Archiwa kategorii: Sukces

Pochwała nieortodoksyjności

Ten wpis zainspirowała znajoma mojej przyjaciółki, która miała okazję oglądać moją wizytówkę i jak słyszałem przypadła jej ona do gustu, ale stwierdziła że nie powinienem używać słowa „musisz”.  W pierwszej chwili, aż pobladłem z obawy że coś przeoczyłem bo sam przecież jestem piewcą zasady „Nic nie muszę, wszystko mogę”. Szybko się jednak uspokoiłem, kiedy przypomniałem sobie, że słowo „Musisz” jest tam użyte w kontekście „jeśli chcesz coś zmienić”.  Co więcej użyłem tego słowa bardzo świadomie aby uzmysłowić czytającemu, że jest to nieodzowny warunek zmiany.

Rozwój osobisty - Life factory - zmiana

Nigdy nie wpadłbym na to, że ktoś nie będzie zwracał uwagi na kontekst stwierdzenia, tylko „zawiesi” się na jednym słowie, ale było to dla mnie kolejnym doświadczeniem i przypomniało mi, że każdy z nas inaczej odbiera świat, czego innego w nim szuka i na co innego zwraca uwagę. Niemniej jednak szanując inne spojrzenia ja będę zawsze gorąco zachęcał do nieortodoksyjności w podejściu do życia, bo dzięki temu np. złapiemy cały kontekst zdarzenia a nie zafiksujemy się na jednym szczególe.

Genialnym przykładem tego typu jest dieta. Sam choć na żadnej nie jestem, to bardzo staram się jeść zdrowo i niezbyt tucząco. Jednak przy całym tym podejściu raz na miesiąc lub dwa napada mnie chęć na pizzę i choć wiem, że to nie najzdrowszy posiłek udaję się do jednej z moich ulubionych pizzerii i delektuję zjadanym włoskim plackiem. Czy mam z tego powodu wyrzuty sumienia –żadnych! Czy ta pizza zrujnuje efekty mojego zdrowego odżywiania – oczywiście, że nie. Pozwoli jednak ugasić na dłuższy czas chęć na tłuste frytki czy słodkie ciasta i ugasi żal, że inni to wsuwają takie smaczne niezdrowe jedzenie. Tak wiem, za parę lat to się na nich odbije ale ochotę na niezdrowe jedzenie mam teraz i często ciężko samą racjonalną argumentacją nad tym zapanować. Taka grzeszna pizza zjedzona ze smakiem z jednej strony uspokaja we mnie ochotę na niezdrowe to i owo a z drugiej jest nagrodą za wytrwałość przy trzymaniu się zdrowego odżywiania. Czy, gdybym jej nie zjadł coś by się stało? Pewnie na samym początku nie, jednak myśl o niej chodziłaby ciągle za mną i obawiam się, że za czas jakiś np. przy sytuacji stresowej doszedłbym do takiej ochoty na coś niekoniecznie zdrowego, że napadłbym na jakiegoś fast food’a albo cukiernie.

Świetnie tę sytuację obrazuje też, krótkie opowiadanie o dwóch mnichach  buddyjskich które krąży od dawna po internecie:
„Przypowieść o dwóch buddyjskich mnichach, którzy po złożeniu ślubów czystości wracają do swego klasztoru. Po drodze spotykają kobietę, która – przerażona rwącą wodą potoku – nie odważa się go przekroczyć. Jeden z mnichów, pomimo przysięgi, że nigdy nie dotknie kobiecego ciała, bez wahania bierze ją na ręce i przenosi przez potok. Potem mnisi ruszają w dalszą drogę. Jakiś czas idą w milczeniu, aż towarzysz mnicha, który przeniósł kobietę nie wytrzymuje i zwracając się do niego mówi z przyganą: „Jesteś świadom tego, że złamałeś śluby? Dotknąłeś przecież kobiety”. Wówczas zagadnięty mnich spogląda na swego kolegę spokojnie i odpowiada: „Tak, ale ja zrobiłem to 5 godzin temu, a ty niesiesz ją nadal. Jesteś tego świadomy?”.

Rozwój osobisty - Life factory - wyjdź z pudełka

Zatem z diabelskim błyskiem w oku zachęcam – złam czasami świadomie zasady, nagnij reguły i poczuj, że są one dla Ciebie ważne ale nie są Twoim więzieniem lecz Twoim wyborem.

filizanka_small pisząc o łamaniu zasad popijam nietypową herbatę z marchewką Moc Combucha 😉

Marzenia, mrzonki, miraże…

Lubimy mieć marzenia i snuć imaginacje na temat tego jak to będzie kiedy je już spełnimy. Będziemy bogaci, rzucimy pracę i będziemy mieli mnóstwo czasu, a może będziemy w nieustającej podróży po świecie wciąż poznając nowych ciekawych ludzi. Założymy firmę, podbijemy rynek i będziemy sławni…   tylko trochę ciężko to zrobić spędzając czas przed telewizorem, facebookiem lub wylegując się całymi dniami na kanapie. Często też kupujemy cudze marzenia, bo np.  znajomy skoczył na spadochronie i ma z tego świetny film i my też chcemy. Chcemy, ale „zapominamy” zapytać znajomego jak taki skok załatwić i ile to kosztuje. „Zapominamy” świadomie, bo kiedy znalibyśmy na to odpowiedź mielibyśmy zbyt mało przeszkód do realizacji tego pomysłu i wtedy musielibyśmy przyznać, że jednak tego nie chcemy lub rzeczywiście zacząć działać.

Rozwój osobisty - Life factory - znajdziesz sposób

Działanie jest właśnie tym co testuje nas i nasze marzenia. Jeżeli marzysz o podróży do Nowego Jorku a nie wiesz nawet ile kosztuje bilet lotniczy do tego miejsca lub nie podjąłeś innych kroków zbliżających Cię do realizacji tego celu to masz do czynienia z mrzonką i iluzją a nie autentycznym marzeniem.  Przy czym wielkość marzenia nie jest istotna, dla jednego będzie to podróż do Nowego Jorku, dla kogoś innego domek na zboczach Beskidów a jeszcze ktoś inny zamarzy o wyprowadzce do dużego miasta czy o konkretnym modelu samochodu, jak np. autor baneru wywieszonego na kabinie od starego Stara w Wiśle Dziechcince:

Rozwój osobisty - Life factory - marzenia

Rozwój osobisty - Life factory - marzenia 2

Kiedy wybierzesz się do coacha aby porozmawiać o swoim marzeniu, coach często zada Ci trzy pytania:

  1. co już w tej sprawie zrobiłeś/aś?
  2. co nie zadziałało?
  3. co już przyniosło pożądane zmiany?

i odpowiedzi na nie dadzą mu sporą wiedzę o tym czy faktycznie to o czym opowiadasz jest Twoim marzeniem czy jedynie iluzją.  Zresztą, aby to sprawdzić możesz sam/sama sobie zadać te pytania i zastanowić się nad tym jak brzmią Twoje odpowiedzi.

filizanka_small skoro o marzeniach skrobię to popijam białą herbatę Shou Mei o nucie wanilii i bambusa

Lista zadań

Ilu poradników i zaleceń dotyczących zarządzania czasem bym nie czytał zawsze trafiam na tę samą poradę dotyczącą sporządzenia listy spraw na dany dzień, czy to z samego rana, czy też wieczorem dnia poprzedniego. Trzeba usiąść wypisać wszystko co do roboty a potem się do niej zabrać i następnie odhaczać to co załatwione. Oczywiście co bardziej zaawansowane porady mówią o nadaniu odpowiednich priorytetów i realizacji najtrudniejszych zadań na początku dnia. Sam z takich list korzystam od wielu lat i bardzo sobie je chwalę, ale wbrew pozorom potrafią być one też i pułapką, która odbiera nam sił zamiast nas wspierać.Rozwój osobisty - Life factory - lista zadań

Ja nie dam rady!? – czyli o ambicji słów parę

Będę najlepszą wersją siebie i zrobię wszystkie zadania z całego tygodnia już pierwszego dnia. Zresztą to pokaże jak ważny i zapracowany jestem bo mam na dziś 25 zadań do zrealizowania. Bazując na praktyce zapytałbym czy upadłeś na głowę, czy też masz na tej liście uwzględnione tak „istotne” zadania dnia jak np. „umyć zęby”. Jakby nie było, raczej bym nie postrzegał Ciebie jako dobrze zorganizowanego, bo albo wpisujesz tam same drobiazgi albo masz problemy z porównaniem liczby zadań na dany dzień z liczbą godzin, która na ten dzień się składa. Sam byłem tym drugim przypadkiem, duma rozpierała mnie z każdym dodatkowym zadaniem na kartce, wiec śmiało dopisywałem kolejne. Ambicja nie dawała mi spokoju jeśli moja lista miała mniej niż 10 pozycji, bo wyszłoby że jestem mało potrzebny i mało ważny. Potem z uwielbieniem wykreślałem pozycję za pozycją…   i było tak przeważnie do godz. 20:00, kiedy to nagle okazywało się, że dzień zbliża się do końca a ponad połowa mojej listy jest nawet nietknięta. Pojawiał się stres i rozdrażnienie, przyspieszałem obroty i wsuwałem jakieś słodycze, które na moment osładzały mi niedolę walki z zadaniowym uciemiężeniem. Na koniec dnia lądowałem z papierkiem po tabliczce czekolady, stresem, frustracją i kilkoma zadaniami, których nie zdążyłem zrobić. Jak mawia jeden z moich znajomych: „Ot, taka piękna katastrofa” i to katastrofa na własne życzenie, bo ambicja to jedno a realizm niekoniecznie idzie z nią w parze. Są dwa sposoby, aby temu zapobiegać:

  1. wieczorem dnia poprzedniego wypisz zadania na następny dzień, a kiedy wstaniesz rano zdecyduj, które z nich wywalasz tak aby lista zmniejszyła się o 50%
  2. do każdej pozycji z listy dopisuj szacowany czas realizacji i licz czy nie przekroczyłeś doby, po odjęciu z niej czasu na sen

Rozwój osobisty - Life factory - efektywność

Robocop 3.0 – czyli jak energii zabraknie to polecę na rezerwie

Fani science fiction z łatwością odnajdą w pamięci sceny z filmów, kiedy to jakiś z robotów w trakcie podbijania kolejnego świata, oczyszczania bazy naukowej z wrogich obcych i tym podobnych użytecznych prac nagle otrzymywał ze swojego systemu komunikat o niskim poziomie energii i konieczności jej uzupełnienia. Najczęściej jednak bohatersko ignorował ten stan i albo dalej działał na zapasowych akumulatorach, albo odłączał mniej istotne funkcje i systemy. Powstaje teraz pytanie, a co odłączasz Ty kiedy zabraknie Ci energii?

Jakoś tak się składa, że większość poradników, które zalecają korzystanie z list zadań nie wspomina o jednym istotnym zadaniu, które powinno zostać obligatoryjnie wpisane minimum w co drugi dzień – a brzmi on „odpocząć”.  Możemy pić kawę, yerba mate lub inne energetyki ale wraz  z postępem zmęczenia ich działanie jest coraz mniej efektywne a my funkcjonujemy coraz wolniej i mniej kreatywnie. Z jednej strony krótka 20-minutowa drzemka lub inny rodzaj relaksu dodadzą nam energii i poprawią koncentrację a z drugiej pozwolą na chwilę oderwać się od realizowanych zadań i spojrzeń na nie ze świeżej perspektywy.

Pamiętaj też, aby między zadaniami planować przerwy. Ostatecznie trzeba coś jeść, czasami nawiedzić miejsce wiadome i ku zdrowotności raz na jakiś czas spojrzeć w okno.

Rozwój osobisty - Life factory - życie

Plan totalny – czyli 100% czasu pod kontrolą

Totalna kontrola nad czasem to niespełnione marzenie perfekcjonisty i niestety wielu osób, które próbują planować swój dzień. Jest to kwestia znana od dawna w biznesie. Każdy z menadżerów, który przechodził kurs zarządzania czasem doskonale wie, że w planie dnia trzeba zaplanować czas na zdarzenia nieplanowane. Zasadniczo trenerzy na takich kursach nie pytają nawet czy masz takie sytuacje w życiu zawodowym, tylko odrazy proszą Cię abyś oszacował czy wynoszą one 20, 40, czy 60% twojego roboczego dnia. Ta sama zasad dotyczy planowania naszych prywatnych zadań na dany dzień.

Jak jesteś uporządkowany pewnie coś niezaplonowanego nie przekroczy wartości 20% jak masz dzieci, niesforne zwierzaki i asertywną teściową, która nie rozumie że dobrze byłoby się umawiać z wyprzedzeniem na wizytę w waszym domu pewnie będziesz oscylował w granicach 60-80% utraty kontroli nad czasem. Może nie jest super, ale już wiesz ile czasu możesz przeznaczyć na planowanie zadań.

Rozwój osobisty - Life factory - plany

U mnie nie ma prosto, zatem na zakończenie sam lub sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie co zrobisz z zadaniem, które od 5 dni przesuwasz z dnia na dzień…

filizanka_small co napisawszy zapiłem sporym łykiem zielonej herbaty Mały Budda

Punkt magii

Nie wiem skąd to się bierze, ale mamy jakąś taką dziwną tendencję do wiary w to, że w naszym życiu czekają na nas magiczne punkty po dotarciu do których wszystko się zmieni. A to zaczniemy intensywnie uczyć się angielskiego jak tylko uporamy się ze stertą książek do przeczytania, zaczniemy biegać i dbać o siebie jak tylko skończymy kurs, który potrwa jeszcze 4 miesiące. Pomyślimy o założeniu własnej firmy jak wrócimy z wakacji a tak w ogóle to odpoczniemy jak nasze dziecko pójdzie wreszcie do szkoły, no i jeszcze pamiętamy, że prawdziwe życie zaczyna się po czterdziestce. Zatem jak tylko do niej dotrwamy,to wtedy pokażemy światu jak należy żyć i się bawić.  Mógłbym jeszcze przytoczyć sporo podobnych frazesów o odpoczynku dopiero na emeryturze itd., jednak nie chcę marnować Twojego czasu 😉

Rozwój osobisty - Life factory - na co czekasz

Pewnie Cię to rozczaruje ale prawie zawsze albo nie będziesz mógł dotrzeć do wyznaczonego punktu (bo np.  na stercie wciąż będą przybywać nowe książki) albo kiedy już do niego dojdziesz nic się nie zmieni i wyznaczysz sobie kolejne punkty, bo ten okaże się niewłaściwy.  Niestety, świat nic nie wie o Twoich planach i nie zakrzywi czasu albo go nie zdubluje. Co więcej, najprawdopodobniej zadba o to, aby pojawiły się kolejne cele niekoniecznie spójne z Twoimi wyimaginowanymi planami.

Po kursie trzeba będzie jakoś wykorzystać zdobytą wiedzę a zdobycie praktyki zabiera czas. Po powrocie z wakacji będziemy potrzebowali czasu aby dojść do siebie i odkopać się z zaległości, zatem założenie firmy przesuniesz o kilka miesięcy a potem wiadomo: krótsze dni, jesienna depresja co siły odbiera, Święta i Nowy Rok, kiedy to będzie można podjąć wyzwania na kolejny rok i wpisać tam założenie firmy… oczywiście po feriach zimowych, bo…. Jak tylko dziecko pójdzie do szkoły to pojawi się cała sterta nowych wyzwań i problemów ze szkołą związanych, że nie wspomnę o pomaganiu w odrabianiu zadań domowych. Zapewniam Cię również, że po przekroczeniu czterdziestu lat świat nie będzie inny – nic nie dupnie, niebo nie rozbłyśnie, nawet ziemia się nie zatrzęsie i czas będzie płyną w tym samym rytmie, zatem czemu miałoby się coś od tego momentu zmienić.

Rozwój osobisty - Life factory - jutro

Zapomnij więc o magicznych punktach w życiu – to iluzja i zacznij planować swoje zmiany już dziś wpisując je w kalendarz. Co najważniejsze nie muszą być one wielkie i spektakularne, ale wystarczy abyś choć o mały krok zbliżały Cię do celu. Możesz uczyć się codziennie czerech nowych słówek po angielsku z rana przy śniadaniu lub przeczytać jeden news w internecie w tym języku. Jak przez kurs nie masz czasu na bieganie wyskocz codziennie w drodze do pracy dwa przystanki wcześniej z autobusu i pokonaj je na pieszo (jak dojeżdżasz samochodem, to zostaw go gdzieś 20 minut spaceru od pracy). Jak chcesz założyć firmę to nie czekaj do wakacji, tylko już teraz zdobądź informacje co będzie potrzebne do jej zarejestrowania i weź jeden dzień urlopu więcej. Ten ostatni przeznaczysz na wizytę w urzędzie aby ją zarejestrować. Nie czekaj na czterdziestkę aby być szczęśliwym, zorganizuj sobie szczęście już od jutra: umówi się co dwa tygodnie popołudniu ze znajomymi w knajpie, zorganizuj w domu wieczór Unplugged (bez prądu), dzieci zdziwią się jak wygląda ciemność rozświetlona świecami a Twojej długiej połowie może się udzielić romantyczny nastrój i dopiero spotka Cię szczęśliwy finał dnia. Jak to za duże wyzwania, to idź na spacer albo wyskocz do kina i nie wciskaj, że nie masz czasu bo w wielu miastach bez problemu znajdziesz seans o 22:00.

Rozwój osobisty - Life factory - czekanie

filizanka_small tekst pisany z kubkiem naparu z Gojnika – zioła co umysł rozjaśnia i sił dodaje

Powerbook

Wśród swoich znajomych mam zarówno grono gorących wielbicieli jak i zadeklarowanych przeciwników Facebooka. Każda z grup ma swoją argumentację i przekonania przemawiające za ich postawą. Jedni twierdzą, że pozwala on nawiązywać nowe znajomości i umacnia obecnie, drudzy że wręcz odwrotnie. Jedynym obszarem, gdzie zwolennicy tych obu grup są w stanie znaleźć nić porozumienia jest kwestia związana z Facebookiem jako złodziejem czasu. Swoją drogą to znamienne, że to niby Facebook kradnie nam czas, a nie my go marnujemy 😉

Ja się z tym zdaniem zdecydowanie nie zgadzam. Po pierwsze Facebook jest narzędziem a częstotliwość korzystania z niego, czy też cel w jakim go używamy zależy już całkowicie od nas. Zatem nie wciskajmy, że to on z nami coś robi, bo to my robimy coś z nim. Po drugie nie stanowi on dla mnie źródła pozyskiwania przyjaciół i znajomych, choć pewnie utrzymywanie z nimi kontaktów istotnie ułatwia. Często tą drogą właśnie umawiam się na spotkania w tak zwanym realu.  Ja na swój użytek nadałem Facebook’owi role mojego prywatnego Powerbooka, czyli narzędzia które mnie:  motywuje, nasyca i jeszcze pozwala na gromadzenie ciekawych materiałów.

Rozwój osobisty - Life factory - Powerbook

Motywacja

Dzięki polubieniu odpowiednich stron codziennie z rana czeka na mnie kilka motywujących obrazków z mobilizującymi hasłami i cytatami. Czasami wywołują uśmiech, czasami przypomną o tym co naprawdę ważne w życiu, a czasami najzwyczajniej w życiu mentalnie kopną w tyłek i zmotywują do działania. Co jednak najlepsze, taką dawkę refleksji i motywacji zapewniam sobie przez cały dzień, a jest ona szczególnie przydatna w momentach, w których siada mi energia, dopada zmęczenie lub kiedy w stresie zaczynam gnać przez życie zapominając o zdrowiu i dobrym odżywianiu. Zdarzyło mi się to ostatnio, kiedy w amoku działania do listy zadań na dziś dopisywałem kolejne pozycje choć już pół dnia było daleko za mną. Już miałem zaparzyć dzbanek yerba mate dla energii, przewietrzyć mieszkanie żeby nie zasnąć bo padałem ze zmęczenia i właśnie wtedy na moim Facebook pojawił się obrazek śpiącego wilka na kwiecistej polanie z hasłem „Daj sobie zgodę na odpoczynek. Masz do niego prawo”.Rozwój osobisty - Life factory - odpoczynek

Poczułem się jakby mi ktoś na pełnej prędkości zaciągnął ręczny hamulec, wręcz poczułem powietrze owiewające mnie przy tym gwałtownym wytracaniu prędkości. Oprzytomniałem i zamiast ślepego parcia do przodu pomimo zmęczenia, postanowiłem uciąć sobie popołudniową regenerująca drzemkę. Oczywiście po pobudce i tak sobie zaparzyłem yerbe i wpuściłem świeże powietrze do mieszkania, ale miałem już zupełnie inny poziom enrgii. Kiedy obudziłem swojego uśpionego laptopa na ekranie powitał mnie cytat: „Naprawdę rozwijasz się tylko wtedy, gdy nie masz poczucia komfortu” Harv Eker i już wiedziałem po co mam siadać do roboty…Rozwój osobisty - Life factory - strefa komfortu

Nasycenie

Kiedy zajmuję się jakimś z moich zainteresowań potrzebuję podsycania mojej fascynacji danym zagadnieniem, poszerzania wiedzy na jego temat, pozytywnych przykładów rozwoju takiego zainteresowania u innych i wzorów do naśladowania. Lubię też wiedzieć co się dzieje w tym temacie, jakie są najnowsze trendy i przewidywania odnośnie przyszłości. Kiedyś musiałbym buszować w całym internecie, teraz lajkuję funpage z tym tematem związane i mam cały przekrój wiedzy w jednym miejscu. Jednak co najważniejsze informacje te płyną do mnie nieustająco cały czas. Że niby zaśmieca mi to głowę i kradnie czas – przenigdy. To mnie nasyca, mój mózg podświadomie rejestruje różne informacje związane z tym tematem. Ja akurat tak mam, że najpierw muszę zgromadzić wiedzę a dopiero potem działam stąd faza nasycania jest dla mnie tak ważna na początku i cenna potem w trakcie działania.

Jedyna sprawa, o której staram się pamiętać to raz na dwa/trzy tygodnie sprawdzenie, czy te strony które na Facebook polubiłem fatycznie dostarczają mi ciekawych informacje. Jeśli nie, to szybko przestaję je lubić lub obserwować aby w tym przypadku faktycznie nie zaśmiecać sobie Facebooka i głowy.

Gromadzenie

Jeżeli ktoś z Was próbował kiedyś znaleźć na swojej linii czasu post, który polubił lub opublikował kilka miesięcy temu, ten wie jakie to niełatwe zadanie. Sporo czasu szukałem sposobu, aby gdzieś odkładać/gromadzić ciekawe posty, na które trafiłem. Z perspektyw czasu stwierdzam, ze najlepiej do tego założyć na swoim profilu grupę, która jeśli chcesz może być grupą „tajną” czyli nie widoczną dla innych użytkowników. Co więcej możesz zaprosić do niej wybranych znajomych o podobnym stopniu zakręcenia danym tematem i dzięki temu wymieniać się w niej ciekawymi postami.

Czas

A to, że czasami nie odkurzę, nie zrobię czegoś na czas lub przesunę na inny termin to nie wina Facebooka który ukradł mi czas, tylko moja decyzja o poświeceniu mu uwagi i odpowiadam za nią wyłącznie ja sam…

filizanka_small pisane z kubkiem smakowitej zielonej herbaty Mona Lisa 

Był sobie pomysł…

Być może zdarzyło Ci się kiedyś, że jadąc samochodem, rozmawiając ze znajomym, spacerując po okolicy, czy też myjąc o poranku zęby wpadłeś na jakiś genialny pomysł.  Był świetny, kiedy o nim myślałeś czułeś jak energia buzuje w Twoim ciele, mózg wyrywa się do kreacji rozwiązań i zasadniczo mógłbyś w tym momencie przenosić góry. Miałeś nawet w głowie zarysy pierwszych kroków i …

  1. jakiś „palant” zajechał Ci drogę, potem był jeszcze korek i dojechałeś do firmy na styk, jednak później niż zwykle. Zatem szybkie, nerwowe poszukiwanie miejsca i kalkulacja czy lepiej jednym kołem stanąć na trawniku ryzykując mandat, czy też szukać dalej i wejść do firmy po czasie natykając się świdrujący wzrok szefa. Czego być nie wybrał wpadasz szybko do pracy, ze zdenerwowania zaschło Ci w ustach, zatem odpalasz komputer i pędzisz robić kawę a potem następuje codzienny młyn: spotkania, klienci, koledzy z opowieściami co u nich w domu albo co kto z kim w biurze… Nim się spostrzeżesz już późne popołudnie i droga powrotna do domu we wkurzających korkach , dobrze jak jeszcze nie trzeba robić zakupów. Zaraz od wejścia do domu mąż/żona, dzieci, pies, kot albo stęskniony chomik a jak nie masz zwierzaków i rodziny to akcja z obiadem ale czekaj… Rano w samochodzie miałeś jakiś genialny pomysł, ale co to było? Cholera, że też to co najlepsze zawsze umyka z głowy.
  2. znajomy zadał Ci pytanie o plany na najbliższy weekend, bo razem z paczką przyjaciół planują objazd okolicznych zamków krzyżackich i może się dołączysz. Sprawdzasz kalendarz, dzwonisz do drugiej połówki żeby ustalić jak ona stoi z czasem i ustalacie termin ostatecznego potwierdzenia Waszego udziału. Następnie oglądacie w komórce znajomego fotki z ostatniego weekendowego wypadu do Berlina… że niby miałeś jakiś pomysł, że coś, gdzieś ale jak… Eee…, nie warto zawracać sobie głowy – trza podbój krzyżackich warowni szykować.
  3. wpadłeś do domu pełen zapału i w te pędy pognałeś do kompa. Chyba nawet w ulubionych stronach na przeglądarce masz zapisane parę namiarów, które Ci się przydadzą ale, ale… zaraz a co tu masz za cuda…100 latających kotów, którym nie wyszło (hi,hi)… programowanie umysłu metodą Silvy (że fale, że alpha, że theta, że wizualizacja)… Co numerologia mówi o Twoim imieniu (7+3+6+0…choler jaką wartość ma „ü” – no co, drugie też trzeba sprawdzić) Upsss… już 22:00 czas na kolację i pies drepcze z nogi na nogę przed wieczornym spacerem – trzeba się spieszyć. Jeszcze jedzenie do pracy na jutro, świeża koszula na rano, spojrzenie na ostatnie wiadomości w necie i hop pod pierzynę. Zaraz, zaraz jak to było…. wycisz się i rozluźnij (o rany chyba to czuję, to fale alpha), …daj uciec wszystkim troskom i zdarzeniom dnia minionego (ja pierdziu to już theta), … wyobraź sobie że jesteś piękny i umięśniony, poczuj jak pulsują komórki pod Twoją skorą i budują się stalowe mięśnie (jak nic, to muszą być fale zetha), … energia płynnie płynie przez meridiany Twego ciała roznosząc odżywczą substancje – ŁUBUDU! O matko… 7:00 rano.

Można takich scenariuszy napisać całe mnóstwo i jaki nie byłby ich przebieg to najczęściej finał jest jeden –  nasz zarąbisty pomysł gdzieś znika, przepada w czeluściach niepamięci i nawet nie pozostaje po nim wspomnienie.  Robimy listy zakupów, listy spraw do załatwienia na dany dzień lub tydzień a temu co najcenniejsze, co wykreowaliśmy w naszej głowie i co mogło by odmienić nasze życie, dajemy tak zwyczajnie uciec.

Zmień to i zacznij prowadzić „Pomysłownik”. Zrób to jak chcesz, czy to korzystając z notatek lub dziennika w komórce, czy w zwykłym notesie. Jeżeli tylko przyjdzie Ci do głowy jakiś super pomysł a nie możesz się nim zająć w tej chwili – zapisz go! Zapisuj, notuj, rysuj, bazgraj – nie ważne jak, ale zbieraj.  Za jakiś czas w wolnej chwili, albo w momencie gorszego samopoczucia przejrzy go  wybierz sobie jeden z nich i zrealizuj. A potem następny i następny i nawet nie zauważysz jak Twoje życie z szarego i nijakiego stanie się fascynujące.

Poniżej mój „pomysłownik” dobrany tak, aby jego użycie było jak najłatwiejsze.

Rozwój osobisty - Life factory - pomysł

filizanka_small tekst pisany z kubkiem pysznej herbaty  Ceylon OP Dimbula Uduwela 

Skąd nazwa Life Factory?

Bo to metafora mojego podejścia do życia. Jestem zwolennikiem przekonania, że masz takie życie jakie sobie zaplanujesz i na jakie zapracujesz. Oczywiście nie masz kontroli nad cały światem i często przytrafiają Ci się różne zdarzenia, jednak już reakcja na nie (posiedzę sobie i ponarzekam / zastanowię się co zrobię aby je wykorzystać na swoją korzyść) zależy całkowicie od Ciebie.

Gra strategiczna

Kiedy myślę o życiu to przypomina mi się gra strategiczna o prowadzeniu przedsiębiorstwa.  W grze trzeba było wybrać branże, zdecydować w co inwestujemy czas i pieniądze, zadbać o dostawy towaru do produkcji, serwis maszyn, specjalistów do ich obsługi, budowę kolejnych hal wraz z rozwojem firmy ale także poradzić sobie z kryzysem na rynku, nieplanowanym przestojem produkcji u dostawcy towaru itd.  Każda decyzja niosła konsekwencje, każde zaniedbanie ujawniało się potem ze zdwojoną siłą, każdy brak reakcji na zagrożenie mścił się z czasem w trójnasób.  Grę rozpoczęło 12 zespołów (firm) po godzinie istniały już tylko 3 reszta zbankrutowała lub musiała się sprzedać:

  • a to ktoś zakupił mnóstwo towaru do produkcji, ale zapomniał o serwisie maszyn, które się zepsuły
  • inni mieli maszyny i towar ale jakoś tak specjalistów zabrakło i firma stanęła
  • kolejni tak szybko chcieli się rozwijać, że całą kasę przeznaczyli na budowę nowych budynków ale zapomnieli opłacić rachunki za prąd potrzebny do maszyn
  • byli i tacy którzy zadbali o wszystko w firmie i tylko czekali z towarem na kupców, nie dostrzegli jednak symptomów nadciągającego kryzysu na rynku na którym działali. Była firma, były budynki i maszyny oraz magazyny pełne towaru. Nie było tylko kupujących i pieniędzy na wypłaty.

To była pouczająca lekcja odpowiedzialności. W tej grze nie było rządu, złych ludzi i innych ONY’ch – były tylko firmy i rynek. Jedni przetrwali, drudzy polegli i tym drugim straszliwie ciężko było zrzucić odpowiedzialność na los czy jakieś dziwne układy.

Jesteś jak firma

Wtedy zrozumiałem, że w życiu prowadzimy identyczną grę jak ta w przedsiębiorstwa.  Często podejmując dobre lub złe decyzje, za które przychodzi nam z czasem płacić lub które z czasem przynoszą nam różne dobra.  Nasz organizm, z „szefostwem” najczęściej umieszczonym w jego górnej części jest jak fabryka, za której rozwój i funkcjonowanie w pełni odpowiadamy.

Rozwój osobisty - Life factory - życie

Jedni jedzą w tanich fast foodach i potem narzekają na otyłość (że to niby geny), drudzy przygotowują zdrowe posiłki i są szczupli i zdrowi przez wiele lat. Jedni imprezują do upadłego, drudzy ćwiczą. Niektórzy poświęcają całe życie tylko karierze i kiedy ich zwolnią mają pretensje do świata, że nie wspiera ich rodzina, której nigdy nie założyli. Inni spędzają całe życie przed telewizorem oglądając kolejne seriale i telenowele a następnie psioczą na los, że nie są wysoko opłacanymi specjalistami. Są też tacy, którzy marzą o awansach, stanowiskach i wysokich wynagrodzeniach a potem są zszokowani, że zabija ich stres i odpowiedzialność za miliony złotych lub setki ludzi a spora część pensji idzie na lekarzy i drogie leki. Trafiają się i tacy, co chcą byś sławni a potem się dziwą, że nie mogą w spokoju wyjść do restauracji, bo wszędzie się czają fotoreporterzy. Są też ci co za wszelką cenę chcą pokazać światu jacy są zamożni a potem warczą na banki, że te nie dają im kolejnych kredytów i mówią o nich „niewypłacalni”.  Jak mówi przysłowie „co zasiejesz, to zbierzesz”. Ważne jest tylko, żebyś wiedział co zebrać byś chciał.

Wielu ludzi żyje przekonaniem, że nic od nich nie zależy ślepo składając swój los w ręce przypadku, opatrzności albo rządu, polityków i złego świata. To od nich najczęściej można usłyszeć , że gdyby nie ONI* to ich życie byłoby lepsze, wspanialsze i wtedy mogli by się naprawdę wykazać i osiągać sukcesy.  Dla mnie to bełkot, którego nie akceptuję. Chcesz żyć taką wizją świata -Twój wybór. Ja zawsze będę Ci przypominać grę w przedsiębiorstwa i tłumaczyć, że Twoje życie jest jak fabryka, za którą bierzesz całkowitą odpowiedzialność. Chcesz to się ze mną zgodzisz, chce to będziesz miał odmienne zdanie – dla mnie to nie problem, nie biorę odpowiedzialności za Twoje życie. Mam własną „fabrykę”.

* { „oni” to taki „x” z równania matematycznego, pod który można podstawić co się tylko chce np.  rząd, nauczycieli, lekarzy, rodziców, sąsiadów, psa sąsiadów i wszystkich tych co rzekomo są przeciwko nam ;-)}

filizanka_small tekst pisany z kubkiem pysznego rooibosa „Afrykański Busz” przy klawiaturze