Archiwa tagu: regeneracja

„Ma to sens” i łatwiej żyć

Kilkanaście miesięcy temu postanowiłem dokonać ciekawego eksperymentu. Założyłem, że wszystko co mnie spotyka ma swój sens, niezależnie od tego czy jest zgodne z tym co planowałem, czy też nie. Nie będę ukrywał, że dla mnie, urodzonego perfekcjonisty, było to początkowo niezłym wyzwaniem. Dzisiaj natomiast, nie potrafię już żyć inaczej.

Rozwój osobisty - sens

  1. Mam plan, czyli iluzja kontroli

Wielu z nas, a szczególnie dotyczy to menadżerów, lubi mieć listę spraw do załatwienia, terminarze z umówionymi spotkaniami oraz wszelkiego rodzaju harmonogramy projektów i innych działań. Mniej zorganizowani, choć wszystkiego nie listują i nie harmonogramują, to też w swoim życiu niejednokrotnie stawiają na plany. Kto z nas, nie sprawdzał  w Google maps lub na zwykłym rozkładzie jazdy autobusów ile czasu zajmie mu dojazd z miejsca A do B. Kto z nas się nie wkurzał, kiedy nagle okazywało się, że czas tej drogi jest jednak dłuższy. No właśnie, dłuższy od czego? Najczęściej, od potencjalnego czasu, w sytuacji gdyby wszystko na drodze przebiegało idealnie, a jak wiadomo rzadko się to zdarza.

W takich sytuacjach, jak powyższa, najczęściej zaczynamy kalkulować straty. Czego nie zdążę zrobić, na ile źle wypadnie to, że przyjdę spóźniony itp. itd.  Czy te kalkulacje coś zmieniają, poza podkręcaniem naszej złości – nie! Czy stojąc w korku, bo jest tak duży ruch na drodze, albo jakiś wypadek możemy jakoś wpłynąć na tę sytuację – raczej nie! Czy wyrzucając sobie, że znowu „daliśmy ciała”, „jesteśmy do niczego” itp. coś poprawiamy, ulepszamy – nie!

Jeśli przyjmiemy, że zmieniać możemy to na co mamy wpływ, a na powyższą sytuację wpływu nie mamy i zamiast kalkulowania start uruchomimy ciekawość zysków, cała sytuacja może nam się jawić w zupełnie nowej odsłonie. Może ten korek, to sygnał od losu, aby trochę wyluzować i spowolnić – właśnie zyskaliśmy parę minut dla samych siebie. Może to czas na refleksję odnośnie rutyny w życiu, np. skoro się już spóźnię to jakoś to mojej drugiej połowie wynagrodzę – niespodziewane kwiaty, nieplanowane wcześniej wieczorne wyjście na kolacje. Może to czas, aby zadzwonić do rodziców lub przyjaciół, z którymi dawno nie mieliśmy kontaktu. Tylko błagam nie róbcie tego w środkach komunikacji miejskiej. Współpasażerowie nie chcą wiedzieć kogo kochacie, kto z kim się zdradza, która znajoma jest głupia, który kumpel się upił i że dziecko sąsiadki ma półpaśca.

  1. Sens, którego nie widać

W powyższej sytuacji łatwo było znaleźć potencjalne zyski a co w sytuacji, kiedy coś sobie łamiemy, dopada nas jakaś choroba, mamy wypadek, tracimy pracę, rozpadają nam się związki lub umiera ktoś bliski. Ciężko wtedy uruchamiać ciekawość, a gdyby nawet się udało, to jaki tu znaleźć sens, że o pozytywach nie wspomnę.

Współczesna kultura i wszechobecna cyfryzacja przyzwyczaiły nas do natychmiastowej gratyfikacji. Tymczasem w życiu, efekty są niejednokrotnie odsunięte w czasie. My natomiast nie lubimy czekać i natychmiast odpalamy film „A mogło być tak wspaniale” i liczyć straty. Interesujące jest to, że prawie nigdy nie włącza nam się film „ A mogło być tak źle”, chociaż oba są tak samo prawdopodobne.

Rozwój osobisty - sens

Ja lubię wierzyć w to, że jeżeli nawet teraz nie dostrzegam sensu danej sytuacji, to pewnie stanie się on dla mnie widoczny za jakiś czas. Tak było z kursem StartUP Coaching. Kolejne terminy jego uruchomienia przesuwały się w czasie. Kiedy stało się to już trzeci raz byłem wściekły. Dwa zjazdy w ramach tego kursu idealnie wpasowywały mi się w wolne weekendy. Kiedy jednak za dwa miesiące nadszedł jeden z nich, moja druga połowa (chorująca już prawie rok) poczuła się na tyle dobrze, że kilka dni wcześniej została wypisana ze szpitala. Szczęśliwi spędziliśmy ten weekend razem, spacerując i robiąc wspólne zakupy. Poniedziałek, który po nim przyszedł… przyniósł śmierć. Do tej pory, nie potrafię sobie wyobrazić, jak bym się czuł, gdyby się okazało, że zamiast tego wspólnego weekendu, spędziłbym cały ten czas na szkoleniu w innym mieście. To zresztą chyba był ten moment, w którym postanowiłem już więcej nie przeklinać losu. Zrozumiałem bowiem, że coś co mnie dziś wkurza i czego nie rozumiem, może mi się przysłużyć w przyszłości.

Skoro o śmierci wspomniałem, to powstać może pytanie o to jaki ona może mieć sens w danym momencie. Czemu mogła się zdarzyć teraz, a nie później. Czasami po to, aby ulżyć w męce choremu, ile to już razy słyszałem „już się nie męczy”. Czasami po to, aby ulżyć bliskim, bo opieka nad chorym potrafi zabrać całą energię życiową innych osób i nie łudźmy się, często chory jest również świadomy jakim bywa obciążeniem dla bliskich. Czasami po to, aby już nikt się męczył. Pierwszym moim odruchem, na śmierć drugiej połowy, była wściekłość i żal do losu, że tym razem nie udało się jej zapobiec. W głowie odpalił się film „A mogło być tak wspaniale” – no bo przecież wyniki się poprawiały, sił przybywało i szpital już nie był konieczny. Dopiero po kilku dniach odważyłem się uruchomić film „A mogło być tak źle”. Wizja sparaliżowanej najbliższej osoby, zawieszonej gdzieś między życiem a śmiercią, skazanej na podłączenie do aparatury do końca życia i całkowicie uzależnionej od innych pomogła mi zrozumieć, że śmierć nie była tym najgorszym co mogło nas spotkać.

Choć to może dziwnie brzmieć, jestem też wdzięczny losowi za mój wypadek samochodowy na autostradzie. Samochód był do kasacji, a ja wyszedłem z tej sytuacji bez najmniejszego draśnięcia. Od tamtej pory jednak, już nigdy nie usiadłem za kierownicą samochodu, aż tak zmęczony jak wtedy. Całe zdarzenie jednak mogło by wyglądać inaczej, gdybym zamiast w autostradową barierkę, wjechał w przystanek pełen ludzi. Wierzę w to, że los zadbał w ten sposób o to,  abym stał się bardziej świadomym i odpowiedzialnym kierowcą.

  1. Nie trać energii – strategia kota

Powyższe nie jest nawoływaniem do „ślepego” hurraoptymizmu. Powiem więcej, wręcz zachęcam Was, aby w pierwszym odruchu na sytuację która Was wkurza, siarczyście sobie zakląć lub nawet się wywrzeszczeć (tylko nie na kogoś). Czasami dobrą opcją będzie również wypłakanie. Każde z tych działań, pozwoli nam się pozbyć z organizmu nagromadzonej złości i stresu. Gdyby w nas zostały, będą nas spalać od środka.

Kiedy już się emocjonalnie rozładujemy i stwierdzimy, że i tak nie mamy istotnego wpływu na daną sytuację . Wtedy proponuję zastosować strategię kota, o której na jednym ze swoich szkoleń opowiadał Wojciech Eichelberger:

„Jak kot nie złapie myszy, to się nie stresuje, że jest do dupy kotem. Nie idzie do kąta i nie zastanawia się co pomyślą sobie inne koty, albo myszy. Tylko myśli: nie udało się, głodny jestem – to się zdrzemnę i zregeneruję, aby potem być skutecznym łowcą.”

filizanka_small Tekst napisany w towarzystwie subtelnej mieszanki białej i zielonej herbaty Soczyste Winogrona

Kąpiel energetyzująca

Obecna zmienność aury, wahania ciśnienia i początek przechodzenia ze „stanu” zimowego w wiosenny bywają niezłym wyzwaniem dla naszego organizmu. Często chodzimy jak zombie, brakuje nam energii, dobrego nastroju i pozytywnej wizji przyszłości. U niektórych moich znajomych obserwuję spadek formy psychicznej, momentami zahaczający wręcz o stany lekko depresyjne.  Jedni twierdzą, że to efekt braku dostępu do ożywczych słonecznych promieni, inni że to konsekwencja wychylania niezliczonych kubków kawy, których zadaniem jest dodać nam energetycznego kopa w te szare i mało optymistyczne dni.

Rozwój osobisty - Life factory - magnezowa kąpiel

Nie ma co ukrywać, i mnie się zdarzył chwilowy okres energetycznej niemocy poprzedzony tygodniowym zmaganiem się z grypą i sporą dawką stresu. Brakowało mi zupełnie siły, a cała sytuacja stawała się irytująca. Było tak do momentu, kiedy na jednych z zajęć jogi zabrakło mi energii do wykonania niemal połowy ćwiczeń. To był punkt przełomowy, po powrocie do domu przypomniałem sobie o urodzinowym prezencie od przyjaciółki – była nim sól magnezowa, której używa się do kąpieli. Okazuje się bowiem, że nasz organizm wcale nie wchłania za dobrze magnezu przez układ pokarmowy, zatem te wszystkie suplementy magnezu, które łykamy niekoniecznie przynoszą oczekiwane skutki. Jeśli do tego dołożymy kawę, która skutecznie wypłukuje z nas magnez i stres, który nas go pozbawia uzyskujemy obraz sporego niedoboru tego ważnego pierwiastka w naszym organizmie. Magnez pełni na tyle istotną rolę w naszym  funkcjonowaniu i  rozwoju, że bywa wręcz nazywany „pierwiastkiem życia”.

Niewiele się zastanawiając wsypałem dwie szklanki tej soli do wanny i wlałem gorącą wodę. Dla mnie osobiście, mega energetycznej i ruchliwej osoby wysiedzenie 25 minut w gorącej wannie to wyzwanie, ale wytrzymałem 😉 Co ważne, w czasie takiej kąpieli nie używamy mydła i innych kosmetyków. Kąpiel mocno mnie rozgrzała i spowodowała, że poczułem się jeszcze bardziej zmęczony i senny. Stąd rada, aby tego typu magnezowe moczenie organizować sobie tuż przed snem.  Kiedy obudziłem się następnego dnia, w pierwszej chwili nie zauważyłem żadnej różnicy. Wystarczyła jednak poranna droga do pracy, abym już w jej trakcie zaczął tryskać nowymi pomysłami i planami na nadchodzący dzień. Minęła dobra chwila – zanim pochłonięty wizją działania – zorientowałem się, że wróciłem do mojego typowego mega energetycznego stanu – kąpiel magnezowa zdziałała swoje.

Rozwój osobisty - Life factory - sól magnezowa

Jeżeli macie ochotę na takie energetyczne moczenie  wystarczy kupić sześciowodny chlorek magnezu MgCl2 x 6H2O. Znajdziecie go w internecie oraz niektórych sklepach z ekokosmetykami lub zdrową żywnością. Ceny za kilogram zaczynają się od ok. 13 PLN, a takie opakowanie wystarczy na dwie kąpiele. Ponieważ sam na sobie przetestowałem działanie kąpieli magnezowych zdecydowanie polecam tą inwestycję. Szczególnie teraz w okresie nadchodzącego przesilenia wiosennego.

filizanka_small tekst powstał w towarzystwie energetycznej i aromatycznej  Yogi  Tea – GREEN ENERGY