Archiwa tagu: szczęście

InspiRacje#5 – Odwaga spełnienia

„Kiedy idealnie gram swoją rolę menedżera w dużej międzynarodowej korporacji , przez większość czasu moje neurony umierają z nudów. Ciągle słyszę o „poważnych wyzwaniach”, „walce” i „sukcesach”. A przecież życie to doskonała zabawa, przygoda, permanentny ciąg zmian. Każdy stan pozornego bezpieczeństwa, jeśli nie znajdujemy go w sobie, zabija nas i oddala od życia. Burzmy go rozsądnie, mądrze i z odwagą. Szukajmy siebie.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - odwaga spelnienia

Jak chcemy dać szczęście innym, przyjaciołom, rodzinie, jeżeli nie jesteśmy spełnieni? Nie odkładajmy, nie odsuwajmy od siebie myśli o prawdziwym szczęściu, nic wyjątkowego nie zdarzy się ani w długie jesienne wieczory, ani na emeryturze, ani kiedy zarobimy dużo pieniędzy. Przy takim myśleniu zawsze jest ich przecież za mało. Pozorny luksus łatwego życia potwornie kusi. Wydaje nam się, że jest na wyciągnięcie ręki. A przecież pełne bezpieczeństwo jest i tak nieosiągalne. Trzeba odciąć z życia tkankę tłuszczu, którym obrastamy, nim stanie nam serce, bo takie właśnie życie jest naprawdę niebezpieczne.”*

A Ty już odnalazłeś/odnalazłaś siebie?
——————————
Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata* Są takie książki, po przeczytaniu których aż mnie nosi. Jestem naładowany energią świeżego spojrzenia lub ukontentowany faktem, że ktoś postrzega świat podobnie do mnie.  Tak też się czułem po przeczytaniu książki Kacpra Godyckiego-Ćwirko „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata.”, z której powyższy cytat pochodzi i którą gorąco Wam polecam.

Przeklęty krąg niezadowolenia

Nierzadko zdarza mi się spotykać ludzi, którzy w mojej ocenie mają dostatnie życie i niczego im nie brakuje, a mimo to są jacyś tacy niezadowoleni i wiecznie rozczarowani swoim życiem. W opozycji do nich pojawiają się inni, którzy mają naprawdę niewiele i wiodą skromny żywot, a mimo to sporo u nich szczęścia i radości. Długo zastanawiałem się nad fenomenem tego zjawiska, aż wreszcie znalazłem jego wyjaśnienie…

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - niezadowolenie

Nie odnalazłem go w jakiś poważnych badaniach naukowych, analizach socjologicznych, czy opracowaniach psychologów. Trafiłem na niego czytając książkę, w której zamieszczono bajkę o bardzo nieszczęśliwym królu i bardzo szczęśliwym służącym, na którym przeprowadzono wręcz niehumanitarny eksperyment o nazwie „krąg dziewięćdziesięciu dziewięciu”.

Nieskończenie idealne oczekiwanie, czyli opowiadanie o rozczarowaniu

Był sobie król, który jak to każdy bajkowy król miał wszystko czego zapragnął. Pieniądze, pałace, żon ile dusza zapragnie i mnóstwo ziem podbitych, a mimo to każdego ranka kiedy otwierał oczy dopadał go smutek i czuł się bardzo nieszczęśliwy. Jego przeciwieństwem był służący, który każdego ranka wkraczał do jego komnaty z uśmiecham na twarzy mrucząc pod nosem pieśni zasłyszane u trubadurów. Z oczywistych względów wkurzało to króla okropnie. Wezwał więc do siebie służącego i pod karą śmierci zażądał wyjawienia tajemnicy jego wiecznego szczęścia.  Służący zaklinał się na wszystkie świętości, że nie skrywa  żadnego sekretu, a radość czerpie z dnia codziennego. Z tego, że król obdarzył go honorem służenia mu, z tego że ma żonę i dwójkę dzieci, z którymi mieszka w domu przyznanym mu przez królewskich urzędników, którzy dają mu jeszcze pożywienie i odzienie. W dodatku, od czasu do czasu król w przypływie dobrego humoru obdarowywał go paroma drobnymi monetami,  które pozwalały na spełnianie kaprysów jego rodziny.  Król słysząc to wszystko nie dał wiary słowom służącego i wpadł we wściekłość wyrzucając go ze swej komnaty.

Następnie, zdesperowany wezwał swojego najmędrszego doradcę i opowiedział mu o rozmowie ze służącym dopytując o to w jaki sposób tamten osiąga taką pełnię szczęścia. Doradca uśmiechnął się i skwitował całą sytuację stwierdzeniem, że służący po prostu znajduje się po za kręgiem. Kiedy król zaczął dopytywać co to za krąg i jak on działa. Dowiedział się, że ten krąg to „Krąg dziewięćdziesięciu dziewięciu”. Nie daje on szczęścia, ale bycie poza nim nie pozwala ludziom na bycie nieszczęśliwymi, a ponieważ służący nigdy do niego nie wszedł, jest co dnia szczęśliwym człowiekiem. Natomiast, co do mechaniki jego działania to jest na tyle skomplikowana, że jej wyjaśnić się nie da, ale można zobaczyć jej działanie pozwalając komuś wejść do tego kręgu np. służącemu króla. Król chciał już wezwać podwładnego, aby wydać mu rozkaz wejścia do kręgu, ale doradca stwierdził że nie można nikogo do tego zmuszać. Nieustępliwy król planował go zatem oszukać i zwabić podstępem, ale według doradcy było to niepotrzebne. Wystarczyło tylko zaprosić służącego do tego kręgu, a wejdzie tam sam z własnej i nieprzymuszonej woli. Coraz bardziej zagubiony król dopytywał o to, że pewnie nie zdradzą mu konsekwencji wejścia do środka i tylko dlatego nieopacznie wkroczy do tego przeklętego kręgu. Lecz i tutaj doradca zaskoczył swojego przełożonego stwierdzając, że konsekwencje będą mu znane, a służący i tak nie będzie potrafił się oprzeć pokusie. Tego już było za wiele, król zażądał niezwłocznego przeprowadzenia eksperymentu chociażby za cenę utraty tak dobrego i oddanego sługi. Doradca zatem poprosił króla o przygotowanie na wieczór mieszka z monetami, ale warunkiem było, aby tych monet było dokładnie 99 – ani jednej mniej, ani jednej więcej.

Wieczorem doradca z królem wzięli mieszek z monetami i wymknęli  się z zamku. Udali się pod dom sługi i tam poczekali do rana. Kiedy w jego mieszkaniu zapłonęła pierwsza świeczka doradca doczepił do mieszka kartkę z informacją „Ten skarb jest dla Ciebie. Jest to nagroda za bycie dobrym człowiekiem. Ciesz się nim  i nie mów nikomu jak go znalazłeś”. Następnie powiesił mieszek na drzwiach do domu sługi, zapukał i uciekł. Sługa wyszedł na zewnątrz, a król z doradcą obserwowali go zza krzaków.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - niezadowolenie

Sługa wziął do ręki mieszek, przeczytał kartkę i potrząsnął nim. Dało się słyszeć dźwięk uderzających o sobie monet. Sługa przycisnął zawiniątko do piersi i cały drżąc z emocji szybko wszedł do domu zerkając czy przypadkiem nikt go nie widział. Król z doradcą podkradli się pod okno i obserwowali służącego. Ten wysypał monety na stół, a oczy mu się zaświeciły. On, który nie miał żadnej, teraz miał ich całą górę. Dotykał ich, pieścił je i w nieskończoność przesypywał. Przestawił nawet świeczkę na stole, aby monety mieniły się jej światłem.  W końcu zaczął je starannie ustawiać w słupki po 10 monet w każdym. Kiedy doszedł do ostatniego słupka, nagle zamarł. Monety na stole się skończyły, a słupek był niższy od pozostałych – brakowało jednej monety. Jeszcze raz sprawdził stół, podłogę pod nim, krzesło, mieszek  i swoje kieszenie. Okradli mnie! – wykrzyknął – Okradli mnie , niegodziwcy i szubrawcy.

Król z doradcą patrzyli jak dotychczas zawsze pogodne oblicze sługi uległa zmianie. Zmarszczył czoło i napiął twarz. Oczy stałe się małe i przymrużone, usta wygięły w dziwacznym grymasie. Zgarbiony szybko zbierał monety do mieszka, trwożliwie rozglądając wokół. Dało się również słyszeć jak mamrotał: Jedna moneta! Jedna moneta! Z setką monet człowiek jest bogaty. Wyciągnął papier i w świetle lampy zaczął rachunki nadal mamrocząc: Jedna moneta – to 12 lat mojej pracy u króla, ale gdybym wysłała żonę do pracy i sam znalazł drugą pracę to wystarczyłoby już tylko 7 lat. Gdybyśmy jeszcze zaczęli sprzedawać resztki jedzenia z królewskiego stołu, które przynoszę do domu udało by się zmniejszyć czas na zarobienie jednej monety do 4 lat. Służący westchnął ciężko i jakoś tak zapadł się w sobie. Perspektywa 4 lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń była przytłaczająca, ale nie widział innego wyjścia.

Król z doradcą wrócili szybko do zamku, a kiedy za dwie godziny sługa wszedł do królewskiej komnaty, był strasznie posępny i przygarbiony, bez cienia uśmiechu. Sytuacja ta powtarzał się przez kilka kolejnych dni, a kiedy król zagadnął sługę o przyczynę braku radości ten odburknął, że przecież wykonuje swoje obowiązki należycie i wiernie służy królowi, a do tego nie musi robić z siebie błazna lub trubadura. Po krótkim czasie król zwolnił z pracy swego sługę. Niemiło było bowiem mieć służącego, który ciągle był w złym humorze.

Efekt wychowania

Wszyscy zostaliśmy wychowani w ideologii niespełnienia. Zawsze nam czegoś brakuje do bycia zadowolonym, a jedynie kiedy jesteśmy zadowoleni cieszymy z tego co mamy. Nauczyliśmy się i wierzymy w to, że szczęście przyjdzie dopiero wtedy, kiedy skompletujemy to, czego nam brak…

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - niezadowolenie

Mieszkanie musimy zamienić na dom, dom na jeszcze lepszy dom. Rower na używany samochód, używany na nowy, nowy na jeszcze lepszy itd. Schemat powtarza się w nieskończoność, a twórcy reklam zacierają ręce, ciągle wmawiając nam czego jeszcze potrzebujemy, aby poczuć się szczęśliwymi. Tymczasem wystarczyłoby tylko pamiętać co było na początku i docenić, to co już zyskaliśmy.

filizanka_small   Przy pisaniu tego tekstu towarzyszyła mi mocna i aromatyczna Herbata Wschodniofryzyjska

Małe szczęścia

Mieszkają w nas od urodzenia. Kiedy jesteśmy dziećmi, mamy z nimi doskonały kontakt. Niestety z wiekiem, poznawaniem świata, pędem życia, zalewem informacji i reklam tracimy z nimi kontakt niemal całkowicie. Małe szczęścia chowają się głęboko w nas, ustępując miejsca tym wielkim i spektakularnym, choć jakże często pustym i nieosiągalnym.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - małe szczęścia

W oczekiwaniu na „deszcz szczęścia”

Nieustannie gonimy za naszym szczęściem i niezaspokojoną satysfakcją z życia. Próbujemy zdobyć na własność najnowszy model smartfona, ciuchy ze świeżo zaprezentowanej kolekcji , dopiero co wydaną książkę lub grę. Koniecznie musimy zobaczyć w kinie najnowszy film, wybrać się w modne miejsce na wakacje, odwiedzić kultową knajpę i awansować w pracy lub poderwać przystojną drugą połówę. Liczba takich pozycji na liście „musimy, chcemy, pragniemy” jest praktycznie niewyczerpana. Spece od marketingu dbają o to, abyśmy uwierzyli w to, że nowy model smartfona, czy nowy ciuch odmienią nasze życie. Uczynią nas kimś wyjątkowym i dadzą poczucie spełnienia, a szczęście niczym rzęsisty deszcz lunie na nas z nieba. W takiej pogoni za „ulewą szczęścia” możemy spędzić całe życie. Kiedy już dobiegamy do „chmury szczęśliwości”, zawsze gdzieś na horyzoncie zaczyna majaczyć jeszcze większa i bardziej spektakularna chmura szczęścia, do której warto biec.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - małe szczęścia

Małe krople szczęśliwości

Zawsze fascynowało mnie czemu tak często ludzie żyjący gdzieś w biednych krajach, praktycznie bez żadnego majątku, uśmiechają się na zdjęciach. Dopiero z czasem zrozumiałem, że nie mają oni tak wielkich oczekiwań od życia i świata jak te, które są promowane i funkcjonują w naszej kulturze. Wkrótce poznałem też takich ludzi i w moim otoczeniu. Czerpią oni radość z rzeczy prostych i codziennych. Zachwycają się parą fantazyjnie unoszącą się znad kubka gorącej herbaty, promieniami słońca przebijającymi się przez żaluzje w oknie, zapachem świeżo wypranych ubrań, chwilą spędzoną w wygodnym fotelu z ciekawą książką, czy też spotkaniem z bliskimi. To oni zapalają świeczkę w domu, aby stworzyć miłą atmosferę i znajdują chwilę, aby popieścić swojego psa lub pobawić się z kotem. Mają w domu małe doniczki z przyprawami, aby ich świeży smak i zapach mogły zawsze wzbogacić przygotowywane przyprawy. Zamiast pogoni za „ulewą szczęścia” cieszą się małymi „kroplami szczęśliwości”, bo tych jest całe mnóstwo wokół nich. Dzięki temu szczęśliwi i spełnieni żyją wolniej i spokojniej…

Teraz w okresie świąteczno-noworocznego zabiegania szczególnie warto na powrót obudzić w sobie takie proste „małe szczęścia” i czerpać z nich całe dobro. Jak jeden maluch, który zaśmiewał się do rozpuku po tym jak na białej kartce narysował własnoręcznie kredką niebieską linię. Co narysujesz Ty?

filizanka_small  Pisałem ten artykuł racząc się przepyszną zieloną herbatą Mogo Mogo o smaku mango

Spełnienia marzeń – życzenie, czy przekleństwo

„Spełnienia marzeń” – to jedno z najczęstszych życzeń jakie można usłyszeć z okazji imienin, urodzin czy jeszcze innych świątecznych okazji.  Pytanie tylko, czy ktoś z je składających faktycznie się zastanawiał, co się stanie jak wszystkie marzenia zostaną spełnione?

Rozwój osobisty - marzenia

Marzenia turystyczne

To nie koniecznie te z podróżami związane, ale do stanu podczas turystycznych wypadów mocno nawiązujące. Właśnie w ich trakcie wpadam bardzo często w stany zauroczenia danym miejscem, kulturą czy sposobem życia. Zachwyt ten jest o tyle złudny, że bywa bardzo powierzchowny i właśnie z tego powodu wszystko wydaje nam się cudowne, proste, łatwe i pozbawione problemów.  Nagle, chcemy opuścić miasto i żyć w zagubionym gdzieś wśród pól i lasów gospodarstwie, bo byliśmy na agroturtsyce i było tak cicho, spokojnie, relaksująco i jedliśmy tylko zdrowe produkt z lokalnej zagrody. Zapominamy jednak, że ktoś te warzywa i owoce musiał posadzić i pielęgnować, że pyszny rosół na tłustej kurze nie wziął się z nikąd i ktoś musiał tę kurę hodować a potem zabić. Odwiedzamy te miejsce słonecznym latem, zieloną wiosną lub wielobarwną jesienią i zapominamy, że jeszcze jest zima i wtedy trudno tu dojechać i stąd się wydostać a mieszkańcy skazani są jedynie na samych siebie. Bez możliwości wyskoczenia do kina, knajpy czy znajomych. Takie turystyczne marzenia też często dotyczą domowych zwierzaków. Kiedy marzymy o słodkim, cudownym psiaku, który będzie nas radośnie witał w progu domu. Zapominamy często, że trzeba go wyprowadzać na dwór bez względu na pogodę i weekendowe poranki.

Moim” turystycznym marzeniem” było zostać dyrektorem jakiejś dużej firmy. Marzyłem o dobrej pensji, prestiżu i zarządzaniu. Zostałem dyrektorem i jednocześnie prezesem spółki, która zatrudniała 160 osób i dopiero wtedy poznałem psychiczne obciążenia, odpowiedzialność karną i nie zawsze przyjemne spotkania z Radą Nadzorczą, które były nieodłączną częścią tego stanowiska. Dziś cieszę się, że mam realizację tego marzenia na swoim koncie, ale powtórka tego doświadczenia mi się nie marzy. Podobnie jak mojemu znajomemu, który marzył o swoim zespole i taki też założył. Zapomniał jednak, że własny zespól, to nie tylko samo granie i podbijanie nowych scen. To też dźwiganie sprzętu, podłączanie kabli, wykłócanie się o honoraria i humory członków zespołu.

Stało się, i co teraz?

Są też marzenia, które dają prawdziwą satysfakcję i radość z ich realizacji, bez żadnych ukrytych pułapek i niechcianych konsekwencji. Zatem życzenia ich spełnienia wydają się być w pełni uzasadnione i bezpieczne. Zapominamy jednak, że spełniając marzenia jednocześnie je tracimy. Tak mają często, Ci którzy długie miesiąc przygotowują się np. do zdobycia Mount Everestu. Żyją przygotowaniami a następnie wspinaczką na ten ośmiotysięcznik i kiedy wyczerpani i szczęśliwi stają na szczycie czują ogromną radość. Osiągnęli cel, udowodnili sobie że dali radę, spojrzeli na świat z najwyższego szczytu Ziemi i… marzenie prysło. Teraz  to, o co muszą się martwić to jak najszybszy i bezpieczny powrót. Cały dramatyzm tego zdarzenia polega również na fakcie, że nawet gdyby drugi raz próbowali zdobyć ten szczyt, to już nigdy nie odczują tak wielkiej ekscytacji przygotowaniami i wspinaczką, jak za pierwszym razem. Ja miałem tak z marzeniem o tym, aby znaleźć się kiedyś w hiszpańskiej Kordobie i odwiedzić Mezquitę. Byłem we wnętrzu tego olbrzymiego meczetu, zachwyciłem się tamtejszym lasem pięknych kolumn i uległem urokowi tego pięknego wnętrza. Pamiętam jednak moment wyjścia z niego i chwilę kiedy oblało mnie światło gorącego andaluzyjskiego słońca. Pomyślałem: zrobiłem to, było cudownie i co teraz….

Mądrość Złotej Rybki i lampianego dżina

Problemu z marzeniami, była już świadoma Złota Rybka i dżin z lampy. Mało, kto zauważa, że zaproponowali oni rybakowi i temu, który potarł lampę jedynie spełnienie trzech życzeń, o marzeniach nic nie wspominając.

Rozwój osobisty - marzenia

Bo życie uczy nas tego, że jesteśmy za krótko na tym świecie, aby marnować czas na użalaniem się nad niespełnionymi marzeniami. Powinniśmy się nauczyć cieszyć dniem codziennym i doceniać małe przyjemności. Nie czekać na zrządzenie losu, nie zanosić modłów do bogów i sił wyższych o nasze uszczęśliwienie. Powinniśmy szukać szczęścia w sobie, polubić siebie i wymyślić sobie takie marzenie, którego nigdy nie będzie można spełnić, ale dążenie do którego, pomimo wielu wyzwań i przeciwności sprawi nam radość. Moim takim marzeniem jest to, aby otaczali mnie dobrzy i fajni ludzie oraz abym mógł się nieustannie dzielić z nimi moją radością.

Tekst zainspirowany chwilą wspólnego siedzenia z moją drugą połową na jednym z pomostów na molo w Juracie. Świeciło na nas słońce, lekko usypiał szum morza i nawet nie wiadomo kiedy, uciekła nam godzina na wspólnym wpatrywaniu się w ryby buszujące w wodorostach przy molo. Gdyby wtedy pojawiła się Złota Rybka i zapytała o moje życzenie, poprosiłbym pewnie, aby ta chwila trwała znacznie dłużej…

filizanka_small Pisząc ten tekst popijałem pyszną zieloną herbatę Mogo Mogo o smaku mango

Czy można być za bardzo szczęśliwym?

Tak jakoś się składa, że w przeważającej mierze otaczam się osobami o bardzo pozytywnym nastawieniu do życia. Nie ma w tym zresztą żadnej tajemnicy, bo jak to w życiu bywa swój ciągnie do swego. Potrafimy się w miarę szybko podźwignąć z porażki, dostrzec coś pozytywnego tam gdzie wszyscy widzą same negatywy i chyba co najważniejsze mamy umiejętność wewnętrznego nakręcania się na pozytywne fale. Co może być dla wielu zaskakujące przy całym tym hiper, ultra, mega radosnym podejściu do życia cechą, która nas mocno wyróżnia jest branie pełnej odpowiedzialności za swój los (w tym i za to co nam nie wychodzi) a także to, że przy całej swojej szczęśliwości bytu nie osiadamy na laurach zapadając się w ciepło domowych pieleszy tylko permanentnie się uczymy, szkolimy i rozwijamy. Być może dla wielu z Was taka wizja brzmi pociągająco i chcielibyście do nas dołączyć, zanim jednak to zrobicie poniżej kilka naszych obserwacji.

Rozwój osobisty - Life factory - szczęście

1. Przypną Wam łatkę – „niespełna rozumu”
Kiedy masz ciągle banana na twarzy (uśmiech znaczy się) i jesteś zadowolony, to Twoi mniej zadowoleni znajomi, będą wciąż dociekali jaka choroba Ci dolega lub jakie wspomagacze musisz zażywać. W przypadku uznania, że jesteś zdrowy i nic nie bierzesz zostaniesz zakwalifikowany do tych niespełna rozumu. O mnie niektórzy mówią, że w dzieciństwie coś mi musiało upaść na głowę i uszkodzić ośrodek zmartwienia. O mojej przyjaciółce twierdzi się, że jak tylko ktoś jej powie „cześć” to ona uznaje, że ten ktoś już ją lubi.. itd.

2. Stracicie cześć znajomych – i to z czterech powodów
Po pierwsze, przez ciągły rozwój masz sporo zajętego czasu. Szkolenia, warsztaty lub inne tego typu spotkania i zajęcia powodują, że spada Twoja dostępność dla znajomych a co gorsza ciężko się z Tobą umówić na najbliższy weekend, bo przeważnie masz już go zaplanowanego. Z czasem zatem usłyszysz, że unikasz towarzystwa i jesteś winny zepsucia tak świetnych kiedyś relacji.

Po drugie, staniesz się namacalnym i bolesnym wyrzutem sumienia podczas spotkań towarzyskich. Bo kiedy inni będą się pytali „jak żyć”, narzekali na świat, państwo i wynik ostatnich wyborów, które rzekomo doprowadzają ich do tak trudnej sytuacji życiowej Ty będziesz ewidentnym dowodem na to, że się da w tych warunkach być szczęśliwym i rozwijać. Moja przyjaciółka usłyszała nawet od części znajomych, że ma wypaczoną wizję świata przez te swoje „różowe okulary” i nie widzi życia takim jakie naprawdę jest. Ciekawa to teoria, że niby inni nie patrzą na świat przez „okulary” swoich doświadczeń.

Po trzecie, poprzez zaangażowanie w swoje życie zacznie Wam brakować czasu i z tego też powodu zaczniecie go bardziej cenić i rozważniej używać. To samo będzie dotyczyć wydatkowania energii, którą dysponujecie. Wcześniej czy później uznacie, że nie chcecie trwonić tak deficytowego towaru na relacje, które Wam nic nie dają a jedynie przynoszą korzyści innym lub ci inni starają się za wszelką cenę ściągnąć Was w dół do swojego poziomu nieszczęścia.

Po czwarte, nie wiem na czym to polega ale z czasem zdecydowana większość tych mega pozytywnych zaczyna dbać o zdrowie i swoją dietę. Może to i naturalny odruch próby przedłużenia swojego żywota, skoro ono takie fajne. Oznacza to jednak mniej alkoholu i ograniczenie fast food’ów co nie sprzyja nocnoweekendowemu imprezowaniu ze znajomymi.

Rozwój osobisty - Life factory - piękne życie

3. Możecie zostać sami
Mało kto z nas był tak super pozytywnie nastawiony do życia od urodzenia. Co więcej, tajemnica tych hiperradosnych, kryje się często w trudnym dzieciństwie lub traumatycznych wydarzeniach, które nas zmieniły. O ile wydarzyły się wtedy, gdy byliśmy singlami i dopiero potem się z kimś związaliśmy to nie ma problemu. Gorzej kiedy się zmieniamy, będąc już z kimś wcześniej związani. Nierzadko kończy się to rozstaniem, bo nagle my przemy do przodu, poszerzamy swoje zainteresowania i kręgi znajomych, żyjemy aktywnie a nasza druga połowa chce tak jak wcześniej spędzać całe popołudnia grając na komputerze lub śledząc życie telenowelowych bohaterów. W takiej sytuacji nie ma bata i wspólna więź gdzieś zanika.

Na szczęście możliwy jest też wariant pozytywny, gdzie jedno pozytywnie nakręcone zaczyna nakręcać drugie i po jakimś czasie mamy fajnie pozytywnie nastawioną parę.

4. Nie zawsze będziecie lubiani
W naszym kraju raczej nie lubi się ludzi sukcesu i tych szczęśliwych, do tego często obowiązuje zasada psa ogrodnika – sam nie mam to i drugiemu nie dam. Zatem być może będziecie mieli wianuszek „fanów”, tylko czyhających na to aż Wam się noga powinie bo bycie takim szczęśliwym zostanie uznane za nieprzyzwoite w tak trudnym do życia kraju jak nasz.

Podsumowując jak ma być szczęśliwie i pozytywnie, to może nie być łatwo – zapewniam jednak, że zawsze warto 😉

filizanka_small  pisząc o szczęściu miałem ochotę na coś świeżego i orzeźwiającego, wybór padł na zieloną herbatę Moc Granatu