Archiwa tagu: życie

Zasady bycia człowiekiem

Szare, mgliste i deszczowe weekendy mają według mnie swoją ważną rolę do spełnienia. Zatrzymują nas w domu, zachęcając do poszukiwania ciepłego i przyjemnego miejsca. Wyhamowują nasz codzienny pośpiech, zatrzymują w gonitwie za czymś nowym oraz wprowadzają atmosferę refleksji i zadumy.

Rozwój osobisty - zasady bycia człowiekiem

To dobry moment, aby przypomnieć sobie „Zasady bycia człowiekiem” i zastanowić się, które z nich są dla nas najważniejsze. Ja szczególnie lubię 6, ale każdy z Was znajdzie sobie pewnie swoją.

Zasady bycia człowiekiem

  1. OTRZYMASZ CIAŁO
    Możesz je lubić lub nienawidzić go, lecz pozostanie twoje przez cały czas twojego pobytu tutaj.
  2. BĘDZIESZ SIĘ UCZYĆ
    Zapisano Cię na nieformalne studia w szkole zwanej Życiem. Każdego dnia będziesz mieć szansę odebrać parę lekcji. Mogą ci się podobać, możesz jednak uznać, że są bezużyteczne i głupie.
  3. NIE MA BŁĘDÓW, SĄ TYLKO NAUCZKI
    Dorastanie to proces oparty na metodzie prób i błędów, na Eksperymentach. Eksperymenty „nieudane” są tak samo ważną częścią tego procesu, jak doświadczenia, które się powiodły.
  4. LEKCJA POWTARZANA JEST DOPÓTY, DOPÓKI SIĘ JEJ NIE NAUCZYSZ
    Każda lekcja zostanie Ci zaprezentowana w rozmaitych wersjach, dopóki się jej nie nauczysz. Dopiero gdy ją pojmiesz, przejdziesz do następnej.
  5. NAUKA SIĘ NIGDY NIE KOŃCZY
    Nie ma takiej chwili w życiu, która nie zawierałaby swoich lekcji. Żyjesz, a więc musisz się uczyć.
  6. „TAM” WCALE NIE JEST LEPIEJ NIŻ „TUTAJ”
    Gdy tylko twoje „tam” stanie się „tutaj”, natychmiast znajdziesz sobie następne „tam”, które znów będzie przedstawiać się lepiej niż „tutaj”.
  7. INNI SĄ PO PROSTU ODZWIERCIEDLENIEM CIEBIE
    Nie kocha się ani nie nienawidzi czegoś w innych, jeśli nie kocha się lub nie nienawidzi tego w sobie.
  8. OD CIEBIE ZALEŻY, CO UCZYNISZ ZE SWOIM ŻYCIEM
    Masz wszystkie przybory i bogactwa, których możesz potrzebować. Co z nimi uczynisz, zależy wyłącznie od ciebie. Wybór jest twój.
  9. ODPOWIEDZI NA TWOJE PYTANIA SĄ W TOBIE
    Odpowiedzi na pytania, które niesie życie, są w tobie. Wystarczy tylko przyjrzeć się, wsłuchać i zaufać.
  10. ZAPOMNISZ TO WSZYSTKO
  11. MOŻESZ SOBIE JEDNAK PRZYPOMNIEĆ, KIEDY TYLKO ZECHCESZ

Anonim

filizanka_small W rozmyślaniach nad powyższymi zasadami z pewnością pomoże wam kubek pysznej herbaty, ja proponuję  Herbatę czarną z żurawiną

Scenarzysta mimo woli

Jeżeli kiedykolwiek śmiałeś się z ludzi, którzy spisywali pamiętniki lub pisali powieści, które nigdy nie ujrzą światła dziennego mam dla Ciebie niezbyt wygodną informację. Czy tego chcesz, czy nie – zostałeś scenarzystą. Dzień po dniu piszesz scenariusz swojego życia i jako jego autor bierzesz całkowitą odpowiedzialność za to jak potoczą się losy głównego bohatera.

Rozwój osobisty - niezależność

Samodzielny i niezależny

W obecnej dobie rozwoju technologii i powszechnej mobilności nie możesz już tak łatwo zrzucić odpowiedzialności za swoje życie na miejsc urodzenia i środowisko, w którym się wychowywałeś. Wcześniej, jeśli ktoś urodził się w niewielkiej miejscowości był powszechnie znany i rozpoznawany . Otoczenie wiedziało wszystko o nim, jego rodzinie i krewnych. Życie toczyło się utartym torem, zawody były przekazywane z pokolenie na pokolenie, lokalna społeczność miała swoje zwyczaje i określone normy zachowań. Wystarczyło się tylko ładnie wpasować, aby spokojnie płynąć przez kolejne dni swojego życia. Być może było to nudne, ale za to łatwo przewidywalne i zapewniające wsparcie otoczenia w trudnych momentach.

Teraz jesteśmy bardziej mobilni i mamy łatwy dostęp do informacji o tym jak żyją inni. Jakich wartości i zwyczajów przestrzegają oraz jakich wyborów życiowych dokonują. Nagle dostrzegamy całe spektrum możliwości i nie zawsze mamy ochotę żyć tak jak nasi przodkowie, albo dotychczasowe otoczenie. Łatwość w przemieszczaniu przyczynia się do tego, że coraz częściej żyjemy w innych miejscach niż te, w których się urodziliśmy. Nowe miejsca i nowe grupy znajomych to możliwość tworzenia siebie od nowa i kreowania odmiennych scenariuszy na przyszłość. Nie jesteśmy już zamknięci w społecznościach, które wiedzą wszystko o nas, naszej rodzinie i dotychczasowym życiu. Pojawiając się w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, niczym w grze komputerowej dostajemy nowe życie i możemy być kimś zupełnie innym niż wcześniej.

Cena niezależności

Wizja życia tak jak chcemy, gdzie chcemy i według zasad, które sami zdefiniujemy jest upojnie uwodzicielska. Zrywamy „kajdany” zobowiązań i kulturowych obciążeń. Nie musimy już odgrywać roli napisanej nam przez innych. Czy po studiach zdecydujemy się wrócić w rodzinne strony, czy też zostaniemy nauczycielem angielskiego w Tajlandii to całkowicie nasz wybór. Tak samo jak decyzja, czy weźmiemy kredyt na dom, czy też będziemy cały czas wynajmować mieszkania pozostając mobilnymi i niezależnymi finansowo. Całkowicie w naszych rękach jest także rozstrzygnięcie, czy zachowujemy wyznanie naszych rodziców, czy też decydujemy się na inną, bardziej przemawiającą do nas religię lub ateizm. Podobnie sprawa ma się z wyborem opcji politycznych, sposobu odżywiania i kierunku rozwoju zawodowego.

Brzmi to jak bajka, ale i w bajkach często były złe charaktery lub przeciwności losu do pokonania. Wolność, którą daje nam współczesny świat często musimy opłacić brakiem wzorców postępowania i wsparcia ze strony bliskich w razie problemów. Nie możemy się już odwołać do tego co na naszym miejscu zrobiliby rodzice lub dziadkowie, bo sytuacja jest dziś diametralnie inna.  Nie otrzymamy też pomocy ze społeczności , której częścią już nie jesteśmy.  Natomiast wirtualni znajomi udzielą nam co najwyżej wirtualnego wsparcia lub zlajkują naszego posta.

rozwój osobisty - niezależność

Nieuchronność zmian

Tak jak największą tragedią dla scenarzysty jest niemoc twórcza, tak samo my, kiedy zdecydowaliśmy się na życie po swojemu, musimy uważać, aby nie zabrakło nam energii do pokonywani kolejnych wyzwań. Odwagi do mierzenia się z nieznanym i otwartości na to co nowe. Nie mogąc korzystać z gotowych rozwiązań musimy bardziej otworzyć się na naszą intuicję i odrzucić obawę przed popełnieniem błędu. Każda nasza pomyłka stanowi nowe doświadczenie i czegoś nas uczy. Życie raczej nie zwolni, świat nie stanie się prostszy, ale dzięki temu scenariusz będzie bardziej barwny. To czego potrzebujemy to wiary w siebie i zaufania do nas samych. Przyda się również jakiś wierny przyjaciel…

Czy można być za bardzo szczęśliwym?

Tak jakoś się składa, że w przeważającej mierze otaczam się osobami o bardzo pozytywnym nastawieniu do życia. Nie ma w tym zresztą żadnej tajemnicy, bo jak to w życiu bywa swój ciągnie do swego. Potrafimy się w miarę szybko podźwignąć z porażki, dostrzec coś pozytywnego tam gdzie wszyscy widzą same negatywy i chyba co najważniejsze mamy umiejętność wewnętrznego nakręcania się na pozytywne fale. Co może być dla wielu zaskakujące przy całym tym hiper, ultra, mega radosnym podejściu do życia cechą, która nas mocno wyróżnia jest branie pełnej odpowiedzialności za swój los (w tym i za to co nam nie wychodzi) a także to, że przy całej swojej szczęśliwości bytu nie osiadamy na laurach zapadając się w ciepło domowych pieleszy tylko permanentnie się uczymy, szkolimy i rozwijamy. Być może dla wielu z Was taka wizja brzmi pociągająco i chcielibyście do nas dołączyć, zanim jednak to zrobicie poniżej kilka naszych obserwacji.

Rozwój osobisty - Life factory - szczęście

1. Przypną Wam łatkę – „niespełna rozumu”
Kiedy masz ciągle banana na twarzy (uśmiech znaczy się) i jesteś zadowolony, to Twoi mniej zadowoleni znajomi, będą wciąż dociekali jaka choroba Ci dolega lub jakie wspomagacze musisz zażywać. W przypadku uznania, że jesteś zdrowy i nic nie bierzesz zostaniesz zakwalifikowany do tych niespełna rozumu. O mnie niektórzy mówią, że w dzieciństwie coś mi musiało upaść na głowę i uszkodzić ośrodek zmartwienia. O mojej przyjaciółce twierdzi się, że jak tylko ktoś jej powie „cześć” to ona uznaje, że ten ktoś już ją lubi.. itd.

2. Stracicie cześć znajomych – i to z czterech powodów
Po pierwsze, przez ciągły rozwój masz sporo zajętego czasu. Szkolenia, warsztaty lub inne tego typu spotkania i zajęcia powodują, że spada Twoja dostępność dla znajomych a co gorsza ciężko się z Tobą umówić na najbliższy weekend, bo przeważnie masz już go zaplanowanego. Z czasem zatem usłyszysz, że unikasz towarzystwa i jesteś winny zepsucia tak świetnych kiedyś relacji.

Po drugie, staniesz się namacalnym i bolesnym wyrzutem sumienia podczas spotkań towarzyskich. Bo kiedy inni będą się pytali „jak żyć”, narzekali na świat, państwo i wynik ostatnich wyborów, które rzekomo doprowadzają ich do tak trudnej sytuacji życiowej Ty będziesz ewidentnym dowodem na to, że się da w tych warunkach być szczęśliwym i rozwijać. Moja przyjaciółka usłyszała nawet od części znajomych, że ma wypaczoną wizję świata przez te swoje „różowe okulary” i nie widzi życia takim jakie naprawdę jest. Ciekawa to teoria, że niby inni nie patrzą na świat przez „okulary” swoich doświadczeń.

Po trzecie, poprzez zaangażowanie w swoje życie zacznie Wam brakować czasu i z tego też powodu zaczniecie go bardziej cenić i rozważniej używać. To samo będzie dotyczyć wydatkowania energii, którą dysponujecie. Wcześniej czy później uznacie, że nie chcecie trwonić tak deficytowego towaru na relacje, które Wam nic nie dają a jedynie przynoszą korzyści innym lub ci inni starają się za wszelką cenę ściągnąć Was w dół do swojego poziomu nieszczęścia.

Po czwarte, nie wiem na czym to polega ale z czasem zdecydowana większość tych mega pozytywnych zaczyna dbać o zdrowie i swoją dietę. Może to i naturalny odruch próby przedłużenia swojego żywota, skoro ono takie fajne. Oznacza to jednak mniej alkoholu i ograniczenie fast food’ów co nie sprzyja nocnoweekendowemu imprezowaniu ze znajomymi.

Rozwój osobisty - Life factory - piękne życie

3. Możecie zostać sami
Mało kto z nas był tak super pozytywnie nastawiony do życia od urodzenia. Co więcej, tajemnica tych hiperradosnych, kryje się często w trudnym dzieciństwie lub traumatycznych wydarzeniach, które nas zmieniły. O ile wydarzyły się wtedy, gdy byliśmy singlami i dopiero potem się z kimś związaliśmy to nie ma problemu. Gorzej kiedy się zmieniamy, będąc już z kimś wcześniej związani. Nierzadko kończy się to rozstaniem, bo nagle my przemy do przodu, poszerzamy swoje zainteresowania i kręgi znajomych, żyjemy aktywnie a nasza druga połowa chce tak jak wcześniej spędzać całe popołudnia grając na komputerze lub śledząc życie telenowelowych bohaterów. W takiej sytuacji nie ma bata i wspólna więź gdzieś zanika.

Na szczęście możliwy jest też wariant pozytywny, gdzie jedno pozytywnie nakręcone zaczyna nakręcać drugie i po jakimś czasie mamy fajnie pozytywnie nastawioną parę.

4. Nie zawsze będziecie lubiani
W naszym kraju raczej nie lubi się ludzi sukcesu i tych szczęśliwych, do tego często obowiązuje zasada psa ogrodnika – sam nie mam to i drugiemu nie dam. Zatem być może będziecie mieli wianuszek „fanów”, tylko czyhających na to aż Wam się noga powinie bo bycie takim szczęśliwym zostanie uznane za nieprzyzwoite w tak trudnym do życia kraju jak nasz.

Podsumowując jak ma być szczęśliwie i pozytywnie, to może nie być łatwo – zapewniam jednak, że zawsze warto 😉

filizanka_small  pisząc o szczęściu miałem ochotę na coś świeżego i orzeźwiającego, wybór padł na zieloną herbatę Moc Granatu

Czego uczy mnie joga cz. II – nie żyj na pamięć…

Początek zajęć, wszyscy już siedzą w ciszy na swoich matach i starają się wewnętrznie wyciszyć. W powietrzu delikatnie ćmi relaksująca muzyka i unosi się woń kadzidła. W tle słychać głos nauczycielki o koncentracji na oddechu i wyrównaniu wdechu i wydechu… „Poczujcie swoje ciało, jak się dzisiaj czuje. Czy coś Was boli, coś się napina – skierujcie w to miejsce oddech aby się rozluźniło. Przeskanujcie swoje ciało i pamiętajcie aby nie ćwiczyć na pamięć. To, że ostatnio wyszła Wam jakaś pozycja lub w skłonie dosięgnęliście jakiegoś miejsca nie znaczy wcale, że i dzisiaj musi się tak zdarzyć. Ćwicząc na pamięć, przestajecie słuchać swojego ciała i łatwo wtedy o kontuzję”.

Rozwój osobisty - Life factory - joga

Kiedy usłyszałem o niećwiczeniu na pamięć i nie napinaniu się na to aby powtórzyć wynik z ostatniego spotkania dotarło do mnie, że ta mądra rada stoi w sprzeczności ze wszystkim tym czego mnie uczono. W szkole podstawowej jak osiągnąłem jakiś wynik w biegu, to przy kolejnym teście sprawnościowym wynik gorszy oznaczał porażkę. Jak z jakiegoś przedmiotu miałem czwórkę na półrocze, to trója ze sprawdzianu była tragedią. Tak wychowany i nauczony społecznych oczekiwań, za każdym razem kiedy zrobiłem coś nie tak dobrze jak poprzednio czułem się winny i zastanawiałem się co się złego ze mną stało. Nigdy wcześniej nie pomyślałem o tym, czy ten dzień jest tak samo dobry jak tamten, w którym miałem lepszy rezultat. Zawsze porównywałem ze sobą jedynie wyniki a nie dni.

Gubi nas życie na pamięć. Pędzimy samochodami po ulicach, bo ostatnio dojechaliśmy tą drogą do celu w 10 minut, a że to był wieczór i puste drogi a teraz jest dzień i pełno samochodów to nie jest ważne, ważne aby zmieścić się w tych 10 minutach. Czemu nie wyszliśmy wcześniej z domu, czemu choć wiemy, że jesteśmy zmęczeni nie wzięliśmy poprawki na to, że mamy dzisiaj gorszy refleks, czy faktycznie musimy zmieścić się w tym czasie co ostatnio? – pytania te pojawią się najczęściej dopiero wtedy kiedy mamy wypadek. Gnamy, biegniemy przez życie nie zważając na to czy nas coś boli, czy ciało ostrzega – ważne aby odhaczyć kolejne pozycje z listy spraw do załatwienia… i aby nie zrobić tego gorzej niż ostatnio.

Od pamiętnej lekcji jogi zmieniłem swoje postępowanie. Kiedy rano wstaję i w pośpiechu szykowania się do pracy wskakuję pod prysznic na chwilę zwalniam i staram się poczuć to jak się czuję. Kiedy trzeba wykreślam zadania z listy na dany dzień i przenoszę je na inny, kiedy z barku czasu zmęczony ćwiczę z hantlami pod koniec dnia pozwalam sobie na mniejszą liczbę powtórzeń. Kiedy śpię krótko w nocy, nie szkoda mi czasu na regeneracyjną, krótką drzemkę po południu. Raz na jakiś czas w biegu dnia zatrzymuję się na moment i słucham siebie, skutkiem czego zacząłem zauważać jak często w ciągu dnia mam napięty kark i szyję, jak nieświadomie zaciskam mocno żuchwę. Uspokajam się wtedy na moment, biorę kilka spokojnych, długich oddechów i rozkoszuje poczuciem spływającego ze mnie napięcia. Generalnie jeszcze bardziej siebie lubię, jestem spokojniejszy i wyciszony a mimo to moi znajomi wciąż się dziwią jakim cudem robię tak wiele rzeczy….

Ten tekst dedykuję znajomemu, który pomimo dużego zmęczenia i osłabienia organizmu poszedł biegać, bo miał jogging w planie dnia. Niestety, nie dobiegł do celu a z trasy zabrała go karetka…

filizanka_small  przy pisaniu tego tekstu towarzyszyła mi  ajurwedyjska herbata łącząca w sobie 18 ziół, kwiatów i przypraw z urzekającym dodatkiem kwiatu żeńszenia GINSENG FLOWER

 

Smakuj życie

Wrzesień to miesiąc, w którym często startują różnego rodzaju kursy, grupy zainteresowań i różnorakie warsztaty. Zatem pozbawia nas on jednej z podstawowych wymówek, dlaczego czegoś nie robimy lub nie próbujemy – nie pójdę na jogę bo jestem początkującym, a tam pewnie sami zaawansowani, zacząłbym kurs angielskiego ale wszystkie są już w trakcie, zapisałabym się na kurs tańca ale jak się odnajdę wśród tych którzy już ćwiczą trzy miesiące itd. itp. Oczywiście, że te powody to w przeważającej mierze wymówki ale jednak skutecznie pozwalają nam przed innymi, a szczególnie przed samym sobą,  znaleźć usprawiedliwienie na brak naszego działania.

Rozwój osobisty - Life factory - smakuj życie

Każdy boi się niepowodzenia, ośmieszenia, że mu na początku nie wyjdzie albo że nie będzie wiedział jak się zachować. Nie napiszę „olej innych i nie przejmuj się ich zdaniem”, bo będzie to przypominało rzucanie grochem o ścianę. Napiszę za to, że jest wrzesień i wielu będzie w podobnej do Ciebie sytuacji idąc pierwszy raz na jakieś zajęcia lub rozpoczynając jakiś kurs albo aktywność fizyczną. Tak, tak… po lecie, a szczególnie po oglądaniu świeżo zrobionych pamiątkowych zdjęć z wakacji, wielu dostrzega nagle nadmiar tego i owego u siebie i podejmuje decyzję o rozpoczęciu aktywności fizycznej. Wrzesień to właśnie miesiąc, w którym spotkasz sporo niezaprawionych w bojach biegaczy, rowerzystów których niewyćwiczone mięśnie nie pozwolą podjechać pod większe wzniesienie, czy też rolkarzy, którzy połowę czasu spędzają na ziemi po upadkach podczas nauki jazdy na tym  sprzęcie. Zatem w razie niepowodzenia nie będziesz się istotnie wyróżniać 😉

Powstaje jednak pytanie po co to robić?

Choćby po to, aby spróbować czegoś nowego i odnaleźć dawno zagubioną dziecinną fascynacje czymś nieznanym. Do dzisiaj pamiętam jak pierwszy raz poszedłem na koncert mis tybetańskich i spędziłem ponad  godzinę z jednej strony zafascynowany tym co wibracje i fale dźwiękowe robią z moim ciałem, a z drugiej podekscytowany tym co się jeszcze wydarzy. Już samo to, że miałem leżeć prze cały ten czas ziemi i jedynie słuchać dźwięków było dla mnie czymś zupełnie odmiennym w moim zabieganym życiu. Jednak, kiedy prowadząca walnęła w wielki gong było to uczucie wręcz ekstatyczne. Wibracje przeszyły całe moje ciało a ja tylko myślałem o tym, aby waliła w niego cały czas i to jeszcze mocniej. Po tym koncercie byłem mega zrelaksowany i do tej pory nie rozumiem, jak przy takich wibracjach i natężeniu dźwięku niektórzy z uczestników potrafili zasnąć i sobie chrapać.

Wiem jednak, że to możliwe bo poszedłem innym razem na koncert podczas którego prowadzący grał na hangu i dźwięki tego instrumentu wprowadziły mnie w taką błogość, podczas leżenia na podłodze, że odleciałem w objęcia Morfeusza. Tutaj, swoje zrobiła jeszcze oprawa – świeczki rozstawione wokół grającego, kadzidełka, plus dużo ciekawych/charakterystycznych uczestników – to wszystko tworzyło atmosferę nowego i fascynującego świata.

Zostawmy jednak koncerty. Na wiosnę tego roku byłem pierwszy raz na spływie kajakowym. Nie jakimś ekstremalnym, ale zupełnie turystyczno-relaksacyjnym ze znajomymi. Niby banalna rzecz, a jednak w kajaku do tej pory płynąłem tylko raz w życiu i teraz miałem ciągle przed oczami wizję wywrotki i utknięcia gdzieś pod kajakiem, do góry nogami. Rzeka nie była głęboka a i nurt nie był zbyt narwisty, zatem było bezpiecznie i zabawa była mega. Czułem się po tym wypadzie fantastycznie i już planuję kolejne kajakowanie. Jednak dopiero wtedy, kiedy raz wziąłem w tym udział, to zacząłem zauważać ile takich kajakarskich tras jest w pobliżu mojego domu. Ponieważ bałem się tego spływu, to satysfakcja z jego ukończenia była mega motywująca. Zresztą twórcy wesołych miasteczek, podkreślają, że aby się dobrze w nich bawić zabawa powinna być połączona z pewną dozą strachu, bo tylko wtedy nasz organizm daje nam endorfinowego kopa wywołującego doskonałe samopoczucie i zadowolenie z siebie. Już wiesz zatem pewnie, czemu tak wiele osób uwielbia rollercoastery 😉

W czerwcu tego roku poszedłem też na 1,5 godzinne wprowadzenie do jogi i medytacji. Z jednej strony, obawiałem się czy sobie poradzę z tymi pokręconymi jogicznymi pozycjami (szczytem gibkości to ja nie jestem) a z drugiej, trochę nie wyobrażałem sobie jak ja wulkan energii będę medytował. Jestem świetny z orientacji w terenie i dokładnie wiem gdzie jest strona prawa i lewa. Jednak jak w pewnym momencie miałem leżąc przepleść prawą stopę pod lewym udem i jeszcze jedną ręką złapać się gdzieś tam, to nie podołałem temu zadaniu i poplątałem wszystkie strony i kierunki. Tak samo nie poszła mi pozycja na jednej nodze, bo co chwila mnie gibało i traciłem równowagę. Najzabawniejsze było jednak to, że nie do końca szło również pozostałym i wszyscy zamiast się jakoś napinać i denerwować mieli niezły ubaw. Szczególnie jak prowadząca mówiła, że teraz robimy pozycję ślimaka albo psa. Dowiedziałem się o dziwnych mięśniach, których wcześniej nigdy nie czułem. Wiem, że muszę popracować nad koordynacją ruchową i że muszę nauczyć się odpuszczać, bo w jodze trzeba działać z wyczuciem i bez przesadnej ambicji, bo ta druga może doprowadzić do kontuzji a ja jako perfekcjonista jestem nad wyraz ambitny.

Rozwój osobisty - Life factory - smakuj życie 2

Przykładów mógłbym jeszcze sypać dziesiątki – jak choćby masaż tajski połączony z aromaterapią, parasailing, kosztowanie dziwacznych regionalnych specjałów za granicą  itd. Co jednak łączy te wszystkie działania? Dla mnie to smak przygody, stawiania siebie w nowych sytuacjach, poznawanie ludzi i ich historii z zupełnie innych obszarów zainteresowań niż moje. Przełamywanie się, mierzenie ze swoim strachem i poszerzanie swoich horyzontów a co najważniejsze „smakowanie życia” w jego najróżniejszych formach. Tak – aby wtedy, kiedy już będą dochodziły do końca moje ostatnie godziny na tym świecie – mieć poczucie, że przeżyłem fascynujące i ciekawe życie a nie żałować, że tylu rzeczy nie spróbowałem przez te wszystkie lata.

Kończąc pozostawiam Ciebie z pytaniem: Kiedy ostatnio zrobiłeś coś pierwszy raz w życiu? 

filizanka_small pisząc ten tekst piłem przepyszny owocowy napar Pina Colada z dodatkiem kokosu

Triada interesów – zajmij się swoim

Niejednokrotnie wielu ludzi jest niezadowolonych z tego co spotyka ich w życiu. Popadamy we frustrację bo: nasi znajomi nie są tacy jak być powinni, nasz partner lub partnerka poświęcają nam za mało uwagi, dzieci nie uczą się tak dobrze jak chcemy, musimy się martwić o zdrowie najbliższych, politycy są nieuczciwi, świat jest niesprawiedliwy i los nam nie sprzyja – STOP!

Rozwój osobisty - Life factory - triada interesów

Nie wiem ilu z Was zauważyło, że żadne z powyższych oczekiwań nie dotyczy osoby, która je formułuje. Są to oczekiwania względem innych osób lub nawet świata czy losu. Mówiąc wprost mamy oczekiwania do tego co od nas nie zależy. Na pierwszy rzut oka nie brzmi to groźnie, ale wbrew pozorom takie podejście do życia może przyczynić się do wywołania smutku lub depresji. Świetnie opisała to w swojej „Mini książeczce” Byron Katie, która wyróżnia trzy rodzaje interesu: Mój, Twój i Boga (który ja na potrzeby tego artykułu określiłem interesem Universum).

Sprawa jest prosta:

Mój interes – to wszystko co jest pod moją kontrolą

Twój interes – to wszystko co jest pod Twoją kontrolą

Interes Universum – to wszystko co jest poza moją i Twoją kontrolą

Rozwój osobisty - Life factory - interes

Często zapominamy o tym podziale i formułujemy oczekiwania spoza obszaru naszej kontroli, czyli naszego interesu. Byron Katie tłumaczy to bardzo prosto. Kiedy myślę: potrzebujesz znaleźć jakąś porządną pracę, chcę abyś był szczęśliwy, powinieneś być na czas, potrzebujesz zadbać o siebie – to jestem w Twoim interesie. Natomiast gdy obawiam się trzęsień ziemi, powodzi, wojny i tego kiedy umrę – to jestem w interesie Universum.

Jak takie wchodzenie w cudze interesy może być niebezpieczne pokazuje inny przykład autorki „Mini książeczki”:

Gdy umysłowo poszłam do interesu mojej mamy, na przykład taką myślą jak: „Moja mama powinna mnie rozumieć” – natychmiast doznałam uczucia samotności. I zdałam sobie sprawę, że zawsze w mym życiu, gdy czułam się zraniona lub samotna, to byłam w interesie kogoś innego.

Kiedy myślimy, że wiemy co jest najlepsze dla kogoś innego – jesteśmy w jego interesie. Nawet, gdy próbujemy to wytłumaczyć naszym uczuciem miłości względem innej osoby nadal takie zachowanie jest czystą arogancją w naszym wykonaniu. Co więcej w efekcie tego podejścia sami martwimy się, boimy i stresujemy za kogoś, kto być może nawet tego nie zauważa, bo jest zadowolony z tego co ma.

Stara zasada mówi aby uczyć się od lepszych, to znaczy takich którzy osiągają wymierne efekty, zatem w tym przypadku mają świetne życie. Pytanie zatem czy jesteś pewien, że Twoje życie jest na tyle świetne, abyś mógł zostać doradcą innych.

Kończąc pozostawiam Cię z jednym pytaniem:  Jeżeli Ty żyjesz swoim życiem i ja żyję Twoim życiem, to kto wtedy żyje moim?

filizanka_small tekst pisałem popijając wyjątkowo subtelną w smaku herbatę wysokogórską z Nepalu – Nepal Himalayan