Archiwa tagu: działanie

Jeszcze nie teraz!

Kilka dni temu byłem świadkiem, jak jeden z przyszłych kierowców oblał jazdę egzaminacyjną na prawo jazdy, w jednej z osiedlowych uliczek. Przez uchyloną szybę L-ki usłyszałem tylko złowrogi głos egzaminatora „Popełnił Pan błąd, egzamin nie zdany – zamieniamy się miejscami”. Los chciał, że kilkanaście minut później spotkałem tego chłopaka na przystanku, kiedy rozmawiała z kimś przez telefon: „To już trzeci raz. Nie jestem w stanie zdać tego egzaminu, chyba sobie odpuszczę”. Nadjechał autobus, chłopak przerwał rozmowę i obaj wsiedliśmy do środka. Raczej nigdy nie zagaduję nieznajomych, ale tym razem zrobiłem inaczej. Usiadłem obok niego, przedstawiłem i powiedziałem, że widziałem jego egzamin jak i słyszałem późniejszą rozmowę. Powiedziałem również, że ja zdałem dopiero za czwartym razem, a na ulicę z placu manewrowego wyjechałem dopiero przy trzecim egzaminie. Mogę jednak z perspektywy czasu powiedzieć, że dobrze iż tak się stało, bo każda niezaliczona próba nauczyła mnie czegoś, co potem przydało mi się na drodze w czasie realnej jazdy.

Rozwój osobisty - Life factory - dasz radę

Czemu tak zrobiłem, bo mam znajomego który do egzaminu na prawo jazdy pochodził osiem razy i dopiero ten ósmy był tym, który dał mu uprawnienia do prowadzenia pojazdów. Mam jednak i drugiego znajomego, który po czwarty egzaminie poddał się zupełnie i stwierdził: „że prowadzenie samochodu nie jest dla niego”. Co ich różni? Najprawdopodobniej programowanie z dzieciństwa. Ten pierwszy mógł być chwalony lub nagradzany nie tylko za najwyższe oceny w szkole, ale i za sam fakt poprawy tych gorszych. Dzięki temu trudności i wyzwania, traktuje jako coś co go rozwija i pomaga mu się stawać coraz lepszym.  W przypadku tego drugiego, najprawdopodobniej liczyła się tylko sama ocena – albo dobra, albo zła. Nikt nie doceniał jego starań i postępów.  W późniejszym jego życiu wystarczyło niepowodzenie, aby się poddał i odpuścił – bo po co się starać, skoro i tak nikt tego nie doceni. Liczy się najwyższa nota, albo żadna.

Świetnie tę zasadę opisała profesor Carol Dweck,  która bada „rozwojowy sposób myślenia”. Jest to idea, zgodnie z którą możemy zwiększyć możliwości naszego mózgu by się uczyć i rozwiązywać problemy. Jednym z najważniejszych jej założeń jest, aby kiedy się nie udaje nie przypinać innym albo samemu sobie „łatki” nieudacznika, głupka albo że, to dla mnie za trudne. Lepiej stwierdzić „Jeszcze nie teraz”. To określenie nie stygmatyzuje, nie odbiera energii i nadziei. Skłania raczej do poszukiwania tego co poszło nie tak, poprawiania błędów i podejmowania kolejnej próby.

Jedną z odmian tej zasady jest sformułowanie używane przez moją przyjaciółkę i zarazem moją nauczycielkę angielskiego. Kiedy odnośnie jednej z kwestii biznesowych powiedziałem jej, że „nie dam rady na tym zarabiać tyle ile bym chciał” – natychmiast zmyła mi głowę stwierdzeniem: „Nie mów nie dam rady, mów nie wiem jeszcze jak to zrobić!”. Kończąc ten wpis pozostaje mi jeszcze zaprosić Was na krótki wykład profesor Dweck oraz życzyć takich przyjaciół jak moja nauczycielka od angielskiego 😉

filizanka_small  tworzeniu tego tekstu towarzyszył kubek pysznej czarnej herbaty  Assam Hattialli

Czyją energią żyjesz?

Sporo lat temu, podczas pisania pracy magisterskiej, odwiedzałem wiele kościołów i związków wyznaniowych, aby przeprowadzić w nich wywiady do tej pracy potrzebne.  W Gminie Żydowskiej trafiłem akurat na jedno ze świąt i miałem szansę porozmawiania z jego uczestnikami. Spotkałem tam kobietę zafascynowaną judaizmem i pełną żarliwej wiary. Byłem pod jej ogromnym wrażeniem, ale jedynie do momentu, kiedy podszedł do mnie człowiek z gminy i szepną: „Nie zwracaj na nią uwagi. Jest znana w Trójmieście z tego, że średnio co kwartał mija jej religijna ekstaza i szuka nowego źródła religijnej fascynacji w innym wyznaniu. Prawdopodobnie była już członkinią większe liczby kościołów, niż ty ich odwiedziłeś”.

Rozwój osobisty - Life factory - energia

Po latach, na podobny syndrom trafiłem wśród ludzi interesujących się rozwojem osobistym oraz zdrowym trybem życia. Przeskakują ze szkolenia na szkolenie. Poznają nowe metody i  techniki a po każdym takim spotkaniu są przepełnieni nową energią do działania. Część z nich staje się na jakiś czas żarliwymi wyznawcami nowego sposobu życia, ale trwa to zazwyczaj niezbyt długo. Co najwyżej, do kolejnego szkolenia czy zdrowotnego spotkania. Czas ten jest za krótki na to, aby ostatnio poznana wiedza mogła przynieść efekty. Problem jednak w tym, że jak się dobrze przypatrzyć ich motywacji, to wbrew oficjalnym deklaracjom, wcale nie o efekty tak naprawdę tu chodzi. Ludzie Ci są uzależnieni od energii, która w czasie tych spotkań powstaje i którą napędzani żyją potem kilka dni, a może i tygodni. Kiedy tylko jej poziom spada, natychmiast rozglądają się za kolejnym wydarzeniem szkoleniowym, które może im jej dostarczyć. Niewielu z nich zdaje sobie sprawę, że w ten sposób nigdy nie będą do końca szczęśliwi i nigdy nie osiągną żadnych efektów.

Ludzie Ci odcięli się od swojego naturalnego źródła energii, które jest w nich samych. Zamiast nauczyć się jednej metody i potem konsekwentnie wcielać ją w życie, czerpiąc radość i energię z czynionych postępów, wybrali opcję na skróty. Postawili na rozwiązanie typu fast food, które na krótki moment daje energię i poczucie sprawczości, ale niczym śmieciowy hot dog szybko znika i czyni więcej złego, niż przynosi pożytku. Nie da się jednak ukryć, że łatwo ulec tej pokusie. Sam się zresztą o nią otarłem. Czytałem jeden poradnik motywacyjny za drugim i miałem poczucie, że ciągle się rozwijam i co rusz odkrywam nowe drogi. Problem jednak w tym, że żadną z tych dróg nie podążyłem. Odhaczyłem je jedynie na swojej wirtualnej mapie i już biegłem w poszukiwaniu kolejnej.  W pewnym momencie jednak, stanowczo się zatrzymałem i postanowiłem z uwagą przespacerować się po paru z tych odkrytych dróg. Przestałem pędzić za czymś nowym, a zacząłem pytać siebie jak się czuję na poszczególnych z nich. Czy są one spójne ze mną? Czym dalej szedłem tymi wybranymi, tym mniej potrzebowałem ekscytacji nowością. Poczułem jak wyciszony mózg i ciało dogadują się ze sobą i dają mi mentalnego i energetycznego kopa. Bo nie sztuką jest pobieżnie poznać jak najwięcej metod i technik. Sztuką jest natomiast wybrać dwie, trzy spójne z nami i w nich wytrwać. Dogłębnie je poznać i stać się w nich ekspertem a następnie dzielić się z innymi swoim doświadczeniem. To jest prawdziwe źródło dobrej energii.

Być może uważasz, że powyższe Cię nie dotyczy, ale aby tego być pewnym odpowiedz na parę pytań:

  1. czy nie karmisz się energią ekscytacji z Masterchef’ów , Kuchennych rewolucji i innych kulinarnych show’ów, zamiast samemu coś upichcić?
  2. czy nie „spijasz” ekscytującego flow z programów typu „Mam talent”, „The Voice of Poland” i nie żyjesz życiem ich bohaterów, zamiast swoim?
  3. czy nie kupujesz co miesiąc nowych magazynów o zdrowym życiu i nie czujesz przypływu energii dzięki zdobytej z nich wiedzy, ale nic z tą wiedzą w praktyce nie robisz? (i dla jasności, wpinanie wyciętych artykułów z poradami do segregatora się nie liczy)
  4. czy nie żyjesz porywającymi przygodami telewizyjnych lub książkowych podróżników, a samemu ostatnio nie wybrałeś w żadne nowe lub dawno nieodwiedzane miejsce.
  5. czy… i tutaj dopisz dowolne pasujące do Ciebie pytanie…

filizanka_small  tekst napisany w towarzystwie zielonej herbaty o smaku opuncji z trawą cytrynową Sencha Kaktusowa Opuncja

Opowieść o białym kocie, czyli czemu sukces jest Twoim wrogiem

Codziennie w drodze do pracy urządzam sobie mały spacer przez cichą i spokojną dzielnicę willową.  W czasie tych przechadzek, co rusz napotykam na hasające na świeżym powietrzu koty. Jedne polują, inne siedzą dumnie i dumają, a jest i kilka takich co wygrzewają się na słońcu lub rozgrzanych maskach samochodów. Dzisiaj chciałbym się skupić na tych pierwszych, czyli tych z rozbudzonym instynktem łowieckim. Większość z nich czarnych lub w całej rozpiętości odcieni szarości szczególnie o tej porze roku świetnie zlewa się z otoczeniem. Nie mają one problemów z maskowaniem i bliskim podejściem do niczego nieświadomej ofiary. Trzy dni temu widziałem nawet przyczajonego w krzakach kota, którego pysk był w odległości dosłownie 20-30 centymetrów od buszującego w trawie ptaka.

Rozwój osobisty - Life factory - sukces

Jest jednak wśród tych polujących kotów, jeden kot szczególny a jego cechą wyróżniającą jest widoczna z dużej odległości biel jego futerka. Przyjrzałem mu się dobrze i nie ma on nawet najmniejszej kępki włosów w ciemniejszym odcieniu. Zdawało by się, że z takim ubarwieniem jest na przegranej pozycji i nie ma najmniejszej szansy na upolowanie jakiegoś smacznego kąska.  Jednak kiedy widzę z jakim zacięciem oraz pasją podkrada i czai się na ptaki jestem święcie przekonany, że pomimo wielu porażek świętuje również sukcesy. To jedyny kot, który kiedy obserwuje jakiegoś ptaka jest tak skupiony, że zupełnie nie zwraca na mnie uwagi, nie obdarzy mnie nawet jednym małym zerknięciem. Kilka dni temu lekko spóźniłem się do pracy bo przez 5 minut obserwowałem jak maksymalnie rozpłaszczony na szarej kostce brukowej czołgał się po niej schowany za krawężnikiem aby przybliżyć się do śmietnika na brzegu którego siedziało spore ptaszysko. Jego ciało choć bardzo elastyczne, było mocno napięte. Nie wykonał ani jednego zbędnego ruchu, był w swoim działaniu precyzyjny jak chirurg podczas operacji. Pomyślałem sobie, że ten to musi się natrudzić, ale zarazem być lepszym i skuteczniejszym łowcą od swoich koci pobratymców, którym łatwo się zlać z otoczeniem. Kiedy o tym myślałem w twarz uderzył mnie zimy podmuch wiatru i uzmysłowiłem sobie, że już niedługo mój ulubieniec będzie miał najłatwiej ze wszystkich znanych mi okolicznych kotów. Kiedy spadnie śnieg, jego biel będąca dotychczas przekleństwem stanie się naturalnym kolorem maskującym a wyćwiczona w trudnych dniach łowiecka technika i precyzja zapewnią mu pełny brzuch w tych zimnych dniach. Za to jego czarni i szarzy bracia utracą swój element zaskoczenia, a ponieważ do tej pory mieli całkiem łatwo nie są tak świetnie wyćwiczonymi myśliwym jak ten biały kociak.

Sytuacja ta uzmysłowiła mi fakt, że trudności i problemy na jakie napotykam w życiu, choć może w danej chwili są dla nas czymś niewygodnym i nieprzyjemnym są zarazem wyzwaniem, z którym się mierząc zyskujemy nowe umiejętności i doświadczenia. Niczym biały kot nie zadawalamy się siedzeniem w krzakach i czekaniem aż ofiara się do nas zbliży, tylko doskonalimy się w radzeniu sobie z daną okolicznością. Kiedy w przyszłości trafimy na podobną lub zbliżoną sytuację zdobyte wcześniej doświadczenie spowoduje, że łatwo i szybko sobie z nią poradzimy. Podobnie będzie, gdy nadejdą trudniejsze dni. Natomiast Ci, którym sukces przychodził do tej pory łatwo będą mieli problemy. Niewprawni w umiejętności, bez woli walki i przetrwania szybko się poddadzą i pozwolą się przytłoczyć problemom. Tym samym ich wcześniejszy sukces, stanie się przyczyną ich porażki.

Przypomniało mi się też szkolenie biznesowe, na którym prowadzący przestrzegał przed sytuacją, w której jakaś firma osiąga bardzo szybko spektakularny sukces. Jak tłumaczył, jeżeli taki sukces nadejdzie zbyt wcześniej biznes po chwili chwały i tryumfu może się zawalić, bo brak mu dobrych fundamentów, które buduje się wraz z sukcesywnym rozwojem firmy. Tym sposobem ponownie sukces, staje się przysłowiowym gwoździem do trumny dla tych którzy mu ulegli. Usypia czujność, daje złudne wrażenie „nieśmiertelności” i odbiera nam szansę na zdobywanie nowych doświadczeń i umiejętności. Stajemy się więźniami naszej „strefy komfortu” nie dostrzegając z jej wnętrza nadciągających z zewnątrz zagrożeń.

Kiedy zatem trafisz na jakieś trudności lub zabraknie ci sił do dalszego działania, to przypomnij sobie opowieść o biały kocie. Być może los obdarował cię właśnie tymi trudnościami aby zbyt łatwy sukces nie doprowadziła cię w przyszłości do wielkich kłopotów.

filizanka_small  pisałem ten tekst w chłodny jesienny wieczór popijając jedną z najbardziej znanych chińskich białych herbat o subtelnym smaku Shou Mei

Energia podąża za myślą, a myśl podąża za energią…

Ta zapętlona i na pozór filozoficzna zasada często bywa wykorzystywana w szamaństwie. Jednak aby z niej skorzystać nie musimy się udawać do żadnej jurty na dzikim pustkowiu albo tłuc w magiczny bęben ile wlezie.  Oczywiście jeśli mamy na to ochotę, nie jest to zakazane 😉

Zasadę tę można wykorzystać dwojako, w zależności od sytuacji, w jakiej się znajdziemy:

Rozwój osobisty - Life factory - energia 1

  1. Energia podąża za myślą…

Jeżeli masz się z kimś spotkać ale nie masz ochoty ruszać się z domu i nachodzi Cię ochota na dzień leniwca na kanapie, zacznij niezobowiązująco… tak na wszelki wypadek zastanawiać się jak byłoby najszybciej czy najłatwiej dojechać na takie spotkanie. Czy samochodem, czy komunikacją? Którą trasę lub linię wybrać? Czy podczas tego spotkania możesz mieć ochotę na coś mocniejszego i wtedy samochód będzie stanowił ograniczenie. Czy tam gdzie masz jechać i w porze o jakiej miałbyś tam być łatwo znaleźć miejsce parkingowe.

Może zaczniesz sprawdzać rozkłady jazdy, albo na Google maps zerkniesz gdzie można zaparkować samochód… i już za teoretycznie niezobowiązującym rozmyślaniem poszła energia i działanie. W tym momencie „nabierasz rozpędu” i dużo łatwiej będzie się podnieść z kanapy. Ostatecznie skoro, już tyle kwestii związanych ze spotkaniem sprawdzony, to szkoda byłoby sobie odpuścić.

Ta „diabelska” metoda zadziała także wtedy, kiedy mamy do zrobienia jakieś trudne zadanie, którego się boimy lub nie mamy pojęcia jak się za nie zabrać. Nie podejmujmy jakiegoś bezsensownego działania dla samego działania (nie ilość, ale jakość) tylko zacznijmy myśleć o tym zadaniu. Oswajajmy się z myślą o nim, szukajmy jakiś inspiracji lub pomysłów. Jeżeli o czymś myślisz, Twoje oczy, uszy z automatu wychwytują z otoczenia różne kwestie powiązane ze sprawą. Wie o tym każdy nabywca nowego samochodu, ledwo go kupi a nagle się okazuje, że po ulicach jeździ całe mnóstwo podobnych pojazdów. Czy wcześniej ich nie było? Były, ale się na nich nie koncentrowaliśmy.

Kiedy już główkujemy dłuższą chwilę i nic, możemy zrobić sobie przerwę na jakiś film lub spacer, aby trochę zresetować umysł przed dalszym poszukiwaniem rozwiązań. Inną opcją jest zdanie się na los: weź z półki dowolną książkę, otwórz ją na stronie odpowiadającej Twojemu rocznikowi urodzenia, następnie znajdź wers będący odpowiednikiem dnia miesiąca, w którym się urodziłeś. To co w nim znajdziesz jest podpowiedzią dla Ciebie od losu. Zastanów się jak to co przeczytałeś  można powiązać z Twoim zadaniem.

Rozwój osobisty - Life factory - energia 2

  1. Myśl podąża za energią…

Ta zasada świetnie sprawdzi się kiedy mamy do wykonania zadanie, które w naszej opinii jest pozbawione sensu a uniknąć go nie można (tak, tak – tutaj zaliczać się też będą zadania od szefa). Nie ma sensu buntować się i spalać rozmyślając ile czasu teraz zmarnujemy. Zamiast tego należy niezwłocznie przystąpić do działania. Uruchomimy energię i nawet się nie spostrzeżemy kiedy nasza myśl do nas dołączy i zaczniemy kombinować jak tu najszybciej zrobić to czego od nas się oczekuje a może i dostrzeżemy jakieś pozytywne aspekty naszej aktywności.

Sam mam kilka przykładów, gdzie dzięki „bezsensownym” zadaniom z przeszłości później wykorzystałem płynącą z nich wiedzę lub umiejętności do działań jak najbardziej sensownych a nie rzadko i przyjemnych 😉

filizanka_small  piszą o energii zdecydowałem się na energetyczną herbatę Pu-Erh Guarana, było i pysznie i energetycznie

Czego uczy mnie joga cz. I – żyj na 60%

Mam już taki charakter, że we wszystkim co robię, we wszystkim co czytam lub oglądam szukam synergii z innymi moimi działaniami tzn. wyszukuje pomysły, treści i rozwiązania które sprawdzą się w innych obszarach mojego życia. Tak obecnie dzieje się też z niedawno temu rozpoczętą praktyką jogi, jeżeli tak można nazwać to co obecnie wyczyniam na sali próbując się wyciągać, naciągać i zginać przy okazji się nie połamawszy ;-). Ku mojemu zaskoczeniu, rady jakie słyszę od mojej nauczycielki jogi świetnie sprawdzają się nie tylko na jogowej macie. Dzisiaj pierwsza z nich – ćwiczcie na 60%.

W zabieganym świecie ambicji, hiperdoskonałości ciał modeli i modelek płynącej z reklam i ogólnego zachwytu nad wielozadaniowością oraz czerpaniem z życia pełnymi garściami ile się tylko da nagle ktoś mówi słowa, które działają jak kij wsadzony w szprych rozpędzonego koła od roweru. Ćwicz na 60% swoich możliwości –  nie na 10%, bo nie będziesz miał efektów i nie na 100% bo wtedy łatwo przekroczyć granicę i złapać kontuzję.

Rozwój osobisty - Life factory - czego uczy joga

Brzmi to nieco szokująco w obecnych czasach, bo zewsząd słyszę że mam działać, ćwiczyć i pracować na 120% swoich możliwości.  Reklamy energetyków przekonują mnie, że jak już nie mam siły to tylko łyk „cudownego” napoju i już rosną mi skrzydła lub wyłazi ze mnie tygrys. Mam być szybszy, sprawniejszy i praktycznie odporny na starość a wszystko to dzięki suplementom, doprowadzającym do skraju wytrzymałości cross fit’om i innym podkręconym aktywnościom. Nawet całe moje otoczenie jest w stanie podwyższonej gotowości, aby gdy tylko poczuje się słabo, zgubię oddech lub energię wesprzeć mnie dobrym słowem, niezłomną wiarą w to że sobie na pewno poradzę lub okrzykiem bojowym zapalić mnie do dalszego działania. Doszło nawet do tego, że sam do listy zadań na dany dzień dopisuję sobie jeszcze z dwa, no bo przecież jak docisnę to dam radę. Mój wewnętrzny krytyk ukształtowany przez otoczenie nie pozwala mi nigdy osiąść na laurach, no bo jak już jestem zadowolony to słyszę w głowie „możesz więcej”.

Pytanie jednak po co „więcej”? Czemu, nawet jak jestem na spacerze to podbiegam aby zdążyć na zielone światło, choć nigdzie się nie spieszę.  Polecenie aby ćwiczyć na 60% zdemolowało wprost całe moje funkcjonowanie. No bo jak to tak, że ktoś nie chce ode mnie 120 lub chociażby 100% moich możliwości a wystarcza mu nieco więcej niż połowa z nich. Zrozumiałem to, kiedy udało mi się wyłączyć ambicje i zacząłem ćwiczyć zgodnie z zaleceniem. Przestałem szarpać się i siłować ze swoim ciałem, lekko odpuściłem i znalazłem czas na to, aby je poczuć. Nagle okazało się, że czując ciało mogę lepiej wykonać daną pozycję, bo zamiast używać siły do skręcenia barku (..no bo jak to, ja nie dam rady?) wystarczy obserwować co się stanie jak minimalnie inaczej ułożę dłoń lub zrotuję staw barkowy prowadząc rękę po trochę większym okręgu. Nagle 60% stało się sposobem na to aby uzyskać lepsze efekty niż przy 100. Warunkiem koniecznym było jednak, aby na chwilę odpuścić i zobaczyć co się ze mną dzieje.

A co by się stało gdyby tak postępować nie tylko na macie do jogi, ale i w całym życiu?

Jak czuję mega zmęczenie i wyczerpanie, to nie lać w siebie kawy albo herbatek energetycznych, tylko zdrzemnąć się na chwilę dla zregenerowania energii. Gdyby nie gonić tylko za większą kasą a wydawać tą, którą się ma rozsądniej. Gdyby zamiast kolejnego filmowego hitu, w którym będę przeżywał przygody jakiegoś bohatera i dzięki temu niby resetował się po ciężkiej pracy, usiąść z termosem gorącej herbaty na brzegu polany w lesie i poobserwować co się na niej zmieni w czasie godziny. Gdyby przy okazji zbliżającego się 1 listopada Dnia Wszystkich Świętych, nagle nie obskakiwać w biegu wszystkich grobów i wielu cmentarzy a spędzić część tego dnia zamkniętym w domu z kubkiem czegoś gorącego i ze zdjęciami oraz wspomnieniami o tych, którzy odeszli.

Kiedy odpuszczasz i zwalniasz nagle znajdujesz nowe możliwości. Wyłączasz bezmyślne podążenie za innymi i Twoje ciało oraz umysł – niezaślepione próbą przetrwania za wszelką cenę do kolejnego wyznaczonego celu – powiedzą Ci czego naprawdę potrzebują i co jest dla nich ważne. Warto, aby miały szanse zrobić to same, zanim mijający czas i wiek pokażą Ci to w postaci kontuzji i innych zdrowotnych dolegliwości.

filizanka_small pisząc ten tekst nie mogłem wybrać innej herbaty niż BRIGHT MOOD – ajurwedyjska herbata na dobry nastrój i pozytywny stan ducha

 

Taki bank…

Poniższy tekst wyszperałem dawno, dawn temu w sieci, ale zrobił na mnie tak duże wrażenie, że wciąż o nim pamiętam:

Wyobraź sobie, że istnieje taki bank, który każdego ranka wpłaca na twoje konto 86.400 złotych. Bank jednak nie kumuluje środków. Co noc twoje konto wyzerowuje się do ostatniego grosza, przepada zatem wszystko, czego nie wydałeś w ciągu dnia. Co byś zrobił w takiej sytuacji?

Rozwój osobisty - Life factory - bank

Pewnie wybierałbyś codziennie wszystkie wpłacone środki. Każdy z nas ma rachunek w tym banku. Banku, który nazywa się Czas. Każdego ranka otrzymujesz 86.400 sekund. Ten bank nie przechowuje środków i nie daje ci możliwości przelewania ich na inne rachunki. W nocy nadwyżka środków zostanie anulowana. Nie możemy niczego zwrócić ani spożytkować naszego kredytu z dnia jutrzejszego. Mamy tylko to, co otrzymaliśmy dziś

Nie żyj zatem wspomnieniami przeszłości lub wyobrażeniami przyszłości, tylko tym co masz dzisiaj.

filizanka_small wspominając ten tekst piłem energetyczną zieloną herbatę Green Energy.