Archiwa tagu: optymizm

Nauczyciel, czy przyjaciel?

Za nami początek astronomicznej jesieni. Nadchodzi więc czas pysznej gorącej herbaty, opadających liści i lasów mieniących się mnóstwem kolorów.  To jednak też czas, w którym ciemność zagarnia coraz większą część dnia, kiedy dopada nas jesienny brak energii i kiedy łatwiej poddajemy się irytacji i rozdrażnieniu. To co było denerwujące staje się nagle nieznośne, to co jedynie odbierało nam świetny humor teraz może zacząć nas dołować.

Life Factory - rozwój osobisty - nauczyciel, czy przyjaciel

Zdecyduj kogo spotykasz

Aby nie poddać się jesiennej chandrze, proponuję mały tygodniowy eksperyment, który być może zmieni twoje podejście do wielu spraw i ludzi. Wystarczy przyjąć tylko jedno proste założenie: od teraz każda spotkana osoba jest twoim przyjacielem lub nauczycielem. Co by się nie wydarzyło, jaka sytuacja by Cię nie spotkała, to każda występująca w niej osoba może zostać zakwalifikowana do jednej z dwóch ról: przyjaciel lub nauczyciel, a w szczególnych sytuacjach może pełnić obie jednocześnie. To zadanie jest proste jedynie z pozoru, bo zazwyczaj co dnia spotykamy kogoś kto nas wkurza, kogoś kto zachowuje się niezgodnie z naszym wartościami lub rozładowuje swoją własną frustrację wyżywając się na innych. Tym razem, kiedy zetkniesz się z taką sytuacją zamiast się automatycznie najeżać i wkurzać, postaraj się odkryć czego taka osoba może Cię nauczyć.

  • Mówi się, że w innych ludziach przeglądamy się jak w lustrze i wkurza nas w nich tak naprawdę to, co wkurza nas w nas samych – zastanów się zatem, czy ten ktoś właśnie nie odkrywa Ci prawdy o tobie samym.
  • Często oczekujemy, wzorców jak się zachowywać i postępować, nie dostrzegając tego, że niektórzy uczą nas uświadamiając nam jak czegoś nie robić. Tak kiedyś dwie fatalne liderki mojego zespołu nauczyły mnie jak być dobrym liderem. Dzięki nim dowiedziałem się jak nie postępować, bo wiedziałem jak wtedy czują się podlegli mi ludzie.
  • Czasami ktoś nie szanuje naszego czasu i po raz kolejny spóźnia się lub nie przychodzi na umówione spotkanie. Zamiast „wieszać na nim psy” pomyśl, że ta osoba jest twoim nauczycielem szacunku do samego siebie, bo jak zwykło się mówić: inni traktują nas tak jak im na to pozwolimy. Być może właśnie odbierasz lekcję asertywności i budowania poczucia swojej wartości –  ktoś uczy Cię stawiać granice.

Oprócz nauczycieli jest w naszym życiu mnóstwo przyjaciół. Ludzi, którzy Cie wspierają, pocieszają lub życzliwie mobilizują do działania. Nierzadko ich nie doceniamy lub nawet nie zauważmy w biegu przez codzienność. To ćwiczenie pomoże Ci ich odkryć i zauważyć.

Bądź czujny

Nastaw sobie regularne przypomnienie w komórce np. co 4 godziny z pytaniem „Przyjaciel czy nauczyciel?”. Dzięki temu, nie zapomnisz o swoim jesiennym teście i zachowasz czujność na automatyczne reakcje. W ten oto sposób wyłapiesz odruchowy komentarz w głowie np. „dupek” i zamiast niego spróbujesz jednak dostrzec, czego ten ktoś Cię uczy. Najważniejsze jednak jest to, że dzięki temu przypomnieniu być może odkryjesz też mnóstwo przyjaciół i wspierających Cię osób.

Pod koniec każdego dnia znajdź dosłownie 5 minut i odpowiedź na trzy poniższe pytania:

  1. Jak ten test dziś zmienił Twoje podejście do zaistniałych wydarzeń?
  2. Kto się okazał najcenniejszym nauczycielem?
  3. Jakiego nowego przyjaciela dostrzegłeś dziś w swoim otoczeniu?

Zapisuj powyższe odpowiedzi i po tygodniu przyjrzyj się swoim notatkom. Zastanów się, co taka zmiana perspektywy wprowadza do Twojego życia.

Co Ci to da?

Ten test pozwoli Ci się na chwilę wyzwolić z mechanicznego odbierania otaczającego Cię świata. Być może zmieni Twoje podejście do niektórych osób, które kiedyś czymś Ci podpadły i przypiąłeś im etykietkę „przeciwników”. Mam nadzieję, że zmieni też Twoje ogólne nastawienie i z lepszym humorem wejdziesz w jesienny czas.

Sam pamiętam jak wiele lat temu byłem niezadowolony ze swojej pracy, swojego życia i relacji z innymi osobami. Uważałem, że inni mają lepiej i czułem się pokrzywdzony. Było tak do momentu, w którym… ze skrzynki na listy wyciągnąłem wezwanie do wojska i zrozumiałem, że mogę to wszystko stracić na kilka miesięcy. Nagle doceniłem to wszystko co miałem i zacząłem walczyć, aby tego nie utracić. Nie zmieniła się moja praca, ani inni ludzie, to ja zmieniłem swoje podejście do nich.

filizanka_small  Przy pisaniu tego artykuły towarzyszyła mi wyborna mieszanka czarnych herbat zwana Herbatą Wschodniofryzyjską

„Ma to sens” i łatwiej żyć

Kilkanaście miesięcy temu postanowiłem dokonać ciekawego eksperymentu. Założyłem, że wszystko co mnie spotyka ma swój sens, niezależnie od tego czy jest zgodne z tym co planowałem, czy też nie. Nie będę ukrywał, że dla mnie, urodzonego perfekcjonisty, było to początkowo niezłym wyzwaniem. Dzisiaj natomiast, nie potrafię już żyć inaczej.

Rozwój osobisty - sens

  1. Mam plan, czyli iluzja kontroli

Wielu z nas, a szczególnie dotyczy to menadżerów, lubi mieć listę spraw do załatwienia, terminarze z umówionymi spotkaniami oraz wszelkiego rodzaju harmonogramy projektów i innych działań. Mniej zorganizowani, choć wszystkiego nie listują i nie harmonogramują, to też w swoim życiu niejednokrotnie stawiają na plany. Kto z nas, nie sprawdzał  w Google maps lub na zwykłym rozkładzie jazdy autobusów ile czasu zajmie mu dojazd z miejsca A do B. Kto z nas się nie wkurzał, kiedy nagle okazywało się, że czas tej drogi jest jednak dłuższy. No właśnie, dłuższy od czego? Najczęściej, od potencjalnego czasu, w sytuacji gdyby wszystko na drodze przebiegało idealnie, a jak wiadomo rzadko się to zdarza.

W takich sytuacjach, jak powyższa, najczęściej zaczynamy kalkulować straty. Czego nie zdążę zrobić, na ile źle wypadnie to, że przyjdę spóźniony itp. itd.  Czy te kalkulacje coś zmieniają, poza podkręcaniem naszej złości – nie! Czy stojąc w korku, bo jest tak duży ruch na drodze, albo jakiś wypadek możemy jakoś wpłynąć na tę sytuację – raczej nie! Czy wyrzucając sobie, że znowu „daliśmy ciała”, „jesteśmy do niczego” itp. coś poprawiamy, ulepszamy – nie!

Jeśli przyjmiemy, że zmieniać możemy to na co mamy wpływ, a na powyższą sytuację wpływu nie mamy i zamiast kalkulowania start uruchomimy ciekawość zysków, cała sytuacja może nam się jawić w zupełnie nowej odsłonie. Może ten korek, to sygnał od losu, aby trochę wyluzować i spowolnić – właśnie zyskaliśmy parę minut dla samych siebie. Może to czas na refleksję odnośnie rutyny w życiu, np. skoro się już spóźnię to jakoś to mojej drugiej połowie wynagrodzę – niespodziewane kwiaty, nieplanowane wcześniej wieczorne wyjście na kolacje. Może to czas, aby zadzwonić do rodziców lub przyjaciół, z którymi dawno nie mieliśmy kontaktu. Tylko błagam nie róbcie tego w środkach komunikacji miejskiej. Współpasażerowie nie chcą wiedzieć kogo kochacie, kto z kim się zdradza, która znajoma jest głupia, który kumpel się upił i że dziecko sąsiadki ma półpaśca.

  1. Sens, którego nie widać

W powyższej sytuacji łatwo było znaleźć potencjalne zyski a co w sytuacji, kiedy coś sobie łamiemy, dopada nas jakaś choroba, mamy wypadek, tracimy pracę, rozpadają nam się związki lub umiera ktoś bliski. Ciężko wtedy uruchamiać ciekawość, a gdyby nawet się udało, to jaki tu znaleźć sens, że o pozytywach nie wspomnę.

Współczesna kultura i wszechobecna cyfryzacja przyzwyczaiły nas do natychmiastowej gratyfikacji. Tymczasem w życiu, efekty są niejednokrotnie odsunięte w czasie. My natomiast nie lubimy czekać i natychmiast odpalamy film „A mogło być tak wspaniale” i liczyć straty. Interesujące jest to, że prawie nigdy nie włącza nam się film „ A mogło być tak źle”, chociaż oba są tak samo prawdopodobne.

Rozwój osobisty - sens

Ja lubię wierzyć w to, że jeżeli nawet teraz nie dostrzegam sensu danej sytuacji, to pewnie stanie się on dla mnie widoczny za jakiś czas. Tak było z kursem StartUP Coaching. Kolejne terminy jego uruchomienia przesuwały się w czasie. Kiedy stało się to już trzeci raz byłem wściekły. Dwa zjazdy w ramach tego kursu idealnie wpasowywały mi się w wolne weekendy. Kiedy jednak za dwa miesiące nadszedł jeden z nich, moja druga połowa (chorująca już prawie rok) poczuła się na tyle dobrze, że kilka dni wcześniej została wypisana ze szpitala. Szczęśliwi spędziliśmy ten weekend razem, spacerując i robiąc wspólne zakupy. Poniedziałek, który po nim przyszedł… przyniósł śmierć. Do tej pory, nie potrafię sobie wyobrazić, jak bym się czuł, gdyby się okazało, że zamiast tego wspólnego weekendu, spędziłbym cały ten czas na szkoleniu w innym mieście. To zresztą chyba był ten moment, w którym postanowiłem już więcej nie przeklinać losu. Zrozumiałem bowiem, że coś co mnie dziś wkurza i czego nie rozumiem, może mi się przysłużyć w przyszłości.

Skoro o śmierci wspomniałem, to powstać może pytanie o to jaki ona może mieć sens w danym momencie. Czemu mogła się zdarzyć teraz, a nie później. Czasami po to, aby ulżyć w męce choremu, ile to już razy słyszałem „już się nie męczy”. Czasami po to, aby ulżyć bliskim, bo opieka nad chorym potrafi zabrać całą energię życiową innych osób i nie łudźmy się, często chory jest również świadomy jakim bywa obciążeniem dla bliskich. Czasami po to, aby już nikt się męczył. Pierwszym moim odruchem, na śmierć drugiej połowy, była wściekłość i żal do losu, że tym razem nie udało się jej zapobiec. W głowie odpalił się film „A mogło być tak wspaniale” – no bo przecież wyniki się poprawiały, sił przybywało i szpital już nie był konieczny. Dopiero po kilku dniach odważyłem się uruchomić film „A mogło być tak źle”. Wizja sparaliżowanej najbliższej osoby, zawieszonej gdzieś między życiem a śmiercią, skazanej na podłączenie do aparatury do końca życia i całkowicie uzależnionej od innych pomogła mi zrozumieć, że śmierć nie była tym najgorszym co mogło nas spotkać.

Choć to może dziwnie brzmieć, jestem też wdzięczny losowi za mój wypadek samochodowy na autostradzie. Samochód był do kasacji, a ja wyszedłem z tej sytuacji bez najmniejszego draśnięcia. Od tamtej pory jednak, już nigdy nie usiadłem za kierownicą samochodu, aż tak zmęczony jak wtedy. Całe zdarzenie jednak mogło by wyglądać inaczej, gdybym zamiast w autostradową barierkę, wjechał w przystanek pełen ludzi. Wierzę w to, że los zadbał w ten sposób o to,  abym stał się bardziej świadomym i odpowiedzialnym kierowcą.

  1. Nie trać energii – strategia kota

Powyższe nie jest nawoływaniem do „ślepego” hurraoptymizmu. Powiem więcej, wręcz zachęcam Was, aby w pierwszym odruchu na sytuację która Was wkurza, siarczyście sobie zakląć lub nawet się wywrzeszczeć (tylko nie na kogoś). Czasami dobrą opcją będzie również wypłakanie. Każde z tych działań, pozwoli nam się pozbyć z organizmu nagromadzonej złości i stresu. Gdyby w nas zostały, będą nas spalać od środka.

Kiedy już się emocjonalnie rozładujemy i stwierdzimy, że i tak nie mamy istotnego wpływu na daną sytuację . Wtedy proponuję zastosować strategię kota, o której na jednym ze swoich szkoleń opowiadał Wojciech Eichelberger:

„Jak kot nie złapie myszy, to się nie stresuje, że jest do dupy kotem. Nie idzie do kąta i nie zastanawia się co pomyślą sobie inne koty, albo myszy. Tylko myśli: nie udało się, głodny jestem – to się zdrzemnę i zregeneruję, aby potem być skutecznym łowcą.”

filizanka_small Tekst napisany w towarzystwie subtelnej mieszanki białej i zielonej herbaty Soczyste Winogrona

Czy można być za bardzo szczęśliwym?

Tak jakoś się składa, że w przeważającej mierze otaczam się osobami o bardzo pozytywnym nastawieniu do życia. Nie ma w tym zresztą żadnej tajemnicy, bo jak to w życiu bywa swój ciągnie do swego. Potrafimy się w miarę szybko podźwignąć z porażki, dostrzec coś pozytywnego tam gdzie wszyscy widzą same negatywy i chyba co najważniejsze mamy umiejętność wewnętrznego nakręcania się na pozytywne fale. Co może być dla wielu zaskakujące przy całym tym hiper, ultra, mega radosnym podejściu do życia cechą, która nas mocno wyróżnia jest branie pełnej odpowiedzialności za swój los (w tym i za to co nam nie wychodzi) a także to, że przy całej swojej szczęśliwości bytu nie osiadamy na laurach zapadając się w ciepło domowych pieleszy tylko permanentnie się uczymy, szkolimy i rozwijamy. Być może dla wielu z Was taka wizja brzmi pociągająco i chcielibyście do nas dołączyć, zanim jednak to zrobicie poniżej kilka naszych obserwacji.

Rozwój osobisty - Life factory - szczęście

1. Przypną Wam łatkę – „niespełna rozumu”
Kiedy masz ciągle banana na twarzy (uśmiech znaczy się) i jesteś zadowolony, to Twoi mniej zadowoleni znajomi, będą wciąż dociekali jaka choroba Ci dolega lub jakie wspomagacze musisz zażywać. W przypadku uznania, że jesteś zdrowy i nic nie bierzesz zostaniesz zakwalifikowany do tych niespełna rozumu. O mnie niektórzy mówią, że w dzieciństwie coś mi musiało upaść na głowę i uszkodzić ośrodek zmartwienia. O mojej przyjaciółce twierdzi się, że jak tylko ktoś jej powie „cześć” to ona uznaje, że ten ktoś już ją lubi.. itd.

2. Stracicie cześć znajomych – i to z czterech powodów
Po pierwsze, przez ciągły rozwój masz sporo zajętego czasu. Szkolenia, warsztaty lub inne tego typu spotkania i zajęcia powodują, że spada Twoja dostępność dla znajomych a co gorsza ciężko się z Tobą umówić na najbliższy weekend, bo przeważnie masz już go zaplanowanego. Z czasem zatem usłyszysz, że unikasz towarzystwa i jesteś winny zepsucia tak świetnych kiedyś relacji.

Po drugie, staniesz się namacalnym i bolesnym wyrzutem sumienia podczas spotkań towarzyskich. Bo kiedy inni będą się pytali „jak żyć”, narzekali na świat, państwo i wynik ostatnich wyborów, które rzekomo doprowadzają ich do tak trudnej sytuacji życiowej Ty będziesz ewidentnym dowodem na to, że się da w tych warunkach być szczęśliwym i rozwijać. Moja przyjaciółka usłyszała nawet od części znajomych, że ma wypaczoną wizję świata przez te swoje „różowe okulary” i nie widzi życia takim jakie naprawdę jest. Ciekawa to teoria, że niby inni nie patrzą na świat przez „okulary” swoich doświadczeń.

Po trzecie, poprzez zaangażowanie w swoje życie zacznie Wam brakować czasu i z tego też powodu zaczniecie go bardziej cenić i rozważniej używać. To samo będzie dotyczyć wydatkowania energii, którą dysponujecie. Wcześniej czy później uznacie, że nie chcecie trwonić tak deficytowego towaru na relacje, które Wam nic nie dają a jedynie przynoszą korzyści innym lub ci inni starają się za wszelką cenę ściągnąć Was w dół do swojego poziomu nieszczęścia.

Po czwarte, nie wiem na czym to polega ale z czasem zdecydowana większość tych mega pozytywnych zaczyna dbać o zdrowie i swoją dietę. Może to i naturalny odruch próby przedłużenia swojego żywota, skoro ono takie fajne. Oznacza to jednak mniej alkoholu i ograniczenie fast food’ów co nie sprzyja nocnoweekendowemu imprezowaniu ze znajomymi.

Rozwój osobisty - Life factory - piękne życie

3. Możecie zostać sami
Mało kto z nas był tak super pozytywnie nastawiony do życia od urodzenia. Co więcej, tajemnica tych hiperradosnych, kryje się często w trudnym dzieciństwie lub traumatycznych wydarzeniach, które nas zmieniły. O ile wydarzyły się wtedy, gdy byliśmy singlami i dopiero potem się z kimś związaliśmy to nie ma problemu. Gorzej kiedy się zmieniamy, będąc już z kimś wcześniej związani. Nierzadko kończy się to rozstaniem, bo nagle my przemy do przodu, poszerzamy swoje zainteresowania i kręgi znajomych, żyjemy aktywnie a nasza druga połowa chce tak jak wcześniej spędzać całe popołudnia grając na komputerze lub śledząc życie telenowelowych bohaterów. W takiej sytuacji nie ma bata i wspólna więź gdzieś zanika.

Na szczęście możliwy jest też wariant pozytywny, gdzie jedno pozytywnie nakręcone zaczyna nakręcać drugie i po jakimś czasie mamy fajnie pozytywnie nastawioną parę.

4. Nie zawsze będziecie lubiani
W naszym kraju raczej nie lubi się ludzi sukcesu i tych szczęśliwych, do tego często obowiązuje zasada psa ogrodnika – sam nie mam to i drugiemu nie dam. Zatem być może będziecie mieli wianuszek „fanów”, tylko czyhających na to aż Wam się noga powinie bo bycie takim szczęśliwym zostanie uznane za nieprzyzwoite w tak trudnym do życia kraju jak nasz.

Podsumowując jak ma być szczęśliwie i pozytywnie, to może nie być łatwo – zapewniam jednak, że zawsze warto 😉

filizanka_small  pisząc o szczęściu miałem ochotę na coś świeżego i orzeźwiającego, wybór padł na zieloną herbatę Moc Granatu

Wampiry wśród nas

Z wielu filmów i podań uczymy się, że Wampiry żywią się krwią, są prawie nieśmiertelne, nad wyraz szybkie i silne oraz że raczej nie przepadają za światłem dziennym. Czy tak jest? Nie wiem, żadnego z nich nie spotkałem. Miałem za to już nie raz do czynienia z wampirem energetycznym. Problem z tą ich odmianą polega na tym, że nie ma kłów, nie porusza się tylko nocą i jak wysysa z nas energię nie zostawia śladów ukąszeń i co najgorsze, ze 100% pewnością istnieje naprawdę. Co więcej są to nierzadko nasi znajomi, przyjaciele lub członkowie rodziny. Zazwyczaj lgną do innych, niby skorzy do spotkań i do zabawy ale w ich trakcie jacyś tacy smutni, zadumani albo wręcz na odwrót kwitnący pod przykrywką zaangażowania w niesienie nam pomocy, kiedy coś nam nie wychodzi, jest nam źle i mamy problemy.

Rozwój osobisty - Life factory - wampiry

Niektórzy z nas potrafią je rozpoznać i obronić swoją energię przez dostępem do niej tych energiopijców. Wielu jednak ulega ich manipulacjom, pseudoprzyjaźniom i rzekomej trosce o nasze sprawy. Jeżeli kiedykolwiek po spotkaniu z kimś poczułeś wyczerpanie energii lub wszedłeś na spotkanie z tym kimś pełen pomysłów i planów a wyszedłeś pełen obaw i braku wiary w ich powodzenie wiedz, że w takim razie pierwszy kontakt z energowampirem masz już za sobą.  Zastanów się też, czy przypadkiem nie masz wśród znajomych kogoś, kto kiedy idzie Ci w życiu świetnie i przesz do przodu nie ma dla Ciebie czasu. Jednak, gdy tylko coś pójdzie nie tak: zdradzi cię druga połowa, twój związek się sypie, w pracy są masowe zwolnienia i obawiasz się że będziesz następny – natychmiast pojawi się u twego boku i zacznie się nurzać w twojej niedoli. Co jednak charakterystyczne (i dzięki czemu łatwo rozpoznać takiego energogagatka) wcześniej czy później zacznie opowiadać o sobie, swoich problemach i jak to ma ciężko w życiu. Znam i taki przypadek kiedy energowampir skorzystał z pogrzebu i zaraz po nim umówił się ze swoją ofiarą na wino – niby dlatego, aby chwilę pobyć razem w tej smutnej chwili. Nie minęło za wiele czasu i już zapomniał o pochówku a zaczął opowieść o niedolach swojego życia, chłepcząc łapczywie energię swojego rozmówcy pogrążonego w zadumie po smutnej uroczystości.

Eckhart Tolle w swojej książce „Potęga teraźniejszości” zamieścił świetny opis narodzin energowampirów i ich sposobu egzystowania:

„Dopóki potęga Teraźniejszości jest ci niedostępna, każde bolesne emocjonalnie doznanie pozostawia po sobie osad cierpienia. Żyje ono w tobie jeszcze długo po fakcie, miesza z zadawnionym bólem, który wcześniej w sobie maiłeś, i wrasta w twój umysł i ciało. Zasada ta oczywiście dotyczy także wszystkiego co wycierpiałeś w dzieciństwie z powodu nieświadomości świata, w którym zdarzyło ci się urodzić.

                Z nagromadzonego bólu powstaje negatywne pole energetyczne, wypełniające twoje ciało i umysł. Jeśli masz wrażenie, że jest to niewidzialny, odrębny byt, niewiele się mylisz. Z bólu emocjonalnego powstaje bowiem ciało bolesne…

…Ciało bolesne walczy o przetrwanie – tak jak każdy byt. Przetrwać zaś zdoła tylko pod warunkiem, że skłoni cię, abyś bezwiednie się z nim utożsamił. Może wtedy wychynąć z ukrycia, przejąć władzę, „stać się tobą” i za twoim pośrednictwem żyć. Potrzebuje ciebie jako narzędzia zdobywania „pokarmu”. Będzie się żywiło każdym doznaniem, które wibruje pokrewną mu energią – wszystkim, co rodzi nowy ból pod jakąkolwiek postacią: gniewu, skłonności niszczycielskich, nienawiści, rozpaczy, dramatycznych emocji, przemocy a nawet choroby. Gdy więc ciało bolesne tobą zawładnie, stworzy ci sytuację, która odbije ku niemu energię, nastrojoną na jego własną częstotliwość, żeby mogło się nią karmić. Ból może się żywić tylko bólem. Nie może się żywić radością. Po prostu jej nie trawi.”

I tym oto sposobem dzięki Eckhartowi poznaliśmy sposób na ochronę przed energowampirami. Jest nią radość, chęć życia i zadowolenie z tego co się ma. Mówiąc inaczej optymizm jest dla energowampira tak samo groźny jak światło słoneczne dla jego pobratymca żywiącego się krwią. Naucz się zatem cieszyć życiem, czerp z niego wszystko co pozytywne, nie uginaj przed trudnościami, które są nieuchronne tylko wierz w siebie i mknij do przodu. Tym sposobem już nikt nie wyssie niepostrzeżenie z Ciebie Twojej energii. Uważaj tylko, aby nie dać się wciągnąć w otchłań narzekań. Jeżeli masz energowampiry wśród znajomych i bliskich spróbują jeszcze one gry na twoich emocjach. Usłyszysz, że się zmieniłeś, zapomniałeś o nich i już nie jest między wami tak fajnie jak kiedyś. Bądź silny, zaproś energowampira na jasną stronę życia a zobaczysz jak nagle straci chęć do wspólnego spędzania czasu z Tobą. Ostatecznie on szuka pokarmu a twoja energia już nie jest dla niego dostępna. Wysysać ja może tylko wtedy, kiedy jesteś słaby.

Rozwój osobisty - Life factory - Lama Ole Nydahl