Archiwa tagu: przeszkody

Piekielna droga – czy Ty też masz wyzwania, których unikasz?

To było piękne lato 2007 roku. To wtedy pierwszy raz poczułem smaki i zapachy Krety oraz poznałem tamtejsze niekoniecznie najlepsze drogi. W pamięci szczególnie zapadła mi jedna z nich, pełna zachwycających widoków. Prowadziła z Rethymnonu, poprzez Śpiewający Wąwóz do Klasztoru Prevelli  a następnie do pięknej plaży z twierdzą Frangokastello, gdzie podobno w drugiej połowie maja o świcie, pojawiają się tzw. „Upiorni wojownicy”, czyli „Ludzie z rosy”. Stamtąd droga serpentynami wspina się na pasmo górskie Lefka Ori, aby w poprzek wyspy przebić się z powrotem na jej północne wybrzeże.

rozwój osobisty - droga - wyzwania

Wybierając się w drogę zadbaj o odpowiedni dobór towarzyszy

Widoki były przepiękne, zapachy oszałamiające a woda ciepła i turkusowa. Nie wspominając już o genialnej pogodzie. To mógł być cudowny dzień, ale stał się najgorszym dniem w czasie całych wakacji. W tamtym czasie nie miałem prawa jazdy, ani pojęcia o prowadzeniu samochodu. Kierowca, z którym wybrałem się na wycieczkę, miał lęk wysokości, był panikarzem i nie potrafił panować nad swoimi nerwami. Przeklinał starając się przejechać jak najszybciej przez tak wąskie uliczki miasteczek, że samochody mijały się na nich omal nie ocierając lusterkami. Pomstował na brak barierek ochronnych, na górskich drogach, które czasami zakręcały o 180 stopni. Był przerażony, że jedziemy samochodem z silnikiem o pojemności 1.1, bo według niego siła silnika mogła być za mała w sytuacji kiedy będziemy musieli zatrzymać się w czasie podjazdu pod stromą górę i następnie ruszyć z ręcznego. Tłumaczył mi, że w takiej sytuacji możemy się stoczyć samochodem do tyłu w jakąś przepaść. Uspokoił się dopiero na szerokiej plaży z ciepłą płytką wodą koło twierdzy Frangokastello. W tym wyciszeniu pomogła mu mapa, która pokazała, że to już koniec tak wąskich dróg.  Nie zauważył jednak tego, co ja dostrzegłem na tej mapie, ale na wszelki wypadek profilaktycznie milczałem.

Był to pełen serpentyn podjazd (oczywiście bez barierek zabezpieczających) i ze zniszczoną nawierzchnią, który miał nam pozwolić wjechać na pasmo gór Lefka Ori. Kiedy pod niego podjechaliśmy mój kierowca zbladł, wystąpiły na niego zimne poty i stwierdził, że nie da rady podjechać tą drogą. Chciał zawracać, ale wtedy przypomniały mu się te wszystkie wąskie drogi i przesmyki, które już pokonał. Trzęsąc się jak galareta i wieszcząc naszą niechybną śmierć, zdecydował się jednak wspiąć na to pasmo górskie. Od samego początku modlił się tylko o to, aby z góry nie jechał żaden autobus, bo ledwo wyrobiłby się na wąskich zakrętach o 180 stopni a my musielibyśmy stanąć pod górę na ręcznym, aby go przepuścić. Los jednak nie był łaskawy i w połowie drogi spotkaliśmy się z autobusem. Nie dość, że musieliśmy stanąć na ręcznym pod górkę, to kierowca autobusu pokazał nam jeszcze, że musimy się trochę cofnąć (czyli stoczyć), bo on ma za mało miejsca. Mój kierowca zaczął histerycznie krzyczeć i oświadczył, że na bank zginiemy na tej kreteńskiej drodze. Mimo to, jakimś cudem wykonał wszystkie konieczne manewry i bez osunięcia w przepaść ruszyliśmy w kierunku hotelu. W tej całej sytuacji najgorsza była moja niemoc działania, która tylko potęgowała mój strach. Byłem zamknięty w małym metalowym samochodzie, zdany na rozhisteryzowanego i przerażonego kierowcę, który wieszczył nam rychłą śmierć.

Po przyjeździe do hotelu wypiłem duszkiem dwa piwa i mamrocząc pod nosem tekst z Władcy Pierścieni:

„Droga jest zamknięta,
Zbudowali ją Ci którzy są umarli
I umarli będą jej jedynymi panami…”

obiecałem sobie solennie, że już nigdy nią nie pojadę.

rozwój osobisty - droga - wyzwania

Bój się, ale podejmuj wyzwania

7 lat później ponownie znalazłem się na Krecie w moim ulubionym mieście Rethymnon.  Tym razem, byłem tu z moją drugą połową i prawem jazdy w kieszeni. Kreta to wyspa, którą genialnie zwiedza się samodzielnie wynajętym samochodem, ponownie więc skorzystałem z tego sposobu. Cały czas miałem w pamięci piękne widoki  i plaże na trasie między Preveli a Frangokastello, pamiętałem jednak także o wszystkich wąskich i krętych drogach oraz przerażającym podjeździe na pasmo górskie. Kiedy jednak kogoś kochasz, chcesz mu pokazać wszystko to co najpiękniejsze. Ustaliliśmy z moją drugą połową, że się boję, że nie wiem jak będzie, ale mimo to podejmę próbę przejazdu tą trasą. W zaplanowanym dniu wycieczki byłem przerażony a żołądek ze strachu wywijał mi się na drugą stronę. Próbowałem trzymać fason a chwilami, w najurokliwszych miejscach, zapominałem nawet o tym co mnie czeka dalej. Na wąskich odcinkach drogi głęboko oddychałem, żeby się uspokoić a na ostrych zakrętach mówiłem na głos co robie: „hamulec, redukcja biegu, skręt i lekko gaz…”. Tak o to, bez większych problemów dotarliśmy do ruin fortecy Frangokastello przy jednej z moich ulubionych plaż na Krecie. Pławiłem się i brykałem w płytkiej i ciepłej morskiej toni ciesząc się obecną chwilą, ale odległy o kilku kilometrów szczyt góry, na który będę musiał wjechać, nieuchronnie budził poczucie strachu. Wreszcie klamka zapadła, jedziemy już prosto w kierunku podjazdu.  Jeszcze tylko górka, jeszcze tylko zakręt i naszym oczom ukazała się…  wyremontowana i poszerzona droga z barierkami ochronnymi prowadząca na szczyt gór. Podjazd nadal był stromy i bardzo kręty, ale komfort jazdy znacznie odmienny od tego co zapamiętałem sprzed paru lat.

Do hotelu wróciłem wykończony i szczęśliwy, że podjąłem wyzwanie. Uświadomiłem sobie, że przez lata żyłem przeszłymi wyobrażeniami, które były na tyle silne, że nawet nie dopuściłem do siebie myśli, że sytuacja na miejscu mogła już ulec zmianie.

Najważniejsze jednak, że zrozumiałem, iż jeśli mierzysz się z jakimś wyzwaniem zawsze należy siadać za kierownicą. Możesz się bać, masz prawo o tym mówić i czuć wszystkie symptomy strachu, ale mimo to, przejmij kontrolę nad sytuacją w takim zakresie, w jakim to możliwe. Pozycja pasażera i liczenie, że ktoś inny nas przez tą sytuację „przewiezie” to złudne poczucie bezpieczeństwa i gwarancja braku satysfakcji z samodzielnego pokonania przeciwności.

Zastanów się teraz, co jest Twoim podjazdem pod Lefka  Ori?

filizanka_small   Tekst powstawał w towarzystwie dodającej mocy i zdrowia Herbaty Górskiej z Gojnika

Czego uczy mnie joga cz. IV – ograniczenia w naszej głowie

Dzisiaj kolejna cześć jogowego cyklu, którą postanowiłem poświęcić mieszkającym w nas ograniczeniom. Chcąc komuś dodać otuchy i popchnąć go lekko do podjęcia jakiegoś działania i pokonania strachu lub obawy mówimy często uwierz w siebie, jesteś świetny na pewno dasz radę. Jeśli faktycznie uwierzy, może niejednokrotnie dokonać rzeczy, które uważał wcześniej za niemożliwe.

Rozwój osobisty - Life factory - mata do jogi

Kilka lat temu oglądałem film dokumentalny, o tym jak w ekstremalnych sytuacjach zagrażających czyjemuś lub naszemu życiu potrafimy użyć tak potężnej siły, jakiej zgodnie z naukowym podejściem do fizjologii naszych ciał nie mamy szansy osiągnąć. Zapamiętałem szczególnie dwóch mężczyzn, którzy uratowali kierowcę z zakleszczonej po wypadku kabiny pick-up’a, w której wybuchł pożar. Ni jak nie dało się otworzyć zakleszczonych drzwi a opcja wyciągnięcia kierowcy przez przednią szybę, ze względu na ustawienie samochodów po wypadku, nie wchodziła w rachubę. Jeden z tych mężczyzn pod wpływem impulsu wskoczył na boczne drzwi kabiny i chwyciwszy za ich górną część, tuż nad szybą,  zgiął je w połowie gołymi rękoma. Kiedy po jakimś czasie próbował ponownie choć na milimetr zgiąć lub odgiąć te same drzwi, przy użyciu całej swojej siły, metal nawet nie drgnął. Naukowcy badający jego ścięgna, mięśnie i stawy w rękach wyliczyli, że teoretycznie nie mógł on dysponować wystarczającą siłą do zgięcia tak grubego metalu. Sprawdzili także drzwi, które nie miały żadnej wady, która ewentualnie pomogła by w ich wygięciu. Wysnuli jedynie wniosek, że najprawdopodobniej pod wpływem tak wysokiego stresu, u tego mężczyzny pojawił jakiś impuls, który wyzwolił w jego ciele przepotężną dawkę energii.

Zajęcia jogi mają to do siebie, że są spokojne i nie mamy szansy doświadczyć na nich, aż tak ekstremalnych sytuacji jak powyższa. Zatem z jednej strony, nie mamy się co spodziewać „cudownego” impulsu przepotężnej energii ale z drugiej, działając z uważnością i w skupieniu łatwo możemy zauważyć rożne procesy i relacje zachodzące pomiędzy naszym ciałem a głową. Piszę o tym, bo na zajęciach jogi udało mi się już zrobić dwie rzeczy na pozór dla mnie niemożliwe i miałem tę możliwość, że przy zachowaniu pełnej świadomości obserwowałem co się ze mną dzieje.

Sytuacja I – stajemy na głowie

Kiedy na jednych z zajęć moja nauczycielka powiedziała, że przesuwamy maty pod ścianę i będziemy teraz ćwiczyli stanie na głowie, mój mózg oszalał. Zapaliły się w nim wszystkie lampki kontrolne, zawyły wszelkie alarmy a przez głowę przebiegła myśl „ona chce mnie zabić”. Kolejne myśli to:

  • „odpuść sobie, przecież boli Cię bark” – faktycznie, miałem bardzo lekką kontuzję, ale to była by zwykła wymówka.
  • „już kiedyś próbowałeś i Ci nigdy nie wyszło” – faktycznie, stanie na głowie przy ścianie, to koszmar mojego dzieciństwa. Pomimo wielu prób, nigdy mi to nie wyszło na wf-ie.
  • „jesteś początkujący, za szybko na tą pozycję” – zaskakujące było dla mnie to, że mój mózg, który wcześniej nie miał do czynienia z jogą, teraz „ekspercko” ocenia co jest właściwe na tym etapie zaawansowania.

W tym czasie prawie wszyscy byli już z matami pod ścianą, więc było głupio siedzieć samemu na środku sali. Ruszyłem za nimi i postanowiłem spróbować, choć w mózgu ostrzegawcze lampki i alarmy pracowały na pełnych obrotach. Pojawiło się jednak dziwne uczucie, gdzieś w ramionach i górnej części pleców – tak jakby moje ciało krzyczało: ja chcę, dam radę. Więc spróbowałem; ręce i głowa odpowiednio ustawione, wybijam się nogami w górę i gdzieś tak w połowie ich drogi do ściany, jakby coś mnie ściągało w dół. Zdążyłem tylko wierzgnąć nogami i z powrotem wylądowałem na ziemi. Prób było kilka, podobnie nieudanych ale czułem się jakoś dziwnie, bo ciało mówiło „próbuj, fruwaj” a mózg syczał „siedź na macie i nie chojrakuj”. Zresztą przy każdej próbie miałem poczucie, że ciało może a to chyba mózg włącza strach i zatrzymuje mnie w połowie drogi do góry. Zaryzykowałem i postanowiłem całkowicie zaufać ciału, zakładając że najwyżej pierdyknę w ścianę z gracją nosorożca po czym osunę się na ziemie z nogami w górze rozbawiając pozostałych. Ostatecznie jest coś takiego jak „joga śmiechu” więc czemu nie mogę być jej nauczycielem. Mózg zdezorientowany moją desperacką decyzją, nie zdążył pozbierać się na czas i włączyć w odpowiednim momencie blokady/strachu. Stałem na głowie wyprostowany jak struna i czułem się wspaniale. Czułem jak przez rozgrzane wcześniej ćwiczeniami ciało płynie energia i zadowolenie.

Rozwój osobisty - Life factory - ograniczenia

Sytuacja II – robimy wygięcia w tył, czas na mostek

No dobra wiedziałem, że to tydzień pozycji z wygięciami do tyłu. Gnę się zatem ochoczo do tyłu i to w pionie, poziomie i na leżąco. Idzie nieźle i jest nawet przyjemnie. Ciało po wcześniejszym silnym wygięciu w tył jest rozluźnione i jakby lżejsze, kręgosłup miło rozciągnięty… Nagle, miło się kończy! Mamy położyć się na plecach i będziemy robić mostek – nauczycielka demonstruje, wyjaśniając na co zwrócić uwagę. Co napiąć i co jak ustawić, aby się dźwignąć w górę w piękny łuk. Moje oczy to widzą, ciało zachowuje pozycję zrównoważonego obserwatora a wokół niego… biega mózg z podkulonym ze strachu ogonem. Tak, tak lampki też błyskają i syreny wyją. Generator myśli daje czadu:

  • „a jak się wygniesz i potem nie złożysz” – cóż za przewrotność, ja nawet nie jestem pewien czy się w taki łuk wygnę, a ten się martwi jak z niego bezpiecznie wyjdę;
  • „już kiedyś próbowałeś i Ci nigdy nie wyszło” – mój kolejny koszmar z wf-u, nawet teraz pamiętam te wszystkie stęknięcia i sapnięcia na szkolnym materacu, kiedy to z leżenia na plecach bezskutecznie próbowałem dźwignąć ciało do łuku;
  • „ona powiedziała, że to łatwiejsza pozycja z tych ZAAWANSOWANYCH ” – nie jestem zaawansowany, więc pewnie lepiej odpuścić.

Głupio jednak tak siedzieć skoro inni próbują. Jedna, druga, trzecia próba… się dźwigam, biodra w górze, ale głowa zostaje na macie. Jakaś blokada powstrzymuje mnie przed tym momentem, w którym oderwę całą siłą ramion górną część ciała, pozostawiając na ziemi jedynie dłonie i stopy. No tak, w górnej części ciała mieszka sobie mózg i nie chce wyrżnąć o ziemie jeśli mi nie wyjdzie. Ciało jednak jest ochocze do tego eksperymentu, ręce mam silne więc nie powinno być problemu. Kładę się na macie i korzystam z ostatniej deski ratunku – podstępu. Uruchamiam ciekawość, chcę zobaczyć, poczuć jak to jest tak się wygiąć, jak będzie wyglądał świat z takiej perspektywy. Ostatnia próba, napinam ręce, ściągam łopatki i z brzucha oraz ramion wypycham ciało do góry. Jest cudownie, nie znałem jeszcze takiego uczucia w kręgosłupie. To nic, że mostek jest trochę krzywy a ja się lekko kolebię. Ważne, że to zrobiłem a na dopieszczanie pozycji przyjdzie czas później.

Rozwój osobisty - Life factory - sala do jogi

Obie te sytuacje nauczyły mnie nie ufać do końca mojej głowie. Pozwoliły także zbudować punkty kontrolne, które dadzą mi znać, że mózg mnie blokuje. Znalazłem też dwie metody na jego pokonanie:

Już kiedyś Ci nie wyszło – to ewidentny znak, że mózg żyje przeszłością. Odszukał w zakamarkach pamięci związane z tą sytuacją niepowodzenie i teraz przenosi tamte wspomnienia na teraźniejszość. Nie uwzględnił jednak faktu, że dużo się od tamtej pory zmieniło (teraz mam znacznie mocniejsze i lepiej wysportowane ciało niż za młodu). Nie wziął pod uwagę, że obecna sytuacja dzieję się w innych uwarunkowaniach (nie jestem po krótkiej rozgrzewce na wf-ie, tylko po ponad godzinie ćwiczeń i pozycji przygotowujących moje ciało do tego co mam teraz zrobić). To co trzeba zrobić, to szybko przełączyć się na bycie „tu i teraz”. Pomyśleć, że możemy ten moment w naszym życiu napisać od nowa, zupełnie ignorując przeszłość. Hasło „niech się dzieje, co chce” powinno zostać naszą sztandarową myślą tego momentu.

To nie jest odpowiedni poziom dla Ciebie – mózg odwołuje się do starego tricku. Ubiera się w strój eksperta, tak samo jak zwykli aktorzy w reklamach zakładający na siebie fartuchy lekarskie i reklamujący jakieś tam suplementy. Trzeba się na moment zatrzymać i przestać ślepo wierzyć w każdą myśl z naszej głowy. Wystarczy się zastanowić, kiedy to nasz mózg miał szansę osiągnąć poziom eksperta w danej dziedzinie, aby nam mówić co jest właściwe a co nie, na tym etapie zaawansowania. Skoro mózg stosuje tricki, to i my możemy. Musimy po prostu uruchomić autentyczną ciekawość jak to będzie, gdy coś zrobimy. Jak się będziemy czuli, co wtedy zobaczymy i jakie nowe doświadczenie zdobędziemy. Mózg jest łasy na informacje, więc pewnie ulegnie tej pokusie.

Po tym wszystkim już wiem czemu w coachingu tak skutecznym jest pytanie „A gdybyś mógł, to co byś zrobił” lub „A gdybyś mógł, to jakby to wyglądało”. Zarazem jestem przerażony tym, jak wiele razy w swoim życiu mogłem ulec fałszywym podszeptom mózgu i ilu rzeczy nie zrobić, które były w zasięgu moich możliwości.

filizanka_small  przy pisaniu towarzyszyła mi zielona herbata YOGI TEA GREEN BALANCE zwana „Zieloną harmonią”

Marokańska polisa od ognia

„ Któregoś wieczoru zadzwonił nasz bliski przyjaciel z wiadomością, że jego dom w Kalifornii spalił się do gołej ziemi. Nic nie zostało. Spłonęły wszystkie papiery, wszystko, co posiadał. Następnego dnia rano poprosiłem Zohrę, żeby wykupiła dla nas lepsze ubezpieczenie od pożaru. Polisa, którą znalazła, była koszmarnie droga, ale powiedziałem sobie, że to roztropnie wydane pieniądze.

Kiedy Osman dowiedział się o cenie nowej polisy, dosłownie zatoczył się ze śmiechu.

– Przecież wszyscy wiedzą, że ubezpieczenie od pożaru nie działa – powiedział kiedy złapał oddech.

– Jak to: nie działa? – spytałem

– Jedynym sposobem żeby ustrzec się pożaru – wyjaśnił – jest żaba.

Podniosłem brwi w zdumieniu.

– Żaba?

– Oui, Monsieur Tahir.

– W jaki sposób?

Osman zademonstrował mi działanie żaby za pomocą żywej gestykulacji.

– Najpierw trzeba złapać żabę. Potem trzeba ją zabić, wysuszyć, natrzeć solą i powiesić na drzwiach wejściowych.

– Ale co to pomoże, jeśli dom zacznie się palić?

Wydawał się zaskoczony moim pytaniem.

– Jeśli dom zacznie się palić – objaśnił rzeczowo – zdejmuje się żabę i wkłada do kieszeni.

– No i?

– I jak się wejdzie do środka, płomienie nie zrobią człowiekowi żadnej krzywdy.”

Rozwój osobisty - Life factory - przekonania

Pewnie nieźle się bawiłeś/bawiłaś czytając o wierze Osmana w moc zasuszonej żaby. Pytanie jednak czy i Ty nie wierzysz w pecha przynoszonego przez czarnego kota, albo pechowość  13-nastki?

No dobra powyższe trącą zabobonem, ale może tak mocno trzymasz się przekonania iż „każde święta należy spędzać z rodziną”, że nigdy nie pomyślałeś o tym aby w ich trakcie gdzieś wyjechać i naprawdę wypocząć.  Może nadal tkwisz w ułudzie, że etat daje ci bezpieczeństwo i choć marzysz o własnej firmie nigdy jej nie założysz bo pewnie fiskus lub „zła ręka rynku” doprowadzą Ci do bankructwa.  Może spędzasz całe dni i weekendy w pracy, bo przecież „ciężką pracą ludzie się bogacą”.  Może… , może… – pomysłów na to co tu wpisać możesz mieć wiele.

Zatrzymaj się zanim zadziałasz mechanicznie i pomyśl dlaczego coś robisz, skąd takie przekonanie i kto Ci je zaszczepił. A jeśli wpadniesz na to, że dane przekonanie nie jest Twoje i Ci nie służy, to wtedy za radą Osmana zdejmij tę żabę, weź ją do kieszeni i idź swoją drogą w taki sposób jak chcesz.

filizanka_small pisane z kubkiem herbaty marokańskiej, bo jakżeby innej przy takim tekście