Archiwa tagu: pośpiech

Odkryj na nowo siebie i otaczający Cię świat

Seria filmów zatytułowana „Wewnętrzne światy, zewnętrzne światy” jest genialnym dziełem kanadyjskiego filmowca, muzyk i nauczyciela medytacji Daniela Schmitda. Skłania ona do refleksji na naszym miejscem i rolą we wszechświecie.  Uświadamia, że jesteśmy jego integralną częścią i pozwala zrozumieć jak wszechświat wpływa na nas, i jak my wpływamy na niego. Uzmysławia wreszcie, że wszystko co nas otacza jest połączone i wywodzi się z tego samego źródła, którym jest doświadczenie.

Znajdziecie tu połączenie rdzennej wiedzy wielu kultur, współczesnych odkryć naukowych odsłaniających tajemnicę istnienia oraz bezpośrednich doświadczeń związanych z medytacją i wglądem wewnątrz siebie.

To piękna, ale zarazem pełna merytoryki i konkretów seria, która zachęca do szerszego i pełniejszego spojrzenia na świat, który nas otacza. To również droga do odnalezienia odpowiedzi na wiele nurtujących nas niełatwych pytań o sens naszego życia. Każdy z pewnością odbierze ją po swojemu i zgodnie ze swoimi doświadczeniami. Dla mnie największą wartością poniższych, czterech części serii „Wewnętrzne światy, zewnętrzne światy” był spokój jaki udało mi się osiągnąć, kiedy szerzej i bardziej otwarcie spojrzałem na świat.

Cz. I – Akasza

Nawiązująca do naszego duchowego połączenia ze źródłem. Do energii i wibracji, która przenika cały wszechświat, wszystkie rzeczy i stworzenia.

Cz.II – Spirala

Opowiada min. o znaczeniu „świętej geometrii” w kreacji. O jej udziale w budowie naszego ciała, o drzewiastej strukturze naszego układu nerwowego i o przepływie energii życiowej wewnątrz nas. O czakrach, kanałach energetycznych i sposobach zmniejszania oporu dla przepływu tej energii.

Cz.III – Wąż i lotos

Ta część serii opowiada o pierwotnym znaczeniu i symbolice wielu kultur. O skutkach rozdzielenia nauki od duchowości i fragmentarycznym postrzeganiu wiedzy poprzez specjalizacje. Mówi też o występujących w wielu kulturach dwóch przeciwstawnych siłach oraz powiązaniu występującego w wielu wierzeniach „trzeciego oka” z szyszynką znajdująca się w naszym mózgu. Odkrywa też, czemu w tak wielu religiach, w różnych częściach świata, osoby oświecone/święci mają aureolę wokół głowy.

Cz. IV – Poza myślami

W tej części skupiamy się  na źródle problemów ludzkości.  Pościgu za szczęściem, poszukiwaniu go na zewnątrz nas i traktowaniu jak towaru do nabycia. O jednoczesnym dążeniu do zmiany i stabilizacji. O zahipnotyzowaniu strumieniem informacji, obrazów i wiadomości tekstowych. O znaczeniu spowolnienia i wyciszenia dla odkrycia prawdziwych nas.

 filizanka_small Polecam oglądanie tych fascynujących odcinków w towarzystwie „królowej zielonych herbat”, czyli herbaty Lung Ching – Smocza Studnia

Czerwone znaczy „stop”

Kiedy w dzieciństwie uczymy się oznaczeń świateł drogowych są one proste. Zielone znaczy „idź”, czerwone znaczy „stop”.  Nic więcej, nic mniej – żadnego „zatrzymaj się”, „poczekaj” itd.  Wtedy wierzymy, że te kolory nas chronią, mówiąc nam jak się mamy zachować.

Rozwój osobisty - pośpiech

Świetlny wyścig

Z wiekiem, nagle tym prostym świetlnym komunikatom zaczynamy nadawać emocjonalne znaczenie. Czerwone światło przestaje znaczyć „stop”.  Zaczyna być czymś co nas ogranicza, spowalnia i zatrzymuje. Staje się irytującą przeszkodą w naszym codziennym pośpiechu. Z nieznanych mi przyczyn zaczyna się tajemniczy konkurs na przechytrzenie czerwonego światła. Choć zielone już mruga lub rozbłyska żółte, my jeszcze przebiegamy przez przejście lub próbujemy śmignąć samochodem przez skrzyżowanie. Najdziwniejsze, że robimy tak nawet wtedy, kiedy nic nam to nie daje, bo np. za skrzyżowaniem i tak stoi korek, który nas zatrzyma lub nie ma w ogóle racjonalnego powodu, żeby się spieszyć.

Nieracjonalność działań

Sam złapałem się na tym, że idąc na autobus i dochodząc do skrzyżowania zaczynałem biec, aby załapać się jeszcze na zielone. Tylko po co, skoro żadnego autobusu na horyzoncie nie było widać? Podobnie miałem idąc na popołudniowy spacer.  Podbiegałem aby przebiec na zielonym a przecież las, park, czy plaża nigdzie nie uciekną, nie są otwarte do którejś godziny – spokojnie czekają na mnie cały czas.

Równie nieracjonalne zachowania są u tych co na zielone nie zdążyli. Nerwowe przestępowanie z nogi na nogę, irytacja, wykrzywianie twarzy lub natrętne naciskanie przycisk w celu szybszego wymuszenia zmiany świateł. Co ciekawe, często na tych przyciskach właśnie pojawia się napis „czekaj”, tak bardzo ignorowany przez naciskających. Jeszcze bardziej dziwne jest to, że kiedy tylko rozbłyśnie zielone, osoby te jakby spuszczały parę i napięcie a następnie powolnym krokiem idą przez biało-czarne pasy.

Rozwój osobisty - pośpiech

Czerwony znaczy „życie”

Proponuje Tobie totalną zmianę podejścia i założenie, że czerwone światło znaczy „życie”.  Przyjmij, że chroni Cię ono nie tylko przed tym, abyś nie wpadł pod samochód, ale zarazem wyrywa Cię z bezrefleksyjnego pędu dnia.

Ile razy pojawi się ono na Twojej drodze zatrzymaj się i wsłuchaj się w swój oddech. Nie zwalniaj go, ani nie przyśpieszaj- tylko obserwuj. Zwróć uwagę czy jest płytki czy głęboki, szybki czy wolny, płynny czy rwany, łapczywy czy spokojny, czy oddychasz lekko czy ciężko.

Następnie w sposób świadomy zacznij zwalniać i pogłębiać swój oddech. Poczuj jak powietrze wpływa do Twoich płuc i wypływa z nich. Zwalniaj, aż do momentu gdy poczujesz opanowujący Cię spokój.

Wówczas zadaj sobie pytanie, co jest w Tobie prawdziwe w tym momencie. Zauważ jakie masz myśli, emocje i nastrój. Jakie chęci Tobą kierują i jakie opory wyczuwasz. Poczuj to co płynie z Twojego wnętrza i powiedz temu „tak”. Bez ocen i bez rozważania co jest właściwe a co nie.

Kiedy zapali się zielone, po prostu rusz z miejsca i zacznij od nowa kolejną część dnia. W taki sposób, jak masz ochotę.

Na początku może nie być łatwo i będziesz się dziwnie czuć. Spokojnie, nikt nie wie o czym myślisz i raczej niż zauważy co robisz ze swoim oddechem. Za to, za jakiś czas może tak się zdarzyć, że wręcz będziesz zwalniać przed skrzyżowaniem aby tylko się zatrzymać i chwilę zrelaksować na czerwonym.

„Był taki czas, gdy ciągle się spieszyłam. Na przykład jechałam tramwajem i chciałam, żeby on jechał jeszcze szybciej. Miałam ten pośpiech w sobie. I nagle pomyślałam: „Zaraz, dokąd ja się tak śpieszę? Przecież na końcu czeka na mnie trumna”. Pozbądź się tego wewnętrznego biegu.” – Danuta Szaflarska

filizanka_small  W pisaniu towarzyszyła mi herbata YOGI TEA®Ÿ – Swobodny oddech – BREATHE DEEP

Tu byłem…

Pamiętam z dzieciństwa, jak w różnych popularnych miejscach nawiedzanych przez ludzi można było znaleźć wydrapane w ścianach lub wyskrobane w deskach, ewentualnie wycięte w korze drzew napisy w stylu „Byłem tu. Tomek z Krakowa”. Odkąd pojawił się Facebook, Instagram i Pinterest, wspierany przez aparaty fotograficzne w smartfonach, funkcje tych wyrytych napisów zajęły fotki wrzucane na portale społecznościowe. Na temat samych wpisów nie chcę się wypowiadać – znam i gorących ich krytyków, jak i fanów – a trzymam się zasady, że każdy sam kształtuje swoje życie i ma praw robić w nim co tylko chce, o ile tym działaniem nie krzywdzi innych.

Piszę o tym, bo zauważyłem jak wielu ludziom „umyka” samo miejsce, w którym przebywają. Wpadają i jedyne na czym się koncentrują, to na tym co jest tutaj fajnego do sfotografowania, co będzie fajne wyglądało na zdjęciu oraz ewentualnie czy na tle tego, czy owego będę dobrze wyglądać w mojej kreacji. To co cechuje fotosmartfonowców ale również i innych cyfrowych fotografów, to strzelanie dziesiątek zdjęć z założeniem, że potem w domu na spokojnie wybierze się te, które dobrze wyszły. Niestety, ekrany aparatów i smartfonów pozwalają nam spojrzeć na otaczający nas świat jedynie w pewnym jego wycinku. Ich użytkownicy przypominają czasami konie z klapkami po bokach oczu, które powodują, że koń widzi tylko to co bezpośrednio przed jego głową. Pstryk, pstryk, pstryk… wpatrzeni w ekrany i pochłonięci fotografią nie dostrzegamy wiewiórki, która przebieg tuż obok nas, dziecka, które się do nas uśmiecha czy kota, który nam się przygląda. Czasami się zastanawiam, czy takie zachowanie pozwala nam poczuć prawdziwego ducha miejsca, doświadczyć jego rzeczywistej atmosfery a czasami po prostu usiąść i odczuć fakturę drewnianej ławki, zapach rozgrzanej deski na pomoście, czy rześkość zielonej trawy.

Rozwój osobisty - Life factory - radość przeżywania

Do napisania tego artykułu skłoniło mnie krążące na Facebooku zdjęcie z wizyty Papieża Franciszka w USA. Widać na nim tłum ludzi ze smartfonami, którzy zamiast na papieża patrzą w ich ekrany. Jedynie jedna, mała staruszka patrzy w kierunku papieża. Nie robi zdjęć, jest spokojna i uśmiechnięta, ale to uśmiech inny niż u pozostałych. Wprost widać jak chłonie atmosferę tego miejsca i wydarzenia. Ona tam jest całą sobą, a pozostali trochę tu a trochę gdzie indziej. Ona stoi spokojnie, a oni w pośpiechu pstrykają fotki. Tak to prawda – oni będą mieli pamiątki w postaci fotek i zdarzeń na swoich profilach, ale ona będzie miała piękne wspomnienia. To właśnie ją chciałbym zapytać jak się czuła w tamtym miejscu, bo reszta chyba nie do końca potrafiłaby mi na to odpowiedzieć.

Sam czasami się zapominam i na początku w jakimś miejscu uruchamia mi się syndrom „pstrykacza”. Szybko jednak wyhamowuję i próbuję „poczuć to” miejsce. Zauważyć jak pachnie powietrze, czy jest suche czy wilgotne, jakie zapachy do mnie docierają. Skupiam się na detalach, kładę na pomoście, siadam na trawie, aby się zatrzymać i z perspektywy zanurzenia w tym miejscu poczuć zaciekawienie i dojrzeć to co ucieka mi w pośpiechu działania. Dawno temu, w otchłani internetu znalazłem poniższe zdjęcie, które właśnie do takiej uważności mnie natchnęło.

Rozwój osobisty - Life factory - zatrzymaj się

Zdjęcie pochodzi ze strony www.piccsy.com

filizanka_small pisząc ten tekst piłem aromatyczną herbatę Oolong Formosa, którą i Wam polecam.