Archiwa tagu: uważność

InspiRacje#4 – Kiedy mniej znaczy dużo więcej…

„Gdy tylko zamkniesz drzwi swojego mieszkania i pożegnasz się z bezpieczną, nudną codziennością, od razu zapominasz o wszystkim, co cię otaczało i wydawało się niezbędne. Gdy wróciłem, zataczając wielką pętlę, nadal nie brakuje mi tego, co leży przykryte pod białymi prześcieradłami.

Co rozbić, by nie zostać kustoszem we własnym mieszkaniu? Bo nie chodzi o to, by znaleźć byle jakie zajęcie w oczekiwaniu na śmierć.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - mniej znaczy więcej

W prawdziwym życiu nie brakuje mi telewizora i pilota, kieliszka do wina, brzęczącej komórki, polityki i codziennej garści wiadomości, które po chwili spędzonej w rzeczywistym świecie wydają się zupełnie nierealne i głupie; zdobytej cudem wejściówki na Legię i miejsca w garażu za cenę auta średniej klasy. Nie tęsknię za idiotycznymi reklamami „jeszcze bielszej bieli”, „milionowej minuty za darmo”, aż po „ułamek procenta na koncie”. Nie nęci mnie weekendowa Mekka naszego pokolenia – centra handlowe. Nie są potrzebne certyfikaty, nie pożądam białego samochodu ani ubrań we fioletowym kolorze, lansowanych zeszłej wiosny przez projektantów, nie potrzebuję też kolejnych dziesięciu par butów. Zapomniałem o wynalazku XX wieku, jakim jest kariera, i rozpuszczalnych tabletkach, dających ciecz o kolorze i smaku „zgodnym z naturalnym”, zastępujących prawdziwe witaminy. Nie chcę  tego wszystkiego, co kupowałem, by „odreagować stres”.

W podróży ważne jest to, co się dopiero wydarzy. Gdy decydujemy się na prawdziwe życie, zaczynają otaczać nas naprawdę ważne sprawy, prawdziwi ludzie i relacje, prawdziwe emocje. Podróż jest też próbą dla miłości i przyjaźni. Nagle okazuje się, że mniej znaczy dużo więcej. Zostają przy tobie ci, którym na tobie zależy. Którzy nie chcą nic w zamian. O których pamięta się bez przypomnienia w elektronicznym kalendarzu.”*

A jak jest z Tobą, czy zostałeś już kustoszem we własnym mieszkaniu, pełnym trofeów konsumpcji?
——————————
Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata* Są takie książki, po przeczytaniu których aż mnie nosi. Jestem naładowany energią świeżego spojrzenia lub ukontentowany faktem, że ktoś postrzega świat podobnie do mnie.  Tak też się czułem po przeczytaniu książki Kacpra Godyckiego-Ćwirko „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata.”, z której powyższy cytat pochodzi i którą gorąco Wam polecam.

Life Impact – Stres

„Groziliśmy”, że mamy wiedzę oraz doświadczenia i że nie zawahamy się go użyć. A ponieważ nie rzucamy słów na wiatr już 27 maja zapraszamy na nasze szkolenie dotyczące stresu.

Co jednak ważne, nie będziemy mówili jak z nim walczyć lub go pokonać. Opowiemy za to jak z nim żyć, jak go zrozumieć i jak oswoić, bo to naszym zdaniem najlepszy sposób na poradzenie sobie ze stresem. Więcej informacji znajdziecie po kliknięciu na poniższe zdjęcie lub w zakładce szkolenia. Serdecznie zapraszamy!

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - Life Impact - stres

Jak podwoić długość życia

Jest taka świetna powieść dla dzieci niemieckiego pisarza Michaela Endego zatytułowana „Momo, czyli osobliwa historia o złodziejach czasu i dziecku, które zwróciło ludziom skradziony im czas” . Występują w niej Szarzy Panowie, którzy pod przykrywką prowadzenia Kasy Oszczędności Czasu, kradną ludziom czas. Uczą oni ludzi jak pracować więcej i efektywniej nie „marnując” czasu, na takie „głupoty” jak miłość, spotkania ze znajomymi, czy zajmowanie się dziećmi. Klienci kasy popadają w konsumpcjonizm, gonią za kolejnymi nowymi rzeczami i nawet nie zauważają jak stają się samotni i nieszczęśliwi. Kiedy sobie przypominam o tej powieści zawsze jest mi ciężko uwierzyć w to, że została ona napisana już w 1973 roku.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - długość życia

Śmiganie na autopilocie

Mam takie nieodparte wrażenie, że z upływem lat Szarzy Panowie udoskonalili swoje metody działania. Zawładnęli telewizją, internetem i wykreowali całą kulturę nieustannej gonitwy i pośpiechu. Ten nieustanny wyścig, niszczy dużą część naszego życia i najzwyczajniej w świecie kradnie nam czas. Można to sobie bardzo dobrze uświadomić odpowiadając na kilka poniższych pytań:

  • Czy trudno Ci się skoncentrować na tym, co dzieje się w chwili obecnej – dokładnie w niej?
  • Czy zwykle chodzisz szybko i ciągle się spieszysz, aby jak najszybciej dotrzeć do celu i nie zwracasz uwagi na to, czego doświadczasz po drodze?
  • Czy wydaje Ci się, że działasz nawykowo i automatycznie, często bez świadomości tego, co robisz?
  • Czy wykonujesz swoje zajęcia w pośpiechu i bez uważności?
  • Czy skupiasz się tak bardzo na przyszłym celu, że tracisz kontakt z tym co robisz teraz, aby go osiągnąć?
  • Czy ciągle uciekasz myślami w przyszłość, albo przeszłość?

Pytając wprost:  czy dałeś się już tak omotać  Szarym Panom,  że co dnia napędzają Cię jedynie rutynowe bezrefleksyjne czynności, które powodują, iż żyjesz we własnej głowie a nie we własnym życiu?

Prawdziwe życie

Załóżmy, że masz 30 lat i prawdopodobnie pożyjesz do osiemdziesiątki. Masz zatem przed sobą jeszcze 50 lat życia. Jeśli jednak uznamy, że funkcjonujesz w pełni świadomie, kiedy naprawdę czujesz dany moment i go przeżywasz, tylko przez 2 godziny dziennie to zostało Ci tylko 6 lat i 3 miesiące prawdziwego życia! Przyznasz, że to „trochę” mało. Znacznie więcej spędzisz go prawdopodobnie na zebraniach w swojej pracy.

Kiedy jesteś świadomy chwili, czas zazwyczaj płynie znacznie wolniej. Oczywiście to tylko subiektywne odczucie, ale aby to poczuć wystarczy zrobić prosty eksperyment . Nastaw budzik na 5 minut i włącz telewizor na wiadomości, albo jakiś filmy. Teraz jeszcze raz ustaw 5 minut na budziku, znajdź jakieś spokojne miejsce, gdzie nikt i nic nie będzie Ci przeszkadzać. Usiądź, zamknij oczy i podnieść obie wyprostowane ręce pionowo do góry, tak abyś miał ramiona obok swoich uszu ale nie opieraj ich o głowę. Tak siedząc trzymaj je cały czas napięte i czekaj aż odezwie się alarm.  Czy te drugie 5 minut minęło tak samo szybko, jak przed telewizorem? Czy zerkałeś jednym okiem na budzik ile jeszcze, bo chyba się zaciął i nie dzwoni?

Niektórzy, aby jak najwięcej zobaczyć czy zrobić w życiu, piją energetyki, katują się fizycznie, biorą narkotyki lub notorycznie niedosypiają. Są wiecznie w biegu, wiecznie nakręceni i na permanentnym niedoborze energetycznym. Tymczasem, podobny efekt przeżycia wielu spraw i zobaczenia mnóstwa nowych rzeczy można osiągnąć żyjąc po prostu uważniej i bardziej świadomie. Teraz i w tym momencie. Co byś zatem powiedział na 4 w pełni świadome godziny w ciągu dnia?

Ja np. uświadomiłem sobie, że aby napisać powyższy tekst musiałem uderzyć w klawiaturę 3598 razy. Dopiero teraz dostrzegłem ogrom pracy moich palców. Szczególnie, biorąc pod uwagę to, że na tej stronie jest ponad 170 moich tekstów. Patrzę teraz na dłonie i przyglądam się im uważnie, podziwiając jak genialne dzieło potrafiła stworzyć natura.

A czy Ty wiesz, ile kroków już dziś zrobiłeś i czy pamiętasz, kto był pierwszą spotkaną dzisiejszego dnia osobą po wyjściu z domu?

filizanka_small   Ten tekst pisałem popijając smaczną i bardzo aromatyczną zieloną herbatę Mały Budda

InspiRacje#2 – Codzienność

„Żyjesz normalnie, każdego dnia przesuwasz budzik o kolejny, upragniony kwadrans snu. Telefon to pierwsza rzecz, jaką bierzesz rano do ręki, w ciągu dnia sięgniesz po niego jeszcze kilkadziesiąt razy. O naładowanie baterii często dbasz bardziej niż o leżącą obok ciebie osobę. Ten mały diabeł prawie nie milknie. Wibrują sms-y, mms-y, przypomnienia, maile, o… znów ktoś dzwoni, jesteś na prawdziwym onlinie, blisko spraw i ludzi. Nie czujesz się bardziej zagubiony, samotny i nieporadny, wręcz przerażony niż w chwili, gdy uświadomisz sobie, że go zgubiłeś, zapomniałeś albo że ci go ukradli. Nie wyobrażasz sobie początku dnia bez sprawdzenia kilku portali, odwiedzin wirtualnych znajomych, napchania sobie głowy wiadomościami, które i tak nie mają dla ciebie żadnego znaczenia. Żadnego wpływu na twoje życie. Ale jak bez tego zaspokoisz przemożną chęć bycia częścią świata? Ta wiedza daje złudne poczucie kontroli. Wmawiamy sobie, że to czyni nas kosmopolitami. Uczestniczenie w tym pseudoinformacyjnym krwiobiegu uspokaja. Dbamy przecież o losy świata, rozwiązujemy jego problemy, zabieramy głos w ważkich kwestiach, raz po raz stajemy po czyjejś stronie, czujemy się ważni, oceniamy. Zajmuje to nas i odciąga od naszych prawdziwych spraw, oddala od ludzi, zabiera czas, który powinniśmy z nimi spędzić. Często słyszę „ja po prostu lubię wiedzieć, co się dziej na świecie”. To wyrusz w podróż dookoła domu i przekonaj się o tym, będziesz zaskoczony.

Rafał Markiewicz - Life Factory - rozwój osobisty - codzienność

W locie łapiesz opakowaną w plastik kanapkę, wielkimi łykami pochłaniasz „prawdziwą brazylijską” kawę z reklamy, koniecznie z dietetyczną śmietanką. Żyjemy przecież zdrowo. Po krótkim rajdzie slalomem między innymi autami, ze zmarszczonym czołem, po „nauczeniu dobrych manier” innych kierowców i kilku niekoniecznie przyjaznych gestach wreszcie docieramy. Stop. Trzask drzwi, pik alarmu i gotowe. Prawie niewidocznym skinieniem głowy wspaniałomyślnie pozdrawiasz zmęczoną jak nasza, smutną twarz współpasażerki windy a w duchu myślisz: „Mogłaby wsiadać szybciej, po co jedzie windą na pierwsze piętro”. Tak oto rozpoczął się kolejny dzień życiowej diety, fast foods bez wartości ożywczych. Wysoko przetworzona strawa duchowa napchana ścinkami gazet, powleczona wonią drogich perfum. Klik i internet działa, jestem onlione, znowu się udało…”*

A jak wygląda Twój dzień?
——————————
Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata* Są takie książki, po przeczytaniu których aż mnie nosi. Jestem naładowany energią świeżego spojrzenia lub ukontentowany faktem, że ktoś postrzega świat podobnie do mnie.  Tak też się czułem po przeczytaniu książki Kacpra Godyckiego-Ćwirko „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata.”, z której powyższy cytat pochodzi i którą gorąco Wam polecam.

Zanurz się w życie

Każdemu z nas zdarzyło się wracać po schodach, aby sprawdzić czy na pewno zamknęliśmy drzwi, albo czy wyłączyliśmy światło. Często żyjąc w biegu i zamyśleniu nie odnotowujemy w pamięci czynności, które wykonaliśmy. Do napisania tego artykułu zainspirował mnie zresztą znajomy, który szukając swojego telefonu, chwycił pierwszą lepszą komórkę w domu i wybrał swój numer, aby zlokalizować dzwoniący aparat. Zdziwił się trochę, kiedy usłyszał sygnał zajętości. Cóż…, tak się zdarza kiedy dzwonisz ze swojego telefonu sam do siebie.

Rozwój osobisty - życie

W kleszczach impulsów

Zazwyczaj, kiedy tylko się budzimy, myślimy o tym co musimy załatwić danego dnia, pamiętamy o zaplanowanych spotkaniach i wściekamy się kiedy jakieś dodatkowe rzeczy do załatwienia zaburzają nam ten misternie utkany plan. Są też tacy, co żyją bez planu i robią to na co akurat mają ochotę, ale kiedy nadchodzi północ lub ostateczny termin realizacji jakiegoś zadania, żyją w mega stresie i biegu. Żyjąc w ten sposób mamy też potrzebę ciągłej zajętości umysłu, czy to jakimś zadaniem, rozmową, filmem czy szperaniem w smartfonie. Powstaje zatem pytanie: co się z nami stało? Czy staliśmy się tak ważni, że świat nas ciągle potrzebuje i wzywa? Czy też przyzwyczajeni  do ciągłych impulsów z zewnątrz, nie potrafimy usiąść, uspokoić się i spędzić trochę czasu z samym sobą?

Moim zdaniem, zdecydowanie to drugie. Całymi dniami nasz mózg jest wręcz naćpany od mnogości impulsów a kiedy ich liczba spada zachowujemy się jak na jakimś narkotycznym głodzie. Czujemy lęk, niepokój, nerwowe rozedrganie i dopada nas poczucie niewytłumaczalnej straty, jakby uciekało nam życie. Spokojnie…, to tylko iluzja.

Rozwój osobisty - życie

Filiżanka wyciszenia

Na przekór temu wszystkiemu zachęcam do małego i przyjemnego detoksu. Wybierzcie się do jakiejś kawiarni z dobrym widokiem na ulicę, ale zróbcie to koniecznie sami. Bez znajomych, czy rodziny. Nie zabierajcie też żadnych książek czy czasopism. Jeżeli musicie zabrać komórkę, wyciszcie ją i nie wyciągajcie z torby lub plecaka. Zajmijcie miejsce i zamówcie sobie filiżankę dobrej kawy lub herbaty. Weźcie łyk pysznego płynu i pomyślcie, że życie to nie jest coś co biegnie i ucieka ale jest czymś co was otacza. Trochę tak jakbyście zanurzyli się w ocenie i teraz woda jest wszędzie wokół was. Spójrzcie na to co Was otacza na ulicy, na ludzi, samochody i wszystko co zauważycie.  Spróbujcie zaciekawić się tym, czemu dany budynek czy przystanek ma taki kształt, co Wam mówią kolory przemykających samochodów, przyjrzyjcie się z ciekawością przechodzącym ludziom. Czy są szczęśliwi, źli, zamyśleni, rozbawieni a może jeszcze inni. Nie oceniajcie, patrzcie i starajcie się zrozumieć co nimi kieruje, kim mogą być. Jeśli tylko Wasz umysł zacznie uciekać myślami do innych spraw, weźcie kolejny łyk kawy lub herbaty. Poczujcie uważnie jej smak, poczujcie jak płynie przez Wasz organizmy, dodajcie do tego kilka spokojnych oddechów i wróćcie pełni ciekawości do obserwacji, tego co jest „tu i teraz” tuż przed Wami.

Taka chwila poprzebywania samemu ze sobą i spokojnego poobserwowania otoczenia potrafi zdziałać cuda. Pozwala złapać odpowiedni dystans do pędu życia, dostrzec to co było do tej pory niedostrzegalne i co ważne pozwala się zupełnie wyciszyć. Miłego obserwowania życia!

filizanka_small Tekst pisałem z filiżanką pysznej białej herbaty Perła Karaibów i cudownym widokiem za oknem

Czas nie mieszka w zegarku

Czas, to jeden z najcenniejszych skarbów w naszym życiu, który zwykliśmy trwonić, gubić albo pozwalać mu na to, aby nam uciekał. Choć jest szczegółowo podzielony na dni, godziny, minuty i sekundy, które niezmiennie trwają tyle samo – my wierzymy, iż jest on rozciągliwy jak guma. Wciąż próbujemy upchać w tym samym czasie coraz więcej zadań , czynności i spotkań z innymi.  Doprowadzamy do sytuacji, w której nie starcza nam czasu na wszystko i tym  sposobem zamiast koncentrować się na samym życiu koncentrujemy się wyłącznie na pogoni za czasem.

czas

Strażnicy czasu

W starej dzielnicy Gdańska o nazwie Wrzeszcz mieści się niewielki salon fryzjerski przeznaczony dla mężczyzn. Miły, klimatyczny i z fajną ekipą. Jak wiele nowo otwartych salonów ma wypasione fotele i świetny wystrój wnętrz. Ma jednak jeszcze coś specjalnego… sobotni walk-in days. W dni robocze umawiasz się na wizytę o konkretnej godzinie natomiast, kiedy masz ochotę wpaść do chłopaków w sobotę musisz nastawić się na przesiadywanie w kolejce. Jednak nie przesiaduje się w niej, dla samego przesiadywania, tylko ten czas służy temu, aby poznawać się i integrować z innymi klientami – to swoisty obyczaj tego miejsca.

„Przyjmujemy zapisy telefoniczne od poniedziałku do piątku NATOMIAST w soboty zapraszamy na walk-in days od 9:00-16:00 (lub do ostatniego klienta). Wchodzisz, siadasz, zamawiasz drinka i czekasz na swoją kolej. Liczymy na to, że klienci będą mogli się zintegrować i wymienić spostrzeżeniami lub czymkolwiek tam chcą :-)” – wpis z profilu The Barbers na Facebook’u

Z punktu widzenia zegarka, taka sobotnia wizyta w salonie to strata czasu. Zamiast wejść do fryzjera o konkretnej godzinie, usiąść na kilkanaście minut i już mieć temat z głowy (i to dosownie), będziesz musiał siedzieć i czekać. Mimo to, soboty cieszą się tam niesłabnącym wzięciem. Czy korzystają z nich „czasowi utracjusze” lub desperaci, którym nie udało się wyrwać kilkunastu minut na strzyżenie w tygodniu – zdecydowanie nie.  W soboty przychodzą Ci, którzy chcą złapać oddech w nieustannym biegu przez  życie, pozbyć się presji pośpiechu i doświadczyć przyjemności rozmowy z drugim człowiekiem, który tak samo jak oni nie będzie w tym momencie w biegu. Kiedy zwalniamy, zaczynamy zauważać innych ludzi, kiedy ich zauważymy budzi się w nas naturalna ciekawość człowieka: kim jest, co robi w życiu i jak do tego doszło, że znalazł się razem z nami w tym samym miejscu i czasie…

 Mądrość greków i tajemnica życia

Grecy zwykli często powtarzać „siga, siga” (tłum.  „powoli, powoli”) co ma oznaczać powoli, spokojnie, bez pośpiechu, bez nerwów. Jest to odzwierciedlenie ich, pozbawionego stresu i codziennego pędu, stylu życia.  Nie trzeba wybujałej wyobraźni, aby wyobrazić sobie jak wielki dysonans powstaje w sytuacji zderzenia ich kultury z zachodnim, nastawionym na tempo i wyniki, podejściem do dnia codziennego. Kiedy sfrustrowany mieszkaniec zachodniej Europy pomstuje na greckie podejście może usłyszeć najczęściej wypowiadane z przekąsem „wy macie zegarki a my mamy czas” i jest w tym wiele racji. Czas jest bowiem życiem a życie jest w sercu a nie zegarku i to miarą serca powinniśmy mierzyć jego upływ a nie minutami. Podświadomie doskonale zdajemy sobie z tego prawdę, ale robimy bardzo wiele, aby tego nie dostrzec. Czasami myślę, że nasze zegarki nie powinny odmierzać bezimiennych minut ale pokazywać czas w ciągu dnia, w którym poświęciliśmy pełną uwagę komuś innemu, czas w którym byliśmy szczęśliwi, który przeznaczyliśmy tylko dla siebie i w którym uśmiech był widoczny na naszej twarzy. Zamiast datownika powinno się znaleźć na cyferblacie miejsce na licznik dobrych słów, które powiedzieliśmy sami sobie oraz uczynków, które sprawiły przyjemność innym. To byłby doprawdy wartościowy pomiar czasu…

ciułacze czasu

Ciułacze czasu

Czy naprawdę jest istotne, czy na wizytę u fryzjera poświęciliśmy 20 minut, czy godzinę. Czy też ważniejsze jest to, czy ten czas spędziliśmy w miłej atmosferze, a fryzjer poświecił nam wystarczająco dużo uwagi.  Przy czym, wizyta u fryzjera to „pikuś” w porównaniu z innymi ważniejszymi w życiu sprawami jak odpoczynek, czas dla najbliższych, spotkania z przyjaciółmi i rozwijanie swoich zainteresowań. Kiedy brakuje nam czasu na zadania zaplanowane na dany dzień zaczynamy go podbierać z tych obszarów, które w danym momencie wydają się mniej istotne. Przyjaciele ze spotkaniem muszą poczekać na weekend, albo następny tydzień. Dzieci i najbliżsi muszą się zadowolić samą naszą obecnością, bo na rozmowy z nimi nie mamy teraz czasu. Pies musi się nauczyć, że zamiast trzech dłuższych spacerów, które służyły naszemu zdrowiu, od teraz będą tylko dwa krótkie „na siku” a ewentualnie ten wieczorny może zostać lekko wydłużony, jeśli lista zadań na to pozwoli. Sen – no tak, spać trzeba ale kto powiedział, że 6-8 godzin, przecież jak się człowiek zepnie to i 5 albo 4,5 zupełnie wystarczy.

Pod koniec dnia padnięci i przemęczeni padamy do łóżka dumni z tego ile udało się nam zrobić. Jeszcze tylko zanim odpłyniemy w objęcia Morfeusza nastawiamy zegarek na poranne budzenie, aby zerwać się z samego rana i nie marnując dnia pognać naprzeciw oczekującym nas zadaniom.  Jak się dobrze postaramy, to może skrócimy czas dotarcia do pracy o 15 minut, może urwiemy z lunchu 5 minut, w czasie spotkania z innymi jednocześnie odpiszemy na trzy inne maile albo SMS’y. Ludzi tak postępujących Michael Ende w swojej książce „Momo” określa ciułaczami czasu:

Wprawdzie ciułacze czasu ubierali się lepiej niż ludzie mieszkający w okolicy starego amfiteatru. Zarabiali więcej pieniędzy i mogli ich więcej wydawać. Jednakże mieli markotne, zmęczone albo zgorzkniałe twarze i oczy, w których nie było życzliwości. […] Nie mieli nikogo, kto umiałby ich tak słuchać, że stawaliby się dzięki temu mądrzejsi, skłonniejsi do zgody, a nawet pogodni. Ale nawet gdyby znalazł się ktoś taki w pobliżu, byłoby bardzo wątpliwe, czy kiedykolwiek odwiedziliby go – chyba, że można by to było załatwić w pięć minut. Inaczej byłby to czas stracony.

 […]Marzenia uchodziły w ich kręgach niemal za przestępstwo. Najgorzej jednak znosili ciszę. Bo w ciszy ogarniał ich strach, domyślali się bowiem, co dzieje się w rzeczywistości z ich życiem. Dlatego robili hałas, ilekroć groziła im cisza. Nie był to jednak wesoły zgiełk, jak na placu zabaw dla dzieci, lecz hałas wściekły i zły, który z dnia na dzień bardziej wypełniał miasto.

Jak się wydaje, nikt nie zauważył, że oszczędzając czas w rzeczywistości oszczędza coś zupełnie innego. Nikt nie chciał sobie uświadomić, że jego życie staje się uboższe, coraz bardziej jednostajne, coraz zimniejsze. Najdotkliwiej jednak odczuwały to dzieci, bo dla nich nikt nie miał czasu.

Życzę Wam, abyście nigdy nie stali się „ciułaczami czasu” i aby w chwilach kiedy podupadniecie na zdrowiu lub będzie potrzebowali wsparcia innych, był przy Was zawsze ktoś bliski i oddany a nie jedynie zimny i precyzyjny zegarek odmierzający czas bezimiennymi minutami.

filizanka_smallTekst pisałem rozkoszując się pyszną herbatę Rukeri z afrykańskiej Rwandy i w ten sposób dodając kolejną chwilę przyjemności do czasu mierzonego sercem.

Redukcja życiowego biegu

Downshifting to modny od kilku lat termin, który w przypadku samochodu oznacza redukcję biegu, natomiast w obszarze rozwojowym, czy też życiowym odnosi się do zwolnionego stylu życia. Mówiąc inaczej downshifting to podejmowanie się mniej wymagających zobowiązań w celu utrzymania zdrowego stylu życia.

Rozwój osobisty - life factory - downshifting

Początkowo tym terminem określano zamiany jakie wprowadzali w swoim życiu zawodowym zwolennicy tego trendu. Oznaczało to dla nich zwolnienie zawodowego tempa oraz rezygnację z pogoni za stanowiskami na rzecz pracy mniej prestiżowej i za mniejsze pieniądze, która dawała im w zamian więcej zadowolenia i wolnego czasu. Sam osobiście znam osoby z dużej korporacji, które poprosiły o zmianę stanowiska na znacznie niższe, bo nie wytrzymywały presji i odpowiedzialności na pozycji menadżera. Są wśród nich i tacy, którzy sobie z tą presją radzili na pozór bardzo dobrze, ale w trakcie wizyty u masażysty poczuli jak straszliwie jest pospinane ich ciało i ile bólu kryje się w mięśniach, którego na co dzień nie czują bo ich mózg jest zalany adrenaliną nakręcającą do działania. Znam i takich, którzy dokonali spektakularnej zmiany w podejściu do życia zawodowego po wakacjach spędzonych w małym domku na jednej z greckich wysp. Bardzo też lubię jednego menadżera, który zamienił eksponowane stanowisko dyrektora departamentu w ogromnej firmie po tym jak jego syn, któregoś dnia powiedział: „tato, ja cię prawie nie znam, bo tak rzadko bywasz w domu i to zawsze wtedy kiedy ja poszedłem już spać”. Bliski jest też mi przykład kasjerki z mojego osiedla, która pracowała w jednej z sieci sklepów spożywczych z towarami z wyższej półki. Wiecznie spięta, nadąsana i nie do końca miła. Kiedy ten sklep przejęła inna firma i pojawiło się ryzyko zwolnień zdecydowała się przejść do niewielkiego, osiedlowego kiosku w jednym z pobliskich pawilonów. Przemiana, która w niej nastąpiła jest jedną z najbardziej spektakularnych jaką znam. Choć zamiast wyszukanych produktów spożywczych sprzedaje gazety, proszki, kosmetyki i robi ksero to nigdy jej w tym miejscu nie wiedziałem spiętej, czy zdenerwowanej. Co więcej, raz dostałem nawet przyjazną burę za to, że sam stoję i szukam jakiejś gazety, zamiast o nią zapytać bo przecież od tego ta ekspedientka tu jest, aby pomagać w takich sprawach. Powiem szczerze, atmosfera w tym kiosku jest tak fajna, że aż czasami nie chce się niego wychodzić.

Rozwój osobisty - Life factory - downshifting 1

Nie zawsze też w zmianie życia zawodowego chodzi o presję i eksponowane stanowisko. Czasami kluczem do zmiany jest chęć fizycznego poczucia, dotknięcia efektu swojej pracy. Siedząc w biurze przy excelowych tabelkach, dziesiątkach maili i oglądając kolejne multimedialne prezentacje nowych pomysłów przez cały czas funkcjonujemy w wirtualnym świecie. Możemy podpisywać milionowe kontrakty, podejmować decyzje, które decydują o losie dziesiątek pracowników ale w ich konsekwencji doświadczamy tylko papierowego dokumentu umowy albo elektronicznej wiadomości zawierającej w paru słowach naszą decyzję. To właśnie z tego względu coraz bardziej popularne stają się warsztaty garncarstwa, majsterkowania czy renowacji mebli. Kiedy zajmująca wysokie stanowisko Pani dyrektor zamienia wyszukany strój na dresy i przez 4 godziny papierem ściernym usuwa warstwę starego lakieru z ramy zabytkowego fotela, to może doświadczyć czegoś w jej pracy zawodowej nieosiągalnego. Mianowicie, od razu będzie mogła zobaczyć efekty swojej pracy i poczuć je bardzo dosłownie (zapach rozgrzanego drewna i lakieru, gładkość zeszlifowanej powierzchni itd.). Rzemiosło potrafi uwieść swoją magią tworzenia i wytwarzania oraz bezpośredniego obcowania z materiałem, nad którym pracujemy.

Z czasem powyższe podejście do życia zawodowego przeszło też na życie prywatne, w którym najczęściej oznacza przeciwstawienie się modnemu obecnie konsumpcjonizmowi. Przejawia się to w niekupowaniu tego czego nie potrzebujemy i generalnie prostszym życiu. Zaoszczędzone w ten sposób czas i środki finansowe mogą zostać przeznaczone na to co jest dla nas naprawdę ważne i co sprawia nam autentyczną przyjemność. Zamiast pędzić w weekend do centrum handlowego na kompulsywne zakupy i zapełnianie i tak już przepełnionych szaf, możemy usiąść w domu z kubkiem pysznej herbaty i w skupieniu pokolorować kolorowanki dla dorosłych. Jest ich obecnie pełno w księgarniach i choć na pierwszy rzut oka ta propozycja brzmi dziecinnie, to kiedy zaczniemy takie kolorowanie nasz umysł się uspokoi, wyciszy a my odczujemy satysfakcję z naszej pracy. Możemy przestać oglądać telewizję i dzięki temu zyskać czas na zabawę z dziećmi, ulubionym zwierzakiem albo odgruzowanie naszego mieszkania ze starych i niepotrzebnych dokumentów, gazet i ubrań. Możemy też wolny czas poświęcić na wyszukiwanie tanich biletów i organizować co weekend wypady w nieznane, albo znane i lubiane. Równie interesującą alternatywą może być oddanie się fotografii, pisaniu bloga czy wolontariatowi w organizacjach społecznych, które realizują ważne dla nas cele. Możliwości w tym obszarze są praktycznie nieograniczone, tak samo jak w poszukiwaniu oszczędności. Moja dobra znajoma kilka dni temu kupiła od zawodowego grafika używany zestaw z komputerem stacjonarny, na którym teraz szaleje z obróbką zdjęć . Kosztował ją ¼ ceny, jaką musiałaby dać za nowy laptop o takich parametrach. Ma swojego starego laptopa do innych spraw, a tutaj wystarczyło żeby się mentalnie przestawiła i zaakceptowała fakt zestawu stacjonarnego oszczędzając dzięki temu pieniądze i zyskując dodatkowo sporej wielkości monitor.

Rozwój osobisty - Life factory - downshifting 2

Ekstremalni downshifting’owcy mają tylko po 3 koszulki i równie niewiele pozostałych ubrań. Do tego dochodzi kilka elektronicznych urządzeń do kontaktu ze światem i jeszcze parę drobiazgów, tak aby wszystko zmieściło się w walizce. Dodać jeszcze należy rower do przemieszczania, bo po co płacić za samochód albo komunikację miejską. Na koniec niewysoka pensja, tak aby łatwo było zmienić pracę i przenieść się do innego miasta, czy kraju. Książek nie mają bo korzystają z bibliotek lub internetu, mieszkań nie kupują bo wolą wynajmować i to najczęściej z kimś na spółkę. Główna zasada im mniej rzeczy materialnych i zobowiązań, tym większa wolność i swoboda wyboru tego co się w życiu robi.

Czy to droga dla wszystkich – zdecydowanie nie! Niemniej pokazuje ona jedno z możliwych podejść. Może Cię zainspirować do jakiś zmian, albo chociażby skłonić do zastanowienia nad tym co jest naprawdę dla Ciebie ważne. Co więcej chcę Ci odrobinę w tym pomóc:

Znajdź chwilę spokojnego czasu w domu i przyjrzyj się uważnie i świadomie wszystkiemu co Cię otacza. Poszczególnym szafom, półkom, wyposażeniu kuchni, ilości kosmetyków w łazience itd.. Miej przy sobie notes i zapisuj dwie listy. Czego możesz się pozbyć już teraz oraz z czego możesz zrezygnować na przyszłość, gdy skończy się to co masz (np. wyrąbana w kosmos ultra relaksująca i dotleniająca sól do kąpieli).

Kiedy skończysz usiądź i zastanów się teraz jakie niezbędne rzeczy byś kupił, gdyby Twoje mieszkanie doszczętnie spłonęło z całym Twoim dobytkiem (nic się nie uratowało) a Ty miałbyś do dyspozycji jedynie 10 tys. PLN

Jak skończysz porównaj dwie pierwsze listy z tą zrobioną ostatnio. Jakie wnioski Ci się nasuwają? Co sądzisz o rzeczach, które masz teraz lub kupujesz je regularnie a nie ma ich na żadnej z list?

filizanka_small  przy pisaniu tego artykułu towarzyszyło mi drugie parzenie pysznej zielonej herbaty Gunpowder Temple Of Heaven

Czego uczy mnie joga cz. II – nie żyj na pamięć…

Początek zajęć, wszyscy już siedzą w ciszy na swoich matach i starają się wewnętrznie wyciszyć. W powietrzu delikatnie ćmi relaksująca muzyka i unosi się woń kadzidła. W tle słychać głos nauczycielki o koncentracji na oddechu i wyrównaniu wdechu i wydechu… „Poczujcie swoje ciało, jak się dzisiaj czuje. Czy coś Was boli, coś się napina – skierujcie w to miejsce oddech aby się rozluźniło. Przeskanujcie swoje ciało i pamiętajcie aby nie ćwiczyć na pamięć. To, że ostatnio wyszła Wam jakaś pozycja lub w skłonie dosięgnęliście jakiegoś miejsca nie znaczy wcale, że i dzisiaj musi się tak zdarzyć. Ćwicząc na pamięć, przestajecie słuchać swojego ciała i łatwo wtedy o kontuzję”.

Rozwój osobisty - Life factory - joga

Kiedy usłyszałem o niećwiczeniu na pamięć i nie napinaniu się na to aby powtórzyć wynik z ostatniego spotkania dotarło do mnie, że ta mądra rada stoi w sprzeczności ze wszystkim tym czego mnie uczono. W szkole podstawowej jak osiągnąłem jakiś wynik w biegu, to przy kolejnym teście sprawnościowym wynik gorszy oznaczał porażkę. Jak z jakiegoś przedmiotu miałem czwórkę na półrocze, to trója ze sprawdzianu była tragedią. Tak wychowany i nauczony społecznych oczekiwań, za każdym razem kiedy zrobiłem coś nie tak dobrze jak poprzednio czułem się winny i zastanawiałem się co się złego ze mną stało. Nigdy wcześniej nie pomyślałem o tym, czy ten dzień jest tak samo dobry jak tamten, w którym miałem lepszy rezultat. Zawsze porównywałem ze sobą jedynie wyniki a nie dni.

Gubi nas życie na pamięć. Pędzimy samochodami po ulicach, bo ostatnio dojechaliśmy tą drogą do celu w 10 minut, a że to był wieczór i puste drogi a teraz jest dzień i pełno samochodów to nie jest ważne, ważne aby zmieścić się w tych 10 minutach. Czemu nie wyszliśmy wcześniej z domu, czemu choć wiemy, że jesteśmy zmęczeni nie wzięliśmy poprawki na to, że mamy dzisiaj gorszy refleks, czy faktycznie musimy zmieścić się w tym czasie co ostatnio? – pytania te pojawią się najczęściej dopiero wtedy kiedy mamy wypadek. Gnamy, biegniemy przez życie nie zważając na to czy nas coś boli, czy ciało ostrzega – ważne aby odhaczyć kolejne pozycje z listy spraw do załatwienia… i aby nie zrobić tego gorzej niż ostatnio.

Od pamiętnej lekcji jogi zmieniłem swoje postępowanie. Kiedy rano wstaję i w pośpiechu szykowania się do pracy wskakuję pod prysznic na chwilę zwalniam i staram się poczuć to jak się czuję. Kiedy trzeba wykreślam zadania z listy na dany dzień i przenoszę je na inny, kiedy z barku czasu zmęczony ćwiczę z hantlami pod koniec dnia pozwalam sobie na mniejszą liczbę powtórzeń. Kiedy śpię krótko w nocy, nie szkoda mi czasu na regeneracyjną, krótką drzemkę po południu. Raz na jakiś czas w biegu dnia zatrzymuję się na moment i słucham siebie, skutkiem czego zacząłem zauważać jak często w ciągu dnia mam napięty kark i szyję, jak nieświadomie zaciskam mocno żuchwę. Uspokajam się wtedy na moment, biorę kilka spokojnych, długich oddechów i rozkoszuje poczuciem spływającego ze mnie napięcia. Generalnie jeszcze bardziej siebie lubię, jestem spokojniejszy i wyciszony a mimo to moi znajomi wciąż się dziwią jakim cudem robię tak wiele rzeczy….

Ten tekst dedykuję znajomemu, który pomimo dużego zmęczenia i osłabienia organizmu poszedł biegać, bo miał jogging w planie dnia. Niestety, nie dobiegł do celu a z trasy zabrała go karetka…

filizanka_small  przy pisaniu tego tekstu towarzyszyła mi  ajurwedyjska herbata łącząca w sobie 18 ziół, kwiatów i przypraw z urzekającym dodatkiem kwiatu żeńszenia GINSENG FLOWER

 

Czego uczy mnie joga cz. I – żyj na 60%

Mam już taki charakter, że we wszystkim co robię, we wszystkim co czytam lub oglądam szukam synergii z innymi moimi działaniami tzn. wyszukuje pomysły, treści i rozwiązania które sprawdzą się w innych obszarach mojego życia. Tak obecnie dzieje się też z niedawno temu rozpoczętą praktyką jogi, jeżeli tak można nazwać to co obecnie wyczyniam na sali próbując się wyciągać, naciągać i zginać przy okazji się nie połamawszy ;-). Ku mojemu zaskoczeniu, rady jakie słyszę od mojej nauczycielki jogi świetnie sprawdzają się nie tylko na jogowej macie. Dzisiaj pierwsza z nich – ćwiczcie na 60%.

W zabieganym świecie ambicji, hiperdoskonałości ciał modeli i modelek płynącej z reklam i ogólnego zachwytu nad wielozadaniowością oraz czerpaniem z życia pełnymi garściami ile się tylko da nagle ktoś mówi słowa, które działają jak kij wsadzony w szprych rozpędzonego koła od roweru. Ćwicz na 60% swoich możliwości –  nie na 10%, bo nie będziesz miał efektów i nie na 100% bo wtedy łatwo przekroczyć granicę i złapać kontuzję.

Rozwój osobisty - Life factory - czego uczy joga

Brzmi to nieco szokująco w obecnych czasach, bo zewsząd słyszę że mam działać, ćwiczyć i pracować na 120% swoich możliwości.  Reklamy energetyków przekonują mnie, że jak już nie mam siły to tylko łyk „cudownego” napoju i już rosną mi skrzydła lub wyłazi ze mnie tygrys. Mam być szybszy, sprawniejszy i praktycznie odporny na starość a wszystko to dzięki suplementom, doprowadzającym do skraju wytrzymałości cross fit’om i innym podkręconym aktywnościom. Nawet całe moje otoczenie jest w stanie podwyższonej gotowości, aby gdy tylko poczuje się słabo, zgubię oddech lub energię wesprzeć mnie dobrym słowem, niezłomną wiarą w to że sobie na pewno poradzę lub okrzykiem bojowym zapalić mnie do dalszego działania. Doszło nawet do tego, że sam do listy zadań na dany dzień dopisuję sobie jeszcze z dwa, no bo przecież jak docisnę to dam radę. Mój wewnętrzny krytyk ukształtowany przez otoczenie nie pozwala mi nigdy osiąść na laurach, no bo jak już jestem zadowolony to słyszę w głowie „możesz więcej”.

Pytanie jednak po co „więcej”? Czemu, nawet jak jestem na spacerze to podbiegam aby zdążyć na zielone światło, choć nigdzie się nie spieszę.  Polecenie aby ćwiczyć na 60% zdemolowało wprost całe moje funkcjonowanie. No bo jak to tak, że ktoś nie chce ode mnie 120 lub chociażby 100% moich możliwości a wystarcza mu nieco więcej niż połowa z nich. Zrozumiałem to, kiedy udało mi się wyłączyć ambicje i zacząłem ćwiczyć zgodnie z zaleceniem. Przestałem szarpać się i siłować ze swoim ciałem, lekko odpuściłem i znalazłem czas na to, aby je poczuć. Nagle okazało się, że czując ciało mogę lepiej wykonać daną pozycję, bo zamiast używać siły do skręcenia barku (..no bo jak to, ja nie dam rady?) wystarczy obserwować co się stanie jak minimalnie inaczej ułożę dłoń lub zrotuję staw barkowy prowadząc rękę po trochę większym okręgu. Nagle 60% stało się sposobem na to aby uzyskać lepsze efekty niż przy 100. Warunkiem koniecznym było jednak, aby na chwilę odpuścić i zobaczyć co się ze mną dzieje.

A co by się stało gdyby tak postępować nie tylko na macie do jogi, ale i w całym życiu?

Jak czuję mega zmęczenie i wyczerpanie, to nie lać w siebie kawy albo herbatek energetycznych, tylko zdrzemnąć się na chwilę dla zregenerowania energii. Gdyby nie gonić tylko za większą kasą a wydawać tą, którą się ma rozsądniej. Gdyby zamiast kolejnego filmowego hitu, w którym będę przeżywał przygody jakiegoś bohatera i dzięki temu niby resetował się po ciężkiej pracy, usiąść z termosem gorącej herbaty na brzegu polany w lesie i poobserwować co się na niej zmieni w czasie godziny. Gdyby przy okazji zbliżającego się 1 listopada Dnia Wszystkich Świętych, nagle nie obskakiwać w biegu wszystkich grobów i wielu cmentarzy a spędzić część tego dnia zamkniętym w domu z kubkiem czegoś gorącego i ze zdjęciami oraz wspomnieniami o tych, którzy odeszli.

Kiedy odpuszczasz i zwalniasz nagle znajdujesz nowe możliwości. Wyłączasz bezmyślne podążenie za innymi i Twoje ciało oraz umysł – niezaślepione próbą przetrwania za wszelką cenę do kolejnego wyznaczonego celu – powiedzą Ci czego naprawdę potrzebują i co jest dla nich ważne. Warto, aby miały szanse zrobić to same, zanim mijający czas i wiek pokażą Ci to w postaci kontuzji i innych zdrowotnych dolegliwości.

filizanka_small pisząc ten tekst nie mogłem wybrać innej herbaty niż BRIGHT MOOD – ajurwedyjska herbata na dobry nastrój i pozytywny stan ducha

 

Tu byłem…

Pamiętam z dzieciństwa, jak w różnych popularnych miejscach nawiedzanych przez ludzi można było znaleźć wydrapane w ścianach lub wyskrobane w deskach, ewentualnie wycięte w korze drzew napisy w stylu „Byłem tu. Tomek z Krakowa”. Odkąd pojawił się Facebook, Instagram i Pinterest, wspierany przez aparaty fotograficzne w smartfonach, funkcje tych wyrytych napisów zajęły fotki wrzucane na portale społecznościowe. Na temat samych wpisów nie chcę się wypowiadać – znam i gorących ich krytyków, jak i fanów – a trzymam się zasady, że każdy sam kształtuje swoje życie i ma praw robić w nim co tylko chce, o ile tym działaniem nie krzywdzi innych.

Piszę o tym, bo zauważyłem jak wielu ludziom „umyka” samo miejsce, w którym przebywają. Wpadają i jedyne na czym się koncentrują, to na tym co jest tutaj fajnego do sfotografowania, co będzie fajne wyglądało na zdjęciu oraz ewentualnie czy na tle tego, czy owego będę dobrze wyglądać w mojej kreacji. To co cechuje fotosmartfonowców ale również i innych cyfrowych fotografów, to strzelanie dziesiątek zdjęć z założeniem, że potem w domu na spokojnie wybierze się te, które dobrze wyszły. Niestety, ekrany aparatów i smartfonów pozwalają nam spojrzeć na otaczający nas świat jedynie w pewnym jego wycinku. Ich użytkownicy przypominają czasami konie z klapkami po bokach oczu, które powodują, że koń widzi tylko to co bezpośrednio przed jego głową. Pstryk, pstryk, pstryk… wpatrzeni w ekrany i pochłonięci fotografią nie dostrzegamy wiewiórki, która przebieg tuż obok nas, dziecka, które się do nas uśmiecha czy kota, który nam się przygląda. Czasami się zastanawiam, czy takie zachowanie pozwala nam poczuć prawdziwego ducha miejsca, doświadczyć jego rzeczywistej atmosfery a czasami po prostu usiąść i odczuć fakturę drewnianej ławki, zapach rozgrzanej deski na pomoście, czy rześkość zielonej trawy.

Rozwój osobisty - Life factory - radość przeżywania

Do napisania tego artykułu skłoniło mnie krążące na Facebooku zdjęcie z wizyty Papieża Franciszka w USA. Widać na nim tłum ludzi ze smartfonami, którzy zamiast na papieża patrzą w ich ekrany. Jedynie jedna, mała staruszka patrzy w kierunku papieża. Nie robi zdjęć, jest spokojna i uśmiechnięta, ale to uśmiech inny niż u pozostałych. Wprost widać jak chłonie atmosferę tego miejsca i wydarzenia. Ona tam jest całą sobą, a pozostali trochę tu a trochę gdzie indziej. Ona stoi spokojnie, a oni w pośpiechu pstrykają fotki. Tak to prawda – oni będą mieli pamiątki w postaci fotek i zdarzeń na swoich profilach, ale ona będzie miała piękne wspomnienia. To właśnie ją chciałbym zapytać jak się czuła w tamtym miejscu, bo reszta chyba nie do końca potrafiłaby mi na to odpowiedzieć.

Sam czasami się zapominam i na początku w jakimś miejscu uruchamia mi się syndrom „pstrykacza”. Szybko jednak wyhamowuję i próbuję „poczuć to” miejsce. Zauważyć jak pachnie powietrze, czy jest suche czy wilgotne, jakie zapachy do mnie docierają. Skupiam się na detalach, kładę na pomoście, siadam na trawie, aby się zatrzymać i z perspektywy zanurzenia w tym miejscu poczuć zaciekawienie i dojrzeć to co ucieka mi w pośpiechu działania. Dawno temu, w otchłani internetu znalazłem poniższe zdjęcie, które właśnie do takiej uważności mnie natchnęło.

Rozwój osobisty - Life factory - zatrzymaj się

Zdjęcie pochodzi ze strony www.piccsy.com

filizanka_small pisząc ten tekst piłem aromatyczną herbatę Oolong Formosa, którą i Wam polecam.