Życie w trybie „smart”

Od dawna mam dylemat jak żyć, a w zasadzie to w jakim czasie. Jedni guru podają, aby koncentrować się wyłącznie na „tu i teraz”. Inni natomiast mówią, że jeśli już teraz nie zadbasz o swoją przyszłość, to będzie ona marna i będziesz mieć problemy. Jedni mówią zwolnij, zatrzymaj się i włącz uważność, a drudzy radzą z jakich urządzeń i programów należy korzystać, aby podnieść swoją wydajność i multizadaniowość. Do tego żyjemy w erze natłoku informacji i rozwoju social mediów. Powszechnej dostępności towarów, dynamicznej ewolucji urządzeń elektronicznych do kolejnych wersji oraz nieustających promocji i okazji. W przeciwieństwie do minionych czasów prawie nie poświęcamy energii na naprawianie tego co już mamy, tylko kupujemy lepszy, nowszy model a ten poprzedni traci naszą uwagę i ląduje w śmietniku lub na dnie zapomnianej szuflady. Czy to dobrze, czy źle – jak zwykle w życiu nic nie jest czarno-białe. Z jednej strony produkujemy więcej śmieci. Z drugiej, kupując coś nowego napędzamy gospodarkę, która daje zatrudnienie innym ludziom.

Rozwój osobisty - Life factory - życie

I moglibyśmy tak dywagować w nieskończoność, ale w momencie kiedy na podobnej zasadzie jak rzeczy zaczynamy traktować innych ludzi lub zwierzęta – czyli istoty, które czują, myślą i obdarzają nas uczuciami – to zdecydowanie nam się coś w głowach porypało. Kilka dni temu w internecie gruchnęła wieść o maratończyku Piotrze Kuryło, który wcześniej adoptował ze schroniska 13-letnią suczkę a teraz w słonecznym upale przywiązał ją do bramy schroniska i się ulotnił (pech chciał… a może szczęście, że ten wyczyn został uwieczniony na nagraniu kamery). Przerażony pies spędził na słonecznym ukropie 2 godziny nim go ktoś znalazł. Rzeczony biegacz coś bełkotał o kosztach, bo pies schorowany i że niby nie miał go z kim zostawić w czasie planowanego biegu maratońskiego. Już nawet nie będę się pastwił nad nim, że przecież ma rodzinę a drugim z jego psów jakoś miał się kto zająć.

Chodzi mi bardziej o pewien trend, który  staje się coraz bardziej powszechny. Uczymy się szybko znajdować zamienniki tego co mamy. Domowe obiady zastępujemy fast food’ami, zamiast regularnego odpoczynku fundujemy sobie turbo regeneracyjne weekendowe wypady do SPA, spotkania ze znajomymi zastępuje nam wymiana z nimi postów i komentarzy na Facebook’u. Zamiast dwóch, trzech prawdziwych przyjaciół mamy setki internetowych znajomych, o których tak naprawdę za dużo nie wiemy. Reklamy zachęcają nas do zamawiania w internecie sterty nowych ubrań, przymierzania ich w domu i odsyłania tych, które nam nie pasują ale mało kto zauważa, że tak samo zaczynamy postępować z ludźmi. Portal randkowy albo czat, szybkie spotkanie jeszcze szybszy numerek i już wiemy kogo odesłać w ramach „zwrotu towaru”. Bo nam nie pasuje, nie tak leży albo nie spełni naszych wyśrubowanych standardów a że może się jakoś emocjonalnie zaangażował, albo zadurzył…. a to sorry, jego problem.

Jesteśmy coraz bardziej niezależni, mobilni i świadomi swojej wartości. Czasami zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego kiedy już jesteśmy z kimś związani. Czasami uświadomi nam to też ktoś inny, kto nagle poświeci nam trochę więcej uwagi i miłych słów niż nasza druga połowa. Jak pokazują doświadczenia moich znajomych, bardzo łatwo wtedy ulec iluzji, że o to los obdarzył nas dostępnością do nowego, lepszego modelu od tego co mamy. Zatem co… stare na śmietnik.

Rozwój osobisty - Life factory - życie 2

Rozchodzimy się, zostawiamy z dnia na dzień drugie połowy totalnie zaskoczone całą sytuacją, czasami wręcz kończymy związek jednym SMS’em. Nie próbujemy niczego naprawiać lub czegoś pozmieniać, w tym co już było. Chwytamy naszą nową zabawkę i dalej gnamy w świat…

Jednak z czasem okazuje się, że i ten nowy model miał wady ukryte – mąż, albo żona. Czasami przegrzewa mu się procesor i zapomina być dla nas miły, albo przepełnia bufor pamięci i nie jest już tak aktywną i tryskającą energią osobą jak wcześniej. Cóż można w tej sytuacji zrobić? Niestety, najczęściej zaczynamy się rozglądać za kolejnym nowszym modelem, albo chociaż takim, który ma świeższą wersję oprogramowania i najlepiej gdyby był jeszcze w promocji.

Teoretycznie można tak w nieskończoność i pewnie jest to jakiś sposób na życie. Możemy być jednak bardzo zaskoczeni, kiedy nagle na naszym głównym panelu sterowania pojawi się komunikat: „błąd systemu – choroba” lub „model niedostępny dla tej kategorii wiekowej”. Czy znajdziemy wtedy szybko jakiś „zamiennik” dla tego co było?

Chciałbym, aby było jasne, że jestem przeciwnikiem utrzymywania pewnych relacji na siłę, kiedy faktycznie już nic ze sobą nie niosą albo są dla nas destrukcyjne. Jestem też daleki od promowania nieustających i niewiele wnoszących napraw tego co było do tej pory, bo najzwyczajniej szkoda na to czasu i życia. Nie oceniam ludzi za ich decyzje, bo najczęściej nie wiem wszystkiego. Wiem tylko, że każda decyzja rodzi konsekwencje a podejmowana w biegu i na hurraoptymistycznym emocjonalnym haju nie uwzględnia wszystkich przesłanek.

I tak sobie myślę, że warto jednak na co dzień „żyć tu i teraz”. Żeby jak pojawia się jakaś nowa szansa na przyszłość, mieć pełną świadomość tego co możemy utracić albo też jakiego zniewalającego bagażu możemy się pozbyć. Jakiej jednak decyzji byśmy nie podjęli, pamiętajmy o uczuciach innych. Nikt z nas nie chciałby zostać bez słowa przywiązany do bramy schroniska i pozostawiony samemu sobie.

A wspomnianemu maratończykowi dedykuję pewną przypowiastkę, na którą gdzieś, kiedyś trafiłem w czeluściach internetu:

Rozwój osobisty - Life factory - psiak

Zmarł pewien mężczyzna a razem z nim zmarł jego pies.
I oto dusza człowieka, z psem u boku, stają przed wrotami z napisem ”Raj. Psom wstęp wzbroniony”.
Człowiek nie przeszedł przez te drzwi i poszedł dalej, w nicość z psem u boku. Idzie i po jakimś czasie widzi drugie wrota. Nic nie jest na nich napisane, tylko obok siedzi jakiś starzec. Człowiek podchodzi do niego i zagaja:
– Przepraszam szanownego…
– Święty Piotr jestem.
– A co jest za tymi wrotami?
– Raj.
– A z psem można?
– Oczywiście.
– A tam wcześniej to co to było?
– Piekło. Do Raju dochodzą tylko ci, którzy nie porzucają przyjaciół.

filizanka_small pisząc ten tekst piłem najpopularniejszą z chińskich zielonych herbat zwiniętych w kulki – China Gunpowder, czyli proch strzelniczy 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *