Życiowy wyścig na pełnym stresie

Czy musimy się ścigać z innymi, czy musimy nieustanie walczyć o lepsze stanowisko w pracy, czy musimy się starać za każdym razem wypaść jak najlepiej na spotkaniu towarzyskim lub zając pierwsze miejsce w rozgrywkach sportowych. Oczywiście, że „nie!”. Mimo to jednak, większość z nas nie potrafi tego wyścigu uniknąć.

Współzawodnictwo sączy się do nas niepostrzeżenie z reklam i rożnego rodzaju programów typu talent schow. Presji rodziny i znajomych w zakresie tego w jakiej firmie pracujemy i na jakim stanowisku. Nawet powszechne aplikacje prozdrowotne na smartfonach, które liczą nasze kroki lub przebiegnięte kilometry nie tylko pozwalają nam śledzić swoje postępy, ale od razu zestawiają też nasze wyniki z wynikami grupy naszych rówieśników z danej aplikacji korzystających. Miał być sport i dbanie o siebie a kończy się znowu na współzawodnictwie.

Rozwój osobisty - współzawodnictwo - życiowy wyścig

Nie dziwi zatem fakt, że potrzeba osiągnięć i parcie na sukces jest obecnie powszechne wśród mężczyzn i kobiet. Niemniej jednak, stres towarzyszący osiąganiu tego sukcesu lub pojawiający się po jego osiągnięciu jest diametralnie inny w zależności od płci.

Stosunek do współzawodnictwa

Chłopców już od najmłodszych lat uczy się „reguł życiowej gry”: rywalizują w sportach, prowadzą podwórkowe wojny, tworzą swoje plemiona i obozy walczące o drzewo lub piaskownicę, albo też podbijają wirtualne światy czy armie. To „programowanie” na współzawodnictwo niesie ze sobą zarówno korzystne, jak i negatywne skutki.

Do korzystnych można zaliczyć przygotowanie do odważnego torowania sobie drogi na szczeblach kariery oraz przebrnięcia przez trudny dzień w pracy. Mężczyźni wierzą w to, że ciężka praca popłaca a zdobyte doświadczenia podpowiadają im, że lepiej być „swoim chłopem”, niż uległym „pupilkiem szefa”. Do niekorzystnych skutków należy natomiast to, że rywalizacja staje się dla nich przymusem. Nawet kiedy już nie ma potrzeby konkurowania z innymi o awans lub pracę, zaczynają współzawodniczyć sami z sobą. Jeżeli raz byli doskonali, następnym razem muszą być jeszcze lepsi. Muszą być też lepsi od swojego ojca, brata, sąsiada, innego faceta ćwiczącego obok, a wreszcie muszą też być lepsi od swoich najśmielszych wyobrażeń o samym sobie.

Kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, nie rywalizują tak otwarcie. Często były wychowywane w przekonaniu, że ich miejsce jest w „kuchni” a poświęcenie dla innych lub służenie innym powinno im dawać więcej satysfakcji niż dreszcz zwycięstwa. To oficjalne podejście, ale te same kobiety widziały jak ich matki chciały piec perfekcyjne ciasta i wyglądać lepiej niż żony innych facetów. Podobnych obserwacji mogły mieć całe mnóstwo. Nie zapominajmy też o popularnych ostatnio programach w stylu „Perfekcyjna Pani domu”, czy „Kobieta na krańcu świata”. Dołóżmy też promowanie celebrytek jako specjalistek od wszystkiego. Nagle aktorki, dziennikarki czy byłe miss piękności wydają poradniki o ćwiczeniach, odchudzaniu, gotowaniu, jodze, otwieraniu swojej firmy czy robieniu kariery w biznesie. Do tego, chyba już w każdym mieście w Polsce powstają „Kręgi mocy kobiet” i tym podobne grupy wsparcia i motywacji. To wszystko „odpala” w kobietach ukrytą rywalizację. Obserwują nieustannie inne kobiety w ich działaniach i podnoszą poprzeczkę samym sobie. Jak sąsiadka ma pięknie ukwiecony balkon, ja muszę mieć lepszy. Jak znajoma mebluje dom zgodnie z zasadami feng shui, mój nie może być urządzony inaczej. Jak przyjaciółka biega do kosmetyczki, ja muszę biegać podobnie. Pól takiego ukrytego współzawodnictwa może być całe mnóstwo. Wyścig taki nigdy się nie kończyć, a każda z kobiet stawia sobie co rusz kolejne dodatkowe wymogi, choć oficjalnie wcale nie współzawodniczy.

Rozwój osobisty - stres

Sukces a poczucie winy

Kwestie związane z sukcesem i jego osiąganiem często są generatorem stresu. Co ciekawe, u mężczyzn wstyd i poczucie winy są następstwem braku sukcesu i pochodną niewielkiego zadowolenia z własnej pracy. U kobiet natomiast przeciwnie, poczucie winy często wiąże się z osiągnięciem dostrzegalnego dla wszystkich sukcesu i dużą satysfakcją z pracy zawodowej.

Przyczyny należy szukać w identyfikacji z sukcesem zawodowym. Mężczyźni proszeni o określenie kim są, najczęściej odwołują się do zawodu: „jestem księgowym”, „jestem programistą”, itd. Im mniej lubią swoją pracę, tym większa frustracja i stres. Im mniej sukcesów na polu zawodowym, tym większe poczucie winy.

Kobiety natomiast określają siebie używając określeń jestem: „kobietą”, „ żoną”, „matką”. Co więcej, im mniej lubią swoją pracę, tym mniej się z nią utożsamiają. Nawet świadomość braku osiągnięć na polu zawodowym, nie wywołuje u nich poczucia winy. Pojawia się ono jednak wtedy, kiedy praca sprawia im przyjemność i odnoszą w niej znaczące sukcesy. Dzieje się tak ponieważ, często oznacza to zostawianie w biurze po godzinach i pracę zawodową także w domu.

Kolejna zauważalna różnica miedzy płciami dotyczy tego w jaki sposób definiują sam sukces zawodowy. Mężczyźni są przekonani , że ich sukces to owoc ciężkiej pracy. Kobiety natomiast bardzo często uważają, że ich sukces to kwestia szczęścia a nie umiejętności. Tak więc, Ci pierwsi będą się zadręczać brakiem sukcesów nawet, gdy obiektywnie ich brak nie wynika z ich złej pracy a jest jedynie wynikiem niesprzyjających okoliczności. Te drugie natomiast, mimo doskonałej pracy i kompetencji żyją nieustannie w obawie, że łut szczęścia je opuści a dotychczasowe sukcesy rozprysną się jak bańka mydlana.

Zbawcze „uziemienie”

Metod niwelacji stresu jest sporo. Ważne jest jednak, aby nie tylko o nich wiedzieć czy czytać, należy z nich również korzystać. Trzeba też pamiętać, że zanim zaczniemy się relaksować, wpierw musimy odreagować stres zgromadzony w naszym ciele. Szybki spacer, jogging czy inna aktywność fizyczna doskonale się do tego nadają.

Kiedy już pozbędziemy się toksyn stresu z naszego organizmu, ważne jest złapanie swoistego dystansu do tego całego wyścigu. Zatrzymanie na chwilę, docenienie spokoju, dostrzeżenie piękna prostych rzeczy i zadanie sobie pytania, czy naprawdę potrzebujemy do szczęścia tego wszystkiego za czym tak bardzo gonimy.

Jeżeli ciężko jest nam się wyciszyć proponuję dwa sposoby na „uziemienie” i pobycie na chwilę w spokoju „tu i teraz”. Pierwszy i najprostszy to obcowanie z naturą. Rządzi się ona swoim nieśpiesznym tempem zmian, mądrym cyklem rozwoju i tak samo dzieli się swoim spokojem i energią z każdym człowiekiem, bez względu na to gdzie pracuje, kim jest i ile ma pieniędzy. Drugi sposób to medytacja. Spędzenie chwili czasu z samym sobą, w ciszy lub przy dźwiękach mantry. Kiedy skoncentrujesz się na oddechu, poczujesz jak powietrze wpływa w głąb twojego ciała przy każdym oddechu i opuszcza je przy każdy wydechu jest szansa, że doznasz uczucia spokoju. Nie napinaj się, nie oceniaj, poczuj po prostu swoje ciało. Jeśli nie możesz pozbyć się myśli z głowy, zastosuje prosty trick. Kiedy wdychasz powietrze, mów sobie w myślach „wdech”, kiedy wydychasz powtarzaj w myślach „wydech” – to zajmie twój rozbiegany umysł.

Pisząc niniejszy wpis w dużym zakresie posiłkowałem się książkami Georgii Witkin: „Stres męski – nowe spojrzenie” i „Stres kobiecy – nowe spojrzenie”.

2 przemyślenia nt. „Życiowy wyścig na pełnym stresie

  1. Przede wszystkim powinniśmy zmienić myślenie i podejście do życia.
    Ludzie osiągają sukces i pieniądze kosztem zdrowia, również tego psychicznego i kosztem prawdziwych uczuć. Następnie płodzą kolejne pokolenia niewolników, manipulowanych tak, by nawet nie potrafiły samodzielnie myśleć.

    Mężczyzn zdolnych do prawdziwych uczuć nazywa się słabymi. Obecnie nawet kobiety nie potrafią już kochać mężczyzn. Wszystkim się popieprzyły w głowach priorytety.
    Statystyki rozwodowe jasno pokazują w którą stronę zmierzamy. Nie wspominając o co raz mniejszej dzietności.
    Ludziom zrobiono papkę z mózgu, wszechobecną propagandą sukcesu i postępu. Nikt już nie potrafi się cieszyć z życia, zatrzymać się, kochać. I nie chodzi mi o to, by żyć w ubóstwie, ale można żyć normalnie, pozostając człowiekiem.
    Niestety polskie społeczeństwo to post PRLowscy materialiści, ogłupiani dodatkowo przez media i rząd. Tak bardzo pragną być częścią europy, a dają się wyzyskiwać za marne grosze, zapominając o ludzkiej godności. Nie potrafią zmienić rządzących i sięgnąć odważnie po normalne warunki życia, normalną pracę i czas dla siebie… Święty spokój.
    Bo w Polsce, jak ktoś nie zapierdala, nie ma samochodu i mieszkania na kredyt, to choćby był mądrym i wartościowym człowiekiem, nie będzie się liczyć dla nikogo. Za to rozmnażają się głupki i cwaniaki, pokolenie niewolników IKEI i korporacji, w których zarabia się 4 razy mniej za tę samą pracę co na zachodzie.
    Zapomniane wartości, zachłyśnięcie się zachodem, zawiść, uprzedzenia, kompleksy, to niestety cechy współczesnych polskich rodziców. Dlatego jest tak dużo rozwodów, dlatego jest tak dużo odnotowywanych depresji i innych zaburzeń, szczególnie u ludzi młodych.
    Wmawia się wszystkim że muszą być silni i żyć w tej straszliwej opresji. Wobec mądrych ludzi stosuje się ostracyzm i spycha na margines. Ludzie w większości są niedojrzali emocjonalnie, często psychopatyczni w wypadku mężczyzn i narcystyczni w wypadku kobiet.
    Przepaść między kobietą i mężczyzną w Polsce jest tak ogromna przez to, że zdrowych związków można ze świecą szukać.
    Więc żadna joga, mantra i kontakt z naturą, tylko mądrość i jeszcze raz mądrość! Edukacja i prawdziwa miłość między ludźmi, odwaga, dialog, świadomość! Tylko to może sprawić, że kolejne pokolenia nie będą zestresowane.
    A co my robimy? Każemy zapierdalać jeszcze bardziej w tym wyścigu, po to żeby „odpocząć” dwa tygodnie w hotelowym basenie w Egipcie, albo płacić za kursy „uwodzenia”, „kołczing”, całą masę rzeczy by tylko zaimponować komuś, zamiast móc czuć się dobrze i szczęśliwie.
    Nikt mi nie powie że nie mam racji. Tak długo jak nie zaczniemy mówić o tym głośno, porady dotyczące unikania stresu nic nie dadzą. Równie dobrze możemy przepisywać psychotropy, żeby tylko niewolnik był wydajniejszy. A jak zapłacze nad tym, że prawdziwa miłość już nie istnieje, to przykleić mu łatkę słabego.
    W tę stronę zmierza nasza cywilizacja i już niebawem ludziom braknie cierpliwości!

    1. Do mądrości i miłości trzeba dojrzeć, a do tego konieczna jest chwila zatrzymania i zadania sobie pytań podstawowych: Kim jestem? Po co jestem na tym świecie? Jakie wartości są dla mnie ważne? Dla jednych drogą do refleksji w tym temacie może być medytacja, dla innych joga, która m.in. uczy kochać i akceptować swoje ciało wraz z jego ograniczeniami. Moją drogą do odnalezienie odpowiedzi na większość takich pytań był coaching. Znam też innych, których ścieżka wiodła przez religię, filozofię, sztukę, działalność społeczną, ale również i śmierć bliskich lub chorobę.

      Zgadzam się całkowicie co do wielkiej siły miłości. Sam w nią wierzę oraz intensywnie pielęgnuję. Z przerażeniem jednak obserwuję jak wielu ludzi próbuje budować związki z innymi, samemu nie kochając siebie. Tymczasem, jest to warunek podstawowy stworzenia jakiejkolwiek pozytywnej relacji.

      Uważam też, że każdy z nas może oprzeć się wszechobecnej presji pędu i „sukcesu”. Może świadomie określić, co dla niego w życiu jest ważne i wartościowe. Może oprzeć się pokusie dopasowania do bezrefleksyjnego trybu życia. Stąd, zawsze będę mówił, że mamy prawo być słabi, mamy prawo być zmęczeni, mamy prawo być inni. Nigdy nie będę wskazywał jednej słusznej drogi życia ani namawiał do unikania stresu, bo to niemożliwe. Zawsze jednak będę zachęcał do tego, aby zrozumieć co się z nami dzieje, gdy coś nam się w życiu przytrafia i mądrze, a przede wszystkim świadomie, na to reagować.

      Zaś co do natury, on zawsze jest doskonałym miejscem wyciszenia i spokoju. Jest też źródłem nieskażonej, prostej mądrości życia.

      Pozdrawiam Rafał

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *