażywać słońca, wodnych kąpieli i dobrej zabawy. W tym przypadku kraj, w którym się znajdziemy nie będzie istotny, bo tak samo będziemy się bawić w wakacyjnej wiosce w Grecji, Włoszech, Hiszpanii czy Chorwacji. Będzie łatwo i przyjemnie, ale uwaga… może być nudno.
  2. Możemy też wszystko zorganizować sami. Może być taniej, choć nie musi, ale z pewnością będzie trudniej i będziemy musieli w taki wyjazd włożyć więcej naszej pracy. Musimy znaleźć miejsca na nocleg, środek transportu, którym dostaniemy się na miejsce oraz środki transportu już na miejscu, jeśli będziemy chcieli zjeździć okolicę, ponieważ nikt nam tam nie podstawi klimatyzowanego autokaru, który nas wszędzie zawiezie. Jest też wielkie prawdopodobieństwo, że podczas takiego wyjazdu coś się skomplikuje i tą komplikację będziemy musieli rozwiązać my sami, bo nie ma rezydenta, który to zrobi za nas.

Drugi wariant, daje nam jeszcze coś. Daje poczucie przygody i pozwala cieszyć się drogą do cel. Zamiast masowego hotelowego żywienia, pozwala doświadczyć prawdziwego jedzenia charakterystycznego dla danego miejsce i rodzimych mieszkańców. Zapewni nam również masę ciekawych historii, które będziemy mogli opowiadać po powrocie z wakacji.  Dzięki temu, zapamiętamy go na długie lata.

Koniecznie zerknij też do komentarza, tam podaję Ci (a w zasadzenie nie ja, tylko rewolucjonista ks. Jacek Stryczek) „alternatywną” drogę na poszukiwanie szczęścia w życiu.

filizanka_small   Na poszukiwanie szczęście wybrałem się w towarzystwie aromatycznej herbaty Mały Budda, która doskonale pobudza do zmian w życiu.

Iluzoryczna siła kołka

Od zawsze fascynowała mnie słoniowa potęga. Fakt, że nierzadko 5 tonowy i wysoki na ponad 3 metry zwierz potrafi pędzić z prędkością 15 km/godz, a na krótkim odcinku może nawet przyśpieszyć do 35, budzą mój respekt. No i jeszcze ta trąba, tak silna, że słoń może nią unieść nawet całe drzewo. Można by powiedzieć, że to żywa forteca na 4 nogach, maszyna destrukcji zdolna zniszczyć i zdemolować niemal wszystko.  W dzieciństwie podziwiałem słonie hasające po wybiegu w Zoo i te występujące w cyrku. Muszę przyznać, że te drugie zawsze wydawały mi się jakieś dziwne, często z jakąś szmatką na głowie i frędzelkiem z niej zwisającym między oczami, stające na dwóch nogach na komendę i robiące sztuczki na rozkaz. Najdziwniejsze jednak było to, że widywałem je też pasące się przy namiocie cyrkowym, z łańcuchem na jednej noce, który odchodził od niewielkiego kołka wbitego w ziemię. No i teraz zagadka, jak taki mały kołek mógł zapobiec ucieczce takiego kolosa? Mógł, bo w jego siłę wierzył słoń!

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - siła kołka

Utrata wiary w siebie

Wychowywany od małego w cyrku słoń, od zawsze był przywiązywany do różnych kołków. Był pewnie czas, kiedy się szarpał i wyrywał próbując uwolnić. Pewnie trwało to wiele dni, a może i miesięcy. Jednak wtedy słonik nie był wystarczająco silny a kołek mocno siedział w ziemi. Przyszedł też pewnie ten dzień, który zaważył na dalszym życiu słonia. Dzień, w którym słonik uwierzył w swoją słabość i niemoc, uznając że kołek jest mocniejszy niż on. Tak spędził resztę swojego żywota, wierząc w to, że gruby stalowy łańcuch przymocowany do niewielkiego palika jest w stanie uwięzić go na zawsze. Najsmutniejsze w tym jednak jest to, że już nigdy nie zakwestionował swojej niemocy, nigdy nie podjął kolejnej próby swoich sił.

Nasze źródła niemocy

Niestety, z nami jest tak samo. Żyjemy uwiązani do dziesiątków kołków, które odbierają nam wolność działania. Wciąż wierzymy, że czegoś nie możemy, że coś jest nie dla nas a wszystko to tylko dlatego, że kiedyś, ktoś coś nam powiedział albo jakaś z naszych prób zakończyła się niepowodzeniem. Pewnie jak mały słonik mieliśmy ten dzień, kiedy uznaliśmy swoją niemoc i przyjęliśmy, że kołek jest silniejszy niż my. Teraz, kiedy jesteśmy dorośli i mamy więcej siły oraz życiowego doświadczenia nawet nie przyjdzie nam do głowy, aby go wyrwać.

A może jednak…, może warto podjąć jeszcze jedną z prób i sprawdzić, czy to co niby nieosiągalne, nie jest przypadkiem naszym mentalnym kołkiem.

filizanka_small   Pisząć ten tekst piłem pysznego Oolonga Ti Kuan Yin Oolong, zwanego Żelazną Boginią Miłosierdzia

Piekielna droga – czy Ty też masz wyzwania, których unikasz?

To było piękne lato 2007 roku. To wtedy pierwszy raz poczułem smaki i zapachy Krety oraz poznałem tamtejsze niekoniecznie najlepsze drogi. W pamięci szczególnie zapadła mi jedna z nich, pełna zachwycających widoków. Prowadziła z Rethymnonu, poprzez Śpiewający Wąwóz do Klasztoru Prevelli  a następnie do pięknej plaży z twierdzą Frangokastello, gdzie podobno w drugiej połowie maja o świcie, pojawiają się tzw. „Upiorni wojownicy”, czyli „Ludzie z rosy”. Stamtąd droga serpentynami wspina się na pasmo górskie Lefka Ori, aby w poprzek wyspy przebić się z powrotem na jej północne wybrzeże.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - droga - wyzwania

Wybierając się w drogę zadbaj o odpowiedni dobór towarzyszy

Widoki były przepiękne, zapachy oszałamiające a woda ciepła i turkusowa. Nie wspominając już o genialnej pogodzie. To mógł być cudowny dzień, ale stał się najgorszym dniem w czasie całych wakacji. W tamtym czasie nie miałem prawa jazdy, ani pojęcia o prowadzeniu samochodu. Kierowca, z którym wybrałem się na wycieczkę, miał lęk wysokości, był panikarzem i nie potrafił panować nad swoimi nerwami. Przeklinał starając się przejechać jak najszybciej przez tak wąskie uliczki miasteczek, że samochody mijały się na nich omal nie ocierając lusterkami. Pomstował na brak barierek ochronnych, na górskich drogach, które czasami zakręcały o 180 stopni. Był przerażony, że jedziemy samochodem z silnikiem o pojemności 1.1, bo według niego siła silnika mogła być za mała w sytuacji kiedy będziemy musieli zatrzymać się w czasie podjazdu pod stromą górę i następnie ruszyć z ręcznego. Tłumaczył mi, że w takiej sytuacji możemy się stoczyć samochodem do tyłu w jakąś przepaść. Uspokoił się dopiero na szerokiej plaży z ciepłą płytką wodą koło twierdzy Frangokastello. W tym wyciszeniu pomogła mu mapa, która pokazała, że to już koniec tak wąskich dróg.  Nie zauważył jednak tego, co ja dostrzegłem na tej mapie, ale na wszelki wypadek profilaktycznie milczałem.

Był to pełen serpentyn podjazd (oczywiście bez barierek zabezpieczających) i ze zniszczoną nawierzchnią, który miał nam pozwolić wjechać na pasmo gór Lefka Ori. Kiedy pod niego podjechaliśmy mój kierowca zbladł, wystąpiły na niego zimne poty i stwierdził, że nie da rady podjechać tą drogą. Chciał zawracać, ale wtedy przypomniały mu się te wszystkie wąskie drogi i przesmyki, które już pokonał. Trzęsąc się jak galareta i wieszcząc naszą niechybną śmierć, zdecydował się jednak wspiąć na to pasmo górskie. Od samego początku modlił się tylko o to, aby z góry nie jechał żaden autobus, bo ledwo wyrobiłby się na wąskich zakrętach o 180 stopni a my musielibyśmy stanąć pod górę na ręcznym, aby go przepuścić. Los jednak nie był łaskawy i w połowie drogi spotkaliśmy się z autobusem. Nie dość, że musieliśmy stanąć na ręcznym pod górkę, to kierowca autobusu pokazał nam jeszcze, że musimy się trochę cofnąć (czyli stoczyć), bo on ma za mało miejsca. Mój kierowca zaczął histerycznie krzyczeć i oświadczył, że na bank zginiemy na tej kreteńskiej drodze. Mimo to, jakimś cudem wykonał wszystkie konieczne manewry i bez osunięcia w przepaść ruszyliśmy w kierunku hotelu. W tej całej sytuacji najgorsza była moja niemoc działania, która tylko potęgowała mój strach. Byłem zamknięty w małym metalowym samochodzie, zdany na rozhisteryzowanego i przerażonego kierowcę, który wieszczył nam rychłą śmierć.

Po przyjeździe do hotelu wypiłem duszkiem dwa piwa i mamrocząc pod nosem tekst z Władcy Pierścieni:

„Droga jest zamknięta,
Zbudowali ją Ci którzy są umarli
I umarli będą jej jedynymi panami…”

obiecałem sobie solennie, że już nigdy nią nie pojadę.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - droga - wyzwania

Bój się, ale podejmuj wyzwania

7 lat później ponownie znalazłem się na Krecie w moim ulubionym mieście Rethymnon.  Tym razem, byłem tu z moją drugą połową i prawem jazdy w kieszeni. Kreta to wyspa, którą genialnie zwiedza się samodzielnie wynajętym samochodem, ponownie więc skorzystałem z tego sposobu. Cały czas miałem w pamięci piękne widoki  i plaże na trasie między Preveli a Frangokastello, pamiętałem jednak także o wszystkich wąskich i krętych drogach oraz przerażającym podjeździe na pasmo górskie. Kiedy jednak kogoś kochasz, chcesz mu pokazać wszystko to co najpiękniejsze. Ustaliliśmy z moją drugą połową, że się boję, że nie wiem jak będzie, ale mimo to podejmę próbę przejazdu tą trasą. W zaplanowanym dniu wycieczki byłem przerażony a żołądek ze strachu wywijał mi się na drugą stronę. Próbowałem trzymać fason a chwilami, w najurokliwszych miejscach, zapominałem nawet o tym co mnie czeka dalej. Na wąskich odcinkach drogi głęboko oddychałem, żeby się uspokoić a na ostrych zakrętach mówiłem na głos co robie: „hamulec, redukcja biegu, skręt i lekko gaz…”. Tak o to, bez większych problemów dotarliśmy do ruin fortecy Frangokastello przy jednej z moich ulubionych plaż na Krecie. Pławiłem się i brykałem w płytkiej i ciepłej morskiej toni ciesząc się obecną chwilą, ale odległy o kilku kilometrów szczyt góry, na który będę musiał wjechać, nieuchronnie budził poczucie strachu. Wreszcie klamka zapadła, jedziemy już prosto w kierunku podjazdu.  Jeszcze tylko górka, jeszcze tylko zakręt i naszym oczom ukazała się…  wyremontowana i poszerzona droga z barierkami ochronnymi prowadząca na szczyt gór. Podjazd nadal był stromy i bardzo kręty, ale komfort jazdy znacznie odmienny od tego co zapamiętałem sprzed paru lat.

Do hotelu wróciłem wykończony i szczęśliwy, że podjąłem wyzwanie. Uświadomiłem sobie, że przez lata żyłem przeszłymi wyobrażeniami, które były na tyle silne, że nawet nie dopuściłem do siebie myśli, że sytuacja na miejscu mogła już ulec zmianie.

Najważniejsze jednak, że zrozumiałem, iż jeśli mierzysz się z jakimś wyzwaniem zawsze należy siadać za kierownicą. Możesz się bać, masz prawo o tym mówić i czuć wszystkie symptomy strachu, ale mimo to, przejmij kontrolę nad sytuacją w takim zakresie, w jakim to możliwe. Pozycja pasażera i liczenie, że ktoś inny nas przez tą sytuację „przewiezie” to złudne poczucie bezpieczeństwa i gwarancja braku satysfakcji z samodzielnego pokonania przeciwności.

Zastanów się teraz, co jest Twoim podjazdem pod Lefka  Ori?

filizanka_small   Tekst powstawał w towarzystwie dodającej mocy i zdrowia Herbaty Górskiej z Gojnika

Życiowy wyścig na pełnym stresie

Czy musimy się ścigać z innymi, czy musimy nieustanie walczyć o lepsze stanowisko w pracy, czy musimy się starać za każdym razem wypaść jak najlepiej na spotkaniu towarzyskim lub zając pierwsze miejsce w rozgrywkach sportowych. Oczywiście, że „nie!”. Mimo to jednak, większość z nas nie potrafi tego wyścigu uniknąć.

Współzawodnictwo sączy się do nas niepostrzeżenie z reklam i rożnego rodzaju programów typu talent schow. Presji rodziny i znajomych w zakresie tego w jakiej firmie pracujemy i na jakim stanowisku. Nawet powszechne aplikacje prozdrowotne na smartfonach, które liczą nasze kroki lub przebiegnięte kilometry nie tylko pozwalają nam śledzić swoje postępy, ale od razu zestawiają też nasze wyniki z wynikami grupy naszych rówieśników z danej aplikacji korzystających. Miał być sport i dbanie o siebie a kończy się znowu na współzawodnictwie.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - współzawodnictwo - życiowy wyścig

Nie dziwi zatem fakt, że potrzeba osiągnięć i parcie na sukces jest obecnie powszechne wśród mężczyzn i kobiet. Niemniej jednak, stres towarzyszący osiąganiu tego sukcesu lub pojawiający się po jego osiągnięciu jest diametralnie inny w zależności od płci.

Stosunek do współzawodnictwa

Chłopców już od najmłodszych lat uczy się „reguł życiowej gry”: rywalizują w sportach, prowadzą podwórkowe wojny, tworzą swoje plemiona i obozy walczące o drzewo lub piaskownicę, albo też podbijają wirtualne światy czy armie. To „programowanie” na współzawodnictwo niesie ze sobą zarówno korzystne, jak i negatywne skutki.

Do korzystnych można zaliczyć przygotowanie do odważnego torowania sobie drogi na szczeblach kariery oraz przebrnięcia przez trudny dzień w pracy. Mężczyźni wierzą w to, że ciężka praca popłaca a zdobyte doświadczenia podpowiadają im, że lepiej być „swoim chłopem”, niż uległym „pupilkiem szefa”. Do niekorzystnych skutków należy natomiast to, że rywalizacja staje się dla nich przymusem. Nawet kiedy już nie ma potrzeby konkurowania z innymi o awans lub pracę, zaczynają współzawodniczyć sami z sobą. Jeżeli raz byli doskonali, następnym razem muszą być jeszcze lepsi. Muszą być też lepsi od swojego ojca, brata, sąsiada, innego faceta ćwiczącego obok, a wreszcie muszą też być lepsi od swoich najśmielszych wyobrażeń o samym sobie.

Kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, nie rywalizują tak otwarcie. Często były wychowywane w przekonaniu, że ich miejsce jest w „kuchni” a poświęcenie dla innych lub służenie innym powinno im dawać więcej satysfakcji niż dreszcz zwycięstwa. To oficjalne podejście, ale te same kobiety widziały jak ich matki chciały piec perfekcyjne ciasta i wyglądać lepiej niż żony innych facetów. Podobnych obserwacji mogły mieć całe mnóstwo. Nie zapominajmy też o popularnych ostatnio programach w stylu „Perfekcyjna Pani domu”, czy „Kobieta na krańcu świata”. Dołóżmy też promowanie celebrytek jako specjalistek od wszystkiego. Nagle aktorki, dziennikarki czy byłe miss piękności wydają poradniki o ćwiczeniach, odchudzaniu, gotowaniu, jodze, otwieraniu swojej firmy czy robieniu kariery w biznesie. Do tego, chyba już w każdym mieście w Polsce powstają „Kręgi mocy kobiet” i tym podobne grupy wsparcia i motywacji. To wszystko „odpala” w kobietach ukrytą rywalizację. Obserwują nieustannie inne kobiety w ich działaniach i podnoszą poprzeczkę samym sobie. Jak sąsiadka ma pięknie ukwiecony balkon, ja muszę mieć lepszy. Jak znajoma mebluje dom zgodnie z zasadami feng shui, mój nie może być urządzony inaczej. Jak przyjaciółka biega do kosmetyczki, ja muszę biegać podobnie. Pól takiego ukrytego współzawodnictwa może być całe mnóstwo. Wyścig taki nigdy się nie kończyć, a każda z kobiet stawia sobie co rusz kolejne dodatkowe wymogi, choć oficjalnie wcale nie współzawodniczy.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - stres

Sukces a poczucie winy

Kwestie związane z sukcesem i jego osiąganiem często są generatorem stresu. Co ciekawe, u mężczyzn wstyd i poczucie winy są następstwem braku sukcesu i pochodną niewielkiego zadowolenia z własnej pracy. U kobiet natomiast przeciwnie, poczucie winy często wiąże się z osiągnięciem dostrzegalnego dla wszystkich sukcesu i dużą satysfakcją z pracy zawodowej.

Przyczyny należy szukać w identyfikacji z sukcesem zawodowym. Mężczyźni proszeni o określenie kim są, najczęściej odwołują się do zawodu: „jestem księgowym”, „jestem programistą”, itd. Im mniej lubią swoją pracę, tym większa frustracja i stres. Im mniej sukcesów na polu zawodowym, tym większe poczucie winy.

Kobiety natomiast określają siebie używając określeń jestem: „kobietą”, „ żoną”, „matką”. Co więcej, im mniej lubią swoją pracę, tym mniej się z nią utożsamiają. Nawet świadomość braku osiągnięć na polu zawodowym, nie wywołuje u nich poczucia winy. Pojawia się ono jednak wtedy, kiedy praca sprawia im przyjemność i odnoszą w niej znaczące sukcesy. Dzieje się tak ponieważ, często oznacza to zostawianie w biurze po godzinach i pracę zawodową także w domu.

Kolejna zauważalna różnica miedzy płciami dotyczy tego w jaki sposób definiują sam sukces zawodowy. Mężczyźni są przekonani , że ich sukces to owoc ciężkiej pracy. Kobiety natomiast bardzo często uważają, że ich sukces to kwestia szczęścia a nie umiejętności. Tak więc, Ci pierwsi będą się zadręczać brakiem sukcesów nawet, gdy obiektywnie ich brak nie wynika z ich złej pracy a jest jedynie wynikiem niesprzyjających okoliczności. Te drugie natomiast, mimo doskonałej pracy i kompetencji żyją nieustannie w obawie, że łut szczęścia je opuści a dotychczasowe sukcesy rozprysną się jak bańka mydlana.

Zbawcze „uziemienie”

Metod niwelacji stresu jest sporo. Ważne jest jednak, aby nie tylko o nich wiedzieć czy czytać, należy z nich również korzystać. Trzeba też pamiętać, że zanim zaczniemy się relaksować, wpierw musimy odreagować stres zgromadzony w naszym ciele. Szybki spacer, jogging czy inna aktywność fizyczna doskonale się do tego nadają.

Kiedy już pozbędziemy się toksyn stresu z naszego organizmu, ważne jest złapanie swoistego dystansu do tego całego wyścigu. Zatrzymanie na chwilę, docenienie spokoju, dostrzeżenie piękna prostych rzeczy i zadanie sobie pytania, czy naprawdę potrzebujemy do szczęścia tego wszystkiego za czym tak bardzo gonimy.

Jeżeli ciężko jest nam się wyciszyć proponuję dwa sposoby na „uziemienie” i pobycie na chwilę w spokoju „tu i teraz”. Pierwszy i najprostszy to obcowanie z naturą. Rządzi się ona swoim nieśpiesznym tempem zmian, mądrym cyklem rozwoju i tak samo dzieli się swoim spokojem i energią z każdym człowiekiem, bez względu na to gdzie pracuje, kim jest i ile ma pieniędzy. Drugi sposób to medytacja. Spędzenie chwili czasu z samym sobą, w ciszy lub przy dźwiękach mantry. Kiedy skoncentrujesz się na oddechu, poczujesz jak powietrze wpływa w głąb twojego ciała przy każdym oddechu i opuszcza je przy każdy wydechu jest szansa, że doznasz uczucia spokoju. Nie napinaj się, nie oceniaj, poczuj po prostu swoje ciało. Jeśli nie możesz pozbyć się myśli z głowy, zastosuje prosty trick. Kiedy wdychasz powietrze, mów sobie w myślach „wdech”, kiedy wydychasz powtarzaj w myślach „wydech” – to zajmie twój rozbiegany umysł.

Pisząc niniejszy wpis w dużym zakresie posiłkowałem się książkami Georgii Witkin: „Stres męski – nowe spojrzenie” i „Stres kobiecy – nowe spojrzenie”.

Scenarzysta mimo woli

Jeżeli kiedykolwiek śmiałeś się z ludzi, którzy spisywali pamiętniki lub pisali powieści, które nigdy nie ujrzą światła dziennego mam dla Ciebie niezbyt wygodną informację. Czy tego chcesz, czy nie – zostałeś scenarzystą. Dzień po dniu piszesz scenariusz swojego życia i jako jego autor bierzesz całkowitą odpowiedzialność za to jak potoczą się losy głównego bohatera.

Rozwój osobisty - niezależność

Samodzielny i niezależny

W obecnej dobie rozwoju technologii i powszechnej mobilności nie możesz już tak łatwo zrzucić odpowiedzialności za swoje życie na miejsc urodzenia i środowisko, w którym się wychowywałeś. Wcześniej, jeśli ktoś urodził się w niewielkiej miejscowości był powszechnie znany i rozpoznawany . Otoczenie wiedziało wszystko o nim, jego rodzinie i krewnych. Życie toczyło się utartym torem, zawody były przekazywane z pokolenie na pokolenie, lokalna społeczność miała swoje zwyczaje i określone normy zachowań. Wystarczyło się tylko ładnie wpasować, aby spokojnie płynąć przez kolejne dni swojego życia. Być może było to nudne, ale za to łatwo przewidywalne i zapewniające wsparcie otoczenia w trudnych momentach.

Teraz jesteśmy bardziej mobilni i mamy łatwy dostęp do informacji o tym jak żyją inni. Jakich wartości i zwyczajów przestrzegają oraz jakich wyborów życiowych dokonują. Nagle dostrzegamy całe spektrum możliwości i nie zawsze mamy ochotę żyć tak jak nasi przodkowie, albo dotychczasowe otoczenie. Łatwość w przemieszczaniu przyczynia się do tego, że coraz częściej żyjemy w innych miejscach niż te, w których się urodziliśmy. Nowe miejsca i nowe grupy znajomych to możliwość tworzenia siebie od nowa i kreowania odmiennych scenariuszy na przyszłość. Nie jesteśmy już zamknięci w społecznościach, które wiedzą wszystko o nas, naszej rodzinie i dotychczasowym życiu. Pojawiając się w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, niczym w grze komputerowej dostajemy nowe życie i możemy być kimś zupełnie innym niż wcześniej.

Cena niezależności

Wizja życia tak jak chcemy, gdzie chcemy i według zasad, które sami zdefiniujemy jest upojnie uwodzicielska. Zrywamy „kajdany” zobowiązań i kulturowych obciążeń. Nie musimy już odgrywać roli napisanej nam przez innych. Czy po studiach zdecydujemy się wrócić w rodzinne strony, czy też zostaniemy nauczycielem angielskiego w Tajlandii to całkowicie nasz wybór. Tak samo jak decyzja, czy weźmiemy kredyt na dom, czy też będziemy cały czas wynajmować mieszkania pozostając mobilnymi i niezależnymi finansowo. Całkowicie w naszych rękach jest także rozstrzygnięcie, czy zachowujemy wyznanie naszych rodziców, czy też decydujemy się na inną, bardziej przemawiającą do nas religię lub ateizm. Podobnie sprawa ma się z wyborem opcji politycznych, sposobu odżywiania i kierunku rozwoju zawodowego.

Brzmi to jak bajka, ale i w bajkach często były złe charaktery lub przeciwności losu do pokonania. Wolność, którą daje nam współczesny świat często musimy opłacić brakiem wzorców postępowania i wsparcia ze strony bliskich w razie problemów. Nie możemy się już odwołać do tego co na naszym miejscu zrobiliby rodzice lub dziadkowie, bo sytuacja jest dziś diametralnie inna.  Nie otrzymamy też pomocy ze społeczności , której częścią już nie jesteśmy.  Natomiast wirtualni znajomi udzielą nam co najwyżej wirtualnego wsparcia lub zlajkują naszego posta.

rozwój osobisty - niezależność

Nieuchronność zmian

Tak jak największą tragedią dla scenarzysty jest niemoc twórcza, tak samo my, kiedy zdecydowaliśmy się na życie po swojemu, musimy uważać, aby nie zabrakło nam energii do pokonywani kolejnych wyzwań. Odwagi do mierzenia się z nieznanym i otwartości na to co nowe. Nie mogąc korzystać z gotowych rozwiązań musimy bardziej otworzyć się na naszą intuicję i odrzucić obawę przed popełnieniem błędu. Każda nasza pomyłka stanowi nowe doświadczenie i czegoś nas uczy. Życie raczej nie zwolni, świat nie stanie się prostszy, ale dzięki temu scenariusz będzie bardziej barwny. To czego potrzebujemy to wiary w siebie i zaufania do nas samych. Przyda się również jakiś wierny przyjaciel…

Czy wytrwałość to cnota?

Tytułowe pytanie, na pierwszy rzut oka zdaje się być pytaniem czysto retorycznym. Oczywistym jest przecież, że jeśli ktoś chce osiągnąć jakiś cel w życiu, sporcie czy pracy to musi być wytrwały w dążeniu do jego realizacji. Problem powstaje jednak w momencie kiedy wytrwałość za wszelką cenę powoduje u nas znaczne wyższe koszty, niż przewidywane zyski z realizacji celu.

Rozwój osobisty - wytrwałość

Dumny bo wytrwały

Często jesteśmy dumni ze swojej wytrwałości i z ochotą opowiadamy jakie to przeszkody udało nam się już pokonać i przetrwać w drodze do celu. Opowieści te zapewniają nam podziw otoczenia i idealnie karmią nasze ego.  Bywa, że i nabijamy się z tych co nie wytrwali, odpadli i dali za wygraną. Nigdy jednak nie słyszałem doprecyzowania „komu” dali za tą wygraną. Kto w takich sytuacjach jest zwycięzcą w wymiarze osobistym tamtych ludzi – los, problem czy jeszcze coś innego?

Tak już mamy, że powtarzamy często jakieś kalki i schematy kulturowe nie zastanawiając się nad ich sensem i z tym właśnie przypadkiem mamy do czynienia w tej sytuacji. Od małego jesteśmy uczeni, że ten który się poddaje jest nieudacznikiem i tak traktujemy takich ludzi. Tymczasem wiedza o tym, w którym momencie należy zrezygnować  i odpuścić, jest bardzo ważną umiejętnością życiową, często gwarantującą sukces lub chroniącą nas przed tym, aby przeżyć dumne…,  ale nieszczęśliwe życie.

Często powtarzanym cytatem Winstona Churchilla jest „Nigdy się nie poddawaj”, gdy tymczasem w pełnej wersji brzmi on „Nigdy się nie poddawaj, chyba że to nie ma sensu”

Refleksja – roztropna siostra wytrwałości

Kiedy realizujesz cel po trupach, zaciskasz zęby i wytrwale przesz do góry bez oglądania się na swoje zdrowie, rozpadające się relacje z najbliższymi i brak zadowolenia z życia jesteś na najlepszej drodze, aby zostać samotnym zwycięzcą. Ten moment kiedy wejdziesz na szczyt i uniesiesz ręce w geście zwycięstwa z pewnością będzie cudowny. Jednak ten następny, w którym zorientujesz się, że jesteś sam, że nikt nie świętuje zwycięstwa razem z Tobą a tak właściwie to samo osiągnięcie celu nie uczyniło Cię szczęśliwszym może być bardzo dołujący. Wtedy pytanie, czy Ci co odpuścili wcześniej, faktycznie są przegranymi może boleśnie uświadomić prawdziwy obraz sytuacji.

To czego potrzebujemy w życiu, to oprócz wytrwałości również refleksja. Warto czasami się zatrzymać i zadać sobie pytania: czego chcę od życia, co ja tu robię na tym świecie i najważniejsze, czy jestem szczęśliwy tu gdzie jestem i w tym, w czym jestem. Zdarza się bowiem tak, że cel wyznaczony jakiś czas temu był naszym celem aktualnym na tamte czasy, a obecnie nie jest już zgodny z tym czego szukamy w życiu. Powstaje zatem pytanie po co go realizować?

Chciałbym, żeby każdy człowiek miał szansę kiedyś stać się sławnym i bogatym oraz żeby kupił wszystko o czym marzył – bo tylko w ten sposób zrozumie, że nie taki jest cel życia. — Jim Carrey

rozwój osobisty - refleksja

Odwaga odpuszczenia

Nie jest łatwo odpuścić sobie realizację jakiegoś celu. Wbrew pozorom podjęcie takiej decyzji wymaga niejednokrotnie więcej energii i odwagi niż trwanie w dotychczasowej wytrwałości do jego realizacji. Powoduje bowiem konieczność tłumaczenia się przed rodziną, przyjaciółmi i współpracownikami. Da nam też popalić z pewnością nasze ego, które uruchomi rozszalałego wewnętrznego krytyka, który będzie nam wciskał, że skoro odpuszczamy to jesteśmy do niczego.

Tymczasem rezygnacja nie jest jakąś wstydliwą ostatecznością, a pełnoprawną możliwością spojrzenia na to co robimy i jak żyjemy z innej perspektywy. Może nie warto trwać w dotychczasowym związku, kiedy ten nas wyniszcza i wypala a jakiekolwiek uczucia i namiętność zostały lata świetlne za nami. Może nie warto na siłę trzymać się menadżerskiego stołka, skoro zarządzanie nie daje nam satysfakcji a tęsknimy za bezpośrednim kontaktem z klientem.

Niestety, wielu z nas woli wybrać to co znane choć niefajne, niż zdecydować się na diametralną zmianę w życiu i zacząć coś od nowa. Jest to jednak prosta droga do jedynie życiowej egzystencji a nie prawdziwego życia. Pojawiamy się na tym świecie na nie tak długo, zatem chyba warto lepiej wykorzystać ten czas.

Ludzie wolą popadać w depresję albo płacić za zaangażowanie  przepracowaniem, byle tylko niczego nie zostawić. Byle wszyscy myśleli: „Ten jest wytrwały, nigdy się nie podda”

Finalne ostrzeżenie

Pamiętaj jednak, aby w tym wszystkim odróżnić zmęczenie i chwile zniechęcenie trudnościami w realizacji jakiegoś celu, od samego braku satysfakcji z osiągnięcia celu. Jeśli jakiś cel jest dla Ciebie ważny i jego osiągnięcie da Ci spełnienie bądź wytrwały i walcz dzielnie pamiętając o tym, że pojawiające się trudności są najlepszy dowodem na to, że jesteś na właściwej drodze i działasz.

filizanka_small Przy pisaniu tekstu towarzyszyła mi niezwykła zielona herbata „Moc Combucha” o wyraźnym aromacie brzoskwini z dodatkiem m.in. marchewki i herbacianego grzybka Combucha

Czas czy pieniądze – co wybierasz?

To odwieczny dylemat rozwiniętych społeczeństw, w których jedna grupa osób koncentruje się na zarabianiu pieniędzy i dobrach materialnych, kosztem wolnego czasu, zaniku relacji z innymi ludźmi i zaprzestania odkrywania przyjemnych doświadczeń. Podczas, gdy grupa druga stawia właśnie na wolny czas, relacje z ludźmi i przyjemne doświadczenia godząc się z tym, że z tego powodu ma mniej pieniędzy.

rozwój osobisty - kwestia wyboru

Zespół psychologów z University of British Colambia w Kanadzie postanowił się przyjrzeć obu podejściom do życia i sprawdzić co jest lepsze dla naszego dobrostanu. W badaniu uczestniczyło ponad  4000 osób, które zadeklarowały: czy wolą pracować krócej, mieć mniej pieniędzy, ale więcej czasu dla siebie, czy też pracować więcej godzin i dysponować większymi pieniędzmi. Oprócz złożonej deklaracji, wszyscy uczestnicy badania wypełnili jeszcze kwestionariusz obecnego stanu.

Wyniki pokazały, że Ci nastawieni na większe pieniądze są mniej szczęśliwi od tych, którzy stawiają na więcej wolnego czasu. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że Ci mniej zapracowani mają czas na cieszenie się życiem i czerpanie radości z podejmowanych działań.

Nie działaj pochopnie

Przeczytawszy powyższe, można by sądzić, że nie zostaje nic innego jak rzucić robotę i oddać się przyjemnemu spędzaniu czasu. Pamiętaj jednak, że aby ten wolny czas spędzać przyjemnie jakieś pieniądze musisz zarabiać. Nie odczujesz bowiem przyjemności z życia, jeśli nie będziesz miał co jeść lub gdzie mieszkać. Warto zatem usiąść i obliczyć potrzebne minimum zarobków, które pozwolą Ci żyć na akceptowalnym dla Ciebie poziomie. Może się okazać, że będziesz mógł przejść na ¾ etatu albo zmienić obecną pracę na taką, w której nikt nie będzie od Ciebie wymagał pracy po godzinach lub zarywania weekendów.

rozwój osobisty - czas

Pod żadnym pozorem nie porzucaj jednak pracy całkowicie. Wolny czas dla siebie jest bardzo przyjemny, tak samo jak spotkania z przyjaciółmi, ale wcześniej czy później poczujesz potrzebę bycia użytecznym i przydatnym a to właśnie zapewnia praca, którą wykonujesz.

Nie obawiaj się też okresów, kiedy pracujesz intensywniej i w dodatkowych godzinach, jeśli tylko to służy określonemu celowi i będzie jasno ograniczone w czasie. Kiedy zarabiasz na wkład własny do kredytu na mieszkanie, albo zbierasz na wymarzony wyjazd w dalekie kraje to czas poświęcony na wytężoną pracę możesz potraktować jako czasową inwestycję, którą potem odbierzesz z nawiązką rozkoszując się czasem wolnym we własnym lokum lub eksplorując dalekie kraje.

Nikt bowiem nie powiedział, że musisz zachowywać odpowiednią równowagę między pracą a czasem wolnym każdego dnia, lub w ramach tygodnia. Może być i tak, że bilans ten wyrównasz dopiero w ciągu kilku miesięcy. Jeśli jednak wyrównanie to planujesz w latach, powinna rozbłysnąć w Twojej głowie ostrzegawcza lampka, bo inaczej skończysz jak wielu tych, którzy chcieli odpocząć i rozkoszować się życiem na emeryturze. Problem jednak w tym, że albo jej nie dożyli, albo na radość życia nie pozwolił im zły stan zdrowia.

„Magia” pieniądza

Pieniądze potrafią dawać poczucie władzy, bezpieczeństwa i beztroskiego życia. Poczuciem dumy napawają wielkie domy, wypasione samochody i wystawne kolacje w drogich restauracjach. Czystą przyjemnością bywają wizyty w drogich centrach odnowy, gdzie kilka osób zajmuje się specjalnie nami dbając o nasze dobre samopoczucie i doskonały wygląd.

Zanurzając się w tym świecie luksusu i przepychu łatwo zagubić perspektywę i zapomnieć, że te wszystkie dobra materialne z czasem ulegają degradacji i że trzeba o nie nieustannie dbać. Remont wielkiej willi jest znacznie droższy niż mieszkania, serwis wypasionych samochodów kosztuje znacznie więcej niż tańszych modeli. Jakby tego było mało, ktoś musi zadbać o ogród wokół willi i wysprzątać wielkie przestrzenie jej wnętrz. Potrzebujemy zatem ogrodnika, sprzątaczki i jeszcze wielu innych fachowców, którzy zajmą się naszymi dobrami materialnymi. Pewnie część prac moglibyśmy wykonać  sami, ale nie mamy na to czasu, bo musimy dużo pracować, aby na to wszystko zarobić.

rozwój osobisty - pieniądze

W ten sposób ujawnia się „magia pieniądza”, która mamiąc nas poczuciem władzy zarazem czyni nas swoimi niewolnikami. Wielkie pieniądze wymagają bowiem jeszcze większych pieniędzy, aby utrzymać swoją pozycję. Zasadniczo nie różnią się niczym od narkotyków – uzależniają i z czasem potrzeba ich więcej i więcej, aby odczuć skutek ich działania.

Każdy ma swoją drogę…

Którą drogę przez życie wybierzesz jest Twoją decyzją. Każda z nich ma swoje dobre i złe oblicza. To, z którymi z nich będziesz miał do czynienia zależy od Twoich wyborów i decyzji. Pamiętaj jednak, że zawsze możesz zmieniać swoje priorytety i  wybory. Jednocześnie możesz iść tylko jedną drogą, ale nikt nie powiedział, że ciągle musisz trzymać się tej samej 😉

rozwój osobisty - kwestia wyboru

filizanka_small  Energii do pisania dodawała mi wzmacniająca, stymulująca i inspirująca herbata YOGI TEA® – Radość Życia – HEARTWARMING

Świat Ci sprzyja

Wielu z nas przeżywa swoje życie czekając na jakąś wyjątkową szansę, która niespodziewanie nam się przytrafi lub „spadnie z nieba”. Niestety, w tym stanie biernego oczekiwania można dotrzeć do kresu swoich dni i żegnać ten świat z grymasem rozczarowania na twarzy oraz poczuciem wielkiej niesprawiedliwości. Pozostaje jednak pytanie, czy powinniśmy być rozczarowani życiem czy samymi sobą.

Rozwój osobisty - szansa

Zapoluj na szansę

Paul Arden, nieżyjący już słynny dyrektor agencji Sati&Sati mawiał „Nie szukaj następnej okazji. To, co masz w rękach, to właśnie twoja okazja.”. Prawdziwość jego słów potwierdza wiele start-up’ów, które rozwijają się niejednokrotnie na bazie prostych pomysłów ułatwiających nasze życie. Czasami kiedy patrzymy na to co wymyślili, to prostota tego pomysłu nasz poraża i dziwimy się, że nikt inny nie wpadł na to wcześniej. Pamiętam np. firmę, która produkuje małe śmietniczki na gumy do żucia instalowane na słupach w jednym z miast. Co ciekawe śmietniczki te są produkowane z gum do żucia zebranych z ulic. Czyli firma pozyskuje surowiec do ich produkcji zupełnie za darmo, przy okazji czyszcząc miejskie chodniki, z czego zadowolone są władze miasta. Te same władze miasta następnie płacą tej firmie kupując od niej kolejne śmietniczki, które instalują na słupach, aby ustrzec się zaśmiecania chodników gumami i ograniczając tym samym koszty związane z czyszczeniem ulic.  Biznes się kręci a każdy niewychowany mieszkaniec tego miasta wypluwający gumę na chodnik jest darmowym dostawcą surowca do produkcji. To prosty i banalny przykład biznesu, ale wiele start-up’owych firm zajmuje się znacznie bardziej skomplikowanymi i innowacyjnymi rozwiązaniami.

Nie jest  zresztą ważne czy te rozwiązania są proste, czy skomplikowane. Ważny jest natomiast fakt, że ich twórcy wpadli najczęściej na swoje rozwiązania patrząc na jakiś problem w niestandardowy sposób. To właśnie wyłamanie się ze sztampowego myślenia i podejście do problemu od innej strony stanowiło o ich sukcesie. Sukcesie, który przytrafia się nielicznym, bo tylko nieliczni są gotowi pójść inna drogą niż wszyscy, myśleć wbrew ustalonym zasadom i regułom. Hołdują oni zasadzie głoszonej przez Tomasza Edisona, że problem to szansa w stroju roboczym. Szukają zatem szans, właśnie tam, gdzie jest trochę trudniej niż zazwyczaj i mniej pewnie, bo tam konkurencja jest najmniejsza.

 Tajemnica siły „Sekretu”

„Sekret” to tyłu popularnej książki, ale także i filmu (link do filmu), które mają tak samo dużo zwolenników, jak i zagorzałych przeciwników. Uproszczając, ich przekaz ogranicza się do „prawa przyciągania” – jeśli czegoś pragniesz, myślisz o tym i wyobrażasz to sobie, to wysyłasz do świata sygnał, na który ten wcześniej czy później pozytywnie odpowie. Jak mówi jeden z bohaterów tego filmu „myśli, stają się rzeczami”.

rozwój osobisty - szansa

Przyznaję, brzmi to mocno fantastycznie i dla wielu osób może być niemożliwe do przyjęcia. Znam też wielu takich, którzy potraktowali ten przekaz zbyt dosłownie, tzn. totalnie nic nie robili tylko wyobrażali sobie że są bogaci, mieszkają w luksusowych willach, jeżdżą wypasionymi samochodami i pławią się w luksusach. Cóż, do dziś klepią biedę wysyłając w świat swoje iluzoryczne sygnały i czekając, aż prawo przyciągania zadziała.

Tymczasem, jeżeli coś w tej teorii działa, to wiara w to, że świat nam sprzyja. Jeżeli uważasz, że świat/życie jest twoim sprzymierzeńcem i nie musisz z nim walczyć każdego dnia, z łatwością otwierasz się na potencjalne szanse i możliwości. Zaczynasz dostrzegać oczywiste znaki, obok których inni przebiegają obojętnie. Udowodnił to w swoim eksperymencie brytyjski psycholog Richard Wiseman, który postanowił zbadać, dlaczego jedni w życiu mają szczęście, a drudzy są wiecznymi pechowcami.

W jednym ze swoich eksperymentów podzieli uczestników na „szczęściarzy” i „pechowców”. Przy czym nie badał jak faktycznie wygląda ich życie, tylko bazował na ich deklaracjach. Wszyscy uczestnicy otrzymali to samo zadanie – policzyć zdjęcia w otrzymanej gazecie. „Pechowcom” zajęło to średnio 2 minuty, natomiast „szczęściarze” kończyli zadanie średnio w 2 sekundy.

Na czym polegał trick? Na drugiej stronie gazety zamieszczono ogłoszenie na pół strony z literami wysokimi na 4 cm, które brzmiało „Przestań liczyć, w tej gazecie są 43 zdjęcia” – żaden z „pechowców” go nie zauważył. Czy faktycznie mieli pecha? Nie, ale testy osobowościowe wykazały, że byli bardziej spięci. Według Wisemana, to właśnie niepokój był jedną z przyczyn powodujących u „pechowców” zaburzenie zdolności spostrzegania nieoczekiwanych informacji. Osoby spięte charakteryzują się tym, że mają ograniczone pole uwagi, na skutek czego nie dostrzegają pojawiających się wokół nich szans i możliwości. „Pechowcy” byli też mocno skupieni na celu w przekonaniu, że muszą walczyć z przeciwnościami aby go zrealizować. Nie rozglądali się zatem na boki i nie dostrzegali szans, które się pojawiały. Nie zauważyli też kolejnego ogłoszenia umieszczonego w połowie gazety: „Przestań liczyć, jeśli powiesz osobie przeprowadzającej eksperyment, że właśnie to przeczytałeś, wygrasz 250 dolarów”.

Tymczasem „szczęściarze” przekonani, że los im sprzyja byli bardziej wyluzowani, otwarci i elastyczni. Dzięki czemu z łatwością wyłapywali wielkie ogłoszenie, nie będące zdjęciem ale zawierające kluczową informację o liczbie zdjęć w tej gazecie.

Uwierz zatem w to, że świat i życie Ci sprzyjają a następnie otwórz się na otaczające Cię szanse i możliwości. Jeśli je dostrzeżesz, podążaj za nimi śmiało i odważnie.

filizanka_small  Ten tekst pisałem w towarzystwie energetyzującej Mate Beduin, aromatycznej mieszanki, w której Yerba łączy się z miętą Nana, eukaliptusem a całości dopełnia słodka nuta karmelu.

Kiedy jest za dobrze, to jest źle…

Często marzymy o tym, aby w naszym życiu wszystko idealnie się układało. Była praca, która daje dobre pieniądze i satysfakcję. Lokum – odpowiednio duże, wygodne i w dobrej lokalizacji oraz ktoś obok, kto wesprze, pocieszy albo fajnie spędzi z nami czas. Zero stresów, zero problemów – po prostu raj. Nie zdajemy sobie jednak sprawy z tego, że to najprostsza droga do tego, aby „umrzeć” za życia.

zmiany oznaczają rozwój

Króliczy raj

Do napisania tego tekstu skłonił mnie film Bartka Konopki i Piotra Rosołowskiego „KRÓLIK PO BERLIŃSKU”. Opowiada on historię dzikich królików, które kiedyś żyły na Placu Poczdamskim w Berlinie. Zaraz po wojnie miasto to było w ruinie, a jednym z najbardziej dokuczliwych problemów był  brak żywności. Ludzie, aby przeżyć na Placu Poczdamskim zakładali grządki i pola uprawne, które wabiły również wygłodniałe króliki z całego miasta. Oczywiście ludzie chronili swoje uprawy zabezpieczając je siatkami, które nie dopuszczały królików. Jednak pewnego dnia, w życiu królików, wydarzyło się coś niespodziewanego. Zostały one, wraz z pasem ziemi, na którym żyły odizolowane od ludzi. Początkowo zasiekami a potem grubym porządnym murem, przez który nie mógł przejść ani człowiek, ani inny niebezpieczny dla królików zwierz. Co więcej, choć po obu stronach pasa ziemi stał mur berliński, na którym aż roiło się od żołnierzy z bronią, nikt nie strzelał do królików w obawie o rozpętanie konfliktu zbrojnego. Tak oto nastał czas idylli i powstało wymarzone miejsce do króliczego żywota. Jedzenia w bród, bark niebezpiecznych drapieżników i innych zagrożeń. Z czasem efekt tego stanu stał się bardzo wyraźny: „Szczęśliwe zwierzęta nie musiały nic robić. Mając to czego pragnęły, zaczęły sprawiać wrażenie jakby otaczający świat przestał je interesować. Stopniowo popadały w bierność i apatię”. Gdyby nic się nie zmieniało, ten stan trwałby nieprzerwanie a króliki mogłyby być tylko bardziej bierne i apatyczne. Jednak natura nie znosi braku zmian i tak też było w tym przypadku. Obalenie muru, zburzyło wieloletni rozdział idealnego świata królików od rzeczywistego świata. Na ich teren wtargnęli ludzie, drapieżniki i miasto. Bierne i apatyczne króliki były zupełnie nieprzygotowane na taki obrót sprawy. Zatracony instynkt i brak umiejętności przetrwania w trudnych i niebezpiecznych sytuacjach doprowadził do zagłady króliczej populacji z poczdamskiego placu.

Szlachetne utrudnianie

Film miał być analogią do zniewolonego przez system komunistycznego społeczeństwa. Niesie jednak za sobą uniwersalne przesłanie dotyczące tego, jak niebezpieczny może być w życiu czas, gdy wszystko zbyt długo idealnie nam się układa. Najczęściej rozkoszujemy się tym stanem i zapominamy, że w życiu nic nie jest stałe a to co jest, z dużym prawdopodobieństwem ulegnie zmianie. Stąd jeżeli mamy tyle szczęścia, że trafił nam się taki czas, to po chwili należytego odpoczynku wzorem szambelana z „Iwony księżniczki Burgunda” Witold Gombrowicz powinniśmy zacząć utrudniać:

Szambelan stawia fotele do góry nogami
Król: Szambelanie, co robisz?
Szambelan: Utrudniam.
Król: Utrudniasz?
Szambelan: Siadanie na przykład. Trudniej usiąść, gdy fotel tak stoi.

Naszym utrudnianiem może być jakiś kurs, czy szkolenie. Podjęcie nowej aktywności czy to sportowej, czy intelektualnej albo podróż do nowego, nieznanego miejsca. Każda sytuacja, w której będziemy musieli sobie poradzić z trudnościami lub staniemy przed jakimś wyzwaniem wymusi nasze działanie i da impuls do aktywności. Dzięki czemu, nie popadniemy wzorem berlińskich królików w stan bierności i apatii, tylko będziemy się ciągle rozwijać.

Chris Sacca, jeden z najbardziej barwnych wiceprezesów w Dolinie Krzemowej, napisał kiedyś na Twitterze, że jedyną rzeczą, jakiej wymagał od ludzi, których miał zatrudnić, było znalezienie się w sytuacji, w której byli zagubieni, sami, w miejscu, w którym nikt nie mówił ich językiem i musieli polegać na łasce i niełasce innych. Czemu było to tak ważne, możecie przeczytać w artykule dostępnym pod tym linkiem.

filizanka_small pisząc o berlińskich królikach sączyłem pyszną chińską herbatę Milk Oolong.

Rozpieprz schemat

Nie jestem zwolennikiem siłowego wprowadzania zmian w naszym życiu. Wole dłużej trwające procesy, czy też metamorfozy, pozwalające na stopniowe oswajanie się z tym co się z nami dzieje.  Uznaje jednak, że są w naszym życiu pewne tak głęboko zakorzenione schematy postępowania czy funkcjonowania, iż nie da się ich zmieniać w „pokojowy” sposób. Wymagane jest w tym przypadku jedno ostre cięcie, które wywróci wszystko do góry nogami i pozwoli zbudować nowe zasady postępowania na przyszłość.

Rozwój osobisty - Life factory - rozpieprz to!

Nie zmieniaj, nie modyfikuj tylko rozpieprz z całym impetem to co chcesz wykorzenić lub całkowicie przebudować. Jednak zanim się do tego zabierzesz wyczekaj na odpowiedni moment. Musisz mieć wystarczająco dużo siły i energii. Nie ma chyba jakiegoś jednego sposobu, który podpowie po czym poznać ten moment, po prostu musisz to wewnętrznie poczuć.

W moim przypadku takim skostniałym schematem było przekonanie, że układ mebli w dużym pokoju jest jedynym najbardziej ergonomicznym ze wszystkich możliwych. Kiedy go meblowałem 10 lat wcześniej, moje życie było na innym etapie i także czego innego od niego oczekiwałem. Co najmniej już od pół roku chodziła za mną myśl, aby coś tu pozmieniać i poprzestawiać. Potrzebowałem tchnąć nową energie w to miejsce. Jednak ile razy o tym myślałem, w mojej głowie pojawiało się przekonanie, że inaczej nic w tym pokoju poustawiać się nie da. A jak nawet bym coś poprzesuwał, to tylko zmieni się na gorsze. Tak było do jednego piątkowego popołudnia, kiedy to zabrałem się za sprzątanie mieszkania. Kiedy wkroczyłem z odkurzaczem do dużego pokoju, nagle poczułem, że to jest moment na zmianę. Byłem pełen energii i podejścia „niech się dzieje, co chce”. Założyłem, że jak zmiany nie wypalą to najwyżej postawię wszystko tak jak wcześniej stało.  Włączyłem muzykę i zacząłem przesuwanie i przenoszenie całego wyposażenie pokoju. Nie trafiłem za pierwszym razem, ale po jakiś 30-40 minutach pojawił się nowy, mocno nowatorski układ. Wielki szklany stół, przestał być centralnym punktem pokoju i wylądował pod oknem, otworzyło to swobodny dostęp do kanapy oraz uwolniło sporo pustej przestrzeni pośrodku pokoju. Z pomieszczenia o częściowo biurowym charakterze, pokój zmienił się w bardzo przytulny i domowy. Sam byłem zaskoczony, tym jak szybko i dobrze mi poszło.  Pozostało tylko dokończyć odkurzanie.

Zmiany się dokonały i choć byłem zadowolony z ich efektów, to zaczęły mnie nachodzić wątpliwości, czy aby dobrze zrobiłem. Na całe szczęście znajomi, którzy mnie odwiedzili w weekend potwierdzili zasadność mojego działania i bardzo chwalili nowy układ mebli. To co się jednak potem stało było dla mnie jeszcze większym zaskoczeniem. Zmiany w ustawieniu pokoju, wyzwoliły we mnie nowe pokłady kreatywności (jedna zmiana, pociągnęła za sobą kolejne), spojrzałem na niektóre aspekty mojego domowego życia z innej perspektywy i tutaj też dokonałem zmian. Przez kilka pierwszych poranków, nie mogłem się szykować do pracy na zasadzie automatycznych odruchów, bo wszystko teraz leżało w innym miejscu i już od pierwszych chwil przeżywałem poszczególne dni w pełni świadomie i uważnie. Miałem też niezły ubaw z samego siebie, kiedy wpadałem do domu i chciałem odruchowo coś rzucić na stół, a zamiast niego trafiałem na pustkę i musiałem zatrzymywać się w połowie ruchu. W ciągu trzech kolejnych tygodni od tego przemeblowania, uporządkowałem jeszcze parę innych domowych kwestii i z efektów całości jestem mega zadowolony.

Rozwój osobisty - Life factory - schemat

Jak mawia znajomy lekarz, z niektórymi sprawami w życiu trzeba postępować jak z wrzodem. Nie nakłuwać go delikatnie i zakładać sączek, bo cała sprawa będzie się ciągnąć w nieskończoność i babrać niepotrzebnie. Tylko, choćby miało na mement zaboleć, trzeba ciąć po całości i z jednym zamachem oczyścić ranę. Uczucie ulgi, które potem przychodzi jest nie do zapomnienia.

Pozostaje teraz pytanie, czy i Ty nie masz jakiejś zaległej sprawy do uporządkowania, albo czy jakiś zakorzeniony w Tobie schemat postępowania nie ogranicza Twojej swobody działania. Jeżeli coś takiego Ciebie dotyczy, poczekaj na odpowiedni moment przypływu energii i działaj, ale nie delikatnie i powoli, tylko na całego.

filizanka_small  w pisaniu tego tekstu wspierała mnie zielona herbata imbirowo-cytrynowa GREEN TEA GINGER LEMON